Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Koniec mieszkaniowego boomu? Hura!

Gdy ceny rosną, cieszą się bogaci, bo zarobią na tym jeszcze więcej. Kapitalizm zaspokaja wyłącznie ich potrzeby.

ObserwujObserwujesz
Piotr Ikonowicz
Walka

Kiedy jest boom mieszkaniowy, mieszkania drożeją, a media ogłaszają to jak dobrą nowinę, bo bogacą się właściciele – ci, którzy mają oszczędności i którym opłaciło się „inwestować” w mieszkania. Dziś 20 proc. mieszkań w Warszawie stoi pustych. Nie dlatego, że wszyscy w Warszawie mają już gdzie mieszkać, a wyłącznie dlatego, że są absurdalnie drogie. Są puste, bo kupiono je nie po to, by ktoś w nich mieszkał, tylko żeby wciąż drożały, powiększając majątek ich właścicieli.

A co, gdy przestaną drożeć? Jeśli zaczną tanieć, bo popyt drastycznie spadnie, bo ludzie mało zarabiają i nie stać ich na kilkanaście tysięcy złotych za każdy metr kwadratowy mieszkania, którego wybudowanie oscyluje między pięć a siedem tysięcy? Co, jeśli popyt spadnie, bo ludzi w Polsce ubywa, a nie przybywa? Ludzie żyjący z gry na zwyżkę cen, dawniej zwani spekulantami, przerzucą się zapewne z mieszkań na złoto, papiery wartościowe i kryptowaluty. A mieszkania? Żeby przerzucić się na inne wehikuły finansowe, żeby pieniądz pracował na tych, którym pracować się nie chce, trzeba je będzie sprzedać.

Czytaj także Ikonowicz: Świat na opak Piotr Ikonowicz

Gdy podaż mieszkań gwałtownie wzrośnie, ceny spadną i przynajmniej część pustych dziś mieszkań zapełni się nowymi właścicielami lub najemcami. Mieszkania, które budowano wyłącznie w celu spekulowania nimi, zaczną wreszcie zaspokajać potrzeby mieszkaniowe ludzi.

Tak się stanie, gdy bańka spekulacyjna pęknie. Ktoś, kto jeszcze niedawno gotów był zapłacić miliony za niewielkie lokum w centrum dużego miasta w nadziei, że cena z miliona wzrośnie do miliona 200 tysięcy, teraz już się waha. Ceny rosły nie dlatego, że rosła realna wartość domu czy mieszkania, ale dlatego, że wzrost cen mieszkań miał trwać w nieskończoność. I na czym jak na czym, ale na mieszkaniach można będzie zawsze zarobić – tak brzmi wyznanie wiary spekulantów. Kto Słowem, że jeżeli masz miliony, możesz się bogacić bez granic, nie pracując.

Media skupiają się na interesach bogaczy. Informacja o tym, że w ubiegłym roku przybyło miliarderów, podawana jest jako sukces i nie pada pytanie, czyim kosztem owi miliarderzy się wzbogacili. Mamy się cieszyć z rosnących kontrastów społecznych. Mamy skakać z radości na wieść o tym, że „Polacy masowo inwestują w nieruchomości w Andaluzji”. Jak liczne są te „masy” polskich inwestorów, media już nie wspominają. Niech się naród cieszy, że konsumuje ustami swoich elit.

Ostatnio internet obiegła wieść, że Lewandowski kupił sobie jacht. Zainteresowałbym się, ba, nawet ucieszył, gdyby za swe miliony Lewandowski wybudował gdzieś żłobek albo bibliotekę w ubogiej okolicy. Ale wieść, że przepłacany piłkarz przeżera swoje wielkie pieniądze na luksusową konsumpcję, nie wydaje mi się godna mojej uwagi. Robi to, co wszyscy bogacze. Wywala ciężką forsę, żeby sobie dogadzać. I żeby inni, nieco mniej bogaci, zazdrościli.

Nie zrozumcie mnie źle. Ubóstwiam Roberta za to, że strzelając bramki, leczy nasze kompleksy. Ale wolałbym, żeby mój idol był też wzorem cnót i żeby załoga założonej przez niego knajpy, od kucharza po kelnera i człowieka na zmywaku, zarabiała więcej niż godnie i miała znakomite warunki pracy. Ale nic z tych rzeczy. Nasz bohater zachowuje się jak inni wyzyskiwacze, choć przecież nie musi. Stać go na więcej.

Zachodni komentatorzy wynoszą Polskę pod niebiosa, bo bardzo szybko rośnie u nas przeciętny dochód na mieszkańca, a globalny PKB sytuuje nas wśród 20 najbogatszych krajów świata. Kiedy studiowałem ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim w czasach słusznie minionych, uczono mnie, że gospodarka służy zaspokajaniu rosnących potrzeb społeczeństwa. Dziś dwie najważniejsze potrzeby człowieka III RP –, potrzeba mieszkaniowa i potrzeba leczenia w chorobie – pozostają w znacznej mierze niezaspokojone.

Mówiono nam, że te ważne potrzeby zostaną zaspokojone, kiedy gospodarka się rozwinie, kiedy urośnie nasz dochód narodowy. Tak się jednak nie dzieje; nawet w tak zwanym najbogatszym kraju świata te ludzkie potrzeby nie są zaspokajane. Bo kapitalizm zaspokaja potrzeby tylko ludzi bogatych.

Czytaj także W gospodarce nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, żeby było co jeść Michael Symons

Głównym problemem zawsze są nierówności ekonomiczne. Im sprawiedliwiej, im równiej podzielony jest dochód, tym społeczeństwo jest szczęśliwsze. Mniej jest narkomanii, alkoholizmu, niechcianych ciąż, czy więźniów. Wiemy to, bo mamy przykład krajów takich jak Szwecja, Dania czy Luksemburg, gdzie przy podobnych jak w USA dochodach per capita ludzie mają dostęp do mieszkań i leczenia na przyzwoitym poziomie.

Pod względem nieszczęśliwości i nierówności Polska goni USA. I tu, i tam 1 proc. ludności posiada 30 proc. majątku narodowego. Chociaż w niektórych branżach i niektórych stanach minimalna stawka godzinowa w USA jest nawet niższa niż w Polsce. No i w Polsce, gdy się po studiach znajdzie pracę, nie trzeba przez 10 i więcej lat spłacać kredytu studenckiego w kwocie sięgającej setek tysięcy dolarów. Więc zawsze może być gorzej.

W panującym systemie celem gospodarki nie jest zaspokajanie naszych potrzeb, tylko bogacenie się jednych kosztem drugich. Garstka bogatych jedzie na plecach całej reszty.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie