Europejska młodzież skręca w lewo, ale to nie wystarczy
Ani we Francji, ani we Włoszech, ani w Niemczech sukcesów nacjonalistów nie napędza sympatia dwudziestolatków.
Wspólnota, która musi wymyśleć się na nowo.
Ani we Francji, ani we Włoszech, ani w Niemczech sukcesów nacjonalistów nie napędza sympatia dwudziestolatków.
Cały ten niepoważny anturaż nie powinien nas zwieść. Cele Amerykanów są jasne – wyszarpać jak najwięcej, nawet jeśli będzie to skrajnie nieuczciwe względem partnerów (choć teraz już raczej rywali, jeśli nie wrogów).
Od brutalnego kazania J.D. Vance’a w Monachium miną wkrótce dwa tygodnie, a europejskie elity wciąż sprawiają wrażenie, jakby je ktoś zamienił w zawstydzone słupy soli.
Orbán i Fico to zdrajcy, ale ich potencjał jest znikomy. A Europa ma na stole rozwiązanie – musi tylko przypomnieć sobie o swojej sile.
Zagrożenie ze strony AI polega na tym, że może odebrać ludziom ciekawość i zdolność uczenia się.
Podczas kampanii wyborczej Linke umiejętnie schowała kwestię Ukrainy, ale lewicowa czytelniczka w Europie Wschodniej i Środkowej powinna mieć świadomość, że ugrupowanie nie odrobiło lekcji z rosyjskiej agresji.
Dzięki nim młodzi ludzie w Republice Irlandii i Irlandii Północnej coraz częściej uczą się irlandzkiego nie z poczucia obowiązku, ale z dumy i fascynacji kulturą.
Wśród wszystkich złych wiadomości płynących w najbliższych dniach z Niemiec jest jedna, a może nawet dwie dobre.
W obliczu chaosu wywołanego decyzjami Donalda Trumpa, dotyczącymi wojny w Ukrainie inicjatywę próbuje przejąć Emmanuel Macron. Czy Paryż zdoła pokierować Europą w nowej rzeczywistości geopolitycznej?
Nie zgodzę się z tym, że Europa w sprawie Ukrainy jest bezczynna. To narracja, którą narzucają nam Amerykanie – mówi Aleksandra Kozioł, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.