Dlaczego Polska i Ukraina nie potrafią rozmawiać o Wołyniu?
Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA wywołała kryzys w relacjach z Polską. Warszawa i Kijów odczytują bowiem ten sam gest zupełnie inaczej.
Przeszłość to pole bitwy, bo kto ma władzę nad historią, ma władzę nad przyszłością.
Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA wywołała kryzys w relacjach z Polską. Warszawa i Kijów odczytują bowiem ten sam gest zupełnie inaczej.
W drugim odcinku „Z akcentem” dyskutują ze sobą dr Oleksandra Iwaniuk i Tadeusz Iwański.
Te same środowiska, które domagają się od Ukrainy uczciwego rozliczenia z przeszłością, nie potrafią zdobyć się na podobny wysiłek wobec własnych „bohaterów”, wcale nie lepszych od ukraińskich nacjonalistów.
Brawurowa akcja socjalistów w wiedeńskim parlamencie przyniosła piorunujący efekt. Musieli się oni jednak zmierzyć z poczuciem niesmaku, jaki wzbudzał ich doraźny sojusz z niemieckimi nacjonalistami.
W mediach społecznościowych Polacy i Ukraińcy okładają się wyzwiskami z powodu decyzji prezydenta Zełenskiego o nadaniu imienia „bohaterów UPA” jednej z jednostek wojskowych. Czy mieszkający w Polsce obywatele Ukrainy powinni wykazać się zrozumieniem dla polskiej wrażliwości i głośno powiedzieć „nie w naszym imieniu”?
Sądzę, że PiS również zdawał sobie sprawę z tego, że IPN po prostu bardzo źle działa – abstrahując od tego, jak my będziemy oceniać prawicową politykę pamięci – mówi dyrektor Instytutu Narutowicza.
W Polsce opowiada się historię z perspektywy Krakowa i Warszawy. Skąd Polacy mają wiedzieć, że na Pomorzu czy Śląsku byli ludzie, którzy niekoniecznie dobrowolnie podpisywali volkslistę?
Zamach majowy jest niewygodny dla wszystkich stron politycznych – mówi autor książki o sfalsyfikowanej pamięci o Józefie Piłsudskim i przewrocie sprzed 100 lat.
Dziś pamięć musi obejmować wiele głosów. Ta o getcie warszawskim albo będzie polifoniczna, pogmatwana i uwikłana politycznie – albo nie będzie jej wcale. Tuż za rogiem czai się bowiem szeroki front gaśnicowy.
Moja książka jest ofiarą swojej różowej okładki i tego, że wszyscy myślą, że to tylko o seksie i o gejach, a inne, dużo bardziej problematyczne wątki, w tym giną – mówi autorka książki „Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce”.