Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Jak w rok pogrzebać soft power i kulturową dominację? Spytajcie Trumpa

Prawica w USA zachłystuje się swobodą wypowiadania na głos swoich przekonań. Ale świat nie kupuje marki „MAGA”, a życzliwość dla Ameryki wyraźnie spada.

ObserwujObserwujesz
Donald Trump i Erika Kirk
Walka

W trakcie ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie amerykański rząd reprezentował wiceprezydent J. D. Vance razem ze swoją małżonką Ushą. Gdy ich obraz pojawił się na ekranie stadionu, tłum odpowiedział głośnym buczeniem. Wydarzenie to doskonale ilustruje, co rok rządów duetu Trump-Vance zrobił z reputacją USA w świecie, a przynajmniej w Europie. Przez 12 miesięcy administracji Trumpa udało się nie tylko zrazić do Stanów wielu sojuszników, ale także radykalnie podminować amerykańską soft power, zawsze bardzo istotną dla hegemonii Waszyngtonu.

Dlaczego soft power się liczy

Opublikowany w trakcie konferencji w Davos w styczniu tego roku coroczny Global Soft Power Index, przygotowywany przez brytyjską firmę consultingową Brand Finance, pokazuje znaczącą erozję amerykańskiej soft power w trakcie pierwszego roku Trumpa. Choć Stany ciągle zajmują w tym rankingu pierwsze miejsce, doskonale radząc sobie w takich ujętych w raporcie obszarach jak sztuka i rozrywka, sport, globalne marki oraz nauka i technologia, to jednocześnie widać wyraźne kruszenie się amerykańskiego wizerunku w takich dziedzinach jak reputacja (spadek o 11 miejsc w rankingu), wartości (spadek o 48 miejsc), dobre relacje z innymi państwami, przyjazność, transakcyjność i relacje biznesowe.

Jak pisze jeden z autorów raportu, Konrad Jagodziński: „rozdźwięk między tradycyjnymi oczekiwaniami związanymi z narodową marką Stanów a priorytetami drugiej administracji Trumpa wpływa na nastroje globalnej opinii publicznej” – w sposób bynajmniej nie pomagający obrazowi Stanów na świecie.

Nawet w tak proamerykańskim kraju jak Polska ostatni sondaż IBRiS dla Radia Zet pokazał, że ponad połowa Polaków nie postrzega dziś Stanów rządzonych przez Trumpa jako wiarygodnego sojusznika. Biorąc pod uwagę ostatnie polityczno-dyplomatyczne szarże amerykańskiego ambasadora w Warszawie Thomasa Rose’a, który w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” nazwał te wyniki „godnymi pożałowania”, nikt się nie zdziwi, jeśli ten wynik jeszcze się wkrótce pogorszy.

Czytaj także Amerykanie: wyjdą czy nie wyjdą? Michał Sutowski

Oczywiście, jak widać choćby z ogłoszonej w zeszłym roku nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych, obecna administracja niespecjalnie przejmuje się soft power, wierząc, że potęga militarna i gospodarcza mogą ją zastąpić. Jest to jednak błędna kalkulacja, a erozja soft power uderza też w amerykańską gospodarkę. Europejskie rządy przeżywające swój „neogaullistowski moment” będą stawiać na europejskie, nie amerykańskie uzbrojenie i prowadzić politykę zmierzającą do zmniejszenia swojej technologicznej czy cyfrowej zależności od Stanów. Odkąd wiosną zeszłego roku Trump wyruszył na swoje wojny celne, media zaczęły donosić o odwrocie światowych konsumentów od amerykańskich marek. W Danii powstała nawet specjalna aplikacja ułatwiająca konsumentom zidentyfikowanie amerykańskich produktów, masowo ściągana w trakcie ostatniego kryzysu wokół Grenlandii.

Pierwszy rok Trumpa przyniósł też największy od pandemii spadek liczby odwiedzających Stany zagranicznych turystów. Jak podaje „Financial Times”, w 2025 ich liczba spadła o 4,2 proc., podczas gdy na świecie liczba podróży międzynarodowych wzrosła w tym okresie o 4 proc. To oznacza wymierne straty dla amerykańskiej turystyki i innych usług. Trudno nie wiązać tego z polityką Trumpa, przede wszystkim migracyjną, która w żadnym wypadku nie zachęca do odwiedzin Stanów, a nawet skłania coraz więcej potencjalnych turystów do wątpliwości, czy taka podróż na pewno będzie dla nich bezpieczna.

Co jednak kluczowe: soft power Ameryki legitymizowała jej globalną potęgę, czyniła ją akceptowalną dla dużej części państw poddanych jej działaniu, pozwalała widzieć w działaniach Waszyngtonu idealizm i obronę wartości tam, gdzie w przypadku państwa o gorszej reputacji widziano by tylko cyniczną, brutalną ochronę własnych interesów. Stanom jako państwu ucieleśniającemu marzenia i aspiracje dużej części globalnej opinii publicznej wolno było po prostu więcej. Dziś polityka Trumpa systematycznie podmywa tę wyjątkową amerykańską przewagę.

Miała być prawicowa hegemonia, został Kid Rock

Co ciekawe, niezrozumienie soft power i niezdolność nowej administracji do przekucia politycznego sukcesu w budowę trwałej kulturowej legitymacji dla własnej polityki widoczne są także w sferze wewnętrznej. Rok temu „New York Magazine” opublikował głośny artykuł Cruel Kids Table. Brock Colyar wychodzi w nim od opisu przyjęcia dla młodej elity MAGA i stawia diagnozę, że wraz z powrotem Trumpa do Białego Domu „konserwatyzm – jako siła kulturalna, nie tylko polityczne nastawienie – po raz pierwszy od lat 80. realnie wraca”.

I to w nigdy wcześniej nieznanej formie, reprezentuje go bowiem nie przerażona tempem zmian klasa ludowa czy religijna prawica, ale „nerdzi od kryptowalut i influencerki, […] osoby homo we wszelkich możliwych odmianach, wreszcie młodzi słuchacze Joe’a Rogana. […] Wielu z nich jest na tyle atrakcyjnych, że mogliby wystąpić jako statyści w remake’u American Psycho”. Tym co ich łączy, czytamy w tekście, jest odrzucenie „purytańskich obsesji lewicy wokół języka”. Młody mężczyzna mówi, że kiedyś popierał Sandersa, ale dziś jest na prawicy, bo chce móc swobodnie używać takich słów jak „pedał” czy „upośledzony”. Influencerka Aryne Wexler deklaruje: „Kiedyś konserwatyści byli spięci, ale dziś to lewica stała się niezdolną do zabawy, aseksualną partią. Nie, żeby prawica była koniecznie partią od seksu, ale dobrze się bawimy”.

Czytaj także Konserwatyści kochają lewicową dekadencję i jej nam zazdroszczą Łukasz Łachecki

Także Alex Spephard zauważył niedawno na łamach lewicowego magazynu „The New Republic”, że rok temu wokół Trumpa realnie tworzył się kulturowy ruch, obejmujący popularnych podcasterów, na czele z Joem Roganem, części komików czy sportowców, którzy w trakcie zeszłorocznego Super Bowl celebrowali zdobyte punkty, wykonując „taniec Trumpa”.

Po roku nic nie zostało z tego ruchu. Można powiedzieć, że opisywany przez Colyar stolik załamał się i przewrócił. Wokół Trumpa nie wyartykułował się żaden spójny projekt konserwatywnej rewolucji kulturowej, który uczyniłby propozycje MAGA czymś trwale akceptowalnym dla większości Amerykanów. Koalicja, jaka zebrała się wokół prezydenta w 2024 roku, obejmująca grupy wcześniej bliższe demokratom – najmłodszych wyborców, część mniejszości etnicznych – wydaje się właśnie rozpadać. Rogan w swoich audycjach porównuje ICE do gestapo, a Trump nie pokazał się na tegorocznym Super Bowl, najpewniej obawiając się, że podobnie jak Vance w Mediolanie zostanie wygwizdany przez publiczność.

Super Bowl pokazał zresztą klęskę kulturowego projektu MAGA na jeszcze jednym poziomie. Artystą występującym w przerwie meczu był portorykański raper Bad Bunny, który przygotował spektakl celebrujący latynoską i amerykańską tożsamość, w całości w języku hiszpańskim. MAGA dostała histerii. Trump wysmażył post na portalu Truth Social, w którym nazwał występ „afrontem dla Wielkości Ameryki”. Lamentował w nim, że choreografia była „odrażająca zwłaszcza dla dzieci” oraz że „nikt nie rozumie ani słowa z tego, co ten facet śpiewa”.

Zarzut, że show był w języku hiszpańskim, najczęściej wracał w reakcjach MAGA – Megan Kelly stwierdziła w rozmowie z Piersem Morganem, że było to jak „pokazanie środkowego palca Ameryce”. Tymczasem hiszpański jest pierwszym językiem dla ponad 40 milionów amerykańskich obywateli, a Portoryko, gdzie mówi się po hiszpańsku, jest amerykańskim terytorium. Bad Bunny powstrzymał się od otwartej krytyki Trumpa, show zakończyło przesłanie o miłości jako sile większej od nienawiści – tymczasem MAGA postanowiła pokazać się Ameryce od swojej najbardziej nienawistnej i rasistowskiej strony.

W kontrze do show gwiazdy z Portoryko organizacja TPUSA, związana z zamordowanym jakiś czas temu Charliem Kirkiem, zorganizowała własne show. Udało się na nim zebrać głównie nieznanych nikomu muzyków country oraz, w roli głównej gwiazdy, Kid Rocka. A więc artystę, który, jeśli kiedykolwiek miał jakieś kulturalne znaczenie, to może na początku wieku. Kontrast między dzisiejszą pozycją Kid Rocka a statusem Bad Bunny’ego najlepiej pokazuje kulturową impotencję ruchu MAGA.

Co zabawne, w centrum show Bad Bunny’ego znalazła się ceremonia małżeństwa – para fanów wzięła ślub na scenie, a raper wystąpił jako świadek i podpisał ich akt małżeństwa. Tymczasem gwiazdor prawicowego koncertu, Kid Rock, znany był z piosenek zachwalających zalety seksu z dziewczętami poniżej wieku przyzwolenia. „Lewacki” show celebrował heteroseksualne małżeństwo; prawicowy artysta wychwalał zgwałcenie – współczesny konserwatyzm bywa pod tym względem naprawdę fascynujący. , Widać to także nad Wisłą, gdzie jedną z jego twarzy jest Marianna Schreiber.

Czytaj także Europa budzi się z amerykańskiego snu. Nie przetrwa bez radykalnej krytyki samej siebie Kaja Puto

Marka Ameryki silniejsza od Trumpa?

Show z przerwy Super Bowl wywołał żywe komentarze na całym świecie, bo przypomniał, że istnieje inna Ameryka niż ta, której twarzą jest Trump, Vance, Stephen Miller czy agenci ICE terroryzujący obywateli. Być może marka USA okaże się ostatecznie silniejsza od Trumpa i przetrwa jego prezydenturę.

Bo jakich szkód reputacji Stanów nie wyrządzałaby administracja, amerykańska popkultura ciągle nie ma realnej konkurencji, a cały świat obserwuje amerykańską politykę z wypiekami na twarzach, często przenosząc jej konflikty do obszarów bardzo odległych od Stanów. Także w Polsce trójka posłów PiS, cosplayując Charliego Kirka, wyrusza debatować na uczelniach pod hasłem „zmień nasze zdanie”, a do następnych wyborów po lewej stronie na pewno zobaczymy niejeden cosplay Zohrana Mamdaniego.

Niemniej, przynajmniej na krótką metę, reputacja Stanów zapłaci cenę za Trumpa – Amerykanie sami go jednak sobie wybrali.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie