Z gospodarką wodną w lesie. Kto naprawdę partaczy i odpowiada za powódź?
Premier szuka winnych na oślep i znajduje bobry. A polityki klimatycznej ani trzeźwej gospodarki wodnej jak nie było, tak nie ma.
Podczas gdy jedni eksploatują planetę, inni ją sprzątają. Katastrofa klimatyczna wymaga od nas zmian. Zastanawiamy się, jak ich dokonać, by nie stracili na tym najsłabsi.
Premier szuka winnych na oślep i znajduje bobry. A polityki klimatycznej ani trzeźwej gospodarki wodnej jak nie było, tak nie ma.
Większość plastikowych odpadów nie nadaje się do recyklingu, emisje rosną, a paliwa kopalne wciąż rządzą światem.
Jeśli wydawało nam się, że po objęciu władzy przez koalicję 15 października zmieni się coś w kwestii ochrony polskiej przyrody, to mieliśmy rację. Wydawało nam się.
Na przykładzie psów, traktowanych jako wynalazki, dobrze widać, że postęp racjonalnej myśli może okazać się regresem. Istniały jednak próby ocalenia psów, a tym samym resztek empatii człowieka.
Naukowcy wyliczyli, że dotkliwość tej powodzi była o 20 proc. zwiększona wskutek zmiany klimatu. Z tego względu przynajmniej 20 proc. kosztów zniszczeń powinni pokryć ci, którzy w największym stopniu dokładają się do kryzysu klimatycznego. To prosta matematyka.
Powrót do starych melodyjek to nie tylko dowód na artystyczną jałowość polskiej muzyki pop i bardzo powierzchowne zaangażowanie jej twórców. To też rodzaj miękkiego negacjonizmu.
Dziś widać wyraźnie, że opowieści o tym, że należy wyrzucić rozwiązania zawarte w Zielonym Ładzie do kosza i odłożyć wyzwania związane ze zmianami klimatu, są bezsensowne i nieodpowiedzialne.
Trudno na razie przeprowadzić pełną analizę powodzi z 1997 roku i obecnej, ale można już nakreślić kilka kluczowych różnic.
Najbardziej zależałoby mi na tym, żeby rząd stworzył ponadpartyjny zespół do wypracowania długoterminowej strategie adaptacji Polski do skutków zmian klimatu – mówi prof. Zbigniew Karaczun.
Z powodu chaotycznej polityki informacyjnej kluczowe informacje omijają nawet rządzących, a instytucje publiczne nie potrafią sobie poradzić nawet z tzw. turystyką powodziową.