Zapomniany bunt nauczycieli
W przededniu zapowiadanych protestów nauczycielek i nauczycieli warto przypomnieć historię akcji protestacyjnych pracowników szkół z początków transformacji.
Kto czego uczy i w jakim celu?
W przededniu zapowiadanych protestów nauczycielek i nauczycieli warto przypomnieć historię akcji protestacyjnych pracowników szkół z początków transformacji.
Czy jest coś złego w tym, że ktoś pracuje wolniej, jeśli ma chęci i się stara? – mówi Monika Mamulska.
Ukazanie pielęgniarek, nauczycieli i wykluczonych komunikacyjnie jako roszczeniowych odbiorców „naszych” (znaczy czyich?!) pieniędzy jest obrzydliwe.
Skutki konserwatywnej polityki zdrowotnej i edukacyjnej są zawsze odwrotne do zamierzonych.
Jesteśmy gotowi i gotowe wspierać protest tak długo, aż żądania pracowników i pracownic polskich szkół zostaną spełnione.
W większych szkołach nieobowiązkowa religia to nawet sto godzin lekcyjnych tygodniowo.
I odchodzą z zawodu, póki jeszcze mogą się przekwalifikować. Rozmowa z Magdaleną Kaszulanis, rzeczniczką Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Trzeba sobie zadać pytanie: jaki jest współcześnie cel i sens szkoły? Czyje priorytety szkoła realizuje? Bo chyba nie priorytety dzieci i ich rodzin.
Promocja neoliberalnej zasady – twoje życie w twoich rękach – utwierdza wiele osób w przekonaniu, że strajk oznacza roszczeniowość i lenistwo, a nie, że wchodzi w poczet praw pracowniczych i jest jednym z narzędzi demokracji.
Legenda o izraelskiej innowacyjności jest fascynująca, potrzebna i jednocześnie rozdmuchana do granic możliwości.