Świat

Latos: Z Betlejem na olimpiadę. Pływająco

Historia Zakieh to jedna z nielicznych historii sukcesu, jakie usłyszałam w Palestynie.

Do pływania zachęcił ją bojący się wody ojciec. Była palestyńską mistrzynią pływacką, ale bez żadnego wsparcia ze strony państwa. Do igrzysk olimpijskich przygotowywała się ćwicząc na dwunastometrowym basenie, bez trenera i tylko dwa razy w tygodniu, bo na basen musiała jeździć do innego miasta. Dziś jest dentystką, matką, żoną i niesamowitą kobietą, w której miłość do pływania wciąż jest bardzo żywa. To Zakieh.

***

Pierwszy raz widzę Zakieh w pizzerii, chłodnym czerwcowym wieczorem. Tego dnia poznaję także Halę, o której pisałam w tekście Kolorowe sukienki i szare cierpienie. Zakieh jest córką Hali oraz siostrą mojego przyjaciela Yousefa. Nasze spotkanie jest właściwie dość przypadkowe. Do pizzerii wpadam z Yousefem tylko na chwilę, odebrać pizzę na wynos. Tego dnia o rodzinie Nassarów nic jeszcze nie wiem, a Yousef nawet nie jest jeszcze moim przyjacielem. Ponieważ jednak się spotykamy, moja ciekawość palestyńskich kobiet nakazuje mi się do nich dosiąść. Chociaż na chwilę.

Podczas tego pierwszego spotkania Zakieh siedzi przy drewnianej ławie, na której pięć minut po moim wejściu ląduje ogromna i tłusta pizza. Obok niej siedzi synek Jacob – uśmiechnięty, z wielkimi błyszczącymi oczami, w ciągłej gotowości na psoty. Akcent, z jakim mówi, często wywołuje śmiech zgromadzonych. Wszystko za sprawą francuskiej szkoły, do której uczęszcza. Ponoć brzmi jak Francuz mówiący po arabsku. Naprzeciwko Jacoba siedzi Natalie – córka Yousefa. Burza czarnych loków zasłania jej drobną buzię. Siadam obok niej, naprzeciwko Zakieh. U szczytu stołu siedzi Hala bujająca wózek z ośmiomiesięczną Olivią. Niejako to właśnie za sprawą Olivii Zakieh niemal nie tyka pizzy. Pragnie zrzucić pociążowe kilogramy. Obie kobiety karmią dzieci i starają się mnie nieco poznać. Angielski Zakieh jest perfekcyjny. Również Hala świetnie sobie radzi. Jak się później okaże, cała rodzina, włącznie z mężem Zakieh, jej teściami, a nawet narzeczoną młodszego brata, mówi dobrze po angielsku i jest związana z medycyną. Zakieh jest dentystką, tak jak mąż oraz teściowa, po której imię otrzymała Olivia.

Tego dnia jeszcze nie wiem, że Zakieh była w młodości pływaczką. Jeszcze nie widziałam mieszkania jej rodziców, w którym wciąż unosi się brzęk jej medali. Dosłownie! Medale zostały powieszone za drzwiami do salonu. Każdy, kto wchodzi, musi poruszyć drzwiami, które uderzają w znaczącą ilość metalu, a ten hałasuje. O sukcesach Zakieh nie da się więc zapomnieć. I ja oczywiście nie zapominam. Od chwili, w której słyszę pierwsze informacje o jej pływackich sukcesach, wiem, że będę chciała dowiedzieć się o niej więcej. Tyle, ile tylko zechce mi opowiedzieć.

Ku mojej radości zaledwie kilka dni później spotykam Zakieh na dyskotece. W tym dniu poznaję także jej męża – Goerge’a. Nawet nie zliczę, ile razy słyszałam od ludzi, jak wspaniałym człowiekiem jest George. – Różni są palestyńscy mężczyźni. Można naprawdę bardzo źle trafić. Zakieh ma ogromne szczęście – mówił mi kilkakrotnie Yousef. Także ojciec Zakieh uwielbia zięcia. Mówi, że jest dla niego trzecim synem. Jednak gdy córka wychodziła za mąż, płakał jak dziecko. Według braci to dlatego, że Zakieh była najukochańszym dzieckiem tatusia. Zawsze jej bronił, a wszelkie dziecięce spory rozstrzygał na jej korzyść.

Po nocy na dyskotece spotykam się z Zakieh jeszcze wielokrotnie. W końcu wyznaję jej, że chciałabym o niej napisać, i zaczynamy spotykać się jeszcze częściej. Rozmawiamy podczas rodzinnych uroczystości, w restauracjach i na placu zabaw. Rozmawiam także z jej rodziną. Tak poznaję jej historię – jedną z nielicznych success story, które usłyszałam w Palestynie.

***
Zakieh, której imię oznacza „przyjemny zapach”, urodziła się w 1987 roku jako drugie dziecko Hali i George’a Nassarów. Imię odziedziczyła po swojej babci, matce ojca. Od najmłodszych lat była przebojową dziewczynką, która według całej rodziny zawsze robiła dokładnie to, co chciała. Jasno też wytyczała swoje granice i szybko reagowała na ich naruszanie. – Jeszcze w szkole, gdy była mała, gdy na przykład ktoś ją uderzył, nie płakała , tylko oddawała. Byłaby zła, gdyby wiedziała, że to mówię, ale taka jest prawda. Zakieh zawsze miała silną osobowość. Poza pływaniem ćwiczyła też karate i umiała się obronić. Nie martwiliśmy się o nią – mówi mi Yousef.

Swoje umiejętności samoobrony Zakieh miała okazję przetestować kilkakrotnie. Kiedyś odbyło się to na oczach rodziny, która obserwowała jej wyjście do sklepu z balkonu domu w Ramallah. Zakieh w obu rękach dźwigała siatki z zakupami, więc napastnik pomyślał zapewne, że jest bezbronna. Zaszedł ją od tyłu i chwycił, ale wtedy ona puściła siatki, odwinęła się, powaliła go na ziemię i wymierzyła kilka ciosów. Następnie spokojnie zebrała zakupy i odeszła. Nawet nie zauważyła, kiedy uciekł. Po tym wydarzeniu dostała pozwolenie na samodzielne podróżowanie taksówką nawet w czasie Intifady, gdy sytuacja w kraju była bardzo niestabilna i niebezpieczna. Zakieh mogła więc cieszyć się dużą swobodą. Nigdy jednak nie wykorzystała jej na imprezowanie. Za bardzo pochłaniało ją pływanie i nauka.

Od najmłodszych lat pływanie było jej ogromną pasją. Codzienne treningi zaczęła w wieku 8 lat. Trenować mogła jednak jedynie latem, ponieważ w Betlejem nie było wówczas krytego basenu. Zakieh trenowała wraz z braćmi, na początku z obydwoma, później jedynie młodszym, który również wykazał duży talent. Razem jeździli na zawody arabskie, a później na mistrzostwa świata. Oboje zdobywali medale.

Według starszego brata gdyby ich sytuacja była inna, gdyby mogli trenować cały rok i gdyby mieli dobrego trenera, z pewnością zostaliby mistrzami olimpijskimi.

Pierwszym trenerem Zakieh był trzydziestoletni Mosa – ratownik i nauczyciel pływania. Mosa wraz z przyjacielem Nourem wpadli na pomysł, by założyć klub sportowy i uczyć młodych ludzi pływania, a następnie trenować najlepszych i pomagać im w rozwoju. Od czasu do czasu Mosa zabierał dzieci na baseny poza Betlejem – dłuższe, mniej oblegane, lepsze. Po trzech latach w klubie rodzeństwo postanowiło jednak ćwiczyć samodzielnie. Okazję dawał ku temu nowo otwarty ośrodek Zaituna Tourist Village. Początkowo młodzi pływacy byli zwykłymi klientami, ale z czasem zaprzyjaźnili się z właścicielami ośrodka. Nie musieli płacić za korzystanie z basenu, a sami chętnie odwdzięczali się, pełniąc funkcje ratowników. W tym dniu tygodnia, w którym basen był dostępny tylko dla kobiet, Zakieh dodatkowo bezpłatnie uczyła kobiety pływać. Cała trójka rodzeństwa chciała zresztą swoją pasją pływacką zarażać innych. I robiła to na tyle dobrze, że udało im się nawet z bojącym się wody ojcem.

George zawsze lubił pływanie, ale wyłącznie jako dyscyplinę sportową, którą może oglądać. Sam miał fobię i długo nie był w stanie nawet stanąć w basenie.  Dzieci wytrwale zachęcały go jednak do podjęcia jakiejkolwiek próby przełamania lęku. Po pewnym czasie wszedł do wody, a dziś nawet pływa. Do tej pory angażuje się także w pomoc w nauce pływania innym oraz promocję zdrowego trybu życia. W wakacje 2014 roku w Betlejem pomógł w organizacji zawodów pływackich dla najmłodszych z okazji Międzynarodowego Dnia Zapobiegania Narkomanii. Podczas tych zawodów spotkałam go pierwszy raz. Siedział dumny w swoich ciemnych okularach, ze złotym sygnetem na palcu prawej dłoni, i opowiadał o pływackich sukcesach dzieci. Najstarszy syn Yousef interesował się wieloma dyscyplinami, więc w pływaniu odniósł najmniejsze sukcesy z całej trójki. Wziął jednak udział w mistrzostwach krajowych, arabskich oraz w jordańskich, które były przeznaczone dla Jordańczyków, ale z prawem udziału dla Palestyńczyków. Złoto w mistrzostwach palestyńskich jest jego największym sportowym sukcesem. Młodszy brat Sami również występował na mistrzostwach krajowych, jordańskich i arabskich, z których zawsze wracał z medalami. Wziął także udział w mistrzostwach Azji oraz świata. To od niego dowiedziałam się o utrudnieniach, jakie Izraelczycy lubili stwarzać rodzeństwu na granicach. – Uprzykrzali życie, jak mogli. Na przykład trzymali na granicy pięć, sześć godzin, bez powodu.

Największe pływackie sukcesy w rodzinie odniosła jednak Zakieh. W 1998 roku wzięła udział w pierwszych zawodach. Były to zawody lokalne. Szybko zaczęła odnosić sukcesy, przystąpiła do palestyńskiej federacji pływackiej, ćwiczyła z osobistym trenerem i okazała się lokalnym numerem jeden. Wtedy zaczęła brać udział w zawodach międzynarodowych – mistrzostwach Azji, świata i kolejnych mistrzostwach krajów arabskich.

W końcu w 2008 roku Zakieh spełniła swoje wielkie marzenia. Wzięła udział w igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Po nich zdecydowała się jednak na zakończenie kariery pływackiej.

– Byłam już wtedy studentką stomatologii, a to wymagający kierunek. Dzielenie czasu pomiędzy studia i pływanie było szalenie trudne. Byłam wyczerpana. Nie zmęczona, wyczerpana. Pojechałam na olimpiadę. To było moje marzenie. Zrealizowałam je, więc postanowiłam, że mogę już nieco odpocząć. Do tego zaręczyłam się i zapragnęłam żyć normalnym życiem. Takim, w którym jest też zabawa – mówi mi Zakieh.

Pływaniu Zakieh poświęcała się od 8. do 21 roku. życia. Ostatnie lata były jednak szczególnie trudne. Zwłaszcza przygotowywanie się do olimpiady. Zakieh nie była w stanie zapewnić sobie odpowiednich treningów. Od 2005 roku żyła bowiem w Jenin, gdzie studiowała. W mieście nie było żadnego basenu. Dziewczyna mogła więc ćwiczyć wyłącznie wtedy, gdy przyjeżdżała do rodziny w Betlejem, czyli maksymalnie 2 razy w tygodniu. Do tego największy basen w Betlejem miał w owym czasie 12 metrów długości. To nie był właściwy trening. Mimo tych trudności podczas igrzysk udało jej się pobić własny rekord. Na podium nie stanęła, ale Pekin opuściła usatysfakcjonowana.

Mówiąc o swojej karierze pływackiej, Zakieh podkreśla, że zrobiła tyle, ile było w jej mocy. Ma poczucie, że w porównaniu z innymi zawodnikami olimpijskimi jej zaplecze nie dawało jej szansy na wygraną.

– Pozostali zawodnicy mieli nie tylko baseny odpowiedniej długości, na których mogli ćwiczyć codziennie, ale także profesjonalnych trenerów, masażystów, dietetyków, strój sportowy… wszystko.

Zakieh przed olimpiadą nie miała nawet trenera. Uznała, że skoro ćwiczy tylko dwa razy w tygodniu i to na małym basenie, trener niewiele pomoże.  Co ważne, przez wszystkie lata kariery pływackiej nie otrzymała także żadnego wsparcia ze strony państwa. Jej sponsorem był ojciec. Jak podkreśla, ojciec zrobił absolutnie wszystko, co tylko mógł, by jego córka spełniła swoje marzenie o olimpiadzie. To on po raz pierwszy poszedł z nią na basen i zachęcał do nauki pływania. Później zatrudnił trenera. W końcu, gdy córka zaczęła odnosić sukcesy, pokrywał wszystkie koszty udziału Zakieh w zawodach – bilety, hotele, wyżywienie. A koszty te były wysokie. Zawody, w których brała udział, odbywały się między innymi w Stanach Zjednoczonych, Katarze i Pekinie, więc sam koszt biletów dla wielu byłby barierą nie do pokonania. Jak to nieraz bywa w podobnych sytuacjach, z czasem okazało się jednak, że jakieś wsparcie ze strony państwa istniało, ale niestety przepływająca gotówka jakimś cudem nigdy nie dopłynęła do rodziny Nassarów. A szkoda, bo w pełni na to wsparcie zasłużyli. Dla nich reprezentowanie Palestyny było kwestią honorową. Byli dumni ze swojego kraju i nie wyobrażali sobie podobnej pracy na cześć kogoś lub czegoś innego. A mogli. Podczas mistrzostw Azji rodzina otrzymała propozycję obejmującą m.in. obywatelstwo Kataru, mieszkanie dla rodziny oraz studia dentystyczne, wynagrodzenie i profesjonalne wsparcie sportowe dla Zakieh. Wszystko to w zamian za bycie katarską reprezentantką. Ojciec Zakieh, jako dumny Palestyńczyk, nie mógł się jednak na coś takiego zgodzić.

– Czy kiedykolwiek żałowałaś, że przestałaś pływać? – pytam Zakieh podczas kolacji z okazji chrzcin jej córki. – Żałowałam, bo to był naprawdę wyjątkowy czas. Ceremonia otwarcia olimpiady była największym wydarzeniem w moim życiu. Ważniejszym niż ślub. Ale studia były naprawdę trudne i godzenie ich z treningami okazywało się ponad moje siły. Zwłaszcza, że na uczelni nie miałam żadnej taryfy ulgowej.

Wykładowców Zakieh nie obchodziło to, że pływa. Był to jej czas wolny, więc mogła w nim  robić, co chciała. Gdy prosiła o przesunięcie egzaminu z powodu zawodów, odpowiedź zawsze była odmowna. Wszystko musiała zaliczyć na czas. Uczelnię interesowały wyłącznie wyniki egzaminów. Olimpiada także nie zrobiła na nikim wrażenia.

Kiedy Zakieh opowiada mi o swoich ciągłych podróżach między miastami, treningach na małym basenie, braku formalnego wsparcia, ogromie materiału do nauki i ciągłym stresie, rozumiem jej decyzję.

Jednak gdy pytam ją, czy drugi raz zadecydowałaby tak samo, waha się. – Bardzo ważne były wówczas okoliczności. Gdybym miała inne warunki, mogła codziennie trenować na dobrym basenie i gdybym miała dobrego trenera, wówczas nie zrezygnowałabym. Ja to naprawdę kochałam. Zresztą wciąż kocham pływać i myślę, że pływanie już na zawsze pozostanie częścią mnie.

Obecnie Zakieh pływa wyłącznie w towarzystwie rodziny, w tym dzieci. Starszy Jacob jest ponoć bardzo dobry. Zakieh jest gotowa na wsparcie dzieci, gdyby i one zamarzyły o zawodowym pływactwie. Jak jednak mówi, to ich życie i ich wybory. – Ja nauczyłam je pływać, co z tym zrobią, zależy od nich.

 

**Dziennik Opinii nr 156/2015 (940)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij