Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Musimy opowiedzieć sobie Rosję. Trzeba ją znać, by umieć się z nią zmierzyć

Przez ostatnie miesiące śledziłam kilku polskich vlogerów z YouTube’a, którzy ruszyli objaśniać nam Rosję. Żaden nie zna rosyjskiego. Każdy stał się pożytecznym idiotą Kremla. Marii Wiernikowskiej, mimo słabości pierwszego odcinka relacji z wyprawy do Rosji, udało się z tego wyłamać.

ObserwujObserwujesz
Kontekst

📹 Turystyka bez polityki – Vlogerzy tacy jak Piotr Pająk, Kamil Cichocki czy Tomasz Jakimiuk pokazują „normalną” Rosję, omijając temat wojny i trudu życia w reżimie, a w efekcie wzmacniając wygodną dla Kremla iluzję.

🎙️ Potrzeba rzetelnego reportażu – Tylko kompetentne, krytyczne dziennikarstwo pozwoli nam zrozumieć mechanizmy rosyjskiego systemu – i realnie się mu przeciwstawić. Po rozczarowującym pierwszym odcinku relacji swojej wyprawy do Rosji potrzebnego materiału dostarczyła nam Maria Wiernikowska w Kanale Zero.

15
Celnie!
Serce

10

Mniej więcej w połowie poprzedniego roku do Rosji ruszyli polscy podróżnicy. Wyposażeni w kamery, zaczęli nam ten kraj opowiadać: poprzez pełne półki w sklepach, tanie produkty, dobrze ubranych, czasem nawet uśmiechniętych ludzi. Zwracali uwagę na czystość na ulicach, przyjazne nastawienie do Polaków i fakt, że na terenie Federacji Rosyjskiej czuli się bezpiecznie. Jak jeden mąż rzucili się tłumaczyć, jak to w tej Rosji „naprawdę jest” i jak bardzo przekłamany obraz oglądamy w polskich mediach.

Trzeba przyznać, że wyprawa do Rosji to świetny sposób na zwiększenie klikalności i zasięgów. Zawiera obietnicę wielkiej przygody: relację z kraju wroga, kraju zakazanego, niedostępnego i przede wszystkim niebezpiecznego. Hitowy materiał niemal na wyciągnięcie ręki.

Niemal, bo pewien wysiłek trzeba podjąć, by się do Rosji dostać: załatwić wizę, połapać się w kwestiach płatniczych (w Rosji nie działają zachodnie karty), zainstalować VPN (bez tego nie dostaniemy się do społecznościówek ani na inne blokowane przez Roskomnadzor platformy). Polscy vlogerzy bez problemu dostali rosyjskie wizy, na podstawie których mogli plątać się po kraju, nagrywać filmiki, publikować je w sieci i zwiększać swoją popularność. Mnie – dziennikarkę, która ma za sobą doświadczenie pracy w Rosji – na samą myśl o tym, że miałabym tam teraz pojechać, przebiega zimny dreszcz. Nie znalazłabym w sobie tyle odwagi.

Wojenna turystyka w Rosji. Klikalność i iluzja „normalności”

Kiedy na początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie do Rosji pojechała Maja Wolny, patrzyłam na jej działania z niedowierzaniem i lękiem. Zadawała Rosjanom niewygodne pytania, a odpowiedzi niemal od razu zamieszczała w sieci. Szybko doczekała się zakazu wjazdu na 20 lat, ale napisała książkę, Pociąg do imperium, zamieszczając w niej swoje doświadczenia i obserwacje.

Potem nikt już do Rosji nie jeździł, aż w 2025 roku obrodziło żądnymi wrażeń vlogerami podróżniczymi. Nie byli jak Maja Wolny, która pytała o wojnę, ryzykując własnym zdrowiem i wolnością. Panowie – bo mowa głównie o mężczyznach – skrzętnie pomijali drażliwe tematy. Obchodzili je enigmatycznie. Wojnę nazywali „wiadomą sytuacją” albo „działaniami prowadzonymi nad Ukrainą”. Nie pokazywali obywateli imperium, którzy masowo mordują naszych sąsiadów. Malowali obraz „Ruskich o ludzkich twarzach”.

Czytaj także Rosja pewnym krokiem wchodzi w fazę upadku Paulina Siegień

Jechali do Rosji bez bazowego przygotowania. Niektórzy, choć pozują na doświadczonych podróżników, dotarli tam bez gotówki. Inni byli zszokowani, że nie działają aplikacje Booking czy Google Maps. Nie mieli przy tym choćby podstawowej znajomości języka – ten pomógłby im zrozumieć świat, który chcieli pokazać swoim widzom.

Nie chcę powiedzieć, że znajomość języka kraju, do którego podróżujemy, jest warunkiem stworzenia rzetelnego materiału. Mowa jednak o wyprawach do Rosji w bardzo trudnych i niebezpiecznych czasach, podejmowanych z zamiarem przedstawienia panującej tam sytuacji tysiącom widzów. Nie znając rosyjskiego – w Rosji angielski to zdecydowanie za mało – łatwo można dać się zmanipulować, nie zrozumieć kontekstu, zostać wprowadzonym w błąd i pociągnąć za sobą kolejne osoby. Wreszcie, można stać się nieświadomym przekaźnikiem wrogiej nam – jako Polakom i Europejczykom – propagandy. A to już zagraża bezpieczeństwu naszego kraju.

Polscy vlogerzy w Rosji: „Warszawa to maleńki, ubogi brat Moskwy”

Przez ostatnie miesiące śledziłam kilku polskich vlogerów z YouTube’a, którzy ruszyli objaśniać nam Rosję. Czy to Piotr Pająk z kanału Podróże Wojownika, czy Kamil Cichocki z Kamil in Travel, czy Pan Kierownik, czyli Tomasz Jakimiuk z Jak to daleko – żaden z nich nie zna rosyjskiego (ten ostatni ledwie opanował podstawy). Każdy – mam nadzieję, że nieświadomie – stał się pożytecznym idiotą Kremla, wybielając i przekłamując wizerunek Rosji.

Cichocki widzi w niej „same pozytywy”, a w jednym z odcinków podkreśla, że w prowadzącym ofensywną wojnę kraju jest „pięknie i spokojnie”. Zdobywa się też na porównania. Moje ulubione dotyczy polskiej stolicy: „Warszawa to maleńki, ubogi brat Moskwy” – stwierdza vloger. Swoje materiały nazywa „reportażem turystycznym” i twierdzi, że kieruje się „rzetelnością reporterską”.

Już w pierwszym materiale zaskoczył widzów swoją ignorancją. Był bowiem przekonany, że z moskiewskiego lotniska trafi do centrum miasta parowozem (po Rosji muszą przecież jeździć składy sprzed wieku, najlepiej takie, pod jakimi zakończyła życie Anna Karenina). W innym opowiadał o rozpadzie Związku Radzieckiego – mogliśmy się dowiedzieć, że w efekcie „zostały założone nowe państwa, takie jak np. Armenia, Gruzja, Estonia”. Nieważne, że te dwa pierwsze są jednymi z najstarszych na świecie.

Obalać mity i przerwać milczenie o tym, jaka naprawdę jest Rosja, chciał także Pająk z Podróży Wojownika. W wywiadzie, którego udzielił po powrocie Arlecie Bojke, powiedział, że „pokazał kraj taki, jaki jest, choć to się w Polsce nie podoba”. Bojke sprostowała go, że pokazał Rosję taką, jaką ją widział, a nie taką, jaka jest. Trudno się z tym nie zgodzić.

Pająk w swoich materiałach nie wspomina o wojnie. Politykę omija szerokim łukiem, bo – jak twierdzi – interesuje go tylko turystyka. Ma też cel – zwiedzić wszystkie 256 krajów.

Rozumiem tę potrzebę. Ba! Podziwiam i zazdroszczę. Nie chodzi przecież o to, by nie jeździć po Afganistanach, Azerbejdżanach, Somaliach czy innych Koreach Północnych. Można, a nawet trzeba – powinniśmy mieć świadomość, co się tam dzieje. Ale jeśli publicznie o nich opowiadamy, mówmy prawdę. Pokażmy pełen obraz i nie przymykajmy oczu na rzeczywistość, nie omijajmy polityki. Nie pokazujmy tylko ładnych obrazków, nie unikajmy trudnych tematów. Inaczej staniemy się tanim (a może nawet bezpłatnym) narzędziem w rękach reżimowej propagandy.

Soft power Kremla: influencerzy jako narzędzie rosyjskiej propagandy

Gdybym była rosyjską spin doktorką, na pęczki wpuszczałabym do kraju nieznających języka podróżników. Zero stresu, że wyłapią niuanse. Żadnych obaw, że ktoś niepowołany zacznie z nimi rozmawiać. Zresztą mieszkańcy i tak się pilnują, bo żyją w reżimie i wiedzą, że wychylanie się niesie ryzyko.

Niech więc podróżnicy skupią się na folklorze, architekturze, krajobrazach, bazarach i kuchni. Niech napiją się wódki, zjedzą rybę z Bajkału, poprowadzą ziła czy starą ładę. Niech przeżyją dziką przygodę! Z punktu widzenia rosyjskiego PR to żyła złota. Taki influencer pokaże Rosję z ludzką twarzą, na miękko, z przyjemną muzyczką w tle. Nawet nie trzeba mu za to płacić. Ba! To on przez cały swój pobyt będzie zostawiał pieniądze w kraju. Czy można znaleźć tańszy i skuteczniejszy sposób na budowanie swojego soft power we wrogich państwach?

Czytaj także Wojna w Ukrainie jest wojną dronową. A dron to także kamera filmowa Jakub Majmurek rozmawia z Oleksiyem Radinskym

Każdy ze wspomnianych vlogerów przekonywał swoich widzów, że „w polskich mediach nie zobaczymy takiego obrazu Rosji”. Takiego – czyli „prawdziwego”.

Faktem jest, że kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa wojna, nasi dziennikarze przestali jeździć do Rosji i straciliśmy bezpośrednie źródło informacji. Trzeba było sięgnąć w inne miejsca, by dowiedzieć się, jak żyją Rosjanie pod sankcjami. Sama szybko przerzuciłam się na Instagram i zaczęłam obserwować osoby z Moskwy, Petersburga, Adygei, Czeczenii, Jakucji, Tatarstanu, Dagestanu, Kamczatki, Nowosybirska, Irkucka czy Tomska. Razem z nimi wybierałam się do sklepów i na bazary, śledziłam, czego brakuje, na co narzekają, co podrożało, skąd sprowadzają chemię czy obłożoną sankcjami colę. No i jakie firmy zmieniły nazwy, by tylko zostać w Rosji. Widziałam, co się je we Wkusno i toczka (McDonald’s), ile kosztuje kawa w Stras Caffe (Starbucks) i słuchałam, czy skrzydełka w Rostics smakują jak te z KFC. Dlatego nic, co zobaczyłam u polskich vlogerów, nie było dla mnie ani nowością, ani zaskoczeniem.

W mediach głównego nurtu o Rosji mówi się sucho. Skupiamy się na polityce, działaniach wojennych, bezpośrednich zagrożeniach, sankcjach (które nie działają, bo są skutecznie obchodzone), podwyższonych cenach. Brakuje w tym „człowieka” i to jest nasz błąd. Nasz, czyli wszystkich dziennikarzy i dziennikarek zajmujących się szeroko pojętym postsowietem.

Nie wzięliśmy pod uwagę, że po 22 lutego 2022 roku polski odbiorca zaczął się bardziej interesować Rosją. Wchodząc w temat miał w głowie Rosję wyobrażoną, kraj Dostojewskiego i Tołstoja, Rosję pijaną, w uszankach i futrach, która ugania się za białym niedźwiedziem w syberyjskiej tajdze. Ktoś mógł jeszcze wyobrażać sobie rosyjskich oligarchów w jachtach na Laurowym Wybrzeżu i w ociekających złotem willach na Rublowce. Ale to tyle. Stereotyp trzyma się mocno i ciężko go obalić. Można go za to wykorzystać propagandowo.

Polka po rosyjsku i Polka w Moskwie

Skierujmy wzrok na inne zjawisko w przestrzeni internetowej, które budzi we mnie zdecydowanie większe wątpliwości, mianowicie doskonale mówiące po rosyjsku blogerki z Polski, zafascynowane rosyjską kulturą i rosyjskością jako taką.

Jedna działa na Instagramie i TikToku, ma na imię Julia i promuje się jako Polka w Moskwie, druga nadaje po rosyjsku ze Szwajcarii i mówi o sobie Pol’ka na russkom (Polka po rosyjsku), Nasticaro lub Nastia.

Polka w Moskwie ze wszech sił kreuje się na stereotypową Rosjankę – mocny makijaż, krzykliwe stroje, futra – i opowiada nam o dobrych stronach Moskwy. Jak to pięknie, jak to smacznie, jak to luksusowo. Fascynują ją drogie knajpy, siłownie, ubrania, ruska bania i sam język. No i ta nowoczesność! Polka ze Szwajcarii nie ceregieli się w opowieści o krajobrazach, jedzeniu czy nowoczesnych tramwajach, za to piękną ruszczyzną uderza w Ukraińców mieszkających w Europie. Mówi, co nie podoba jej się w Polsce i wyjaśnia, jak to u nas jest z tą rusofobią.

Nie wiem, jaki jest cel ich działalności. Obie jednak ocieplają wizerunek Rosji i działają w jej interesie. Nastię pokazali nawet w rosyjskiej propagandówce. Puścili fragment jej materiału, w którym nazywa (niektórych) Ukraińców pasożytami żerującymi na europejskiej pomocy socjalnej. Nie musieli się napracować, bo wszystko było po rosyjsku. Podpisali ją jako „dziewczynę z Polski”.

Wiernikowska w Rosji. Między propagandą a rzetelnym reportażem

Jest jeszcze Maria Wiernikowska, wokół której wybuchł nie lada skandal po emisji premierowego odcinka jej wyprawy do Rosji na Kanale Zero.

Relacja Wiernikowskiej z Kaliningradu zostawiła mnie z wrażeniem, że ociepla ona Rosję i relatywizuje jej działania w Ukrainie. To, co nam pokazała, rezonuje z kremlowską propagandą: straszenie bronią jądrową, zrzucanie winy na Zachód. Do tego brak przygotowania: dziennikarka zdawała się nie wiedzieć, czym jest OZON i dlaczego w Rosji kwiaciarnie są czynne całą dobę. A przecież to nie jej pierwsza reporterska wyprawa do tego kraju.

Natychmiast zainteresowała się nią rosyjska propaganda. W Russia Today możemy zobaczyć komentarz jednego z głównych kremlowskich propagandystów, Wladimira Kornilowa: „Wiernikowska […] odkryła, że Rosjanie to normalni ludzie! […] że Rosjanie nie głodują, że miasta są dobrze oświetlone i ciepłe, że ludzie są przyjaźni, a nie rozgoryczeni”.

W Polsce rzuciły się na nią media i politycy, a MSZ wydał oświadczenie, w którym odradza wyjazdów do Rosji.

Czytaj także „Wszystko dla zwycięstwa!” – Rosjanie bez leków, paliwa i tchu Violetta Wiernicka

Po emisji pierwszego odcinka postanowiłam dać Wiernikowskiej szansę i poczekać z komentowaniem na kolejny. Nie żałuję, bo w drugim i trzecim odcinku mamy już prawdziwe reporterskie mięso. Reporterkę, która nie boi się kontrować swoich bohaterów, schodzić w dół i sięgać do najtrudniejszych tematów.

Rozmówcy wciąż mówią gotowcami rodem z telewizora, ale w Rosji to normalne. Ci ludzie istnieją i naprawdę tak myślą. Wiernikowska ma nam ich pokazać, a nie tłumaczyć. Wyciąganie wniosków zostawia widzom. Na tym polega praca reportera.

Rozmawia też z żołnierzami, przeciwnikami i poplecznikami „specjalnej operacji militarnej”, którą Rosja prowadzi w Ukrainie.

Wiernikowska wcześniej nie ukrywała swojej sympatii do Putina, ale w reportażu dla Kanału Zero nie afiszuje się ze swoimi poglądami. Daje nam za to wgląd w Rosję od środka. Pokazuje, czym karmi się umysły jej obywateli i jak wygląda świat przez ich okulary. To, co czytają, co myślą i czego się boją.

Musimy wiedzieć, jak dziś żyją Rosjanie. Musimy sobie opowiedzieć Rosję, musimy ją poznać, by móc skutecznie się jej przeciwstawiać. Nie pomoże nam w tym podróżnik, który myśli, że będzie przemierzał Moskwę parowozem. Reporterka, która wie, gdzie się znalazła i potrafi rozmawiać z ludźmi, jak najbardziej.

Po emisji pierwszego odcinka Wiernikowskiej wypominano, że nie weszła w dyskusję z rosyjskim żołnierzem, który wrócił z frontu. To absurd – gdyby zaczęła z nim polemizować albo się kłócić, nie dowiedziałaby się niczego.

W kolejnych seriach udowadnia, że potrafi pytać i dyskutować. Ma wiedzę, świetnie mówi po rosyjsku i wie, jak wyciągnąć z człowieka opowieść. Dlatego będę jej bronić.

Pamiętacie Amerykanina Gregora Ziemra, który na początku drugiej wojny światowej odwiedzał placówki edukacyjne w hitlerowskich Niemczech, a potem napisał książkę Jak wychować nazistę? To między innymi dzięki niemu wiemy, jak w III Rzeszy rodziło się zło, które reszta świata długo ignorowała.

Rosja przeszła już przez ten Rubikon. Przegapiliśmy moment rodzenia się zła, ale teraz – dla naszego własnego bezpieczeństwa – musimy poznać je jak najlepiej, zrozumieć mechanizm działania. Tylko wtedy mamy szansę się z nim zmierzyć.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
15 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
juliuszkonstantymazur
2026-02-24 14:37

Rosji nie trzeba rozumieć, szczerze to g**no mnie obchodzi co tam sobie myślą w tych pustych, zakutych łbach.

tomek.syta
2026-02-24 15:09

Co jest dziwne Pan Kierownik z „jak dojadę” jak jest w Afryce czy w Indiach to w rasistowski sposób opowiada o tych „dzikich” miejscach. Ale już o Białorusi i Rosji pełen szacuneczek. Że czysto, bezpiecznie. Eh…

Sławo_mir
2026-02-24 18:39

„Pan Kierownik” z „Jak to daleko” to dno, on unika jakichkolwiek kontrowersji, nawet nazwy przeinacza by tylko monetyzacji przypadkiem mu nie ucięło. Wartościowy vlog o Rosji to Andromeda, głębokie analizy i znajomość tematu. No i vlog OSW, Ośrodka Studiów Wschodnich.

Ostatnio edytowane 1 miesiąc temu przez Sławo_mir
Twój Stary
Twój Stary
2026-02-28 21:58
Odpowiedź do  Sławo_mir

Jeśli jest się w stanie puścić mimo uszu boleśnie konfederackie ranty światopoglądowe autora, to dodałbym Michała Patera z „Autostopem dookoła świata”. U niego można zbliżyć się do zrozumienia ruskiej duszy, na ile to możliwe bez bezpośredniego kontaktu.

Kaja Puto
Kaja Puto
2026-03-20 14:15
Odpowiedź do  Sławo_mir

tez polecam Andromedę i OSW, a także Julię Davis, a z rosyjskich blogerów – Jurija Dudzia

nasticaro
2026-03-20 00:52

Autorko artykułu. Jestem tą „Polką ze Szwajcarii”, o której wspominasz i muszę przyznać, że jestem szczerze zaskoczona brakiem reasearchu z twojej strony, a także przypisywaniem mi czegoś, czym się nie zajmuję i czego nie robię. Wysuwanie tez na podstawie własnych domysłów, bez szczegółowego zapoznania się z moją twórczością, jest, kolokwialnie mówiąc, słabe. Przede wszystkim świadomie bądź nie, pominęłaś fakt, że w swoich filmach dość często krytykuję Rosjan. W mojej twórczości nie ma też nic o wychwalaniu Rosji, ba, nawet nie nagrywam o tym kraju, a przez samych Rosjan jestem atakowana w komentarzach za brak publicznego wyznawania im miłości i za krytykę ich narodu. A już wzmianka o „nowoczesnych tramwajach” mnie rozbawiła, bo nie przypominam sobie, żebym coś takiego nagrywała. Gdybyś wysiliła się trochę bardziej, dokopałabyś się do mojego kontentu nagrywanego w języku litewskim i rumuńskim, ale po co to robić, skoro można wymyślić sobie jakąś bajeczkę, wykorzystując przy tym wizerunek innej osoby? To, co zrobiłaś w tym artykule w stosunku do mnie, jest bezpodstawnym oczernianiem, które nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Fajnie by było, gdyby informacje na temat mojej osoby, napisane w tym artykule, były napisane zgodnie z prawdą, bo na przeprosiny już nawet nie liczę. Z twojej strony wyszło nieprofesjonalnie, wręcz użyłabym stwierdzenia, że nieco się ośmieszyłaś. Na przyszłość – głębszy research pomoże ci uniknąć podobnych wpadek.

Faral
2026-03-20 20:11
Odpowiedź do  Stasia Budzisz

Nie wątpię, że nie ma pani nic do zarzucenia własnemu research’owi – bo nie wierzę, że brakuje pani warsztatu. Bardziej już rzetelności i obiektywizmu. Oraz zwykłej ludzkiej uczciwości.
To właśnie ów warsztat pozwolił z całej czyjejś twórczości wybrać dwa-trzy detale najbardziej pasujące pod forsowaną tezę, oraz przedstawić je w takim świetle, że nawet fakt czyjejś bardzo dobrej znajomości języka brzmi tam jak zarzut. Dopuściła się pani perfidnej manipulacji. Oczerniła pani człowieka, przedstawiła go w negatywnym świetle kreując i następnie serwując swoim odbiorcom własną, wypaczoną wersję tej osoby. No bo przecież komu będzie się chciało szukać kontentu jakiejś vlogerki i weryfikować na własną rękę o czym tak naprawdę nagrywa, kogo i w jakim świetle przedstawia i jaki promil jej działalności zajmują tak naprawdę te treści, które raczyła pani przytoczyć w swoim artykule… Wyjdzie więc „na pani”. A że przy okazji jakiś 'nikt’ został wizerunkowo niesłusznie zmieszany z błotem i „spuszczony w kiblu” – kto by się przejmował, prawda? Taki jeden detal, który akurat przypadkiem jest mi znany trochę lepiej niż sama go pani przedstawiła – teraz już zawsze dla mnie będzie rzutował na całokształt podpisywanych pani nazwiskiem treści. Na szczęście nie musi się pani tym przejmować, bo to przecież tylko jeden internetowy 'random’ broniący drugiego. „Psy szczekają…” Mimo to mam nadzieję że choć raz dostanie pani jakiejś czkawki czy czegoś myśląc o tym tekście jak o kawale dobrej roboty

nasticaro
2026-03-20 20:42
Odpowiedź do  Stasia Budzisz

Pani Stasiu, dziękuję za odpowiedź, ale niestety tylko potwierdza ona problem, na który zwróciłam uwagę. Twierdzi Pani, że przeprowadziła rzetelny research, a jednoczesnie przyznaje, że „wyłuskała” z moje twórczości wybrane fragmenty. Właśnie na tym polega istota problemu. Selektywny dobór fragmentów i pominięcie szerszego kontekstu prowadzi do stworzenia obrazu, który nie odpowiada rzeczywistości. To jest właśnie przykład nieprecyzyjnego i wprowadzającego w błąd konstruowania narracji. Najpoważniejszą kwestią pozostaje jednak przypisanie mi działania „w interesie Rosji”. To nie jest interpretacja ani opinia. To konkretne, poważne zarzuty nie poparte żadnymi dowodami. Takie sformułowania mają realne konsekwencje dla mojej reputacji i nie mieszczą się w standardach rzetelnej publicystyki. W moich materiałach znajdują się liczne wypowiedzi krytyczne wobec Rosjan oraz podkreślające złożoność omawianych tematów. Pominięcie ich nie jest przypadkowe. To decyzja narracyjna, która wpływa na końcowy wydźwięk tekstu. Brak tak pogłębionej analizy doprowadził do powstania obecnego artykułu. Nie oczekuję od Pani przychylności. Oczekuję rzetelności, precyzji i odpowiedzialności za słowo – szczególnie w sytuacji, gdzie opisuje Pani konkretną osobę, a nie abstrakcyjne zjawisko. Sposób, w jaki zostałam przedstawiona w artykule, jest nierzetelny i wprowadzający w błąd, dlatego skierowałam odpowiedni list do redakcji i oczekuję dostosowania się do wystosowanych w nim próśb.

nasticaro
2026-03-20 20:56
Odpowiedź do  Stasia Budzisz

Chciałabym jeszcze dodać, że nie jestem zainteresowana żadną recenzją ani analizą mojej twórczości, bo tworzę kontent zwykłego człowieka o jego zwykłym codziennym życiu. Nie jestem ani projektem internetowym, ani profesjonalnym kanałem, jestem zwykłym twórcą „lifestyle”. A już tym bardziej podziękuję za recenzje autorstwa dziennikarki, która proponuje głębszy research dopiero „po fakcie”. Czego bym sobie życzyła to sprostowania tego, co napisano o mnie w artykule oraz usunięcia lub odpowiedniej korekty nieprawdziwych informacji zawartych w artykule.

Faral
2026-03-20 21:08
Odpowiedź do  Stasia Budzisz

Jeszcze jedna dygresja: kanał na YouTube w całości prowadzony „piękną ruszczyzną”, pani zdaniem „ociepla wizerunek Rosji”.
Komu? Rosjanom ociepla? Kto jest głównym odbiorcą treści podawanych w 100% po rosyjsku? Jaki jest sens prowadzenia kanału propagandowego o tematyce prorosyjskiej – przez nie-rosjankę w całości po rosyjsku? Bez napisów, tłumaczeń itd?

nasticaro
2026-03-21 11:15

Czytając bardzo szczegółowo całość artykułu, mam jeszcze więcej wątpliwości co do jego rzetelności i logiki. Im uważniej się go czyta, tym wyraźniej widać, że problem nie polega wyłącznie na tym, jak została przedstawiona moja osoba, ale również na samym sposobie konstruowania tez i wniosków.

Stawia pani bardzo poważne oskarżenia, ale nie buduje pod nie wystarczająco mocnej podstawy. To dotyczy zarówno twórców podróżniczych, jak i mnie.

Po pierwsze, w tekście pojawia się sugestia, że podróżnicy nagrywający materiały z Rosji, nie znając rosyjskiego, mogą stać się narzędziem propagandy, a nawet zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Jest to bardzo daleko idąca teza, ale nie zostaje wyjaśnione, jaki dokładnie jest mechanizm tego zagrożenia. Twórcy podróżniczy nie zajmują się analizą polityczną ani geopolityką. Pokazują kraj z perspektywy podróży, codzienności, infrastruktury, cen, ludzi i miejsc. Można krytykować ich powierzchowność, można uważać taki kontent za zbyt płytki, ale to nie jest jeszcze dowód na propagandę ani tym bardziej na zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Między jednym a drugim istnieje ogromna luka logiczna.

Po drugie, używa pani wobec tych osób określenia „pożyteczni idioci Kremla”. To nie jest język reportażu ani uczciwej analizy. To etykieta. Tego typu sformułowanie nie porządkuje rzeczywistości, tylko ustawia odbiorcę emocjonalnie. Zamiast argumentu dostajemy piętno. Zamiast rzetelnego rozbioru zjawiska – język stygmatyzacji.

nasticaro
2026-03-21 11:17
Odpowiedź do  nasticaro

Po trzecie, artykuł zawiera apel o „mówienie prawdy” i „pokazywanie pełnego obrazu”, ale sam nie stosuje tych standardów konsekwentnie. Gdy mowa o rosyjskiej codzienności pokazywanej przez podróżników, pani zarzuca im, że nie pokazują pełni rzeczywistości. Tymczasem pani sama również nie pokazuje pełnego obrazu – ani Rosji, ani działalności opisywanych osób. Jeśli pani twierdzi, że w mediach brakuje „człowieka”, to tym bardziej powinna pani dostrzegać, że zwykli obywatele Rosji istnieją niezależnie od Kremla, wojny i propagandy. Pokazywanie codzienności zwykłych ludzi nie jest automatycznie wybielaniem państwa. Tak samo jak pokazywanie sklepów, ulic czy transportu nie oznacza automatycznie poparcia dla polityki władz.

Po czwarte, artykuł popada w wewnętrzną sprzeczność. W jednym miejscu pisze pani, że media głównego nurtu zbyt mało pokazują „człowieka”. W innym krytykuje tych, którzy właśnie pokazują zwykłych ludzi i zwykłe życie, tyle że nie w sposób zgodny z pani interpretacją polityczną. To oznacza, że problemem nie jest samo pokazywanie człowieka, tylko to, że robią to nie ci ludzie i nie w tej narracji, którą pani uznaje za właściwą.

nasticaro
2026-03-21 11:18
Odpowiedź do  nasticaro

Po piąte, bardzo znaczący jest fragment, w którym pani pisze, że reporter powinien pokazywać rzeczywistość i zostawiać wyciąganie wniosków odbiorcy. To ważna deklaracja. Problem polega na tym, że pani sama tej zasady nie stosuje. W części dotyczącej mnie nie zostawia wniosków czytelnikowi, tylko formułuje kategoryczny osąd, że „działam w interesie Rosji”. To nie jest otwarcie przestrzeni do interpretacji. To jest zamknięcie tej przestrzeni i narzucenie czytelnikowi bardzo ciężkiego wniosku.

I właśnie ten fragment jest dla mnie najbardziej bulwersujący. Stwierdzenie, że „działam w interesie Rosji”, nie jest opinią estetyczną, komentarzem kulturowym ani luźną publicystyczną metaforą. To jest poważny zarzut o charakterze politycznym, który wymagałby bardzo mocnych dowodów. Tymczasem z artykułu wynika, że podstawą do takiego wniosku były wybrane fragmenty mojej działalności, pominięte z szerszego kontekstu i odczytane pod z góry założoną tezę. To nie jest uczciwa analiza. To jest konstrukcja narracji.

nasticaro
2026-03-21 11:22
Odpowiedź do  nasticaro

Szczególnie niezrozumiałe jest to w kontekście pani biografii. Mówimy przecież o osobie z wykształceniem filologicznym, reporterskim zapleczem, doświadczeniem w pracy z tematyką Europy Wschodniej i znajomością języka rosyjskiego. Tym bardziej można było oczekiwać precyzji, ostrożności w przypisywaniu intencji i świadomości, jak łatwo poprzez selekcję materiału stworzyć obraz, który nie odpowiada rzeczywistości.

Mój problem z tym artykułem nie polega więc na tym, że ktoś mnie skrytykował. Polega na tym, że pod pozorem analizy i troski o standardy zastosowano wobec mnie dokładnie te mechanizmy, które pani zarzuca innym: selekcję, uproszczenie, pominięcie kontekstu i narzucenie gotowego wniosku. Jestem naprawdę rozczarowana, że osoba z takim doświadczeniem, wykształceniem i dorobkiem jak pani, dopuściła się tak mało rzetelnej analizy, opierając się na z góry przyjętej tezie, do której niekoniecznie umiejętnie dopasowano przykłady.