Felieton

Zgodnie z naturą

Warto sobie w końcu uświadomić, że nawet w kategoriach czysto biologicznych płeć nie opiera się na prostym systemie zero-jedynkowym.

Zawsze przy okazji olimpiady zaczyna się dyskusja na temat kresu fizycznych możliwości człowieka, terapii genowych, dopingu i w końcu problemów związanych z klasyfikacją zawodników pod względem płci. Igrzyska sportowe to jedno z nielicznych miejsc, gdzie segregacja płciowa wydaje się uzasadniona. Wiadomo, że kobiety są średnio słabsze od mężczyzn i nie mogą z nimi konkurować w biegu na sto metrów albo przez płotki. A jednak to właśnie w czasie olimpiad, kojarzących się z tradycyjnymi męskimi emocjami i nacjonalistyczną rywalizacją, wychodzi na jaw, że biologiczna granica pomiędzy płciami jest płynna. Pozornie łatwe zadanie, polegające na określeniu, kto jest kobietą, a kto mężczyzną, zaczęło przysparzać niemałych kłopotów.

W historii sportu nie brak przypadków, kiedy płeć zawodnika była na pierwszy rzut oka trudna do określenia. W 1967 roku, podczas Pucharu Europy w Kijowie, polska rekordzistka w biegu na sto metrów właśnie z tego powodu została wyłączona z grona lekkoatletek. Czterdzieści dwa lata później kontrowersje wzbudziła osiemnastoletnia biegaczka RPA, Caster Semenya. Podejrzewano, że ma wewnętrzne jądra i jest genetycznym mężczyzną. Poddano ją szczegółowym badaniom i dopiero po roku mogła powrócić na bieżnię jako kobieta. Tymczasem znane niemieckie zawodniczki: Heidi Krieger i Yvonne Buschbaum, zakończyły kariery sportowe, poddały się operacjom i przeistoczyły w mężczyzn.

Płeć określa się obecnie na podstawie badań genetycznych. Wiadomo jednak, że takie testy często nie dają jednoznacznych wyników.

Do tej pory opisano kilka rodzajów zaburzeń segregacji chromosomów płciowych. Obok poważnych schorzeń genetycznych, prowadzących do ułomności fizycznej i niedorozwoju psychicznego pacjentów, całkiem często zdarzają się ludzie, którzy mają w komórkach niekonwencjonalny zestaw chromosomów i pozostają tego nieświadomi przez większość swojego życia albo i nawet całe życie. Jednym z przykładów jest zespół Klinefeltera, polegający na tym, że osoba, która wygląda jak mężczyzna, ma dwa chromosomy X i jeden Y. Taka aberracja występuje średnio raz na pięćset przypadków. Badani charakteryzują się nieco wyższym wzrostem, kobiecą sylwetką, skromnym zarostem i potężnymi zębami trzonowymi. Dojrzewanie płciowe przebiega u nich zazwyczaj w sposób nieprawidłowy, chociaż prącie rozwija się normalnie. O tym, że mają dodatkowy chromosom X, dowiadują się często jako dorośli ludzie, bo większość z nich cierpi na bezpłodność. Znane są też przypadki trisomii chromosomu X, zwane zespołem nadkobiety albo matkokobiety, który występuje raz na tysiąc urodzeń. Dziewczynki rozwijają się najzupełniej prawidłowo i nie mają żadnych problemów z płodnością. Wyrastają na kobiety o wyjątkowo mocno zaznaczonych trzeciorzędowych cechach płciowych: mają szerokie biodra i obfite piersi. Z kolei zespół YYX dotyka 0,1% populacji. W tym przypadku mamy do czynienia z wysokim wzrostem badanych, ich IQ jest obniżone o 10–15% względem rodzeństwa, a poziom agresji nie przekracza przeciętnej. Tacy panowie są zazwyczaj płodni i mają zdrowe, normalne potomstwo. 

Zdarzają się też ludzie, u których nie wykrywa się żadnych zmian segregacji chromosomów, natomiast na skutek nieco innego działania systemu hormonalnego występują u nich cechy obu płci. Zjawisko to nazywamy obojnactwem albo hermafrodytyzmem. W takich przypadkach płci noworodka nie można określić na podstawie wyglądu zewnętrznego. O tym, czy urodził się chłopiec czy dziewczynka, często arbitralnie decyduje lekarz, chociaż sprawę może rozstrzygnąć jedynie sam zainteresowany, mimo że z przyczyn oczywistych zajmuje mu to przynajmniej kilka lat. Szacuje się, że takie przypadki zdarzają się raz na 1500 urodzeń. 

Innym przykładem są genetyczni mężczyźni z syndromem niewrażliwości na androgeny (AIS), którzy rodzą się, wyglądając jak dziewczynki, mimo że mają parę chromosomów XY i ukryte w podbrzuszu jądra. W skrajnych przypadkach badani dojrzewają w sposób typowy dla kobiet, w lżejszych mogą mieć mocno powiększone łechtaczki bądź prawie w pełni rozwinięte męskie organy płciowe. Zdarza się, że dziecko, które wcześniej wyglądało na dziewczynkę, w okresie pokwitania okazuje się chłopcem. Osoby z AIS, w zależności od subiektywnego poczucia, mogą identyfikować się zarówno z kobietami, jak i mężczyznami.

W niektórych częściach świata hermafrodytyzm występuje częściej niż gdzie indziej, na przykład na Dominikanie takich ludzi zalicza się do tzw. płci trzeciej. Pojęcie trzeciej płci jest głęboko zakorzenione również w innych kręgach kulturowych. Przykładem mogą tu być Hidźra w Indiach, Kathoey na Tajlandii, Winkte wśród północno-amerykańskich Indian czy słynne dziewice Kanunu, które, przysięgając dochowania czystości, mocą zwyczajowego prawa albańskiego, otrzymują przywileje należne jedynie mężczyznom.

Ktoś mógłby powiedzieć, że przykłady, które podaję, to rzadkie wybryki natury i w związku z tym nie należy ich w ogóle brać pod uwagę. Czy jednak na pewno? Problem pojawi się, kiedy zrozumiemy, że to geny odpowiadają za rozwój poszczególnych cech, a chromosomy są jedynie ich zbiorami. Jeśli mamy do czynienia z tak poważną zmianą, jak nadmiar bądź brak jednego z chromosomów, możemy mówić o zespole chorobowym, co jednak kiedy różnice ograniczą się do mutacji pojedynczych genów i dotyczą dużej części populacji? Naukowcy nie umieją dokładnie określić, jak częste są przypadki posiadania sprzecznych cech płciowych. Szacuje się jednak, że mamy z nimi do czynienia u co setnej osoby.

Warto dodać, że różnorodność płci jest w naturze zjawiskiem typowym. W kwiatach roślin okrytonasiennych rozwijają się oba rodzaje komórek rozrodczych, u ryb sporadycznie zdarza się hermafrodytyzm, istnieją również gatunki, w których samice potrafią zmienić się w samców, a samce w samice. Płeć owadów dzielimy na męską, żeńską, obojnaczą i obojętną, a należący do Protista śluzowiec ma jej co najmniej trzynaście rodzajów.

W przypadku człowieka ścisły podział na mężczyzn i kobiety wydaje się oczywisty. Istnieje wiele fizycznych różnic, które go determinują. Jeżeli jednak przyjrzeć się im dokładniej, okazuje się, że bywają pozorne.

Problem ten ujawnia się w czasie igrzysk olimpijskich, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze i bezkompromisowa walka o medal. Jeśli w społeczności sportowców, która nosi wszelkie znamiona środowiska konserwatywnego, dyskusja na temat niejednoznaczności płci okazuje się jak najbardziej uprawniona, a wręcz znajduje się na porządku dziennym, to dlaczego nie przenieść jej na inne dziedziny życia? Warto sobie w końcu uświadomić, że nawet w kategoriach czysto biologicznych płeć nie opiera się na prostym systemie zero-jedynkowym, ale jest swoistym kontinuum, w którym każda osoba stanowi wyjątkowy splot cech kobiecych i męskich. Zazwyczaj jedna ze stron przeważa, nie jest to jednak żadną regułą.

Felieton ukazał się na stronie Krytyki Politycznej w 2012 roku.

Bio

Kaja Malanowska

| Pisarka

Z wykształcenia biolożka, napisała doktorat z genetyki bakterii na University of Illinois at Urbana-Champaign. Felietonistka „Krytyki Politycznej”. Zadebiutowała powieścią “Drobne szaleństwa dnia codziennego” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2010), która przyniosła jej uznanie krytyki i nominację do Gwarancji Kultury – nagrody TVP Kultura. Autorka książek “Imigracje” i “Patrz na mnie Klaro!”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.