Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Wasalizacja Polski postępuje. Jakie będą koszty klękania przed USA?

Z powodu wasalnej postawy względem USA Polska traci prestiż, co odbija się również na gospodarce. Marka „made in Poland” przestaje kogokolwiek obchodzić, staliśmy się jakimś drugorzędnym poddostawcą.

ObserwujObserwujesz
Walka

Każdy inwestor wie, że nie należy wsadzać wszystkich jajek do jednego koszyka. Z wyjątkiem Donalda Trumpa. Prezydent USA obstawia wszystkie możliwe pola i sprawdza, co wypaliło, a co nie. Tymczasem wielbiący go PiS zamierza obstawić jedno pole, czyli Stany Zjednoczone. Właściwie to nawet pół – republikanów, z ruchem MAGA na czele. Głosując przeciw programowi SAFE politycy ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego dowiedli, że status wasala USA w pełni im odpowiada.

Są tak pochłonięci swoją rolą, że zmieniają zdanie w czasie rzeczywistym, zgodnie ze zmianą tonu Waszyngtonu. Czasem nawet nieco ją wyprzedzają – sceptycyzm wobec pomocy Ukrainie pojawił się w PiS jeszcze przed zmianą kursu za oceanem. Obecnie podejście partii do Kijowa zostało w pełni zintegrowane z linią USA, nie licząc coraz słabszej frakcji umiarkowanych polityków.

Między Brukselą a Waszyngtonem – jak Polska traci podmiotowość

Mądra polityka Warszawy umiejętnie lawirowałaby pomiędzy Brukselą a Waszyngtonem. Co więcej, Polska ma idealną sytuację wewnętrzną, by po tej coraz cieńszej linie stąpać. Podział władzy wykonawczej na bliskiego ruchowi MAGA prezydenta i rozpoznawalnego w UE premiera można świetnie rozgrywać na arenie międzynarodowej. Rząd koalicyjny próbuje to robić – w relacjach z USA Tusk się schował i szczypie się w język, delegując na to pole działania ministra obrony z konserwatywnego PSL. Obóz pisowski wpadł natomiast w nieznośny amok – donosi do Amerykanów na polityków obozu rządzącego, próbuje obrzydzić rząd w oczach Białego Domu, a z TV Republika słychać nieustanne okrzyki, że Tusk chce zerwać relacje ze Stanami.

Czytaj także Jak się odwinąć Trumpowi? Europa ma sporo możliwości Piotr Wójcik

W rezultacie zamiast kooperacji w Warszawie trwa przeciąganie liny. Paradoksalnie, osłabia to pozycję prezydenta – Karol Nawrocki nawet nie bardzo się orientuje, czy może zasiąść w Radzie Pokoju, co Trump z pobłażliwością zauważył podczas wystąpienia w Davos. Oczywiście w większym stopniu osłabia to pozycję rządu, który – przyciskany przez alarmistyczną retorykę PiS i donosy słane z Nowogrodzkiej do Waszyngtonu – nie może iść wspólnie z europejskim głównym nurtem ani nawet delikatnie skrytykować Amerykanów, by przypadkiem nie urazić lokatora Białego Domu.

W efekcie Polska nie jest traktowana poważnie i coraz częściej odsuwa się nas na boczny tor. Nie z powodu złej woli europejskich partnerów, jak twierdzi prawica, tylko na nasze własne życzenie. Nie byliśmy na spotkaniu europejskich liderów z Zełenskim w Waszyngtonie – do dziś nie wiadomo dlaczego, tłumaczenia obu stron są mętne jak kombucha. Najważniejsze rozmowy w sprawie europejskiej obronności toczą się między Londynem, Paryżem i Berlinem, chociaż to Polska – podobno – jest najsilniejszym państwem pierwszej linii frontu. Nie ma sensu rozmawiać z Warszawą, skoro można od razu skierować się do jej feudała zza oceanu.

Wasaloentuzjaści często wskazują, że model oparty na integracji europejskiej zatrzyma Polskę na poziomie średniego rozwoju – bogatsi partnerzy nie pozwolą przecież, by biedniejszy sąsiad ich przeskoczył. Tak się jednak składa, że jak na razie to dzięki dostępowi do wspólnego rynku, europejskim inwestycjom i funduszom unijnym Polska weszła już do grona państw o wysokim poziomie rozwoju. Tymczasem polscy fanatycy ruchu MAGA chcieliby jej zaciągnąć inny hamulec – tym razem amerykański.

Najlepszym przykładem są zakupy zbrojeniowe. Zamiast organizować przetargi, co zmusiłoby dostawców sprzętu made in USA do złożenia jakiejś atrakcyjnej oferty, Polska bierze to uzbrojenie z półki, w wyniku czego jest drogie. Mariusz Błaszczak z mównicy sejmowej atakował program SAFE za to, że niewystarczająco wesprze polski przemysł zbrojeniowy i część przewidzianych dla Warszawy pieniędzy popłynie za Odrę. A czy ktoś widział jakąś, choćby niewielką, inwestycję przemysłową powiązaną z zakupem F-35 albo Abramsów? Czy Amerykanie nad Wisłą wybudują – albo przynajmniej przekażą know-how – fabrykę amunicji do Himarsów, których w teorii mamy kupić okrągłe 500? Seul przynajmniej wspólnie z Warszawą wybuduje w Polsce fabrykę pocisków do wyrzutni Chunmoo.

Czytaj także Rada Światowego Niepokoju Piotr Wójcik

A przecież zakupy broni to nie wszystko. Także przekazanie Amerykanom z Westinghouse inwestycji w pierwszą elektrownię jądrową w Polsce odbyło się bez przetargu, co naraziło ją na zablokowanie przez Komisję Europejską. O rezygnacji Warszawy z podatku cyfrowego poinformował wiceprezydent USA Mike Pence podczas wizytacji u polskich wasali. Dla dobra amerykańskiego biznesu prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny akt o usługach cyfrowych, za co dostał pochwałę od samego Elona Muska. Nawrocki dwukrotnie już zawetował również ustawę regulującą kryptowaluty, co po części także było ukłonem w stronę Stanów – a po części w stronę krajowych sponsorów z TV Republika.

Utrata soft power i kopiowanie ruchu MAGA

Z powodu wasalnej postawy względem USA Polska traci prestiż, co odbija się również na gospodarce. Marka made in Poland przestaje kogokolwiek obchodzić, staliśmy się jakimś drugorzędnym poddostawcą. Utrata polskiego soft power to również niemożność prowadzenia aktywnej polityki w regionie. Nawet państwa bałtyckie nie będą się orientować na czyjegoś wasala, wolą już na Sztokholm. Nie mówiąc o Pradze czy Bratysławie. Podczas wizyty sekretarza stanu Marco Rubio premier Słowacji poinformował, że jego kraj nabędzie F-16, by uniezależnić się od wsparcia powietrznego Polski i Czech. Oczywiście powstają inicjatywy regionalne, takie jak „tarcza bałtycka”, ale szerszego projektu integrującego kraje od Bratysławy po Helsinki wciąż brak, gdyż największe i leżące w samym środku regionu państwo postanowiło klęczeć przed Białym Domem.

Przez całkowitą zależność od USA Polska traci również możliwość prowadzenia suwerennej polityki względem Rosji i obszaru państw postsowieckich. Chociaż deklaratywnie przytłaczająca większość Polaków jest antyrosyjska, to w praktyce prowadzimy politykę przeciwną wobec Kremla wyłącznie wtedy, gdy robią to również Amerykanie. Obama zarządził reset z Rosją? Polacy poszli w to jak w dym, co pisowcy słusznie wytykają rządowi PO-PSL. Problem w tym, że gdy Trump zaczął naciskać na Zełenskiego, by podpisał rozejm za wszelką cenę, ci sami pisowcy uznali, że to świetny pomysł, trzeba już zakończyć tę wojnę. Kilka lat wcześniej niemal w nią weszli, odwiedzając oblężony Kijów, zapewniając kluczową infrastrukturę do transportu broni i przekazując Ukraińcom niemal cały postsowiecki sprzęt.

To wszystko wygląda jak żywcem wyjęte z rosyjskiej propagandy, która od lat przekonuje, że Warszawa jest kukiełką Waszyngtonu. Gdy Sołowjow czy inna Skabiejewa grzmią, że Polska robi wyłącznie to, co zarządzą Stany Zjednoczone, trudno się z nimi kłócić – skoro nawet z wewnątrz tak to wygląda, to jak musi wyglądać z zewnątrz?

Coraz częściej widać również, że nad Wisłą próbuje się zainstalować trendy znad Potomaku. Czapeczki ruchu MAGA na głowach polityków PiS i w studiu Republiki są tu tylko niewinnym przykładem. Podobnie jak marka Nowrocky, która niedawno otworzyła sklep internetowy z koszulkami oraz – a jakże – czapeczkami z daszkiem.

Czytaj także Metody mafijne: 5 zasad „doktryny Donroe” Piotr Wójcik

Jednak szczególnie groźne będą implementowane nad Wisłą amerykańskie patologie, z których „najzamożniejsze państwo trzeciego świata” znane jest na całym globie. Pisowcy małpują już ruch MAGA na potęgę, ruszając właśnie w Polskę z serią uczelnianych debat „Zmień nasze zdanie”, analogiczną do „dyskusji”, z którymi krążył po USA zastrzelony niedawno Charlie Kirk. Środowiska bliskie PiS coraz częściej wprost nawołują też do przemocy politycznej. Robert Bąkiewicz na zeszłorocznym wiecu wrzeszczał, by na przeciwników politycznych rzucać napalm. Na szczęście tego akurat Amerykanie nam raczej nie sprzedadzą. Umacniają się również zwolennicy posiadania broni palnej, rzekomo w celu obrony Polski przed rosyjskim najazdem, co jest jawnym kłamstwem, bo w razie ataku ze Wschodu nawet najlepszy Smith & Wesson na niewiele się zda.

Amerykańskie patologie zagnieżdżają się nad Wisłą powoli, bo tak naprawdę są Polkom i Polakom obce – chociaż Polska pod wieloma względami jest podobna do USA, szczególnie jeśli chodzi o konserwatyzm obyczajowy i religijny. Pisowcy, którzy postanowili zawalczyć o status 51. stanu z Portoryko, mogą się na swojej radykalnie proamerykańskiej postawie przejechać. Gorzej, że do tego czasu pozycja Polski spadnie do tak niskiego poziomu, że status ten będzie spełnieniem nie koszmarów, a marzeń.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie