„Rządy Hitlera są zaprzeczeniem idei olimpijskiej. Czy nie byłoby profanacją i świętokradztwem tego wspaniałego misterium braterstwa międzynarodowego, gdyby kazano młodzieży różnych narodów i państw zmagać się o zaszczytny wieniec laurowy w państwie, w którym nie zastygła jeszcze krew, nie umilkły jeszcze rozpaczliwe krzyki torturowanych na śmierć ofiar sadystycznych popędów hitlerowskich band? Do tego dopuścić nie można i nie wolno! Musimy ratować honor i godność człowieka. Trzeba brutalnym Niemcom odpowiedzieć twardo: XI Olimpiada Sportowa nie może się odbyć w Berlinie!”
Powyższy tekst pochodzi z kwietnia 1933 roku. Autorem jest Maksymilian Statter, krakowski dziennikarz sportowy i działacz PPS. Wraz z jego opublikowaniem ruszyła na polskiej lewicy kampania propagandowa przeciwko organizowaniu przez Trzecią Rzeszę najważniejszej imprezy sportowej na świecie.
Sprzeciw nie ograniczał się do sprawy igrzysk. Od momentu przejęcia władzy przez partię hitlerowską lewica protestowała przeciwko wszelkim kontaktom sportowym z niemieckim reżimem. Jesienią 1933 roku wielkie oburzenie wywołała decyzja o rozegraniu w Berlinie meczu piłkarskiego Polska-Niemcy. Ostry protest wystosowały wtedy kluby sportowe związane z ruchem socjalistycznym, zrzeszone w ZRSS – Związku Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych.
Warszawska „Skra” wydała oświadczenie, w którym stwierdzała: „charakter obecnego sportu niemieckiego jest ściśle militarystyczny, dążący przez ćwiczenia sportowe do wychowania i wyszkolenia sobie jak najliczniejszych kadr żołnierskich, które będą potem użyte do wojny odwetowej w imię niemieckich haseł rewizjonistycznych, zagrażających bezpośrednio obecnym granicom Polski”. Swój protest zgłosił też Jerzy Michałowicz, sekretarz generalny ZRSS, a jednocześnie wiceprezes PZPN, ale reszta zarządu piłkarskiej federacji opowiedziała się za wyjazdem zawodników do Berlina.
Nie mogąc zapobiec rozegraniu spotkania, ZRSS zdecydował się na symboliczną formę protestu. 3 grudnia 1933 roku, gdy na murawę w Berlinie wybiegli piłkarze Polski i Niemiec, na boisku „Skry” doszło do manifestacyjnego meczu między reprezentantami polskich klubów robotniczych a ich kolegami z klubów żydowskich. Cały dochód z biletów przeznaczono na pomoc dla sportowców, którzy z powodów politycznych zmuszeni byli opuścić Rzeszę.
Berlin 1936
Organizację przewidzianych na 1936 rok XI Letnich Igrzysk Olimpijskich przyznano Niemcom w maju 1931 roku, niemal dwa lata przed dojściem Hitlera do władzy. Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach głosy nawołujące do bojkotu czy przeniesienia imprezy pojawiały się w dużej mierze w środowiskach lewicowych, a także wśród społeczności żydowskiej.
Od początku brak było jednak wiary w to, że uda się przekonać sportowych decydentów i rządy poszczególnych państw. „Względy polityczne sprawią, że mimo wszystko olimpiada odbędzie się w Berlinie” – oceniał Statter w sierpniu 1935 roku. Przekonywał jednak, że dzięki protestom w wielu krajach rośnie społeczna świadomość prawdziwego oblicza hitlerowskich Niemiec. „Nie przestaniemy wołać: Precz z olimpiadą w Berlinie!” – zapewniał jesienią 1935 roku, podkreślając, że hasło to zjednoczyć potrafi np. europejskich socjalistów i przedstawicieli środowisk chrześcijańskich ze Stanów Zjednoczonych.
W listopadzie 1935 roku do Pragi zjechali działacze socjalistycznej międzynarodówki sportowej, by wspólnie uzgodnić formy protestu przeciwko igrzyskom. Do organizacji tej należał także polski ZRSS, kierowany wówczas przez sekretarza generalnego PPS Kazimierza Pużaka. Sanacyjne władze nie pozwoliły jednak na wyjazd polskiej delegacji do Czechosłowacji. Pod jej nieobecność sportowa międzynarodówka przyjęła uchwałę, w której jasno stwierdzała, że „olimpiada berlińska musi być objęta bojkotem”.
O pozbawienie Berlina prawa do organizacji igrzysk zabiegali prześladowani przez nazistów przedstawiciele niemieckiej lewicy. Były poseł SPD Gerhart Seger, któremu udało się uciec z obozu koncentracyjnego Oranienburg, apelował np., by przenieść je właśnie do Pragi – „do stolicy kraju wolnego, kierującego się zasadami demokracji”.
Siła oddziaływania tego rodzaju apeli była jednak bardzo ograniczona. Lewica od dawna propagowała przecież własną filozofię sportu, opartego na zasadach braterstwa i solidarności, ale przy tym jawnie upolitycznionego i podporządkowanego idei socjalistycznej. Organizowała nawet własne igrzyska i wprost prezentowała je jako antytezę imprez uznawanych za „burżuazyjne” i służące interesom klas posiadających. Osoby niezwiązane z lewicą łatwo mogły więc odebrać bojkot berlińskich zawodów jako prostą kontynuację wcześniejszych ataków na tradycyjny sport.
Z perspektywy socjalistów tym razem problem był jednak o wiele poważniejszy. „Jak można pogodzić prawa norymberskie z zasadami olimpijskimi?” – pytał retorycznie Maksymilian Statter i tłumaczył, że „tylko naiwni lub ślepi nie widzą, do czego zmierza Hitler”.
Nawoływania do bojkotu nie przynosiły efektów. W lutym 1936 roku, kilka miesięcy przed startem berlińskiej imprezy, Polacy wraz z reprezentantami 27 innych państw wzięli udział w zimowych igrzyskach olimpijskich w niemieckim Garmisch-Partenkirchen.
Oburzony Statter pisał wtedy na łamach PPS-owskiego „Robotnika”: „Trzecia Rzesza w dzień i w noc pracuje nad przygotowaniem do wojny, a na zewnątrz, przy pomocy goebbelsowskiej propagandy, urządza się olimpiadę, mającą na celu wykazać światu pokojową jakoby politykę Hitlera. Kłamstwo, obłuda, parodia najszlachetniejszych założeń olimpijskich, aż biją w oczy. I są kraje, które wbrew swym żywotnym interesom dają się użyć tej faszystowskiej i niszczycielskiej propagandzie za narzędzie. Jeszcze nie przejrzały, jeszcze się łudzą. Jeszcze trwają w »przyjaźni«, mimo iż na pograniczu przyjaciel podłożył minę i czeka na stosowną chwilę, by ją zapalić. Fałszywie i złowrogo rozbrzmiewał w Garmisch-Partenkirchen dzwon olimpijski. Oby tylko nie był sygnałem do innych igrzysk, igrzysk nowej wielkiej rzezi narodów”.
Zwolennicy bojkotu nadaremnie liczyli, że uda się namówić do niego Francję, gdzie w czerwcu 1936 roku władzę objął lewicowy rząd Frontu Ludowego. Ostatecznie jedynym państwem, które zdecydowało się na rezygnację z udziału w igrzyskach, była Hiszpania. Rządząca tam lewica zaplanowała nawet organizację konkurencyjnych zawodów – tzw. Olimpiady Ludowej w Barcelonie. Projekt sparaliżowany został jednak przez pucz generała Franco i wybuch krwawej wojny domowej.
Ostatnią, desperacką próbę zaapelowania do opinii publicznej polska lewica podjęła w lipcu 1936 roku, na wieść o poczynaniach nazistowskich władz Wolnego Miasta Gdańska. które odebrały wówczas opozycji prawo do organizacji zebrań i zgromadzeń. „W imię praw ludzkich, w imię obrony polskiego honoru, Polska musi na znak protestu odwołać swój udział w berlińskiej olimpiadzie” – grzmiał były poseł PPS Antoni Szczerkowski podczas protestacyjnego wiecu w Łodzi.
Polscy sportowcy zdobyli w Berlinie trzy srebrne i trzy brązowe medale, a więc wypadli gorzej niż na igrzyskach w Los Angeles w roku 1932. „Klęska była z góry do przewidzenia” – pisał szyderczo „Robotnik” – „Toteż pismo nasze doradzało szczerze i uczciwie, by nie jechać do Berlina. Zaoszczędzono by sobie wydatków, kompromitacji i spóźnionych łez. Czyż nie korzystniej dla społeczeństwa, zamiast kosztownych popisów kilku »asów« i »gwiazd« na olimpiadzie hitlerowskiej, nie lepiej byłoby te pieniądze obrócić na budowę obiektów sportowych dla młodzieży?”.
Berliński korespondent PPS-owskiego „Tygodnia Robotnika” Janusz Minkiewicz pisał, że Hitler „stuprocentowo potrafił wykorzystać olimpiadę dla swoich propagandowych celów. Dał możność swobodnego wyżycia się szerokim masom. Dał im rozrywkę i zarobek”. Według Minkiewicza olimpiada wywołała w niemieckim społeczeństwie większy entuzjazm niż którekolwiek z politycznych posunięć Hitlera. Zwracał też uwagę na to, że propagandowy spektakl miał zamaskować problemy, z którymi na co dzień borykało się niemieckie państwo: „Nie tylko jawnie żebrzący, ale i bezdomni, nędzarze zostali w czas przed olimpiadą z miasta usunięci. Żeby cudzoziemiec, broń boże, nie posądził Niemiec o bezrobocie, nędzę, zły stan ekonomiczny”.
Antwerpia 1937
Protestując przeciwko zawodom w Berlinie, Maksymilian Statter nieco na wyrost przekonywał, że w ich trakcie „polski lud myślami będzie gdzie indziej. Będzie sercem i duszą przy innych igrzyskach”. Miał na myśli zaplanowaną na lipiec 1937 roku olimpiadę robotniczą w Antwerpii.
Impreza organizowana przez socjalistyczną międzynarodówkę sportową miała być trzecim tego rodzaju wydarzeniem po igrzyskach we Frankfurcie w 1925 i w Wiedniu w 1931 roku. „Sport robotniczy olimpiadzie wojny przeciwstawia olimpiadę pokoju i wolności” – wyjaśniał jej ideę sekretarz generalny ZRSS Jerzy Michałowicz.
Do wyjazdu do Belgii przygotowywało się kilkuset polskich sportowców. Jeszcze 8 czerwca 1937 roku ZRSS przekonywał, że olimpiada w Antwerpii „oprócz swych walorów sportowych stanie się wielką manifestacją międzynarodowej klasy robotniczej”. 12 dni później związek wydał jednak niespodziewany komunikat, w którym ogłosił rezygnację z udziału w zawodach. Jako powód wskazano sprzeciw wobec dopuszczenia do igrzysk zespołu Związku Radzieckiego.
Komunikat pominął jednak milczeniem to, że decyzję podjęto pod naciskiem władz sanacyjnych. Państwowy Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego zagroził nawet rozwiązaniem ZRSS, gdyby związek upierał się przy planach wyjazdu do Antwerpii. Polski sport robotniczy od lat borykał się z represjami i restrykcjami ze strony organów państwa. Na przykład w lutym 1937 roku władze uniemożliwiły udział reprezentacji Polski w zimowej olimpiadzie robotniczej w Jańskich Łaźniach w Czechosłowacji.

W przypadku igrzysk w Antwerpii o ugięciu się pod naciskami PUWFiPW zadecydowała zapewne antykomunistyczna postawa władz ZRSS, w tym jego szefa Kazimierza Pużaka. Kwestia udziału reprezentacji radzieckiej stała się po prostu najlogiczniejszym pretekstem tłumaczącym podjęcie decyzji o bojkocie. Stanowisko związku nie było jednak jednomyślne. Maksymilian Statter i dwóch innych członków kierownictwa głosowało przeciwko wycofaniu się z igrzysk.
Ogłoszenie bojkotu wywołało też wielkie rozgoryczenie wśród sportowców. Ponadto okazało się, że inne reprezentacje nie podzielają obiekcji ZRSS i zamierzają pojechać do Antwerpii. Wobec skali głosów krytyki kierownictwo związku próbowało wyciszyć szum związany z tą sprawą.
Sekretarz generalny ZRSS Kazimierz Domosławski bronił decyzji, twierdząc, że sprawa udziału reprezentacji radzieckiej nie została należycie przedyskutowana na forum międzynarodówki sportowej. Według niego zbrodnicza polityka Stalina stanowiła przeszkodę uniemożliwiającą kontakty nawet na polu sportu. Podkreślał, że „po procesach moskiewskich nie bardzo komu się spieszy do przyjaźni i serdeczności z Sowietami”. Wiceprzewodniczący związku Stanisław Herman dodawał, że radzieccy „fuhrerzy wiedzą doskonale, że występ sportowców komunistycznych w Antwerpii będzie wielką okazją dla propagandy „raju stalinowskiego”.
W antwerpskiej olimpiadzie wzięło udział 21 tysięcy zawodników i okazała się ona imponującym widowiskiem. Także redagowane przez ZRSS pismo „Sztafeta Robotnicza” musiało przyznać, że igrzyska były „wspaniałe”. Chcąc jeszcze raz usprawiedliwić jakoś nieobecność Polaków, podkreśliło jednak, że warunkiem rozwoju sportu robotniczego muszą być wolność i demokracja.
Tokio 1940
Przy okazji kolejnej olimpiady żadnych rozterek wśród socjalistów już nie było. W lipcu 1936 roku prawo organizacji XII Letnich Igrzysk zaplanowanych na rok 1940 otrzymało Tokio. W finałowym głosowaniu Japończycy pokonali Helsinki. Jednak już rok później Japonia napadła na Chiny, rozpoczynając długą i brutalną wojnę. „Imperializm japoński rusza na żer. […] Chce odebrać Chinom wolność i niepodległość. Sympatie nasze, jako socjalistów i Polaków, są całkowicie po stronie Chin” – pisał „Tydzień Robotnika”.
W związku z wybuchem wojny „Sztafeta Robotnicza” ogłosiła, że „olimpiada w Tokio byłaby zaprzeczeniem idei olimpijskiej. Najwyższy czas powierzyć organizację innym, godniejszym, np. Finlandii”.
Tym razem akcja bojkotu igrzysk przybrała znacznie większe rozmiary. W ciągu następnych miesięcy rezygnację z udziału w tokijskiej olimpiadzie zapowiedziały m.in. Szwecja i Szwajcaria. Do bojkotu przyłączały się kolejne związki sportowe, np. Angielski Związek Lekkoatletyczny.
„Odebrać olimpiadę Japonii!” – wzywała „Sztafeta Robotnicza” w czerwcu 1938 roku. „Uważamy, że Polska powinna stanąć w szeregu krajów pokojowych, które bojkotują tokijską olimpiadę i w ten sposób stają w obronie idei sportu” – przekonywał działacz PPS Jerzy Rawicz. Ze zgorszeniem pisał o postawie Japonii, która w swej propagandzie usiłowała zrzucić odpowiedzialność za kontynuowanie wojny na Chiny: „Trzeba być doprawdy po faszystowsku bezczelnym, żeby rozesłać komunikat, w którym się twierdzi, że »Chiny chcą utrzymać nieprzyjacielskie stanowisko względem Japonii«. Więc to nie Japonia napadła na Chiny, a Chińczycy napadli na biedne baranki japońskie… Komunikat, który miał się przyczynić do zmiany stanowiska względem Japonii, nie tylko nie osiągnie swego celu, ale wręcz przeciwnie – musi w każdym uczciwym człowieku wzbudzić oburzenie i wstręt do ohydnych metod imperializmu japońskiego”.
Już nie tylko prasa lewicowa, ale też i np. prawicowy „Kurier Warszawski” pytały: „jak można pogodzić fanfary heroldów, ogłaszających otwarcie batalii sportowców świata, z grzmotem armat i hukiem bomb?”
W lipcu 1938 roku rząd japoński niespodziewanie ogłosił, że rezygnuje z organizacji igrzysk. Obok coraz głośniejszych głosów moralnego potępienia i coraz wyraźniejszej groźby szerokiego bojkotu, równie istotna była potrzeba poświęcenia zasobów państwa na cele wojenne. Organizacji XI Letnich Igrzysk Olimpijskich niemal natychmiast podjęły się Helsinki.
I te igrzyska nie doszły jednak do skutku. We wrześniu 1939 roku wybuchła bowiem wojna. Te „igrzyska wielkiej rzezi narodów”, przed którymi tak dramatycznie przestrzegali zwolennicy bojkotu olimpiady w Berlinie. Najpierw pod ciosami Niemiec i Związku Radzieckiego padła Polska, a w listopadzie Sowieci zaatakowali wyznaczoną na organizatora igrzysk Finlandię.
W kwietniu 1940 roku, gdy wojna zdążyła objąć już także terytoria Danii i Norwegii, olimpiada w Helsinkach została ostatecznie odwołana.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.