Fallokracja jest witalna i pobudzona jak w reklamach środków na erekcję, którymi telewizja bombarduje przerwy w wieczornych transmisjach meczów piłkarskich. W minionych tygodniach miało miejsce kilka znamiennych manifestacji tego ruchu. Owszem, ruchu – i to o zasięgu ponadnarodowym.
Pouczony w szkole o istnieniu demokracji, technokracji, pajdokracji, plutokracji i innych kracji, już na początku chciałem zapytać: jak nazwać rządy alfonsów? Liczyłem na twórcze propozycje czytelniczek, ale wyszukiwarka nie pozostawia wątpliwości i istnieje już wyrażenie, które wyczerpuje znaczeniowo ten fenomen – czyli fallokracja. Okazuje się, że patriarchat to mało. Patriarchat – „całuję rączki” – potrafi być mimo wszystko subtelny.
Fallokracja alfonsów objawia się w nieskrywanej, bezwstydnej przemocy. W minionych tygodniach miało miejsce kilka znamiennych manifestacji tego ruchu. Owszem, ruchu – i to o zasięgu ponadnarodowym. Ma on mniej lub bardziej prominentnych członków, którzy nawet jeśli nie znają się osobiście, to są ze sobą solidarni i mogą liczyć na wzajemną pomoc.
Andrew Tate – influencer, mizogin, gwałciciel
Tuż po niedawnych wyborach prezydenckich w USA internet ukuł pojęcie „broligarchii”, rządów kumpli. I choć kumple miliarderzy są żałosnymi oportunistami i zmorą własnych stylistów, to głupawy wygląd i zamiłowanie do darwinistycznego kapitalizmu to nie to samo co gwałty i stręczycielstwo – a z takimi zarzutami, dodając do tego seks z nieletnią i pranie pieniędzy, mierzą się niesławny Andrew Tate i jego brat Tristan.
„Dojrzewanie” nie daje łatwych odpowiedzi? Przeciwnie – podsuwa je niemal na tacy
czytaj także
Trzy lata temu aresztowano ich w Rumunii, gdzie obaj mieszkali i prowadzili internetowy biznes pornograficzny, bijąc, poniżając i gwałcąc pracownice. Andrew był już znanym influencerem, ze sławą zbudowaną na mizoginii i głoszeniu seksistowskich farmazonów. Wobec zarzutów był arogancki i nie stronił od mediów, podtrzymując publicznie swój maczystowski wizerunek.
Oskarżyciele z Bukaresztu podeszli do sprawy poważnie i przeczołgali braci przez areszt, areszt domowy, a ponadto przejęli ich pokaźny majątek. Postępy w procesie bacznie śledzą brytyjskie media, bo bracia Tate byli oskarżani o gwałty jeszcze w rodzinnym Londynie, a do Rumunii przenieśli się, licząc na większą przestępczą swobodę – jak deklarował Tate, który ma mieszane obywatelstwo brytyjsko-amerykańskie.
Smutnym i tragicznym faktem jest to, że kanały internetowe Tate’a miały miliony subskrybentów i wyświetleń, a jednym z jego wielbicieli jest Donald Trump junior, syn prezydenta USA. Zaledwie miesiąc po zaprzysiężeniu Trumpa seniora rumuńska prokuratura poinformowała, że znosi zakaz opuszczania kraju wystosowany wobec braci Tate. Obaj wsiedli do czyjegoś prywatnego odrzutowca i polecieli na Florydę. Formalności urzędowych dopełniono jeszcze na pokładzie samolotu i alfonsi-gwałciciele trafili na amerykańską ziemię, szybko odjeżdżając z lotniska w luksusowym SUV-ie pod opieką tajemniczych przyjaciół.
Jak potężny musiał być dobrodziej braci Tate, że udało mu się wpłynąć na organy ścigania suwerennego kraju Unii Europejskiej? I to w biały dzień, bez żenady upokarzając je na oczach całego świata?
Epstein i seksualny kult dla bogoli
27 lutego 2025, tego samego dnia, gdy ogłoszono de facto uwolnienie Tate’ów (mają stawiać się w Rumunii na wezwanie sądu pod sankcją utraty majątku), prokuratorka generalna Stanów Zjednoczonych Pamela Bondi upubliczniła długo oczekiwaną listę gości innego alfonsa, pedofila i gwałciciela, miliardera Jeffreya Epsteina. A przy Epsteinie Tate to małe miki.
O ile Tate to kumpel juniora, o tyle Epstein był kumplem seniora – 45. i 47. prezydenta największego mocarstwa na świecie. W 2019 roku, za pierwszej kadencji Trumpa, Epsteina znaleziono powieszonego w celi, do której trafił oskarżony o organizację pedofilskiej siatki o charakterze kultu seksualnego dla wtajemniczonych bogoli. Nie zdążył złożyć zeznań. Szacuje się, że ofiarami jego zbrodniczego procederu, który rozwijał od połowy lat 80., mogło paść nawet 250 kobiet i dziewcząt.
czytaj także
Epstein dysponował trzema rezydencjami: apartamentem na nowojorskim Manhattanie, ranczem w Nowym Meksyku i prywatną wyspą na Karaibach. Pod pretekstem castingów dla modelek czy wyborów miss wabił tam setki kobiet i organizował imprezy, na których podstępem lub przemocą były gwałcone i zmuszane do pracy seksualnej. Na Karaiby trzeba było jakoś dolecieć, więc Epstein kupił samolot. A ponieważ wszystkie samoloty startujące z terytorium USA muszą prowadzić rejestr pasażerów, to właśnie te dokumenty ujawniła Bondi. W kampanii obiecał to sam Donald Trump.
Jego zażyłość z Epsteinem była powszechnie znana, a liczne seksistowskie komentarze prezydenta milionera, przeplecione z jego zamiłowaniem do organizacji konkursów piękności oraz randkowania z modelkami stawiały go w bardzo niekorzystnym świetle. Zastosował więc ucieczkę do przodu i upublicznił rejestry lotów na Wyspę Pedofilów, na których jego nazwisko widnieje sześć razy. Dwa z tych lotów odbył z całą ówczesną rodziną.
Ucieczka polega na tym, że nazwisko Trump otoczone jest tam wianuszkiem innych postaci życia publicznego, w tym prezydenta Billa Clintona oraz Michaela Jacksona. I choć nie wszyscy goście Epsteina gwałcili nastolatki, to przy takim nagromadzeniu ważniaków w połączeniu z przytłaczającą liczbą ofiar można śmiało stwierdzić, że Ameryczką rządzą alfonsi i ich klienci. A domeną Trumpa jest Manhattan, więc nigdzie latać nie musiał.
Przez przemoc na szczyt
Prezydentura Donalda Trumpa zdaje się zresztą udowadniać wyczerpanie potencjału seksskandalu jako narzędzia do zatapiania niewygodnych kandydatów lub samozaorania własnej kariery, tak politycznej, jak i każdej innej. Mówię oczywiście o samym fakcie udokumentowanego przebywania w zwyrolskich klikach lub ujawnienia kształtu i możliwości penisa przez aktorkę porno, z którą zdradzało się żonę. Chcę wierzyć, że udowodniony gwałt wciąż dyskwalifikuje z udziału w strukturach władzy.
czytaj także
A jednak – czasy są chyba takie, że nie tylko nie dyskwalifikuje, ale wręcz nobilituje. Pisałem niedawno o współpracy Donalda Trumpa z włodarzami światowego MMA. Wspomniałem tam o wyrodnym, irlandzkim zawodniku, Conorze McGregorze. Człowieku aroganckim, agresywnym, przedsiębiorczym.
Siedem lat temu McGregor pobił i zgwałcił kobietę w Dublinie. W listopadzie ubiegłego roku sąd nakazał mu wypłacenie ćwierć miliona euro odszkodowania przetrwance Nikicie Hand. Nikita nie została potraktowana poważnie przez irlandzką prokuraturę, która odmówiła wytoczenia sprawy karnej przeciwko McGregorowi, dlatego nie trafił on ani do aresztu, ani do więzienia – i uniknął odpowiedzialności. Nikita Hand zdecydowała się upublicznić sprawę i wizerunek, z pomocą organizacji dla ofiar przestępstw seksualnych wytoczyła typowi proces cywilny i udowodniła swoją rację.
Chyba właśnie dlatego miętę do McGregora poczuł Donald Trump, który dla odmiany skazany został za to, że niegdyś zapłacił kobiecie za milczenie na temat ich wspólnych relacji, uprzednio szantażując ją za pośrednictwem swojego prawnika kryminalisty. W jego przypadku wyrok także został sformułowany nie wprost – skazano go za fakt zatajenia płatności na rzecz pokrzywdzonej w księgach, a nie za wymuszenie jej przyjęcia.
17 marca tego roku, w Dniu Świętego Patryka, Conor McGregor z żoną i dziećmi przyjęty został z honorami w Białym Domu jako wybitny reprezentant narodu irlandzkiego. Odbyła się konferencja prasowa, na której McGregor objawił się jako skrajny nacjonalista, wygłaszając tyradę przeciw migrantom zamieszkującym jego zieloną ojczyznę.
czytaj także
Następnie doszło do spotkania „sportowca” z Trumpem, Muskiem i najważniejszymi urzędnikami amerykańskiej administracji. Wszystko to z pominięciem komunikacji z irlandzkimi władzami, na co te musiały szybko zareagować ustami premiera Micheála Martina, który odciął się od bzdur głoszonych przez McGregora. Cztery dni później uskrzydlony wizytą w USA McGregor ogłosił, że chce zostać prezydentem Irlandii i przymierza się do startu w wyborach.
Ofiary dobrych stosunków transatlantyckich
Dużo trudniej skazać gwałciciela czy wpływowego, przemocowego alfonsa niż go wywyższyć. Może uda się w przypadku Seana Combsa, znanego kiedyś pod pseudonimem Puff Daddy. Zaprzyjaźniony z legendami rapu producent najlepiej zrealizował się w roli alfonsa, organizatora seksimprez dla kolegów i bogatych kolegów kolegów. Niestety, nie tylko organizował pracę kobietom, które tego potrzebowały, ale również wymuszał ją, bił, gwałcił i groził.
Proces karny Combsa ma ruszyć w maju, a do tego czasu różne rzeczy mogą się wydarzyć. Szanse na sprawiedliwość są tu jednak większe niż w przypadku braci Tate, Conora McGregora czy Donalda Trumpa, bo Combs jest czarny. Może go dotknąć niesprawiedliwa sprawiedliwość.
Skrzywdzona i harda, ale czy szczera? [o książce „Niewygodna” Patrycji Volny]
czytaj także
Takie rzeczy tylko w Stanach – można by się pocieszać, ale to nieprawda. To samo dzieje się choćby we Francji czy we Włoszech, by przypomnieć tylko sprawę byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Dominique’a Strauss-Kahna czy bunga-bunga premiera Silvio Berlusconiego. Ostatnie sprawy z Ameryki mają jednak ten nowy wymiar, że kładą się cieniem na stosunkach międzynarodowych. Rumunia jest kluczowym krajem NATO, jeśli chodzi o szachowanie Rosji na Morzu Czarnym. Powstaje tam największa baza sił koalicyjnych w Europie, a USA rozmieszcza tam ważne elementy obrony powietrznej, inwestując duże pieniądze także w inne elementy militarnej infrastruktury.
Jednocześnie jest to kraj Unii Europejskiej, zobowiązany do zachowania wysokich standardów pracy sądów i prokuratury. Tymczasem synalek prezydenta USA dzwoni i mówi: macie wypuścić alfonsa oskarżonego o pobicie, wymuszenia, gwałt i oszustwa, bo to mój kumpel, obywatel Stanów Zjednoczonych. Gdy chodzi o bezpieczeństwo krajów atlantyckich, trzeba będzie przymknąć oko na krzywdę kilku kobiet. Jak zwykle.
Dyskrecja polskich elit
W Polsce elity polityczne wydają się względnie wstrzemięźliwe lub bardzo dyskretne. Parę lat temu szeroko opisywana była sprawa posła Stefana Niesiołowskiego, który rzekomo skonfliktował się z dwoma alfonsami, mającymi pomagać mu aranżować spotkania z pracownicami seksualnymi. Na chwilę bohatera antykomunistycznego podziemia odsunięto na dalszy krąg medialnej egzystencji, ale po wyroku uniewinniającym (proces dotyczył oskarżenia o korupcję, czyli oceniano, czy w zamian za schadzki oferowane były jakieś korzyści) i zmianie rządu poseł wrócił do łask.
Słuchaj podcastu „Wychowanie płci żeńskiej”:
Niemal codziennie ujawniane są kolejne przestępstwa funkcjonariuszy Kościoła katolickiego, a więc największego nieformalnego ośrodka władzy w kraju. Ksiądz Mariusz przypuszczalnie gwałcił dziewczęta, sprawując funkcję koordynatora Światowych Dni Młodzieży. Sprawa wlecze się już cztery lata. W Mielcu grasował bezkarnie ksiądz Stanisław. Odwalił już kitę, więc kara go nie spotka.
No i jest jeszcze prawicowy kandydat na urząd prezydenta RP Sławomir Mentzen, którego zdaniem przestępstwo zgwałcenia przysparza ofierze nieprzyjemności. Gwałt jest nieprzyjemny. Coś jak ukąszenie komara. Cóż, przynajmniej na razie chce „tylko” zradykalizować zapisy ustawy antyaborcyjnej, w przeciwieństwie do Jana Pawła II i jego naśladowców, którzy kobiety dokonujące terminacji ciąży pochodzącej z gwałtu najchętniej widzieliby w więzieniu.
Staśko: Przemoc nie ma płci. Płeć ma sprawca lub sprawczyni. A także ofiara
czytaj także
Fallokracja jest witalna i pobudzona jak w reklamach środków na erekcję, którymi telewizja bombarduje przerwy w wieczornych transmisjach meczów piłkarskich. Pseudonim Conora McGregora z czasów kariery sportowej to The Notorious – sławetny, bezwstydny, jawny, ostentacyjny. Także patriarchat wciąż jest jurny i nie skrywa się za żadnymi fasadami, a przemoc seksualna z nami zostanie. Tym bardziej potrzeba wzmożonej pracy, żeby ją zwalczać.
Jeśli doświadczenie gwałtu jest „nieprzyjemnością”, to nieprzyjemnością trzeba by również nazwać wbicie ostrego przedmiotu prosto w gałkę oczną. Dlatego podczas ostatniego pobytu w Madrycie, w jednej z feministycznych knajp zakupiłem córce takiego kotka, jak widać na zdjęciu. Ot, pamiątka za 5 euro. Niestety, od razu wiedziała, do czego może posłużyć.