Felieton

Antyfaszyzm globalizacji

Rating śmieciowy Węgier obala Orbana (osłabia jego pozycję z dnia na dzień, wprost na naszych oczach, pomimo wciąż znaczącego poparcia dla niego ze strony węgierskiego ludu) tak samo skutecznie, jak podwyższona rentowność obligacji włoskich obaliła Berlusconiego (pomimo wciąż znaczącego poparcia dla niego… itp., itd.). Obu powalił skutecznie na glebę antyfaszyzm kapitalistycznej globalizacji, podczas gdy żaden humanistyczny antyfaszyzm obu się nie imał. Pokładajmy zatem nadzieję w „racjonalności rynku”, ona nas wyzwoli. Od wszystkiego, także od prawicowego populizmu. Populizm jest fałszywą odpowiedzią na prawdziwe wyzwanie rynkowej globalizacji. Trudno się zatem dziwić, że fałszywa odpowiedź z prawdziwym wyzwaniem rady sobie nie daje.


Mógłbym znów szydzić sobie z chłopców z „Rzepy” i „Uważam Rze”, a także z młodych neokonserwatywnych i neoliberalnych wilków polskiej prawicy politycznej, że modlą się i do Orbana, i do rynku, a tu na ich oczach rynek Orbana zjada jak rekin  niejednoznacznego, ale jednak człowieka. Jak tym razem poradzą sobie z tak ewidentną sprzecznością (z kolejną „kulturową sprzecznością kapitalizmu”?, to takie sprzeczności w ogóle istnieją, a nie są tylko wymysłem „lewaków”?). Tak, oczywiście wiem, jak sobie poradzą, czytuję przecież ich gazetowych i internetowych klasyków.

 

Nawet Rynek może być niedobry i całą swą „racjonalność” może On utracić (jak sól swój smak itd.), jeśli staje się perwersyjnym narzędziem w rękach postępowców, lewaków i relatywistów. Gdybyśmy bowiem grali na Forexie albo na rynku surowców, albo na rynku instrumentów pochodnych z modlitwą na ustach, owinięci w narodowy sztandar, z orłem białym (którego dymać nie damy) przy boku, to wówczas globalny rynek nie wymagałby żadnej politycznej („lewackiej”?) kontroli, regulacji, przeciwwagi. Wówczas globalny rynek byłby znowu, jak za dawnych dobrych czasów (czyli kiedy właściwie, za czasów opisanych w powieściach Dickensa i Balzaca może?) naturalnym przyjacielem człowieka i Boga. Wówczas nawet globalny rynek finansowych transakcji pielęgnowałby wszystkie, najbardziej nawet zmyślone, „tradycyjne wartości”.


Mógłbym zatem znów szydzić, ale mi szyderstwo więdnie na ustach, bo znów wraca świadomość, że „racjonalność rynkowa” wszelkiego człowieka ma w dupie, i prawicowego, i lewicowego, i faszystę, i antyfaszystę. Rynek, który obalił Berlusconiego i obala Orbana, otwarcie daje do zrozumienia, że chce obalić także strefę Euro, Unię Europejską, wszystko, co generuje polityczny impuls „racjonalność rynkową” równoważący, ograniczający, regulujący, uczłowieczający. Globalny rynek zachowuje się jak każda, najbardziej złośliwa (one nie są złośliwe, one są „racjonalne” pozaludzką racjonalnością natury) bakteria czy wirus. W swojej naturalnej ekspansji próbuje uśmiercić organizm żywiciela, próbuje ostatecznie uśmiercić człowieka (element ludzki generuje koszty, gdyby człowieka z obszaru operacji finansowych usunąć w ogóle, koszty transakcyjne spadłyby do zera – tu „rynkowa racjonalność” nie wykazuje się większą humanistyczną wrażliwością niż program „agent Smith”, który w pierwszym Matriksie z nieukrywanym wstrętem obwąchuje pot na ciele Morfeusza i prezentuje swój pogardliwy stosunek do całego naszego gatunku).


Cameron (ostatni ulubieniec naszych prawicowców, bo oni kochają siłę i cyniczne przetrwanie, a Cameron na politycznej kroplówce londyńskiego City prawdopodobnie przeżyje Orbana, choćby o pięć minut, więc przez te pięć minut wielbiony będzie przez polską prawicę jako nowy Bóg) zupełnie już jawnie wybrał stronę nieczłowieka, powtarza, że zawetuje każdą próbę wprowadzenia w Unii Europejskiej podatku od transakcji finansowych, najbardziej spekulacyjnych, najbardziej toksycznych, także dla samego kapitalizmu, bo niszczących zaufanie, które – ponoć, tak przynajmniej twierdzili ojcowie założyciele kapitalistycznej teorii od Locke’a po Smitha (tym razem nie agenta, ale Adama) – miało być jednym z fundamentów kupieckiej wymiany.


Co jednak jeśli kapitalizm kasynowy wygra ostatecznie z każdą inną formą ustrojową i z każdą inną formą kapitalizmu, jeśli do końca wydrąży „gospodarkę realną”, a w Wielkiej Brytanii londyńskie City będzie generować już nie 10 proc. jak dzisiaj, ale powiedzmy 40 proc. PKB – „ta obrzydliwa” (cyt. za agent Smith) gospodarka realna i „to obrzydliwe” (tamże) realne społeczeństwo generują monstrualne koszty, więc zyski z nich mniejsze, niż z pokręcenia się przez chwilę na umierającym forincie. Wówczas wkroczymy w nowy, jeszcze wspanialszy świat „rynkowej racjonalności” oczyszczonej już kompletnie z resztek humanistycznej rdzy. Już w ten świat wkraczamy. Witajcie!

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.