A co, jeśli Polska jest krajem prorosyjskim?
Mniej lub bardziej dyskretna prorosyjskość w polityce już nie jest tabu, choć jeszcze trzy lata temu wydawała się nie do pomyślenia.
Kraj, który broni swojej wolności – i uczy Europę odwagi.
Mniej lub bardziej dyskretna prorosyjskość w polityce już nie jest tabu, choć jeszcze trzy lata temu wydawała się nie do pomyślenia.
Prawica przyzwyczaiła nas, że to głównie dzięki niej mamy „rosyjski głos w naszych domach”. Jednak z lewicowych przestrzeni również sączą się narracje, które innymi drogami dochodzą do tych samych konkluzji. Takim przypadkiem jest coraz bardziej medialny Paweł Mościcki.
Skoro w razie ataku Rosji na Polskę NATO potrzebuje aż 40 dni na relokację wojsk, może by rozpoczęli transporty już teraz, zanim rosyjska flaga załopocze na Pałacu Kultury i Nauki?
W przeglądzie prasy z Europy Wschodniej piszemy o Rosjanach nieświadomie wciągniętych w polityczną intrygę oraz walce Tbilisi z autorytarnym dryfem.
Rosyjskie operacje dywersyjne mają wspólny cel: podważyć zaufanie publiczne i osłabić państwa od środka. Polska swojego egzaminu z podatności nie zdała najlepiej.
Trudno powiedzieć, gdzie obecnie jesteśmy w kwestii pokoju w Ukrainie. Wiadomo, że Polska nie jest przy stole, chociaż niektóre punkty negocjacji dotyczą jej bezpośrednio. Znamy też dosyć szczegółowo punkty sporne i kluczowe kwestie z punktu widzenia Ukrainy i całego regionu. Przyjrzyjmy się im.
Niezależnie od źródeł szczególnej sympatii amerykańskiego prezydenta do rosyjskiego odpowiednika, ich cele w przypadku tej wojny są rozbieżne. Trump chce ją zakończyć, a Putin wygrać. A Europa i Ukraina nie są pozbawione podmiotowości w tym układzie.
W nowym odcinku „Bloku wschodniego” opowiadamy o tym, jak ukraińska stolica, pomimo wojny żyje kulturą i mierzy się z niekończącym się ciężarem historii w relacjach z Polską.
Dla zdrajców z AfD pytanie brzmi nie „czy zdradzić swój kraj?”, ale czy sprzedać Niemcy i Europę Putinowi, czy raczej Xi Jinpingowi – mówi polityk niemieckich Zielonych.
W Ukrainie trwa afera na 100 milionów dolarów w kluczowej spółce energetycznej, z kumplem Zełenskiego w roli głównej. Wraca pytanie o gotowość do wstąpienia do Unii Europejskiej i miejsce obecnego prezydenta w powojennej rzeczywistości.