Świat

Losse: Pan Zuckerberg jedzie do Waszyngtonu

Dla szefów Facebooka najważniejsze jest, by był używany – nieważne jak, może być nawet do protestów i wyrażenia gniewu.

Mark Zuckerberg, jak wielu innych prezesów muszących liczyć się z możliwością rządowych regulacji, ufundował platformę lobbingową – FWD.us. Lobby reprezentuje nie tylko Facebooka, ale szereg firm, start-upów i inwestorów z Doliny Krzemowej stawiających na niezależność przemysłu cyfrowego. Powołanie FWD oznacza huczne wejście świata technologii do polityki. Działając na rzecz umożliwienia firmom, jak głosi hasło FWD, „popchnięcia do przodu gospodarki opartej na wiedzy”, a nie podzielenia się wynikającą z tego władzą, FWD działa jak każde inne korporacyjne lobby – reprezentując i wspierając interesy swoich założycieli. W przeciwieństwie do tradycyjnego lobbingu i w zgodzie z tendencją Facebooka, by przedstawiać swoje nowe inicjatywy nie jako produkt elit, lecz „ruch rewolucyjny” – FWD zostało przedstawione nie jako agregat korporacyjnych interesów, lecz post- lub ponadpartyjna koalicja dla Ameryki. „Nasz głos jest istotny, ponieważ jesteśmy popularni wśród rzesz Amerykanów” głosi prospekt grupy, zakładający, że popularność jej produktów jest tożsama z poparciem dla jej przywódców. Dla rezydentów i rezydentek Doliny Krzemowej zdolność do innowacji technologicznej jest znakiem zdolności do innowacji każdego typu, to dzięki temu FWD wypowiada się z pozycji autorytetu. Na stronie FWD Zuckerberg uznaje bieżącą politykę imigracyjną USA [obecnie główny obiekt krytyki lobby z powodu ograniczeń możliwości ściągania zagranicznych specjalistów do pracy w Stanach na wizie firmowej – przyp. JD] za „niedostosowaną do dzisiejszego świata”.

Zrozumienie, czym jest wizja „dzisiejszego świata” według FWD, jest ważne, ponieważ lobby przeznacza miliony dolarów na zrewidowanie standardów, według jakich Amerykanie oceniają dziś wartość innych ludzi. Dokładna lektura stanowiska FWD pokazuje, że lobby ma ambicje wpływu na amerykańską siłę roboczą zakrojone tak szeroko jak niegdyś Henry Ford z jego „tyglem narodów” – wprowadzanym w życie za pomocą asymilowania robotników w szkółkach wieczorowych, by mogli zrzucić przywiezione z ojczyzny odzienie i wejść w prawdziwie amerykańskie garnitury. Ten popularny obrazek wciąż trzyma się mocno i kształtuje to, jak postrzegamy siebie jako naród.

To, czego chciał Ford, to homogeniczny, zdyscyplinowany zespół nisko wykwalifikowanych robotników. A czego chce Dolina Krzemowa?

W pierwszej z reklam FWD, zatytułowanej Emma, fragmenty znanego poematu Emmy Lazarus Nowy Kolos, wyrytego u podstaw Statui Wolności – „Daj mi zmęczonych i biednych, / twe stłoczone masy oddechu wolności spragnione / zgnębionych wyrzutków twych bogatych wybrzeży. / Przyślij do mnie bezdomnych i ofiary burzy…” zostały przerobione na „I daj mi twych wpływowych i marzycieli / Talent szukający przyczyny / tych oddanych działaniu / Tych nieznających granic przyślij do mnie”. Przerobione wiersze przekuwają imigrację w poszukiwanie talentów, „wpływowych” i „marzycieli” w świecie wyobrażonym jako zasób ambitnych kandydatów do pracy w przemyśle cyfrowym. Problemy związane z imigracją, na jakie chce odpowiedzieć FWD, to nie bieda, niedostatek i prześladowania, lecz problem utalentowanych osób o wykształceniu ścisłym, którzy nie zostali wykorzystani do końca.

FWD określa „właściwy” rodzaj imigranta. Retoryka „wpływowości” jest wprost zaczerpnięta ze świata social media, określa bowiem kogoś, kto kreuje trendy, kogoś, kto wyróżnia się z tłumu. „Wpływowi” mają „impakt” – jak to się mówi w języku rekrutacji do Facebooka (to określenie pojawia się czterokrotnie w zakładce Praca w Facebooku) – i wysoką pozycję w rankingu Klout, strony, która mierzy „społeczny impakt” wyrażany ilością interakcji w social media, to, jak dobrze potrafią zainteresować masy marką swojej osoby. Ta retoryka jest elementem mającego zapierać dech w piersiach rekrutacyjnego żargonu, który z każdego czyni wyjątkowego i samodzielnego „przedsiębiorcę”, nawet jeśli osoba ta miałaby pracować w dużym zespole dla wielkiej korporacji. „Wpływowi” to nowa tożsamość – techniczny innowator/innowatorka, innowacyjna zawsze, niezależnie od tego, co robi – uprzywilejowana wobec innych nie z powodu skrywanego, czającego się rasizmu, lecz z tytułu słusznych, merytokratycznych argumentów.

FWD zdefiniował także „niewłaściwy” rodzaj imigranta. Częścią programu lobby było ufundowanie reklam popierających zarówno konserwatywne, jak i liberalne pomysły na przekrojową reformę imigracji. „Rekrutacja to najważniejsza rzecz, którą robimy jako firma. Imigracja to rekrutacja dla kraju” – tak brzmi cytat z Briana Chemsky’ego, założyciela Airbnb, serwisu umożliwiającego tani wynajem pokoi jako alternatywę dla hosteli w zachodnich stolicach, przeklejony przez szefa FWD Joe Greena na Twittera. Ta logika jest odbiciem często powtarzanego przez Zuckerberga powiedzenia o „firmach ponad państwami”, bo „gdy chcesz zmienić świat, najlepiej zacznij od założenia firmy”. Można by podsumować: najlepiej dla kraju, gdy zacznie działać jak firma z Doliny Krzemowej. FWD odwraca relację władzy, w której jego założyciele są podporządkowani niewydajnym, niszczącym innowacje regulacjom rządowym. To rząd powinien zmienić imigrację w proces przypominający rekrutację do firm, a nie zmuszać firmy do podporządkowania się prawu imigracyjnemu.

Firmy jednak nie opierają się jedynie na pracownikach technicznych, podobnie państwa nie działają w oparciu o samych „wpływowych”. Merytokracja także wymaga, by byli bardziej i mniej zasłużeni, wyznaczający szlaki i podążający ich śladami. Retoryka „narodu wpływowych” wykorzystywana przez FWD jest tak paradoksalna, jak retoryka rekrutacji w Dolinie Krzemowej – skoro każdy w firmie jest „niezależnym przedsiębiorcą”, to właściwie kto kim i czym rządzi?

Odpowiedzią na to pytanie jest model dzisiejszej firmy ze świata technologii, gdzie pracownicy „flagowi” rekrutują się z szeregów technicznych, innym płaci się mniej i nie wspomina o nich (praca na umowy czasowe i stawki za godzinę jest najłatwiejszym sposobem na odróżnienie „nie-technicznych” od pewnych siebie pracowników „przedsiębiorczychv). Mimo pompatycznej retoryki rekrutacyjnej nie każdy może być „wpływowym” w tych firmach, a ci, którzy nie są, stają się po prostu niewidzialni. A jako że „wpływowość” jest rozumiana w pierwszym rzędzie jako kompetencja z zakresu technologii, a nie na przykład relacji z klientami, produkcji treści lub obsługi administracyjnej – marginalizacja wszystkich nie-technicznych daje się wyjaśnić w kategoriach nieumiejętności działania we wpływowych i wartościowych dziedzinach. Uprzywilejowanie technicznych (i tym samym ich statusu wizowego) wspiera się na technicznej ideologii, która sprawy pracy innych zsuwa na dalszy plan.

Jak wygląda polityka „narodu wpływowych”? Widzimy to w reklamie Facebooka z 2012 roku, rozpoczynającej się od obrazka przedstawiającego krzesło. Na początku dowiadujemy się, że krzesła są jak Facebook, bo siadają na nich ludzie, dzielą się swoimi sprawami i rozmawiają, by na końcu dowiedzieć się, że narody też są jak Facebook. Reklama transformuje państwo w byt korporacyjny, przedstawiając kontrast między „mrocznym wszechświatem”, w którym „możemy czuć się samotni”, i Facebookiem, wspaniałym narodem, dzięki któremu „wcale tak nie jest”.

Narodowość użytkowników Facebooka nie jest przynależnością do państwa, lecz do sieci społecznościowej, która opiera się na dzieleniu. Masy społeczne nie zbierają się w niej z powodów politycznych, lecz dla wydarzeń towarzyskich, sportowych, rodzinnych – którymi wszyscy mogą się cieszyć w zsynchronizowany sposób.

Rolą mas jest zatem dzielenie się, a gdy mają one działać, to w sposób utwierdzający rolę przywódców, nie podważający ją.

Działanie, jakie FWD proponuje swoim zwolennikom, odtwarza ten model masowej partycypacji. FWD chce, by użytkownicy wspierali jej pomysł na reformę polityki imigracyjnej poprzez specjalną facebook’ową aplikację umożliwiającą wysyłanie listów do senatorów. W tym modelu niemalże zautomatyzowanego aktywizmu widzimy, jak Facebook realizuje oferowane przez siebie „bezproblemowe dzielenie się” najpełniej, gdy działa ono na rzecz jego kierownictwa. Dzięki swojej wpływowej pozycji może zaprogramować nie tylko polityczną treść, ale też środki, za pomocą których się ona upowszechni. Rolą użytkowniczek i użytkowników jest dzielenie się, siadanie na tych symbolicznych krzesłach, które im podsunięto.

Bezproblemowość dzielenia się jest atrakcyjna także dla tych, ktorzy chcą postawić się Facebookowi czy innym instancjom władzy, jak robi to chociażby start-up Upworthy, publikujący polityczne memy w mediach społecznościowych. Tyle tylko, że – jak przekonały się grupy takie jak Women, Action and the Media (WAM!), protestujące przeciwko seksistowskim, mizoginicznym treściom na Facebooku za pomocą wykorzstania hashtaga #fbrape – nie ma sposobu, żeby zmusić Facebooka do oddania części władzy i odpowiedzi na wezwania jego użytkowniczek i użytkowników. WAM! było, co zrozumiałe, wstrząśnięte odpowiedzią na kampanię #fbrape, w wyniku której przemocowe treści pozostały w serwisie, tyle że reklamodawcy mają możliwość rezygnacji z wyświetlania swoich reklam na stronach, które wcześniej zostały zgłoszone za zamieszczanie seksistowskich treści. Najważniejsze dla szefów Facebooka jest to, by był używany – nieważne jak, nawet wykorzystanie go do protestu i wyrażenia gniewu nie podważa dominacji samego narzędzia.

Skuteczność systemowa ponad żądaniami jednostek – podobnie jak było w przypadku #fbrape – kieruje działaniem FWD. W kwestii rozszerzenia limitów wizowych interesy starających się o wizę są zbieżne z żądaniem firm, aby znieść ograniczenia. Nie oznacza to jednak, ze FWD walczy o interesy imigrantów w ogóle (jak grupy w rodzaju National Guestworkers Alliance), podobnie jak ostatnie zainteresowanie feminizmem czy reformą szkolnictwa nie jest znakiem tego, że szefow branży obchodzą codzienne problemy kobiet czy nauczycieli. Celem FWD jest jeszcze skuteczniejsza rekrutacja, nie poprawa życia imigrantów.

Nie powinno nas zdziwić, jeśli po przegłosowaniu pożądanych reform poparcie dla sprawy imigrantów i pracowników wygaśnie.

W artykule w „Washington Post” Zuckerberg pisze „To może zmienić wszystko. W ekonomii opartej na wiedzy najważniejszym surowcem są utalentowani ludzie, których edukujemy i przyciągamy do naszego kraju”. FWD, jak każda z inicjatyw Facebooka, mieszając przywództwo silnych z ogólną zmianą, pcha do przodu interesy przemysłu cyfrowego ze sprawami pracujących w Stanach imigrantów na sztandarach. Ale jak każda z odgórnych „rewolucji” Facebooka, ta także walczy o lepszą sprawę jedynie dla bogatej i uprzywilejowanej mniejszości.

Tłumaczenie i opracowanie: Jakub Dymek

Kate Losse jest absolwentką Wesleyan University, pisze, m.in dla „Guardiana i „Dissent Magazine”, o relacjach kultury i technologii. W latach 2005-2010 pracowała dla Facebooka, co opisała w książce The Boy Kings, wydanej w 2012 roku.

Artykuł ukazał się 7 paźdzernika 2013 na stronach „Dissent Magazine”.

Czytaj także:

Natalia Sawka, Seksizm w sieci ma się dobrze

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Komentarze archiwalne

  1. Będzie jak i na polskiej opozycji lewicowo-liberalnej: stu liderów, każdy mądrzejszy od drugiego, wzajemnie się będą nawalać i eliminować. Trump na tym może tylko skorzystać.

    A co tego “seksizmu którego doświadczyła Hillary”. Przypomnijcie sobie jak reagowała pani Hilaria w latach 90. na ówczesne MeToo w wydaniu pań oskarżających o molestowanie Billusia. Ten wredny, oschły babsztyl przegrał przez swoje zakłamanie, hipokryzję i chęć dojścia do władzy po trupach, a nie dlatego że istnieje jakiś szklany sufit.

  2. Ciekawą kandydaturą byłby Elon Musk, ale on chyba nie urodził się w USA.