Jak przystało na instytucję sprawującą bezwzględną kontrolę nad swoimi owieczkami, Kościół katolicki od lat bacznie przygląda się technikom policyjnym, które można wykorzystać do umacniania swojej pozycji w społeczeństwie. Na bazie metody negocjacyjnej z wykorzystaniem dobrego i złego policjanta stworzono całą mitologię fajnego księdza – czasem rapującego, czasem chodzącego na siłownię, czytającego (albo publikującego na łamach) „Tygodnik Powszechny”, popierającego PO albo oferującego kobietom uprzejmą krytykę, a nie wytarzanie w pierzu i golenie na łyso.
Takimi księżmi są kard. Ryś, bliźniaczo podobny do Muńka Staszczyka i od niedawna piastujący jakieś podobno istotne stanowisko w zawikłanej kapłańskiej hierarchii, oraz jego następca w łódzkiej strefie wpływów katolickiego kartelu, czyli kardynał Krajewski. Można tu dostrzec analogie do polskiego rapu: tak jak drillowcy zaczęli imitować Pop Smoke’a, gdy ten już nie żył, tak samo polski Kościół szykuje się na pijarową ofensywę w stylu Franciszka, gdy argentyński papa zasilił poczet aniołów. I podobnie jak w przypadku rapu nie ma wątpliwości, że znajdą się koneserzy tego nieco zwietrzałego już stylu.
Ryś jak Dziwisz – podobno chce dobrze
Tradycyjnie bezpieczną przystanią dla „otwartych” kardynałów okazała się „Gazeta Wyborcza”, która piórem Małgorzaty Skowrońskiej przypomniała o dwóch momentach w powojennej historii Kościoła, które miały „potencjał, by zmienić rzeczywistość”.
Dwóch? Przez ponad 80 lat? Nawet ja ze swoim zatwardziałym gimboateizmem nie byłbym aż tak krytyczny wobec możliwości Kościoła katolickiego w Polsce. Ale równie intrygujące są te przykłady – chodzi oczywiście o chłodno przyjęty przez wiernych (ku radości Gomułki) list biskupów polskich do biskupów niemieckich, którego wpływowi na rzeczywistość teksty i fragmenty książek poświęcili m.in. Tomasz Żukowski, Paweł Machcewicz i Marcin Kościelniak, oraz… list kard. Dziwisza o zagrożeniu, jakie niesie przesłanie mediów Tadeusza Rydzyka.
Skowrońska sprytnie pomija szczegóły owego listu, o którym „dziś niewiele osób już pamięta” – jak np. datę jego napisania – dodaje jednak, że „byłemu papieskiemu sekretarzowi, który na gruncie krajowym stawiał wówczas pierwsze kroki, zabrakło rozeznania, sił i uporu, by przeforsować swoją wizję. Szybko dał się przekabacić (w imię źle pojętej jedności Kościoła) i przestał otwarcie krytykować Rydzyka”.
A więc jednym z dwóch momentów zwrotnych w powojennej historii polskiego Kościoła był list powracającego z Watykanu kapłana, który nie zdążył się rozeznać w panujących w Polsce stosunkach i skrytykował Rydzyka… w 2007 roku, tuż po tym, jak toruński mędrzec wyzywał Marię Kaczyńską od czarownic, po dobrych 3 latach, odkąd jego poparcie wpływało na wyniki wyborów, i po 15 latach, podczas których Radio Maryja konsekwentnie waliło taki przekaz, jaki waliło. Po czym Don Stanislao „w imię źle pojętej jedności” się zamknął i nie wracał do tematu, stając się za to uosobieniem twardogłowej linii polskiego kleru.
Dorime… Oby Rysiowi i Krajewskiemu poszło lepiej!
Trzeci moment zwrotny Kościoła
Te kontrowersyjne wybory służą Skowrońskiej jako wprowadzenie do trzeciego przełomowego momentu w historii powojennego Kościoła w Polsce, czyli przygotowanego przez Komitet ds. Dialogu z Judaizmem list, z którego wynika, że antysemityzm… nie jest ok.
Jak zauważyły nawet przychylne Rysiowi media, list jest co prawda nudny jak flaki z olejem i jakieś 700 lat po pierwszych pogromach na ziemiach polskich niewielu nieantysemitów zareaguje na niego inaczej niż wzruszeniem ramion – ale oczywiście jest też znana wszystkim twarz katolickiej wspólnoty, która zaczęła dorysowywać Rysiowi pejsy i przypuściła frontalny atak na wizję Kościoła, który nie nienawidzi Żydów.
Konflikt o to, czy dać Żydom żyć, czy jednak w starym kościelnym stylu wziąć się za ich prześladowania, troszeczkę odbiega od tego, do czego Kościół rości sobie prawa w dzisiejszej Polsce. Wielką inspiracją zarówno dla Skowrońskiej, jak i Rysia mógłby być Adam Michnik preparujący w Kościele, lewicy, dialogu przemówienie kard. Wyszyńskiego z marca 1968 roku, zatytułowane Służba zdrowiu w służbie miłości, tak, żeby zabrzmiało, jakby prymas brał w obronę prawa obywatelskie wszystkich ludzi, a nie wygłaszał przemówienie o aborcji i w tym kontekście groził „rozkładem psychicznym, gdy nie będą rodzili ludzie normalni, tylko matoły”.
Tak właśnie będą teraz wyglądać pijarowe „wrzutki” fajnych księży – może po tylu latach pozorowanie działań przeciwko pedofilii wśród kleru to niewiele, ale wciąż krok w przód! Może poglądy na temat aborcji, eutanazji, gejów i seksu pozamałżeńskiego „platformerscy” kardynałowie kojarzeni z gangiem „kościoła otwartego” mają takie same, jak ci z pisowskiego kościoła zamkniętego pod batutą Marka Jędraszewskiego, ale… co powiecie na to, że antysemityzm nie jest ok? Niewielki kroczek, ale zdecydowanie w dobrym kierunku. Zresztą zerknijcie na kardynała Krajewskiego, jaki ludzki pan.
Kościoł odda pałace bidokom. Ruszyło odliczanie
Krajewski w niedzielę palmową podbił serca mężczyzn (niemal zawsze są to mężczyźni, którzy chyba mają większy interes w ustabilizowaniu relacji z Kościołem niż kobiety, od lat konsekwentnie niszczone przez hierarchię i jej polityczne roszczenia) rozsianych po redakcjach, które czasem dla wątpliwego humoru nazywa się „lewicowymi”. Wystarczyło, że powiedział dziennikarzowi TVN24: „Proszę zobaczyć, jaki jest dom biskupa, a biedni jedzą pod namiotem. To się musi zmienić. Ja mogę jeść tam, ale oni przyjdą do pałacu”. Niektórzy, jak Bertold Kittel z TVN czy nawet młody aktyw Lewicy Czarzastego oraz Razem, odebrali to jako zapowiedź rychłego przekazania pałacu biednym.
No cóż, czekam z niecierpliwością! Wygląda na to, że lekkomyślne pijarowe wrzutki połączone z famą „kościelnego Robin Hooda”, który potrafi przyjść z pasztetową do dominikanów, a nawet przekimać noc w schronisku dla bezdomnych, niedługo mogą wyjść ulubionemu księdzu Szymona Hołowni bokiem. Ciekawe, czy faktycznie dogada się z nałogowo cytującym Tischnera Rysiem, jak zapowiadają – ale to już niuanse dla naprawdę wkręconych w kościelne bajki.
Polskie media pełne są obsesyjnych katolików, którzy zazwyczaj starają się ukrywać swoje kościelne afiliacje jakby to były poglądy polityczne, ale którzy czasem niechcący podzielą się skrytymi fantazjami o powrocie „fajnego księdza” na czoło Episkopatu. Warto się ich wystrzegać, uważać na nich, uprzykrzać im życie i liczyć na to, że narastające podziały w Kościele będą prowadzić do jedynego pożądanego scenariusza z perspektywy progresywnej – czyli stopniowego osłabiania instytucji, odbierania jej kolejnych przywilejów, legalizacji aborcji, wyrzucania religii ze szkół czy surowych kar dla przestępców w sutannach. Później powinno być już z górki. Jeśli właśnie do tego mają się przysłużyć Ryś i Krajewski – krzyżyk na drogę.



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.