Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Czarnek jest niestety utalentowanym politykiem

Kandydat PiS na premiera łączy ludową retorykę z politycznymi zdolnościami. Błędem przeciwników prawicy byłoby go lekceważyć.

Kontekst

🏛️ Podczas konwencji w Krakowie Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera będzie były minister edukacji Przemysław Czarnek.

📉 Decyzja zapada w momencie spadku poparcia dla PiS i rosnącej konkurencji na prawicy, zwłaszcza ze strony Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej.

🌍 Styl polityczny Czarnka wpisuje się w szerszy trend na światowej prawicy: łączenie ludowej retoryki z profesjonalną strategią polityczną.

Celnie!

1

W ubiegły weekend Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydatem na premiera Prawa i Sprawiedliwości zostanie były wojewoda lubelski i minister edukacji Przemysław Czarnek. Nazwisko kandydata było utrzymywane w tajemnicy do dnia ogłoszenia, jednak nie stanowi dużego zaskoczenia. Polityk był jednym z medialnych faworytów, obok prezydenta Stalowej Woli Lucjusza Nadbereżnego czy byłego wojewody łódzkiego Tobiasza Bocheńskiego.

Czarnek jest kandydatem wyrazistym, charyzmatycznym i radykalnym – zarówno w treści, jak i w formie. Dobrze radzi sobie w wystąpieniach publicznych, a jednocześnie – jak donoszą dziennikarze polityczni, m.in. z Polityki Insight czy programu Stanu Wyjątkowego – jest powszechnie lubiany w PiS. To zatem dobry kandydat na czas partyjnych walk frakcyjnych.

Jednocześnie Czarnek może zatrzymać odpływ wyborców do innych ugrupowań prawicowych. W ciągu ostatniego roku poparcie dla PiS spadło średnio z 30,4 proc. do 22 proc. – przede wszystkim na rzecz Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej. Czarnek ma potencjał, by swoją ludową charyzmą odzyskać tych wyborców, a jego zaplecze zadbało o to, by przemówienie kandydata połechtało rozmaite grupy prawicowego elektoratu.

Profesor chłopskiego rozumu

Najpierw przemawiał Kaczyński, który położył duży nacisk na jedność partii. Krytykował „partyjną ojkofobię”, wskazywał, że osoby podważające dorobek rządów PiS mogą znaleźć się poza partią, a jednocześnie przypominał sukcesy rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Gdy działacze skandowali „Beata”, Kaczyński zachęcał, by krzyczeli również „Mateusz”.

Czytaj także Kto przejmie PiS? Dla Morawieckiego najlepiej byłoby już teraz wyjść z partii Piotr Wójcik

Był to komunikat skierowany do byłego premiera. Choć na sali nie było wielu przedstawicieli z jego frakcji, sam Morawiecki pojawił się na konwencji. Jak przyznał Kaczyński w wywiadzie dla Telewizji Trwam: „Jeżeli były premier Mateusz Morawiecki będzie działał racjonalnie, to w razie wygranej PiS w wyborach w rządzie Przemysława Czarnka będzie kierował sprawami gospodarczymi”.

Gdy Kaczyński ogłosił wreszcie, że kandydatem PiS na premiera będzie Czarnek, ten wygłosił ponadgodzinne przemówienie. Nie było to wystąpienie programowe – Czarnek podkreślał, że PiS bardzo poważnie traktuje przygotowanie programu, nad którym pracują zarówno zespół profesora Piotra Glińskiego, jak i środowisko Mateusza Morawieckiego – jednak przemówienie było starannie zaplanowane i wskazało główne kierunki kampanii.

Czytaj także Czarnek na premiera? Kobiety i osoby LGBT mogą szykować się na koszmarną kampanię Galopujący Major

Jego adresatem byli „normalni Polacy”. Innymi słowy, profesor prawa Przemysław Czarnek będzie w kampanii profesorem chłopskiego rozumu. W tej narracji „zwykli Polacy” kontrastują z politykami obecnego rządu, „lewakami” oraz „opcją niemiecką” – już nie ukrytą, lecz jawną. Wielkomiejskie elity nie zostały wymienione wprost, jednak można przypuszczać, że stanowią one w tej opowieści zaplecze przeciwnika.

Kim są „zwykli Polacy”, do których mówił Czarnek? To rolnicy, którzy ciężko pracują i dbają o bezpieczeństwo żywnościowe kraju, a jednocześnie muszą mierzyć się z – jak mówił kandydat – absurdalnymi regulacjami wprowadzanymi przez europejską lewicę. To pielęgniarki służące Polakom, przedsiębiorcy – zwłaszcza drobni – borykający się z wysokimi cenami energii. To górnicy, którym rząd zamyka kopalnie, oraz pracownicy branż takich jak budownictwo, zaangażowani w lokalne inwestycje, których – według tej narracji – było znacznie więcej za rządów PiS.

Do tej grupy zaliczeni zostali także Polacy mieszkający za granicą, pielęgnujący narodowe tradycje, oraz mieszkańcy Polski wschodniej, których – jak twierdził Czarnek – obecny rząd chciałby w razie wojny pozostawić na pastwę Rosji.

„Piekło kobiet” w wersji PiS

Szczególnie dużo miejsca w przemówieniu poświęcono kobietom. Co ciekawe, Czarnek podchwycił określenie „piekło kobiet” – używane przez feministki do określenia życia pod zakazem aborcji – aby opisać sytuację kobiet pod rządami KO. Chodzi o likwidację porodówek i bezsilność władzy w obliczu kryzysu demograficznego.

Nie jest tajemnicą, że wyborcy nowej prawicy to w dużej mierze młodzi mężczyźni. PiS, które chce rywalizować na prawicy, prawdopodobnie właśnie wśród kobiet planuje budować swoją bazę wyborczą. Ma to sens również z powodów demograficznych: znaczenie kobiet w elektoracie rośnie wraz z wiekiem wyborców, ponieważ kobiety żyją statystycznie dłużej.

Dlatego walka o kobiety w narracji PiS to nie tylko opowieść o zamykanych porodówkach, lecz także konserwatywna wizja społecznej roli kobiet – tych, które w pewien sposób „rządzą mężczyznami”. Przyciągnięciu starszych, konserwatywnych wyborczyń służyła anegdota opowiedziana przez Czarnka ze sceny.

Po zakończeniu jednego z etapów budowy kościoła w Lublinie proboszcz poprosił z ambony mężczyzn o pomoc w uporządkowaniu placu budowy. Na wezwanie odpowiedziało jedynie trzech. W kolejną niedzielę proboszcz zmienił strategię i zwrócił się do kobiet słowami: „Drogie panie, wyślijcie swoich mężczyzn w czwartek o 16:00”. Efekt był natychmiastowy – na placu budowy pojawiło się około 60 osób.

Wójtowy zaśpiew to zaleta, nie wada

To jednak forma wystąpienia szczególnie wyróżnia Czarnka. Polityk bardzo sprawnie operuje tempem wypowiedzi, umiejętnie moduluje głos i buduje napięcie retoryczne. Przypomina mi w tym Aleksandra Kwaśniewskiego.

Mimo elitarnego wykształcenia posługuje się ludowym językiem znacznie bardziej wiarygodnie niż wielu innych polityków prawicy. W przeciwieństwie do sarmacko-elokwentnego Grzegorza Brauna, inteligenckiego Krzysztofa Bosaka czy technokratycznego – choć starającego się temu zaprzeczać – Sławomira Mentzena, Czarnek wpisuje się w stereotyp jowialnego wujka na weselu.

Dlatego nie zgadzam się z Galopującym Majorem, który uważa, że to Braun, Mentzen i Bosak są wiarygodniejsi dla prawicy. „Kresowy, wójtowy zaśpiew” to zaleta Czarnka, nie wada.

W jego słowniku urzędnikom z Brukseli „wara” od polskich złóż naturalnych, polityka rządu to „dziadostwo”, które należy „pogonić”, natomiast „Ruskich” trzeba „odstraszyć”. Zdaniem Czarnka w Polsce nie przyjęły się „pół baby, pół chłopy, ćwierć baby, ćwierć chłopy”, nowy model rodziny według PSL to „czterech pancernych i psiecko”, oze to „sroze”. To ostatnie zresztą popchnęło Krzysztofa Hetmana z PSL do wypomnienia Czarnkowa hipokryzji — ten bowiem sam kilka lat temu zamontował w swoim domu fotowoltaikę, korzystając z programu dopłat. 

Czarnek i przyszłość prawicy

Wybór Czarnka na kandydata na premiera wpisuje się w szersze trendy widoczne na światowej prawicy. Mimo akademickiego wykształcenia Czarnek posługuje się ludowymi kodami kulturowymi, by stać się wiarygodnym reprezentantem antyelitarnego nastroju. W mojej ocenie robi to bardzo skutecznie, o czym świadczy raczej powszechne niedocenianie jego zdolności intelektualnych i retorycznych przez elity. W tym sensie przypomina – w pewnym stopniu – Donalda Trumpa.

Może to oznaczać, że najbliższe wybory staną się momentem definitywnego końca politycznych „normalsów” w Polsce. Konfederacja i PiS będą rywalizować o wyborców prawicowych, podczas gdy partie koalicji rządzącej prawdopodobnie skoncentrują się na elektoracie centrowym i lewicowym. Mimo rozdrobnienia prawicy polaryzacja między obozami pozostanie bardzo silna.

Wystąpienie Czarnka może być również migawką z przyszłości, która pozwoliła nam zobaczyć, jak będzie wyglądała polska prawica za kilka lat. Czarnek to bowiem jeden z kandydatów w wyścigu o przejęcie PiS po Kaczyńskim. Nominacja na kandydata na premiera sprawiła, że być może właśnie wysuwa się na prowadzenie również w wyścigu o prezesurę. 

Największym zagrożeniem dla Czarnka są jego powiązania z rządem Morawieckiego. Jako minister edukacji odpowiadał za zamknięcie szkół w czasie pandemii COVID-19, a jego resort był zaangażowany w program określany przez media mianem „Willa+”. Jako poseł głosował również za tzw. „piątką dla zwierząt”. Wydaje się jednak, że w dzisiejszym tempie cyklu medialnego przeszłość polityków ma znacznie mniejsze znaczenie niż kiedyś.

Nie jest zresztą przesądzone, że Czarnek zostanie premierem – nawet jeśli PiS wróci do władzy. To partia Jarosława Kaczyńskiego, który w ostatniej chwili może zmienić decyzję. Jednocześnie zastąpienie Czarnka byłoby trudne, ponieważ polityk ten – w przeciwieństwie np. do Bocheńskiego czy Nadbereżnego – należy do grona faworytów do przejęcia przywództwa w PiS po obecnym prezesie.

Jeśli po wyborach wymiana Czarnka okaże się niemożliwa, a PiS osiągnie sukces wyborczy, mało prawdopodobna wydaje się koalicja z kimkolwiek innym niż jedna lub obie Konfederacje.

Jest mi bardzo daleko do poglądów Czarnka, ale muszę przyznać, że to jeden z najbardziej utalentowanych polityków w Polsce. Świetnie przemawia, dostosowując język do odbiorcy, buduje sojusze, z łatwością zdobywa sympatię wśród bazy wyborców i działaczy, dobrze czyta światowe trendy polityczne. Lepiej, abyśmy sobie zdali z tego sprawę już teraz.

*
Kastor Beck-Kużelewski – ekspert w Ministerstwie Pracy. Członek Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. W przeszłości analityk w Polityce Insight i pracownik Krytyki Politycznej.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie