Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Głos Hind Rajab nie pozwoli, byśmy zapomnieli o palestyńskich dzieciach

W tym momencie w Gazie nie przesądza się tylko los niewielkiego kawałka Ziemi. To dotyczy nas wszystkich – mówi dyrektorka polskiego oddziału Lekarzy bez Granic.

Rozmowa
20
Serce
Cyrk
Płacz

8

Dominika Wróblewska: O czym opowiada film Głos Hin Rajab?

Draginja Nadażdin: To autentyczna historia, o której dwa lata temu szeroko pisały media i która oparta jest na wydarzeniach, przez które od początku wojny w Gazie przeszło bardzo wiele palestyńskich dzieci. Od pierwszych scen miałam przekonanie, że dużo już na ten temat usłyszałam i sądziłam, że jestem przygotowana. Ale okazało się, że trudno się przygotować do tego, co widzimy.

Na przykład?

Choćby sytuację, w której pracownicy palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca godzinami czekają na zgodę, żeby wyjechać po dziecko i je uratować. Hind siedzi w samochodzie, wśród zastrzelonych członków rodziny. Wiemy, jak to się skończy – śmiercią dziecka oraz pracowników i medyków, którzy pojechali je uratować.

Czy było w tym filmie coś, co było ci szczególnie trudno znieść? Głos Hin Rajab jest wstrząsający również dla osób, które mają niewielką wiedzę na temat wydarzeń w Gazie, ale jak to wygląda z perspektywy pomocy medycznej czy humanitarnej?

Trudno jest słuchać głosu Hind i zrozumieć, jak to możliwe, że na to pozwoliliśmy. Jak to możliwe, że stało się to dwa lata temu i przez ten czas ginęły kolejne tysiące dzieci. A jeżeli przeżyły, to często bez nikogo bliskiego.

Mówi się, że tych dzieci zginęło ponad 13 tysięcy.

My opieramy się na tym, co widzimy na własne oczy i co mówią oficjalne źródła, bo sami nie mamy narzędzi, żeby monitorować wszystkie śmierci. Dane OCHA, agendy ONZ zajmującej się koordynacją pomocy humanitarnej, mówią o ponad 20 tysiącach. Wiemy też, że medycy zaczęli używać nowego określenia, angielskiego skrótu WCNSF, co oznacza „ranne dziecko, brak ocalałej rodziny”.

Takie dzieci stają się często jedynymi żyjącymi świadkami tych wydarzeń?

Kiedy ich bliscy są pod gruzami, dzieci nie wiedzą, co się dzieje i faktycznie często są jedynymi osobami z rodzin, które przeżyły. Nas w tym momencie najbardziej niepokoi to, że świat zdaje się myśleć, że ta przemoc ustała, że trwa zawieszenie broni. Ono jest jednak bardzo kruche i nie położyło kresu przemocy. Nie zakończyło śmierci, ataków, bombardowań. Od zawieszenia broni w Gazie zabitych zostało około 500 Palestyńczyków.

Dla mnie poruszające było zmierzenie się po seansie z pytaniem, czy mniej lub bardziej świadomie wartościuję ludzkie życia. Kiedy jeden z głównych bohaterów próbuje łamać zasady, namawiając kolegę, żeby spróbował ratować dziewczynkę bez zgody na przejazd, a ich przełożony tego zabrania, obudziła się we mnie frustracja, że może on jednak faktycznie powinien iść ją uratować. Jako Lekarze bez Granic musicie mierzyć się z podobnymi dylematami, z ocenami, które życie jest cenniejsze?

Trudno jest jednoznacznie odnieść się do przywołanej sceny, nie znając pełnego kontekstu. Co do zasady procedury są niezmiernie ważne, one właśnie ratują życie – i pacjentów, i ratowników. Z pewnością nie chodzi tu o ocenę ważności czyjegoś życia. Ofiarność personelu medycznego, ratowników i osób starających się nieść pomoc podczas tej wojny jest niezaprzeczalna. W Strefie Gazy zabitych zostało prawie 600 pracowników humanitarnych oraz ponad 1700 pracowników ochrony zdrowia. Rutynowo atakowane były placówki ochrony zdrowia i sami medycy. Stosowano tzw. podwójne uderzenia – ponowne ostrzały miejsc pierwotnego ataku po przyjeździe ekip ratunkowych. W ten sposób w ataku na szpital Nassera zginęło kilkoro medyków i dziennikarzy.

Co więcej, za każdym razem, kiedy ratujący naraża swoje życie, oznaczać to może, że nie pomoże ani tej konkretnej osobie, ani kolejnym. Dlatego próbujemy przypomnieć światu, ale przede wszystkim stronom konfliktu, o konieczności ochrony i szczególnego traktowania ratowników, lekarzy, pogotowia, infrastruktury medycznej, całego personelu medycznego.

Kaouther Ben Hania, reżyserka Głosu, mówiła w jednym z wywiadów, że do opowiedzenia historii Hin wybrała formę filmową, bo jej zdaniem kino nie tylko opowiada historie, ale też pozwala je pamiętać. Chciała się przeciwstawić zbiorowej amnezji. W Polsce ta amnezja chyba również jest obecna.

Śmierć Hind Rajah, która była bardzo głośna w mediach, została przykryta innymi wydarzeniami. A teraz jest taki moment, w którym reżyserka nie pozwala, żebyśmy o niej zapomnieli. Ona nas zatrzymuje i przypomina ten głos.

Lekarze Bez Granic w Gazie

Od 2021 roku jesteś dyrektorką polskiego oddziału Lekarzy Bez Granic, organizacji działającej w ponad 70 krajach, która powstała 50 lat temu. Jak długo wasi ludzie są w Gazie?

Od 1988 roku. To nie jest pierwsza wojna w Gazie, dlatego praca tam nigdy nie była prosta. Natomiast od momentu, kiedy rozpoczęły się ataki izraelskie po zbrodniach Hamasu 7 października 2023 roku, widać było, że ta wojna będzie o wiele bardziej brzemienna w skutkach. Od początku działania zbrojne prowadzone są na ogromną skalę, bez baczenia, że ofiarami są cywile. Tak naprawdę to zbiorowe i totalne karanie Palestyńczyków za zbrodnie Hamasu. Dlatego mimo długiego doświadczenia i bardzo dobrej znajomości sytuacji w Gazie wiedzieliśmy, że to będzie dla nas ogromne wyzwanie. I nie przestaje nim być, zwłaszcza teraz, gdy z ponad 30 organizacjami otrzymaliśmy informację, że nasza rejestracja na pobyt w Gazie została wycofana przez izraelskie władze.

Czytaj także Od budowy szkoły w Afganistanie po bieliznę dla Burkiny Faso. „Pomaganie sprawia, że człowiek chodzi jak nakręcony” Patrycja Wieczorkiewicz rozmawia z Beatą Błaszczyk

Jakie będą bezpośrednie konsekwencje tej decyzji?

Władze Izraela dały nam czas na wycofanie się z Gazy do końca lutego.

A później ci wszyscy ludzie zostaną bez lekarzy, bez pomocy, bez wody?

Tego absolutnie nie jesteśmy w stanie przyjąć. Dlatego cały czas próbujemy przekonać Izrael – oraz kraje, które mogą mieć na niego wpływ – żeby odnowił nam rejestrację. Żeby również inne organizacje mogły normalnie funkcjonować i pomagać. Zdajemy sobie sprawę, że jako organizacja humanitarna nie możemy zatrzymać ludobójstwa, że to jest ponad nami. Ale nie możemy zgodzić się na to, żeby nas zabrakło na miejscu.

Obecnie jesteśmy największym wśród międzynarodowych organizacji dostarczycielem usług medycznych w Gazie. Udzielamy pomocy na ogromną skalę, dostarczamy czystą wodę ok. 30 proc. mieszkańców, przyjmujemy co trzeci poród, opiekujemy się co piątym pacjentem przy łóżku szpitalnym. Wiemy, co dla tych osób będzie oznaczało nasze opuszczenie Gazy. To dla nas bardzo trudny czas.

Jakie są możliwe scenariusze rozwoju tej sytuacji?

Nie czekamy biernie, tylko cały czas próbujemy dotrzeć do decydentów, żeby zmienili tę decyzję. Mamy świadomość, że ponosimy ogromną odpowiedzialność za pacjentów i ludzi, którym pomagamy, ale też za naszych pracowników. Izraelskie władze nieprzerwanie atakują nas w mediach społecznościowych i tradycyjnych, prowadzą wręcz kampanię przeciwko nam i naszej pomocy. To pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo poważnym wyzwaniem i trudno jest być w takich negocjacjach optymistą.

Czytaj także Zimą Gaza walczy o przetrwanie, a Izrael znów ogranicza pomoc humanitarną Aleksander Kamkow

Czy są też inne miejsca, gdzie nie macie prawa wjazdu? Na jakie przeszkody natrafiacie?

Są, oczywiście, a wynikać może to z wielu rzeczy. Oprócz braku zgody na wjazd możemy dostać też pozwolenie na działania w ograniczonym obszarze kraju. Do niektórych miejsc nie jesteśmy w stanie dotrzeć ze względu na bezpieczeństwo. To rzecz, która ze względu na nasze własne procedury jest szczególnie istotna, bo za każdym razem musimy patrzeć, w jakiej sytuacji są nasi pracownicy i na co są narażeni.

Obserwujemy wydarzenia w Ukrainie, Palestynie i innych krajach, gdzie trwają konflikty zbrojne, mamy świadomość okrucieństwa i przez jego nadmiar pojawia się czasem myśl, że wojny odbywają się bez żadnych zasad. A co z prawem międzynarodowym?

Jedna z pierwszych zasad, która została pogwałcona w Gazie, to ta, że cywile nie są celem działań wojennych. W momencie, kiedy nie ma rozróżnienia na cele cywilne i cele wojskowe, mamy do czynienia z łamaniem międzynarodowego prawa humanitarnego.

Izrael podnosi argument, że nie wiadomo, w którym momencie infrastruktura cywilna przestaje być infrastrukturą cywilną, a staje się „terrorystyczną”.

Dziś, gdy mamy bardzo precyzyjną broń i systemy obronne, które pozwalają dokładnie rozpoznać cel, nie ma usprawiedliwienia dla zniszczenia np. całej infrastruktury medycznej czy wodnej w danym rejonie, a właśnie z tym mamy do czynienia. Z 36 szpitali, które przed wojną działały w Strefie Gazy, dziś połowa nie działa wcale, a pozostałe tylko częściowo.

Czytaj także Ostrzał pomocy humanitarnej w Gazie: wyjątek czy reguła? Jon Queally

Czy międzynarodowe prawo humanitarne nadąża za zmianami, jakie zachodzą we współczesnym rozumieniu wojny?

Prawo humanitarne to nie jest wymysł najnowszych lat, dlatego nie nadąża m.in. za rozwojem technologicznym. Ale jednym mitów dotyczących tego prawa jest to, że wymyślili je ludzie o nastawieniu wyłącznie humanitarnym. Tymczasem to jest rzecz, którą tworzą również prawnicy czy wojskowi i która powinna być wykładana na wszystkich uczelniach specjalizujących się w studiach z zakresu bezpieczeństwa czy sztuki wojennej.

Ciągłe łamanie prawa międzynarodowego nie psuje jego statusu zdobyczy cywilizacyjnej?

Jak pokazują wojny sprzed 20 czy 30 lat, sprawiedliwość za naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego przychodzi bardzo powoli, a świadkowie i ofiary nieczęsto dożywają tego momentu. Ale to wciąż jedna z podstawowych umów społecznych dla całej ludzkości. W maju będziemy obchodzić dziesięciolecie uchwalenia rezolucji ONZ, która ustanowiła konieczność specjalnej ochrony dla misji medycznych podczas wojen. Widzimy na własne oczy, że nie jest ona respektowana. Wynika to z przyzwolenia i braku woli politycznej, żeby wymusić jej poszanowanie.

Co przeżywa osoba, która wyjeżdża, by pomagać?

Od ilu lat pracujesz w organizacjach pozarządowych?

Zaczęłam w 2004 roku w Polskiej Akcji Humanitarnej, więc od ponad 20 lat.

Zatem o woli politycznej wiesz bardzo dużo. Czy dla Lekarzy bez Granic ma jakieś znaczenie, kto rządzi w Polsce?

Mam ogromny przywilej, że pracuję w organizacji, która jest niezależna od grantów i politycznych decyzji o finansowaniu. Nie przyjmujemy w Polsce pieniędzy od żadnego rządu, taka jest polityka organizacji: niezależność finansowa i polityczna są podstawą naszego działania i dzięki temu możemy się zajmować również takimi obszarami pomocy, które mogą być mało popularne, a nawet wbrew woli różnych rządów. Możemy kierować się jedynie zasadami humanitarnymi i etyką lekarską.

Jeszcze nie tak dawno mogło się wydawać, że obecny polski rząd będzie bardziej humanitarny, ale na granicy polsko-białoruskiej nadal umierają ludzie.

Tak. Przy czym mówiąc o sytuacji na granicy między Polską a Białorusią nie mówimy o jednym przypadku, to tak naprawdę część migracyjnej polityki unijnej. Przykładem może być też sytuacja na Morzu Śródziemnym, gdzie już od dłuższego czasu polityka Unii Europejskiej sprawia, że tonącym nie jest udzielana pomoc, a osoby, które pomagają na miejscu, mogą się spotkać z sankcjami karmnymi.

UE cały czas nie ma odpowiedniej polityki migracyjnej, a wręcz myśli kategoriami oddalania od siebie wniosków o azyl i o ochronę międzynarodową oraz tzw. eksternalizacji migracji. A jeśli nie chronimy osób najbardziej narażonych na łamanie praw człowieka, to jest to zapowiedź erozji standardów ochrony również dla innych grup.

Czytaj także Gdzie oni są? Czyli kto na granicy pomaga, a kto nie [reportaż] Bartosz Rumieńczyk

Miałaś 17 lat, kiedy uciekałaś z Bośni, gdzie zaczynała się wojna.

Uciekałam z Mostaru, będąc w drugiej klasie liceum, potem przez dwa lata mieszkałam w Belgradzie. Byłam uchodźczynią w mieście, które wcześniej stanowiło część mojego kraju. To złożone doświadczenie, bo mówisz tym samym językiem, a jednocześnie jesteś uchodźcą. Jako serbskie społeczeństwo przeszliśmy w ciągu tych dwóch lat bardzo szybką drogę od euforii związanej z przyjmowaniem uchodźców do oskarżania ich o bycie głównym problemem. Chodziło też o sankcje, które obowiązywały w Serbii i które wiązały się z brakiem prądu, paliwa, wszystkiego. To była totalna izolacja na arenie międzynarodowej.

Myślisz, że to rzecz, która doprowadziła cię do pracy w pomocy humanitarnej?

Na pewno wojny i konflikty zbrojne mają duże znaczenie, jeśli chodzi o czynniki, które mnie ukształtowały. To jest skrajna sytuacja pod względem zagrożenia fizycznego, ale też pod względem zniszczenia struktur społecznych, trudna do porównywania z czymkolwiek innym. Dlatego tym się chcę zajmować.

Czy w ciągu tych 30 lat nie poczułaś się… znudzona? A może bardziej – wypalona?

Na pewno są osoby, które są o wiele bardziej aktywne i zaangażowane ode mnie. Chciałabym, żeby mi się kiedyś życie znudziło, kiedyś będę chciała tę nudę przeżyć. W naszej organizacji uczymy tego, że w takim planowaniu przyszłości trzeba brać pod uwagę skalę tego doświadczenia, tych przeżyć, chociażby opierając na informacjach, do których mamy dostęp. Musimy myśleć o tym, jak zadbać o siebie, żeby te emocje miały swoje odpowiednie ujście i żebyśmy mogły funkcjonować normalnie.

Macie rodziny, macie bliskich, czasami też osoby, które nie mogą mieć pogłębionej świadomości tego, czym się zajmujecie i w jak ekstremalnych warunkach. A kto dba o dobrostan Lekarzy bez Granic?

Mamy dostęp do opieki i do wsparcia psychologicznego na poziomie międzynarodowym. Zważywszy na to, że o takich przeżyciach często lepiej mówi w swoim języku ojczystym, w Polsce także mamy możliwość poszukania pomocy. Dużo też staramy się ze sobą rozmawiać i dyskutować na różne tematy, które są dla nas czasami trudne, czasami niepokojące. W każdym razie jesteśmy również organizacją medyczną, która najlepiej wie, jak ważne jest zdrowie psychiczne. I że to nie zasoby, które są zagwarantowane.

Co przeżywa osoba, która wyjeżdża, żeby pomagać?

Nasi koledzy i koleżanki, którzy w charakterze pomocy zagranicznej pojechali do Gazy i wrócili, mówią o bardzo trudnych przeżyciach, ale też za każdym razem podkreślają jedną rzecz: że to, co oni przeżyli i widzieli, jest niewspółmierne z tym, co przeżywają Palestyńczycy. Mamy świadomość, że to, co robimy, to osobliwa robota, która ma swój ciężar psychiczny, ale jeśli potrzebuję pomocy, to wiem, gdzie jej szukać. To jedna z takich rzeczy, których ta organizacja się nauczyła na własnych błędach: nie chcemy skupiać się na sobie, nie chcemy powielać postawy białego zbawcy.

Czytaj także Makumba 2.0, czyli dobre intencje białego zbawcy James Omolo

Gdybyś jako osoba z ogromnym doświadczeniem w pomocy humanitarnej mogła powiedzieć coś, co usłyszałaby każda osoba na świecie, którą obchodzą losy Gazy, to co by to było?

Bardzo bym chciała, żebyśmy otworzyli szeroko oczy. I nie pozwolili, żeby wzrok został zwrócony gdzieś na bok. To jest moment, w którym nie możemy dać sobie wmówić, że los Gazy został przesądzony.

Nie został?

Nie możemy się zgodzić na to, żeby prawie 2 miliony ludzi zostały pozbawione prawa do pomocy humanitarnej, podstawowych warunków do życia, do godności ludzkiej i szans na normalne życie. W tym momencie nie toczy się tylko historia Gazy, ciągle o tym mówimy. Nie przesądza się tylko los niewielkiego kawałka Ziemi. To dotyczy nas wszystkich.

**

Draginja Nadażdin – dyrektorka generalna Lekarzy bez Granic w Polsce (od 2021 r.), w latach 2007-2021 kierowała polskim oddziałem Amnesty International. W latach 2013-2016 była członkinią Rady Programowej Galerii Narodowej Zachęta. Członkini Rady Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich (2015-2020) oraz Zarządu Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych (2019-2020). Ukończyła studia magisterskie w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie Warszawskim. Urodziła się w 1975 roku w Mostarze (Bośnia i Hercegowina).

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
20 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-19 10:46

„Tak naprawdę to zbiorowe i totalne karanie Palestyńczyków za zbrodnie Hamasu.”
Do opewnego stopnia – tak. Podobnie jak Niemców karano za Hitlera, a Japończyków za Tojo. Małe Niemki czy Japonki płonęły żywcem i można powiedzieć że zabili ja alianccy lotnicy.
Czy to znaczy że nie należało bombardować Niemiec czy Japonii?
A taką postawę prezentują rozmówczynie. Hamasowi są wręcz na rękę cywilne ofiary – bo sam się wtedy prezentuje jako, jednocześnie, ofiarą i obrońca Gazy.
Tak, wojna w mieście jest straszna. Ale nie zapominajmy kto ją rozpoczął 7.10.

dg30
2026-02-19 11:59
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

Historia kwestii palestyńskiej nie rozpoczęła się 7 października 2023 roku. Nie jest żadnym problemem zdobyć wiedzę o zbrodniach izraelskich powtarzających się przez dziesięciolecia. Postawę naszego obsesjonata można określić mianem: uporczywa i agresywna odmowa wiedzy.

Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-19 14:39
Odpowiedź do  dg30

No, to jak daleko się cofamy? I liczymy tylko zbrodnie izraelskie, czy arabskie też?
Ponadto – co to ma do rzeczy? Izrael został zaatakowany 7.10 i zareagował tak jak powinien

dg30
2026-02-19 15:30
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

Uprzejmie upraszam człowieka obnoszącego się ze swą ignorancją o puknięcie się maczugą w głowę.

krytyk apolityczny
2026-02-19 17:44
Odpowiedź do  dg30

Nie zapominajmy o niejakim Jezusie z Nazaretu. Dobrze wiemy kto za tą śmiercią stoi…

Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-19 18:18
Odpowiedź do  dg30

Cóż ca wspaniały argument.
O wadze… maczugi.

Marcin Sadurski
2026-02-19 19:58
Odpowiedź do  dg30

To nie ignorancja tylko ostentacyjny trolling.

tomek.syta
2026-02-19 20:07
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

No właśnie nie zareagował tak jak powinien. Przyjecie zasady zamordowania 100 Palestyńczyków za jednego Izraelczyka jest nieludzkie, tym
bardziej ze Izrael miał techniczne możliwości rozprawienia się z Hamasem bez zamienienia Gazy w Warszawę 1945.

Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-19 20:15
Odpowiedź do  tomek.syta

No i tu pytanie – jakie to „techniczne możliwości „?
Wysłać do Gazy policję?
Albo specjalsów?
Po masakrze 7.10 nie było alternatywy.
Izrael miał narażać życie swoich żołnierzy- żeby chronić arabskich cywili?
Pamiętasz tych „niewinnych cywili” tańczących na ulicach Gazy dookoła samochodu z zakrwawioną dziewczyną? Tych krzyków radości, o „chwalebnym październiku”? Tych telefonów hamasowcow do rodziny i dumy z tego co syn robi w kibucu?
Humanitaryzm jest fajny. Ale jego stosowanie ma swoje granice.

tomek.syta
2026-02-19 20:35
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

Akcja z pagerami albo likwidacja irańskich dowódców pokazała że Izrael potrafi. Ale tutaj ben świrowi i smotrichowi zależało tylko na czystkach etnicznych. Nie ma łapaniu sprawców tylko sprawieniu, aby Palestyńczycy jakoś sforsowali granicę z Egiptem i się wynieśli. Stąd tak okrutne i ślepe bombardowania. Stąd takie akcje jak zamordowanie tej 6 łatki a potem sanitariuszy którzy chcieli jej pomóc. Stąd te gwałty w obozach koncentracyjnych.

Ostatnio edytowane 19 dni temu przez tomek.syta
Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-19 21:22
Odpowiedź do  tomek.syta

Akcja z pagerami była przygotowywana przez miesiące. Likwidacja irańskich dowódców dotyczyła kilkunastu osób. W Gazie trzeba było jak najszybciej przetrącić kręgosłup Hamasowi i zabić jak najwięcej bojówkarzy. Oraz dać wyraźny sygnał- masowe zabijanie Izraelczyków ma konsekwencje.

tomek.syta
2026-02-19 21:28
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

dwuletnie bombardowanie miasta nie ma nic wspólnego z szybka akcją. Dlaczego nie chcesz przyznac że chodziło tu tylko o czystki etniczne? A jak wyjaśnisz sytuację na Zachodnim Brzegu? Tam nie ma Hamasu.

tomek.syta
2026-02-19 20:04
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

Skoro o tym mówisz, to przykład bombardowania niemieckich miast jest dobry. Smierć niemieckich cywilów nie sprawiła że Niemcy poddali się szybciej. Ba walczyli do końca. Bombardowanie niemieckich fabryk miało sens. Ale bombardowanie niemieckich miast nie przyspieszyło zakończenia wojny nawet o dzień. A idąc dalej gwalcenie Niemek podczas marszu Armii Czerwonej nie przywróciło życia żadnemu człowiekowi zamordowanemu wcześniej przez Niemców. To tak nie działa.

Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-19 21:09
Odpowiedź do  tomek.syta

Chodziło mi raczej o konsekwencje pełnowymiarowej wojny w mieście. Ale jeśli sam poruszyłeś kwestię sensu bombardowań – to co powiesz na Hiroszimę i Nagasaki? Bez bomb atomowych i śmierci tysięcy japońskich cywili Amerykanie musieli by się desantować w Japonii. Co kosztowało by życie dziesiątków lub setek tysięcy amerykańskich żołnierzy. Mieli ich skazać na śmierć, bo inaczej zginęły by (między innymi) małe Japonki?

tomek.syta
2026-02-19 21:26
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

cóż, tu tez nie masz racji. Japończycy przed zrzuceniem bomb atomowych nie chcieli bezwarunkowej kapitulacji. Amerykanie zrzucili bomby i zaraz potem przyjeli warunki Japończyków. Zupełnie te same co przed Hiroszymą i Nagasaki. Z tymi bombami nie chodziło o Japonię, wogóle, tylko demonstrację siły wobec sowietów. Piszą o tym w ksiązkach. Jedna z prostszych książek to Alianci Zychowicza. Polecam. Mozesz tez posłuchac podkastów Kamila Baczka Wojenne Historie, też o tym mówił.

Nutria Ludojad
Nutria Ludojad
2026-02-20 00:34
Odpowiedź do  tomek.syta

Przyjęli warunki Japończyków???
No bardzo ciekawa interpretcja historii 😅
Ciekawe czy dlatego cesarz 15 sierpnia zwrócił się do Japończyków mówiąc o przegranej wojnie…
Gdyby nie bomby, które zmusiły Japonię do kapitulacji, wyspy trzeba by zdobywać tradycyjnie. Aby tego uniknąć, nie liczono się z cywilnymi wrogami

tomek.syta
2026-02-20 06:07
Odpowiedź do  Nutria Ludojad

tak, jednym z tych warunków było „niekaranie cesarza”. Jeszcze przed bombami Amerykanie odrzucali ten warunek. Ale już po bombach, przyjeli ten warunek. Zachęcam abyś przeczytał Aliantów. Tam jest też o bezsensie bombardowania miast. Kamil Bączek nawet twierdzi, że śmierć niemieckich cywilów pod bombami tylko utwierdziła Niemców w oporze. Zauwarz że co do Japónczyków to więcej ich zginęło pod konwencjonalnymi bombami niż pod bombami atomowymi (wielkie bombardowanie Tokyo). I co? I nic. A moze spojrzysz na Warszawę? Czy Rzeź Woli spowodowła że powstańscy od razu sie poddali? Też nie. Powstanie trwało jeszcze dwa miesiące. Ślepe mordowanie cywilów nie działa. Zadziałałoby zabicie dowódców Hamasu ale z tym Izrael czekał. A po dwóch latach ich zabił. Dlaczego? Bo wracamy do sendna. Tu nie o obrone chodziło – Izrael mógł sie obronić już w momencie ataku. Chodziło o czystki etniczne. Do tej pory Izrael nie przekazał szczegółow z dnia ataku Hamasu. Przypuszczalnie połowa ofiar to byli zabici przez samą armię izraelską w ramach dyrektywy Haniballa. Zeznaja o tym sami izraelscy żołnierze. To oni wlecieli śmigłowcami na teren tego festiwali i walili działkami lotniczymi do wszystkich. Konstatnty Gebert bredził o tym jak Hamas obcinał dzieciom głowy. Czy jest na to jakiś dowód? Nawet Izrael już o tym przestał mówić. Chodziło o pretekst do czystek. Najpierw dać się zaatakować osłabiając maksymalnie wojska na granicy i lekceważąc doniesienia własnych żołnierzy a potem sam już wiesz…