W świecie według Trumpa będziemy błagać mocarstwa o litość
Trump nie ma ambicji zaprowadzania sprawiedliwości, w której silni i słabi będą traktowani jednakowo. Przeciwnie, silni mają rosnąć w siłę, a słabi upadać na dno.
Wojny narracyjne i propaganda ery algorytmów.
Trump nie ma ambicji zaprowadzania sprawiedliwości, w której silni i słabi będą traktowani jednakowo. Przeciwnie, silni mają rosnąć w siłę, a słabi upadać na dno.
Dlaczego ktokolwiek miałby świadomie prowadzić kraj ku kryzysowi gospodarczemu? Jest w tym pewna logika. Jeśli do niego dojdzie, wszystko to, co inni będą musieli sprzedać, garstka najbogatszych będzie mogła kupić.
Szkoły i rodzice nie czują się przygotowani do uczenia młodzieży krytycznego odbioru treści w internecie. Ale nie można zostawić tej sfery cyfrowym gigantom.
Na środku agory jest brunatna breja, nie da się przez nią przejść, nie utytławszy sandałów.
Nie chodzi tylko o kupowanie europejskich wyborców przez amerykańskich oligarchów. „Wy i bez tego jesteście głupi”.
Obok szeregu systemowych problemów dziennikarstwo spotyka się z wewnętrzną pogardą środowiskową, którą dobrze pamiętam jeszcze z czasów, gdy pracowałam na festiwalach filmowych.
Największym zagrożeniem może być nie to, że ludzie uwierzą w fałszywe informacje, lecz to, że przestaną wierzyć w cokolwiek.
Rosja „wspiera” nie tylko europejską prawicę, ale i lewicowe idee. Te prowokacje mają dzielić zachodnie społeczeństwa.
Jak reagować na tę próbę stworzenia alternatywnej historii mediów społecznościowych? Przede wszystkim nie dać jej sobie narzucić.
System rosyjskiej propagandy i jego siłę uosabia Dmitrij Miedwiediew – pozorny radykał, zdolny odwrócić poglądy o 180 stopni, niczym puste naczynie do napełnienia dowolną treścią – mówi Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz.