Drogowy horror nie ma końca
Koronawirus nas przeraził, ale stary wirus piractwa drogowego szaleje w Polsce od lat i wzbudza co najwyżej wzruszenie ramion.
Koronawirus nas przeraził, ale stary wirus piractwa drogowego szaleje w Polsce od lat i wzbudza co najwyżej wzruszenie ramion.
Michał Wolański wyjaśnia, dlaczego wiele restrykcji jest przypadkowych i czego nasze państwo mogłoby się nauczyć od Węgier.
Do tego, by przesiąść się na rower, nie zmusiły nas apele aktywistów, zatłoczone ulice, zatrute spalinami powietrze ani rekomendacje lekarzy. Czy zrobi to koronawirus?
Na polskich drogach funkcjonuje w najlepsze cywilizacja śmierci. Tylko ok. 15 procent kierowców nie łamie przepisów w rejonach przejść dla pieszych.
Oczywistą oczywistością jest, że Hartman nie bronił żadnego innego ze stu tysięcy pijanych kierowców, a tylko tego jednego, którego zna i w którego programach występował.
Im mniej aut w dużych miastach, tym lepiej dla poziomu życia. Na zachodzie kontynentu już o tym wiedzą. Dobrze by było, żeby prawdę tę poznali również mieszkańcy kraju znad Wisły.
Warto dalej pedałować, a nawet walczyć o budowę nowych ścieżek rowerowych, żebyśmy mieli przynajmniej którędy uciekać przed trzecią wojną światową.
Jak to się stało, że kierowca stał się w Polsce obywatelem uprzywilejowanym?
Tak jak nie da się naprawić jakości powietrza przez obniżanie norm.