Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Głos Hin Rajab nie pozwoli, byśmy zapomnieli o palestyńskich dzieciach

W tym momencie w Gazie nie przesądza się tylko los niewielkiego kawałka Ziemi. To dotyczy nas wszystkich – mówi dyrektorka polskiego oddziału Lekarzy bez Granic.

Rozmowa
Walka

Dominika Wróblewska: O czym opowiada film Głos Hin Rajab?

Draginja Nadażdin: To autentyczna historia, o której dwa lata temu szeroko pisały media i która oparta jest na wydarzeniach, przez którą od początku wojny w Gazie przeszło bardzo wiele palestyńskich dzieci. Od pierwszych scen miałam przekonanie, że dużo już na ten temat usłyszałam i sądziłam, że jestem przygotowana. Ale okazało się, że trudno się przygotować do tego, co widzimy.

Na przykład?

Choćby sytuację, w której pracownicy palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca godzinami czekają na zgodę, żeby wyjechać po dziecko i je uratować. Hind siedzi w samochodzie, wśród zastrzelonych członków rodziny i wiemy, jak to się skończy – śmiercią dziecka oraz pracowników i medyków, którzy pojechali je uratować.

Czy było w tym filmie coś, co było ci trudno znieść? Głos Hin Rajab jest wstrząsający również dla osób, które mają niewielką wiedzę na temat wydarzeń w Gazie, ale jak to wygląda z perspektywy pomocy medycznej czy humanitarnej?

Trudno jest słuchać głosu Hind, autentycznego głosu tej dziewczyny i zrozumieć, jak to możliwe, że na to pozwoliliśmy. Jak to możliwe, że stało się to dwa lata temu i przez ten czas ginęły kolejne tysiące dzieci. A jeżeli przeżyły, to często bez nikogo bliskiego.

Mówi się, że tych dzieci zginęło ponad 13 tysięcy.

My opieramy się na tym, co widzimy na własne oczy i co mówią oficjalne źródła, bo sami nie mamy narzędzi, żeby monitorować wszystkie śmierci. Dane OCHA, agendy Narodów Zjednoczonych zajmującej się koordynacją pomocy humanitarnej, mówią o ponad 20 tysiącach. Wiemy też, że medycy zaczęli używać nowego określenia, angielskiego skrótu WCNSF, co oznacza „ranne dziecko, brak ocalałej rodziny”.

Takie dzieci stają się często jedynymi żyjącymi świadkami tych wydarzeń?

Kiedy mówimy o bombardowaniach, kiedy ich bliscy są pod gruzami, te dzieci nie wiedzą, co się dzieje i faktycznie często są jedynymi osobami z rodzin, które przeżyły. Nas najbardziej niepokoi w tym momencie to, że świat zdaje się myśleć, że ta przemoc ustała, że trwa zawieszenie broni. Ono jest jednak bardzo kruche i nie położyło kresu przemocy. Nie zakończyło śmierci, ataków, bombardowań. Od zawieszenia broni w Gazie zabitych zostało około 500 Palestyńczyków.

Dla mnie poruszające było zmierzenie się po seansie z pytaniem, czy mniej lub bardziej świadomie wartościuję ludzkie życia. Kiedy jeden z głównych bohaterów próbuje łamać zasady, namawiając kolegę, żeby spróbował ratować dziewczynkę bez zgody na przejazd, a ich przełożony tego zabrania, obudziła się we mnie frustracja, że może on jednak faktycznie powinien iść ją uratować. Jako Lekarze bez Granic musicie mierzyć się z podobnymi dylematami, z ocenami, które życie jest cenniejsze?

Trudno jest jednoznacznie odnieść się do przywołanej sceny, nie znając pełnego kontekstu. Co do zasady, procedury są niezmiernie ważne, one właśnie ratują życie – i pacjentów, i ratowników. I z pewnością nie chodzi tu o ocenę ważności czyjegoś życia. Ofiarność personelu medycznego, ratowników i osób starających się nieść pomoc podczas tej wojny jest niezaprzeczalna. W Strefie Gazy zabitych zostało prawie 600 pracowników humanitarnych oraz ponad 1700 pracowników ochrony zdrowia. Rutynowo atakowane były placówki ochrony zdrowia i sami medycy. Stosowane były tzw. podwójne uderzenia – ponowny ostrzał miejsca pierwotnego ataku, po przyjeździe ekip ratunkowych. W ten sposób zginęło kilkoro medyków i dziennikarzy w ataku na szpital Nassera.

Co więcej, za każdym razem, kiedy ratujący naraża swoje życie, oznaczać to może, że nie pomoże ani tej konkretnej osobie, ani kolejnym. Dlatego próbujemy przypomnieć światu, ale przede wszystkim stronom konfliktu, o konieczności ochrony i szczególnego traktowania ratowników, lekarzy, pogotowia, infrastruktury medycznej, całego personelu medycznego.

Kaouther Ben Hania, reżyserka Głosu, mówiła w jednym z wywiadów, że do opowiedzenia historii Hin wybrała formę filmową, bo jej zdaniem kino nie tylko opowiada historie, ale też pozwala je pamiętać. Chciała się przeciwstawić zbiorowej amnezji. W Polsce ta amnezja chyba również jest obecna.

Śmierć Hind Rajah, która była bardzo głośna w mediach, została przykryta innymi wydarzeniami. A teraz jest taki moment, w którym reżyserka nie pozwala, żebyśmy o niej zapomnieli. Ona nas zatrzymuje i przypomina ten głos.

Lekarze Bez Granic w Gazie

Od 2021 roku jesteś dyrektorką polskiego oddziału Lekarzy Bez Granic, organizacji działającej w ponad 70 krajach, która powstała 50 lat temu. Jak długo wasi ludzie są w Gazie?

Od 1988 roku. To nie jest pierwsza wojna w Gazie, dlatego praca tam nigdy nie była prosta. Natomiast od momentu, kiedy rozpoczęły się ataki izraelskie po zbrodniach Hamasu po 7 października 2023 roku widać było, że ta wojna będzie o wiele bardziej brzemienna w skutkach. Od początku działania zbrojne prowadzone są na ogromną skalę, bez baczenia, że ofiarami są cywile. Tak naprawdę to zbiorowe i totalne karanie Palestyńczyków za zbrodnie Hamasu. Dlatego mimo długiego doświadczenia i bardzo dobrej znajomości sytuacji w Gazie wiedzieliśmy, że to będzie dla nas ogromne wyzwanie. I nie przestaje nim być, zwłaszcza teraz, gdy z ponad 30 organizacjami otrzymaliśmy informację, że nasza rejestracja na pobyt w Gazie została wycofana przez izraelskie władze.

Czytaj także Od budowy szkoły w Afganistanie po bieliznę dla Burkiny Faso. „Pomaganie sprawia, że człowiek chodzi jak nakręcony” Patrycja Wieczorkiewicz rozmawia z Beatą Błaszczyk

Jakie będą bezpośrednie konsekwencje tej decyzji?

Władze Izraela dały nam czas na wycofanie się z Gazy do końca lutego.

A później ci wszyscy ludzie zostaną bez lekarzy, bez pomocy, bez wody?

Tego absolutnie nie jesteśmy w stanie przyjąć. Dlatego cały czas próbujemy przekonać Izrael – oraz kraje, które mogą mieć na niego wpływ – żeby odnowił nam rejestrację. Żeby również inne organizacje mogły normalnie funkcjonować i pomagać. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jako organizacja humanitarna nie możemy zatrzymać ludobójstwa, że to jest ponad nami. Ale nie możemy zgodzić się na to, żeby nas zabrakło na miejscu.

Obecnie jesteśmy największym wśród międzynarodowych organizacji dostarczycielem usług medycznych w Gazie. Udzielamy pomocy na ogromną skalę, dostarczamy czystą wodę ok. 30 proc. mieszkańców, przyjmujemy co trzeci poród, opiekujemy się co piątym pacjentem przy łóżku szpitalnym. Wiemy, co dla tych osób będzie oznaczało nasze opuszczenie Gazy. To dla nas bardzo trudny czas.

Jakie są możliwe scenariusze rozwoju tej sytuacji?

Nie czekamy biernie, tylko cały czas próbujemy dotrzeć do decydentów, żeby zmienili tę decyzję. Mamy świadomość, że ponosimy ogromną odpowiedzialność za pacjentów i ludzi, którym pomagamy, ale też za naszych pracowników. Izraelskie władze nieprzerwanie nas atakują w mediach społecznościowych i tradycyjnych, prowadzą wręcz kampanię przeciwko nam i naszej pomocy. To pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo poważnym wyzwaniem i trudno jest być w takich negocjacjach optymistą.

Czytaj także Zimą Gaza walczy o przetrwanie, a Izrael znów ogranicza pomoc humanitarną Aleksander Kamkow

Czy są też inne miejsca, gdzie nie macie prawa wjazdu? Na jakie przeszkody natrafiacie?

Są, oczywiście, a wynikać może to z wielu rzeczy. Oprócz braku zgody na wjazd możemy dostać też pozwolenie na działania w ograniczonym obszarze kraju. Do niektórych miejsc nie jesteśmy w stanie dotrzeć ze względu na bezpieczeństwo. To rzecz, która ze względu na nasze własne procedury jest szczególnie istotna, bo za każdym razem musimy patrzeć, w jakiej sytuacji są nasi pracownicy i na co są narażeni.

Obserwujemy wydarzenia w Ukrainie, Gazie i innych krajach, gdzie trwają konflikty zbrojne, mamy świadomość okrucieństwa i przez jego nadmiar pojawia się czasem myśl, że wojny odbywają się bez żadnych zasad. A co z prawem międzynarodowym?

Jedna z pierwszych zasad która została pogwałcona w Gazie, to fakt, że cywile są celem działań wojennych. Już w momencie, kiedy nie ma rozróżnienia na cele cywilne i cele wojskowe, mamy do czynienia z łamaniem międzynarodowego prawa humanitarnego.

Izrael podnosi argument, że nie wiadomo, w którym momencie infrastruktura cywilna przestaje być infrastrukturą cywilną, a staje się „terrorystyczną”.

Dziś, gdy mamy do czynienia z bardzo precyzyjną bronią, systemami obronnymi, które pozwalają dokładnie rozpoznać cel, nie ma usprawiedliwienia dla zniszczenia np. całej infrastruktury medycznej czy wodnej w danym rejonie, a właśnie z tym mamy do czynienia. Z 36 szpitali, które przed wojną działały w Strefie Gazy dziś połowa nie działa wcale, a pozostałe tylko częściowo.

Czytaj także Ostrzał pomocy humanitarnej w Gazie: wyjątek czy reguła? Jon Queally

Czy międzynarodowe prawo humanitarne nadąża za zmianami, jakie zachodzą we współczesnym rozumieniu wojny?

Prawo humanitarne to nie jest wymysł najnowszych lat, dlatego niestety nie nadąża m.in. za rozwojem technologicznym. Ale jednym mitów dotyczących tego prawa jest ten, że wymyślili je ludzie o nastawieniu wyłącznie humanitarnym. Tymczasem to jest rzecz, którą tworzą również prawnicy czy wojskowi, i która powinna być wykładana na wszystkich uczelniach specjalizujących się w studiach z zakresu bezpieczeństwa czy sztuki wojennej.

Jego ciągłe łamanie nie psuje trochę statusu zdobyczy cywilizacyjnej?

Jak pokazują wojny sprzed 20 czy 30 lat, sprawiedliwość za naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego przychodzi bardzo powoli, a świadkowie i ofiary nie często nie dożywają tego momentu. Ale to wciąż jedna z podstawowych umów społecznych dla całej ludzkości. W maju będziemy obchodzić dziesięciolecie uchwalenia rezolucji ONZ, która ustanowiła konieczność specjalnej ochrony dla misji medycznych podczas wojen. Widzimy na własne oczy, że nie jest ona respektowana. Wynika to z przyzwolenia, braku woli politycznej, żeby wymusić jej poszanowanie.

Co przeżywa osoba, która wyjeżdża, by pomagać

Od ilu lat pracujesz w organizacjach pozarządowych?

Zaczęłam w 2004 roku w Polskiej Akcji Humanitarnej, więc od ponad 20 lat.

Zatem o woli politycznej wiesz bardzo dużo. Mogłaś obserwować zmiany polityczne w Polsce. Czy dla Lekarzy bez Granic ma jakieś znaczenie, kto rządzi w Polsce?

Mam ogromny przywilej, że pracuję w organizacji, która jest niezależna od grantów i od politycznych decyzji o finansowaniu. Nie przyjmujemy w Polsce pieniędzy od żadnego rządu i taka jest polityka organizacji: niezależność finansowa i polityczna są po prostu podstawą naszego działania i dzięki temu możemy się zajmować również takimi obszarami pomocy, które mogą być mało popularne, czy też wbrew woli różnych rządów. Możemy kierować się jedynie zasadami humanitarnymi i etyką lekarską.

Jeszcze nie tak dawno mogłoby się wydawać, że obecny polski rząd będzie bardziej humanitarny, ale na granicy polsko-białoruskiej nadal umierają ludzie.

Tak. Przy czym mówiąc o sytuacji na granicy między Polską a Białorusią nie mówimy o jednym przypadku, to tak naprawdę część migracyjnej polityki unijnej. Przykładem może być też sytuacja na Morzu Śródziemnym, gdzie prowadzona już od dłuższego czasu polityka Unii Europejskiej sprawia, że tonącym nie jest udzielana pomoc, a osoby, które pomagają na miejscu, mogą się spotkać z sankcjami karmnymi.

Która nie ma wiele wspólnego z pomocą humanitarną.

UE cały czas nie ma odpowiedniej polityki migracyjnej, a wręcz myśli kategoriami oddalania od siebie wniosków o azyl i o ochronę międzynarodową oraz tzw. eksternalizacji migracji. A jeśli nie chronimy osób najbardziej narażonych na łamanie praw człowieka, to jest to zapowiedź erozji standardów ochrony również dla innych grup.

Czytaj także Gdzie oni są? Czyli kto na granicy pomaga, a kto nie [reportaż] Bartosz Rumieńczyk

Miałaś 17 lat, kiedy uciekałaś z Bośni, gdzie zaczynała się wojna.

Uciekałam z Mostaru, będąc w drugiej klasie liceum, potem mieszkałam dwa lata w Belgradzie. Miałam dwa intensywne lata doświadczenia bycia uchodźczynią w mieście, które było wcześniej częścią mojego kraju. To złożone doświadczenie, bo mówisz tym samym językiem, a jednocześnie jesteś też uchodźcą. Jako serbskie społeczeństwo przeszliśmy w ciągu tych dwóch lat bardzo szybką drogę od euforii związanej z przyjmowaniem uchodźców do oskarżania ich o bycie głównym problemem. Chodziło też o sankcje, które obowiązywały w Serbii i które wiązały się z brakiem prądu, paliwa, wszystkiego. To była totalna izolacja na arenie międzynarodowej.

Myślisz, że to rzecz, która doprowadziła cię do pracy w pomocy humanitarnej?

Na pewno wojny i konflikty zbrojne mają duże znaczenie jeśli chodzi o rzeczy, które mnie ukształtowały. To jest skrajna sytuacja pod względem zagrożenia fizycznego, ale też pod względem zniszczenia struktur społecznych, trudna do porównywania z czymkolwiek innym. Dlatego tym się chcę zajmować.

Czy w ciągu tych 30 lat nie poczułaś się… znudzona? A może bardziej – wypalona?

Na pewno są osoby, które są o wiele bardziej aktywne i zaangażowane ode mnie. Chciałabym, żeby mi się kiedyś życie znudziło, kiedyś będę chciała tę nudę przeżyć. W naszej organizacji uczymy tego, że w takim planowaniu przyszłości trzeba brać pod uwagę skalę tego doświadczenia, tych przeżyć, chociażby opierając na informacjach, do których mamy dostęp. Musimy myśleć o tym, jak zadbać o siebie, żeby te emocje miały swoje odpowiednie ujście i żebyśmy mogły funkcjonować normalnie.

Macie rodziny, macie bliskich, czasami też osoby, które nie mogą mieć pogłębionej świadomości tego, czym się zajmujecie i w jak ekstremalnych warunkach. A kto dba o dobrostan Lekarzy bez Granic?

Mamy dostęp do opieki i do wsparcia psychologicznego na poziomie międzynarodowym. Zważywszy na to, że o takich przeżyciach często lepiej mówi w swoim języku ojczystym, w Polsce także mamy możliwość poszukania pomocy. Dużo też staramy się ze sobą rozmawiać i dyskutować na różne tematy, które są dla nas czasami trudne, czasami niepokojące. W każdym razie jesteśmy również organizacją medyczną, która najlepiej wie, jak ważne jest zdrowie psychiczne. I że to nie są zasoby, które są zagwarantowane.

Co przeżywa osoba, która wyjeżdża, żeby pomagać?

Nasi koledzy i koleżanki, którzy w charakterze pomocy zagranicznej pojechali do Gazy i wrócili, mówią o bardzo trudnych przeżyciach, ale też za każdym razem podkreślają jedną rzecz: że to, co oni przeżyli i widzieli, jest niewspółmierne z tym, co przeżywają Palestyńczycy. Mamy świadomość, że to, co robimy, to osobliwa robota, która ma swój ciężar psychiczny, ale jeśli potrzebuję pomocy, to wiem gdzie jej szukać. Nie myślę o organizacji pomagającej i pracownikach pomagających ludziom w potrzebie jak o kimś, kto jest bardziej w tym wszystkim ważny. To jedna z takich rzeczy, których ta organizacja się nauczyła na własnych błędach: nie chcemy skupiać się na sobie, nie chcemy powielać postawy białego zbawcy.

Czytaj także Makumba 2.0, czyli dobre intencje białego zbawcy James Omolo

Gdybyś jako osoba z ogromnym doświadczeniem w pomocy humanitarnej mogła powiedzieć coś, co usłyszałaby każda osoba na świecie, którą obchodzą losy Gazy, to co by to było?

Bardzo bym chciała, żebyśmy otworzyli szeroko oczy. I nie pozwolili, żeby wzrok został zwrócony gdzieś na bok. To jest moment, w którym nie możemy dać sobie wmówić, że los Gazy został przesądzony.

Nie został.

Nie możemy się zgodzić na to, żeby prawie 2 miliony ludzi zostały pozbawione prawa do pomocy humanitarnej, podstawowych warunków do życia, do godności ludzkiej i szans na normalne życie. W tym momencie nie toczy się tylko historia Gazy, ciągle o tym mówimy. Nie przesądza się tylko los niewielkiego kawałka Ziemi. To dotyczy nas wszystkich.

**

Draginja Nadażdin – dyrektorka generalna Lekarzy bez Granic w Polsce (od 2021 r.), w latach 2007-2021 kierowała polskim oddziałem Amnesty International. W latach 2013-2016 była członkinią Rady Programowej Galerii Narodowej Zachęta. Członkini Rady Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich (2015-2020) oraz Zarządu Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych (2019-2020). Ukończyła studia magisterskie w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie Warszawskim. Urodziła się w 1975 roku w Mostarze (Bośnia i Hercegowina).

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie