Unia Europejska

Po zabójstwie nauczyciela przez islamistę: Macron skręca w prawo

Walka z „separatyzmem islamskim” to kolejny, po zabójstwie nauczyciela przez islamistę dość zamaszysty, krok Macrona w prawo. Kiedy w siłę rośnie lewicowo-zielony sojusz, prezydent Francji stara się zagospodarować miejsce po osłabionej prawicy.

W ubiegły piątek w podparyskim Conflans-Sainte-Honorine zamordowany został Samuel Paty, nauczyciel historii i geografii w miejscowym gimnazjum. Sprawcą ataku był Abdoullakh Anzorov, urodzony w Moskwie 18-letni Czeczen, posiadający we Francji status uchodźcy. Tego samego dnia napastnik został zastrzelony przez funkcjonariuszy podczas obławy.

Motywem morderstwa była przeprowadzona przez Paty’ego na początku października lekcja dotycząca wolności słowa, będąca częścią programu nauczania. 5 października na koniec zajęć Paty miał zapowiedzieć swoim uczniom i uczennicom, że kolejnego dnia przedstawi rysunek, który może zgorszyć muzułmanów, dlatego osoby, które nie czułyby się z tym komfortowo, będą mogły wyjść na chwilę z klasy lub odwrócić wzrok.

Zaplanowana lekcja odbyła się zgodnie z planem, a rysunek okazał się karykaturą Mahometa zamieszczoną pierwotnie w „Charlie Hebdo” w 2012 r. Ojciec jednej z uczennic udostępnił w mediach społecznościowych filmik, w którym nazwał Paty’ego łajdakiem i oskarżył go o zmuszenie muzułmańskich uczniów i uczennic do wyjścia z klasy przed pokazaniem wspomnianego rysunku. Ojciec wezwał pozostałych rodziców do działań przeciwko nauczycielowi, a sam – poza poinformowaniem dyrekcji szkoły – zgłosił zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

To z tym nagraniem zapoznał się Anzorov, który tydzień później zamordował Paty’ego. Chociaż organy nie podały zbyt wielu szczegółów na temat sprawcy, to szybko odnaleziono jego profil na Twitterze. W dniu zabójstwa, około godziny 17, zamieścił na nim zdjęcie uciętej głowy ofiary i zwrócił się do prezydenta Macrona, informując, że to on zabił Paty’ego w ramach kary za obrazę proroka. Inne wpisy mordercy miały charakter radykalno-islamistyczny, podobnie jak konta, które Anzorov śledził lub które go obserwowały.

Mężczyzna trzyma tabliczkę z napisem „Je suis Charlie” na placu Republiki w Paryżu, 2015 r. Fot. Keno – Kenan Šabanović/Flickr.com

Jak zareagowali politycy?

W związku z morderstwem nauczyciela zatrzymano dotychczas 11 osób, a prokuratura rozpoczęła śledztwo. Na kolejne ustalenia trzeba więc czekać. Niemniej dla opinii publicznej dalsze szczegóły wydają się nieistotne. Obecny stan wiedzy jest wystarczający, by sprawa Paty’ego dolała oliwy do ognia burzliwej dyskusji o islamie i islamofobii we Francji. Z jednej strony mamy do czynienia z silnym wstrząsem obywatelskim, wyrażonym w niedzielnych manifestacjach zorganizowanych w hołdzie dla ofiary, a z drugiej – z partiami politycznymi, których część już w dniu morderstwa zaczęła wykorzystywać to zabójstwo na własny użytek.

Szczerek: Europa będzie oświecona albo będzie bezludna

Niechlubny prym wiodła skrajna prawica. Jako jedne z pierwszych głos zabrały dwie polityczki, obecnie nieoficjalnie rywalizujące ze sobą o prawicowy rząd dusz – Marine Le Pen oraz Marion Maréchal (znana wcześniej jako Marion Le Pen). Pierwsza z nich, przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego (dawnego Frontu Narodowego), stwierdziła, że „islamizm toczy z nami wojnę: musimy wypędzić go z naszego kraju siłą”, a druga – obecnie dyrektorka quasi-edukacyjnej instytucji mającej w zamierzeniu stać się prawicową kuźnią kadr – zapytała, czy „prezydent włoży tyle samo siły w obronę naszej cywilizacji, naszego bezpieczeństwa i naszej wolności słowa, ile włożył w ograniczanie naszych wolności od miesięcy bez konsultacji społecznych”.

W podobnym tonie wypowiadali się republikanie (prawica, z której wywodzi się np. Nicolas Sarkozy), stwierdzając, że rodzice, którzy odmawiają, by w szkole uczyć ich dzieci o Holokauście, oświeceniu, równości czy wolności słowa, mogą opuścić Francję, ponieważ nie ma dla nich miejsca w tym społeczeństwie.

Inaczej sytuacja wyglądała na lewicy, gdzie Olivier Faure, pierwszy sekretarz Partii Socjalistycznej, wyraził swoje wsparcie dla nauczycieli oraz instytucji szkoły, a Niepokorna Francja Jean-Luca Mélenchona zaapelowała o niezrównywanie islamistycznego terroryzmu z islamem oraz o niepopadanie w podziały, które chcą stworzyć terroryści. Różne reakcje poszczególnych partii oczywiście nie powinny dziwić, ale warto je mieć na uwadze, kiedy słyszy się komentarze o rzekomej jedności narodowej z powodu tragedii.

Prawdopodobnie najważniejsze zdanie w tej sprawie wygłosił prezydent Francji, Emmanuel Macron. Nie chodzi o samą jego treść (powiedzenie no pasarán terrorystom, którzy nie zwyciężą swoim obskurantyzmem oraz przemocą i nie podzielą Francuzów), lecz fakt, że wpisuje się ona w walkę z tzw. separatyzmem islamskim, którą Macron oficjalnie ogłosił na początku października, kilka dni przed przeprowadzeniem przez Paty’ego lekcji dotyczącej wolności słowa.

Macron ma plan?

Przemowa prezydenta Francji dotyczyła przeciwieństwa między laickością i republikanizmem a separatyzmem islamskim, przez który rozumie on spójny projekt polityczno-religijny naruszający wartości republiki i tworzący kontrspołeczeństwo, które posiada własne instytucje i własne prawo. Prowadzi to do omijania obowiązku szkolnego przez dzieci, ponieważ są one wysyłane do „nielegalnych szkół” prowadzonych przez radykałów religijnych – czy naruszania równości płci.

Macron zauważył również, że do tej sytuacji przyczyniło się francuskie państwo. Skupianie migrantów na obrzeżach, które dotyka wykluczenie komunikacyjne czy brak perspektyw zawodowych, doprowadziło do gettoizacji części społeczeństwa.

Pobiwszy się w pierś, Macron zaproponował stworzenie „islamu Francji” vel „oświeceniowego islamu”, który miałby być spójny z prawem i wartościami republiki. Działania mają przebiegać dwutorowo. Po pierwsze chodzi o zwalczenie obecnego separatyzmu, co ma się stać poprzez wprowadzenie od przyszłego roku obowiązkowej edukacji dla wszystkich od trzeciego roku życia, uzależnienie finansowania instytucji przez państwo od podpisania karty laickości czy zapewnienie równości w usługach publicznych (co ma uniemożliwić np. odmowę podania ręki kobiecie). Po drugie Macron proponuje budowanie oświeceniowego islamu przez ukrócenie przyjazdów zagranicznych imamów do Francji, a zamiast tego kształcenie własnych, którzy nie będą głosić radykalnych form islamu. Ponadto chce on rozbudować system szkół, ośrodków sportowych oraz bibliotek, tak by w każdym miejscu republika i jej wartości były obecne.

Czym grozi Polsce euronacjonalizm Macrona?

Są to jednak zapowiedzi, a na więcej szczegółów musimy poczekać do 9 grudnia, kiedy prezydent przedstawi projekt ustawy Radzie Ministrów. Niemniej część propozycji Macrona spotkała się od razu z krytyką. Edukacją domową we Francji objętych jest obecnie ok. 50 tysięcy uczniów i uczennic, co stanowi ok. 0,5 proc. wszystkich uczniów. Zabrakło także szczegółów dotyczących problemów z podawaniem ręki czy proponowanych rozwiązań legislacyjnych mających na celu zwalczanie przejmowania meczetów przez ekstremistów.

Krótko mówiąc, Macron oparł się na ogólnikach niepodpartych danymi oraz na hasłach, które od dłuższego czasu znajdują konsens społeczny (jak w sprawie zagranicznych imamów). Stąd chociaż na pierwszy rzut oka jego propozycja wydaje się kompleksowa, to im dokładniej się jej przyjrzeć, tym staje się jaśniejsze, że na razie to zbiór pustych haseł. A to wszystko, gdy na horyzoncie widać już wybory prezydenckie, które odbędą się w 2022 roku.

W prawo zwrot

Antyseparatystyczne działania Macrona to ciąg dalszy jego drogi na prawą stronę sceny politycznej. Rozgrywając kartę bezpieczeństwa publicznego, prezydent stara się przedstawić siebie jako strażnika silnej i zjednoczonej Francji. Nie powinno to dziwić w kontekście chociażby wyników tegorocznych wyników samorządowych, z których jasno wynika, że siłą polityczną będącą obecnie na fali jest lewicowo-zielona koalicja. Prezydent, chcąc wywalczyć reelekcję, musi się jej przeciwstawić. Korzysta więc z rozsypki, w której wciąż pozostaje prawica.

Eribon: Jesteśmy pariasami, dziedziczymy wykluczenie

We Francji pod rządami Macrona jest więc po staremu – partie wzajemnie się zwalczają, walcząc o re(elekcję), a ciężar kosztów politycznych, społecznych i gospodarczych muszą ponosić zwykłe pracownice i pracownicy – w tym wypadku nauczycielki i nauczyciele. W rozmowach dziennikarzy z nimi podczas niedzielnych manifestacji często padały słowa o niskich pensjach i złym traktowaniu, do czego doszedł jeszcze strach o własne życie. Pojawiały się również zarzuty bycia porzuconymi przez państwo, które nakłada coraz więcej obowiązków, nie troszcząc się o funkcjonalność systemu.

Chociaż duża część manifestujących podkreślała, jak ważne jest być teraz razem, przeżywać te tragiczne chwile wspólnie – w szczególności, że przypominano sobie demonstracje po zamachu na „Charlie Hebdo” w 2015 r. – to należy zauważyć, że nie tworzyli oni jednorodnego tłumu. Raczej prezentowali całe spektrum postaw i poglądów. Dlatego też inicjatywa działań zaraz wróci do partii politycznych. A te, widząc, że jeśli istnieje jakikolwiek wspólny postulat, to jest nim obrona laickiej, republikańskiej szkoły, mogą doprowadzić do sytuacji, w której islamofobia stanie się kartą rozgrywaną w walce o przyszłą władzę.

**

Artur Kula – doktorant historii na Uniwersytecie Warszawskim. Absolwent Kolegium MISH UW oraz Uniwersytetu Oksfordzkiego. Przebywał także na stypendium w École des hautes études en sciences sociales (EHESS) w Paryżu. Zajmuje się tematyką wyobraźni narodowej, polityki historycznej oraz praw człowieka.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij