Pierwsze sygnały pojawiły się w artykułach sponsorowanych przez Holding Łódź z nagłówkami o „Mieście, które inwestuje w doświadczenia”. Ale w grupach społecznych monitorujących łódzką przyrodę zawrzało najmocniej w grudniu 2025 roku, po tekście w „Gazecie Wyborczej”, w którym podsumowano, co się szykuje wobec Ogrodu Botanicznego. To tam po raz pierwszy padło hasło o dżungli inspirowanej Singapurem.
Akt pierwszy: wizualizacje
Zaraz potem w eter wypuszczone zostały posty. Na wszystkich portalach odpowiedzialnych za promocję urzędu miasta, na profilu prezydentki Hanny Zdanowskiej oraz kilku radnych KO pojawiły się trzy identyczne wizualizacje z krótkim tekstem: „Ujawniamy projekt, który od kilku miesięcy dojrzewał w zaciszu gabinetów”, albo „Łódź stawia na kolejne niesamowite wrażenia! […] planujemy stworzyć »Dżunglę 360« – las tropikalny ukryty pod nowoczesną, szklaną kopułą. Będzie to całoroczna atrakcja, w której nad Waszymi głowami swobodnie będą latać egzotyczne ptaki”.
Na pierwszej z tych ilustracji jest kobieta odziana w stylu smart casual, granat i beż. Idzie po drewnianej kładce rozwieszonej w powietrzu między olbrzymimi drzewami i kwiatami w tonacjach wyjętych z Painta z wczesnych lat dwutysięcznych. Na drugiej widzimy czteroosobową rodzinę w japonkach i szortach: otoczeni palmami i (chyba) rododendronami patrzą ni to przed siebie, ni to na szklaną kopułę. Prawdziwie ciekawe jest to, co znajduje się za szkłem – zima. Nie taka w stylu listopada trwającego od jesieni do wiosny, ale taka w stylu zimy stulecia.
Na kolejnej ilustracji dodano nawet oszronione szyby (choć od szklarni z „tropikalną dżunglą” spodziewalibyśmy się przecież solidnego systemu ogrzewania). Pisząc prompta dla AI, zapewne myślano o stworzeniu poczucia ciepła i przytulności w zimowe wieczory, ale przyjęta stylistyka przywodzi na myśl raczej elitarny schron przed światem rodem z apokaliptycznego Pojutrze Rolanda Emmericha – ewentualnie styczniowo-lutowy atak mrozów, wskutek którego w Łodzi z wychłodzenia zmarły cztery osoby mieszkające w miejskich kamienicach i kolejne cztery w pustostanach.
Trzy te same obrazki (wyłącznie trzy, ani jednego więcej) reprodukowane były w postach z różnych profili promocyjnych i do dziś w kółko używane są w mediach. To wszystko, co na razie mamy, żeby rozmawiać o inwestycji, która miałaby pochłonąć 380 milionów złotych i nieodwracalnie zmienić bezcenny przyrodniczo teren.
Cała ta piosenka zabrzmiała znajomo, podobnie było z Orientarium. Tyle że wtedy, w 2015 roku, z zacisza gabinetów wyciągnęli bardziej dopracowany plan. Zoo wymagało pilnego remontu, tak jak teraz Palmiarnia i Ogród Botaniczny – ale zamiast je po prostu zmodernizować, przywieziono w walizce kopię pomysłu z wrocławskiego Afrykarium i zbudowano baseny dla słoni. Tak, mamy baseny dla słoni w naszym pofabrycznym mieście, w którym nie ma sieci miejskich toalet, około 9 tys. rodzin nie ma w domu własnej ubikacji, a zimą w komunalnej kamienicy można umrzeć z wychłodzenia.
Do zarządzania Orientarium powstała spółka prawa handlowego, której nazwa została niedawno zmieniona na Holding Łódź, a zakres działań rozszerzony poza samo Zoo. Wygląda na to, że docelowo Holding się do przejęcia wszystkich łódzkich terenów rekreacyjnych i połączenia ich z branżą rozrywkowo-koncertową.
W 2024 roku importowano do Łodzi z Płocka festiwal Audioriver, który po intensywnych sporach zamiast w zabytkowym parku na Zdrowiu wylądował na łódzkich Błoniach, które przez to mają zostać odwodnione w ramach remontu starej infrastruktury melioracyjnej. Coroczne lipcowe urodziny Łodzi też zresztą zamieniono na olbrzymi festiwal muzyczny, m.in. z publicznych środków ściągane są na niego gwiazdy o międzynarodowej sławie i takichże honorariach.
Wróćmy jednak do singapurskiej dżungli. Kiedy na ostatniej w 2025 roku sesji Rady Miasta zarządzono głosowanie nad stanowiskiem RM z intencją poparcia zmian w Ogrodzie Botanicznym, nastąpił…
Akt drugi: histeria
„Histeryczki” i „histerycy” ruszyli w zmasowanym ataku na pomysł megaszklarni i jej marne wizualizacje. Zaczęli analizować rozliczenia Orientarium i kalkulować, ile zarabia, a ile trzeba do niego dopłacać z miejskiej kasy. Podejrzewali, że plan wniesienia do spółki aportem ziemi Ogrodu Botanicznego może być sposobem na „dokarmienie” Holdingu. Wyciągali analizy hydrologiczne i ekonomiczne. Przypominali, że Łódź jest najszybciej wyludniającym się z dużych miast Polski i przydałoby się jej skupienie wszystkich sił na sensownej polityce demograficznej i mieszkaniowej. Choć niektórzy ograniczali się do wyrażania silnych emocji niezadowolenia, używając w komentarzach dosadnych emoji: 🤮🤮🤮.
Może warto wspomnieć, że już drugą dekadę Łódź jest w wiecznej rozwałce. O ile jej część to konieczne remonty, o tyle w ostatnim pięcioleciu przeważają deweloperskie budowy i porażki w dotrzymywaniu terminów oddawania do użytku infrastruktury drogowej (lub jej ciągłe poprawki).
Trudno opisać, jaki stan mentalny wytwarza to doświadczenie. Wokół bloku, w którym mieszkam, trwają obecnie cztery inwestycje deweloperskie w różnym stadium rozwoju lub zastoju. Dronowe dźwięki żurawi budowlanych stały się soundtrackiem mojego życia. Razem z sąsiadami straciliśmy na oko 70 proc. z otaczającej nas kiedyś roślinności, w tym starodrzewia.
Przy każdym z dotychczasowych projektów miejskiej rewitalizacji nastąpił jakiś ubytek w przyrodzie, czego dowiódł monumentalny społeczny raport Mapy Drzew Łodzi. Obserwujemy akcję zazieleniania miasta, patrzymy na „nasadzenia zastępcze” i zastanawiamy się, ile z tych młodych drzewek przeżyje miesiące suszy, bo urząd miasta w żaden sposób nie jest w stanie zdyscyplinować wykonawców remontów. Wiemy, że nikt z nas nie doczeka dorosłości tych sadzonek, które przetrwają. Tymczasem na horyzoncie widać już kolejne inwestycje, które mogą odbyć się kosztem Rodzinnych Ogrodów Działkowych – jednych z największych w mieście kompleksów niezabetonowanej powierzchni biologiczne czynnej. Te wszystkie drobne i większe fakty z pewnością wpłynęły na temperaturę debaty wokół „Botanika”.
Akt trzeci: racjonalizacja
„Postawmy na fakty, nie emocje” – rzekła prezydentka i miejskie profile w social mediach pod koniec 2025 roku. Wiadomo, że kiedy zrobiło się tak spektakularne fiasko promocyjne, należy wdrożyć podstawowe kroki zaradcze: przejąć narrację. Na krótką chwilę z obiegu zniknęły wizualizacje, a w ruch poszły mapy i wykresy; zniknął entuzjazm i pojawił się ton trzeźwego rozsądku, argumenty o ochronie zagrożonych gatunków i o nowoczesnej edukacji, że przecież będą konsultacje i nadzór naukowców.
Histerycy jednak nie odpuszczali. Wytykali, że rada naukowa Ogrodu Botanicznego dowiedziała się o wszystkim z mediów, że wiceprezydent Adam Pustelnik uparcie wraca do pomysłu stworzenia pola golfowego na miejskich terenach zielonych, a ogłoszony już w listopadzie 2025 przetarg na masterplan dla całego obszaru Zdrowia zakładał określone warunki brzegowe, np. zaprojektowanie w Ogrodzie Botanicznym pawilonu tropikalnego o powierzchni do 13 tys. metrów kwadratowych i wysokości do 30 metrów oraz analizę możliwości jego fizycznego połączenia z Orientarium „za pośrednictwem trwałej konstrukcji architektonicznej”.
W odpowiedzi na społeczne wrzenie Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny UŁ pod koniec stycznia 2026 roku zorganizował debatę. Jedyna obecna na niej przedstawicielka urzędu miasta, Anna Wierzbicka, przekonywała, że wokół tematu narosło dużo dezinformacji, że nie ma przecież jeszcze żadnego konkretnego obiektu, jest tylko wstępny plan, który dopiero trzeba przedyskutować. Chciałoby się zadać w ramach tej debaty racjonalne pytanie: dlaczego niezbyt bogate, postindustrialne miasto europejskie, leżące w klimacie umiarkowanym (coraz bardziej) zmiennym, na wysychającym terenie i wcale nie tak daleko od działań wojennych Rosji, ma się zajmować zachowaniem botanicznego dziedzictwa Singapuru? Ale nie było komu na to odpowiedzieć. Na spotkaniu nie pojawił się prezes Holdingu Łukasz Goss, mimo że dostał zaproszenie.
Wśród olbrzymich emocji i inwektyw rzucanych w stronę nieobecnych dały się słyszeć opowiadane cichszym, czasem łamiącym się głosem historie o rosnących na terenie Ogrodu Botanicznego mchach i porostach, owadach i płazach; o tym, jak kokoszki wodne składają jaja, a wieczorami śpiewają kosy. O panującej tam ciszy i obserwacjach nocnego nieba, bo to jedyny ciemny punkt na mapie powszechnego w mieście zanieczyszczenia światłem, do którego walnie przyczynia się każdej zimy „Park miliona świateł”, obecnie zresztą stacjonujący w Orientarium.
Antrakt
Niedługo ma nastąpić akt czwarty. W trzecim tygodniu lutego startują konsultacje, które mają potrwać aż dziewięć miesięcy. W nagraniu wypuszczonym 2 lutego na oficjalnym profilu Hanna Zdanowska mówiła: „Błędów się nie uniknie, tylko ten, co nic nie robi, nie popełnia błędów. […] Pytanie, kto ocenia? Bo ja bardzo często słyszę zarzut: »pani ma tyle kamienic do remontu, tyle ludzi mieszka w ciężkich jeszcze warunkach«. Fakt, to prawda, absolutnie. »Z drugiej strony wybudowała pani trzy stadiony. Dlaczego? To jest błąd, czy trudna decyzja?« Dla mnie trudna decyzja […]. Uważam, że sport jest fantastycznym narzędziem wychowawczym i trzeba w sport inwestować. […] Każdy patrzy ze swojej perspektywy. Ja jestem gotowa na tę krytykę i sprzeciw, bo to jest część dialogu”.
Też jestem fanką wychowawczej roli sportu, ale trudno mi pozbyć się wrażenia, że łódzkie elity od czterech kadencji konsekwentnie podążają za schematem, który zniszczył Łódź już kilkukrotnie na przestrzeni dwustu lat. Tworzą miasto, które wskutek forsownej budowy przemysłu – tym razem rozrywkowego – stanie na skraju katastrofy środowiskowej, a następnie wskutek nieuchronnego upadku przemysłu – tym razem rozrywkowego – stanie w obliczu całkowitego bankructwa. I żab im nie żal, ani mchów, porostów, muchówek i kokoszek. Taka jest moja perspektywa, ale przecież zawsze można powiedzieć, że histeryzuję.
**
Marta Madejska – pisarka, redaktorka, archiwistka i kwerendzistka. Autorka książek reportażowych Aleja Włókniarek [Wydawnictwo Czarne, 2018] i Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji [Wydawnictwo Czarne, 2025], współautorka i redaktorka książek Wielki Przemysł, wielka cisza. Łódzkie zakłady przemysłowe 1945-2000 oraz Proszę mówić dalej… Historia społeczna Muzeum Sztuki w Łodzi. Mieszka w Łodzi od 20 lat.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.