Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Trump marzy o Grenlandii. Imperialne ambicje USA i uległość Europy

Najpotężniejszy członek NATO grozi innemu interwencją zbrojną, jeśli ten nie sprzeda mu swojej wyspy. Brzmi absurdalnie, ale taka jest rzeczywistość – Stany Zjednoczone uważają zajęcie Grenlandii za kluczowe dla swojego bezpieczeństwa narodowego, podczas gdy Europa wciąż nie może zaakceptować faktu, że główny sojusznik stał się rywalem.

ObserwujObserwujesz
Przerobione zdjęcie uśmiechniętego Donalda Trumpa leżącego na brzuchu na lodowej górze Grenlandii

Być może fascynacja Grenlandią ma u prezydenta Trumpa charakter sezonowy – pomysły przejęcia należącej do Danii wyspy pojawiły się poprzedniej zimy. Wraz z nadejściem wiosny temat ucichł, aby teraz powrócić, razem z opadami śniegu w całej Europie. Wiele więc wskazuje na to, że wystarczy przetrwać te kilka miesięcy, w czasie których widok za oknem przypomina prezydentowi USA o istnieniu na dalekiej północy wyspy zwanej Grenlandią. Pytanie, czy europejscy przywódcy tyle wytrzymają.

Żarty na bok – wydarzenia w Wenezueli pokazały, że groźby Trumpa trzeba brać na poważnie. Aktualna administracja USA nie przejmuje się porządkiem międzynarodowym i uprawia politykę imperialną ze zdjętymi rękawiczkami, uznając wyłącznie prawo silniejszego. Czyli np. tego, kto jest w stanie porwać prezydenta innego kraju i postawić go przed własnym krajowym sądem, z pominięciem instytucji takich jak ONZ. Oczywiście można twierdzić, że Nicolás Maduro nie jest niewinną ofiarą, ale USA stanowi obecnie zagrożenie nie tylko dla prezydentów z Ameryki Łacińskiej, którym grozi regularnie – także tym rządzącym demokratycznie, jak Gustavo Petro w Kolumbii.

Nasza półkula, nasza Grenlandia

Otoczenie Donalda Trumpa otwarcie wyraża swój imperialistyczny sposób myślenia: niedługo po operacji w Wenezueli amerykański Departament Stanu opublikował w mediach społecznościowych grafikę z napisem „to jest NASZA półkula”. A tak się składa, że leżąca u wybrzeży Kanady Grenlandia zalicza się zarówno do półkuli zachodniej, jak i Ameryki Północnej. Tym samym jest na terenach, które USA uważa za swój prywatny folwark.

Czytaj także Po co Trumpowi Grenlandia? Jakub Majmurek

Członkowie amerykańskiej administracji zapewniają, że preferowaną opcją jest kupno wyspy i odwołują się do podobnych operacji z XIX wieku, gdy od Francji pozyskano Luizjanę, a od Rosji Alaskę. Umknął im fakt, że w międzyczasie sposób uprawiania polityki się zmienił i więcej do powiedzenia mają np. mieszkańcy spornych terytoriów – a według sondaży 85 proc. Grenlandczyków nie widzi swojej przyszłości pod zwierzchnictwem Waszyngtonu. To jednak dla władz USA drugorzędne względem domniemanego wpływu na bezpieczeństwo narodowe. Prezydent Trump straszy rosyjskimi i chińskimi okrętami, które swobodnie opływają należącą wyspę. Amerykańska Grenlandia miałaby więc być fortecą blokującą potencjalne ataki przez Arktykę, a jednocześnie zwiększającą możliwości ofensywne USA.

Republikanie przed swoimi wyborcami rysują wizję zawładnięcia terenem nie tylko istotnym strategicznie, ale też obfitującym w surowce naturalne. Kryje się w tym sporo myślenia życzeniowego (lub świadomej manipulacji), bo chociaż pod Grenlandią rzeczywiście znajdują się bogate złoża ropy czy metali rzadkich, to nie bez powodu obecnie niewielka część jest eksploatowana. Wydobywanie surowców spod wiecznej zmarzliny jest niezwykle trudne i przede wszystkim kosztowne. Gdyby zakupienie (lub zdobycie) Grenlandii miało się zwrócić, to dopiero w bardzo dalekiej przyszłości.

Niezależnie od tego, co stanowi główną motywację władz USA, posuwają się one daleko w swoich deklaracjach – Stephen Miller, jeden z czołowych doradców Trumpa, potwierdził, że „oficjalne stanowisko amerykańskich władz jest takie, że Grenlandia powinna być częścią Stanów Zjednoczonych”. Chociaż rozwiązanie dyplomatyczne (tudzież biznesowe) ma stać na pierwszym miejscu, to rzecznicy Białego Domu nie wykluczają sięgnięcia po wojsko. W oficjalnych komunikatach podkreśla się, że to ostatnie „jest zawsze do dyspozycji naczelnego dowódcy sił zbrojnych”.

Czy Europa wyjmie głowę z piasku?

W tym kontekście niepokoi daleko idąca uległość europejskich polityków wobec Donalda Trumpa. Zdecydowana większość albo otwarcie poparła bezprawne działania Amerykanów w Wenezueli, albo zachowała milczenie, co także stanowi akceptację imperialnych posunięć USA. Taka postawa utrudnia z kolei właściwą reakcję, gdy amerykański ekspansjonizm obraca się przeciwko Europie – co prawda sprzymierzonej z USA, lecz traktowanej przez Trumpa w sposób bardzo protekcjonalny.

Czytaj także Europa budzi się z amerykańskiego snu. Nie przetrwa bez radykalnej krytyki samej siebie Kaja Puto

Nawet pomijając Grenlandię, w ostatnich miesiącach nie brakowało posunięć Waszyngtonu wrogich państwom europejskiej części NATO. W połowie ubiegłego roku amerykańska ofensywa celna zakończyła się zawarciem „kompromisu”, który w praktyce stanowił kapitulację UE i całkowite zwycięstwo Trumpa. Z kolei pod koniec 2025 roku doszły do tego nałożone przez Departament Stanu sankcje na unijnych biurokratów (w tym byłego komisarza Thierry’ego Bretona), którzy byli odpowiedzialni za „cenzurę”, czyli próby walki z dezinformacją na portalach społecznościowych amerykańskich gigantów cyfrowych. Również w tym przypadku odpowiedź Europy była spolegliwa – skończyło się na kilku głosach oburzenia, bez jakiegokolwiek rewanżu na „sojuszniku”.

Niechęć do wymiany ciosów z globalnym supermocarstwem i zarazem najważniejszym partnerem UE jest do pewnego stopnia zrozumiała, ale na tym etapie oczywistym powinno być, że w starciu z Donaldem Trumpem nadstawianie drugiego policzka stanowi drogę donikąd. Ponieważ ten ostatni patrzy na świat w maczystowski sposób, to słabość Europy tylko zachęca go do sięgania po kolejne kawałki tortu. Bo skoro nie ma oporu, to czemu by nie wziąć więcej?

NATO w kryzysie

Niewykluczone, że agresywne deklaracje Trumpa mają na celu przede wszystkim narzucenie pozycji wyjściowych w planowanych negocjacjach z Danią i UE. Amerykanie mogliby zrezygnować z planów podporządkowania sobie Grenlandii w zamian za daleko idące ustępstwa dotyczące np. praw wydobywczych, dostępności wojskowej czy statusu wyspy. W grę wchodzi np. uznanie Grenlandii za teoretycznie niepodległą, ale o pozycji podobnej do Wysp Marshalla lub Mikronezji, czyli dyplomatycznie i militarnie podporządkowanej Waszyngtonowi.

W takim wypadku ulegnięcie Europy jest całkiem możliwe, ponieważ byłoby to zgodne z dotychczasową strategią europejskiej części NATO – polega ona na ugłaskiwaniu Trumpa na wszelkie możliwe sposoby w nadziei na utrzymanie jego wierności Paktowi Północnoatlantyckiemu i przekonanie go do dalszego wspierania Ukrainy. Bez zająknięcia akceptowano amerykańskie żądania w kwestiach wydatków obronnych czy polityki celnej, a europejscy liderzy wciąż prześcigają się w publicznych pochwałach Trumpa. O skuteczności tej taktyki najlepiej świadczy fakt, że teraz prezydent USA otwarcie grozi sojusznikowi z NATO interwencją zbrojną w celu zagarnięcia jego autonomicznego terytorium. To w końcu zmusiło Europę do potępienia amerykańskich działań jako uderzających w podstawy systemu bezpieczeństwa na kontynencie, ale na ten moment to tylko słowa, a los Grenlandii pozostaje pod znakiem zapytania.

Złośliwi powiedzieliby, że oprócz czekania na wiosnę warto również pokazać Trumpowi globus, aby przekonał się, że Grenlandia nie jest aż tak duża, jak sugerują mapy. Myślę jednak, że więcej dla osłabienia apetytu prezydenta USA zrobiłaby asertywna i zdecydowana polityka UE. Najwyższy czas pogodzić się z tym, że Europa musi zadbać o siebie sama, niezależnie od niepewnego sojusznika zza oceanu i związanych z nim struktur NATO. Będzie to trudne do przełknięcia dla polityków przesiąkniętych proamerykanizmem (czyli np. większości polskiej sceny politycznej), ale organy europejskie powinny być na tyle silne, żeby móc stawić czoło wszelkim wyzwaniom – także tym ze strony USA, jak w przypadku Grenlandii.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie