Europa (ale nie Polska) na wojnie z Microsoftem
Jak oddaliśmy życie prywatne w ręce amerykańskich handlarzy danymi, tak sferę publiczną oddaliśmy w ręce amerykańskiego rządu.
Wspólnota, która musi wymyśleć się na nowo.
Jak oddaliśmy życie prywatne w ręce amerykańskich handlarzy danymi, tak sferę publiczną oddaliśmy w ręce amerykańskiego rządu.
Skoro Komisji Europejskiej trudno powstrzymać wielkie koncerny przed dalszą destrukcją ludzkości i planety, to może mogłaby chociaż zakazać im kłamania na ten temat?
Donald Trump ma bardzo konkretny cel w pchaniu sojuszników w stronę militaryzacji – chce, by Europa kupowała Abramsy i F-35, pompując pieniądze w amerykański kompleks militarno-przemysłowy. Ale jest inna droga.
Może i lewacka UE maluje kredą po asfalcie, ale za to prawacka Rosja czy Izrael malują po tym asfalcie krwią dzieci swoich sąsiadów.
„Jak ci zależy na Palestyńczykach, to won do Gazy!” – słyszała Greta, więc popłynęła z jedzeniem, lekami i wodą. Wtedy zakuto ją w kajdanki i okrzyknięto wspólniczką terrorystów. Dla znacznej części komentariatu to przejaw niezwykłej łaski.
Jeśli Izrael stanie się międzynarodowym pariasem, będzie to przypominało sytuację, w której gwałciciel w końcu trafia przed sąd, a jego koledzy, którzy dosypali ofierze prochów do drinka, popchnęli ją w ciemną ulicę i stali na czatach, odgrywają rolę sędziów.
Jeśli ustawa Trumpa przejdzie przez Kongres, globalną gospodarkę zaleją nic niewarte pseudodolary.
Węgierska Ustawa o przejrzystości życia publicznego jest wzorowana na rosyjskiej Ustawie o zagranicznych agentach i ma ten sam cel: zlikwidować niezależne media i organizacje.
W sojuszu Trumpa z oligarchią cyfrową wyłania się system, który można nazwać technofaszyzmem – lub nieco łagodniej, technofeudalizmem.
Transformację energetyczną trzeba realizować, bo alternatywą jest uzależnianie się od Putina i Trumpa.