Między melancholią oporu a furią doomscrollingu
W „Jednej bitwie po drugiej” Paula Thomasa Andersona aktywiści uwalniają migrantów, w „Eddington” Ariego Astera radykalizują się nastolatki. Oba filmy mówią coś ważnego o współczesnym świecie.
Kryzys migracyjny, klimatyczny, pandemia, wojna za miedzą, sprzeciw wobec demokracji… Co będzie dalej?
W „Jednej bitwie po drugiej” Paula Thomasa Andersona aktywiści uwalniają migrantów, w „Eddington” Ariego Astera radykalizują się nastolatki. Oba filmy mówią coś ważnego o współczesnym świecie.
Kiedy rzeki w Polsce wysychają, Rosja zalewa nas dezinformacją – i to ona kształtuje debatę.
Prawa człowieka okazały się mrzonką. Nie myślcie, że was to nie dotyczy.
Radykalna zmiana jest bezwzględnie konieczna i zarazem niemożliwa. Nie ostało się żadne miejsce, dokąd można byłoby uciec.
Choć wiadomo, że zintegrowana Europa mogłaby skutecznie poradzić sobie z amerykańskimi cłami, rosyjskim ekspansjonizmem, migracją i zmianami klimatu, Unia Europejska pozostaje zakładnikiem narodowych suwerennych kaprysów.
O bezpieczeństwie mówi się w polityce dużo, o odporności – nadal za mało.
Mimo swoich anachronicznych poglądów na większość spraw Donald Trump stanowi doskonałe uosobienie naszej epoki.
Tradycyjny kontrakt płci w obronności, w którym mężczyźni bronią, a kobiety są bronione, przestał mieć w Polsce rację bytu.
Skrajna prawica sieje chaos i jednocześnie na nim korzysta. W ten sposób kryzys może zmienić się w kataklizm.
W sprawach ochrony środowiska obecny brytyjski rząd Partii Pracy okazuje się gorszy nawet niż torysi.