Nauka

7 wielkich osiągnięć ludzkości, którym sprzeciwiał się Kościół

Kościół katolicki w wielu sprawach jest na bakier z nauką: sprzeciwia się m.in. profilaktyce chorób przenoszonych drogą płciową i in vitro, a homoseksualność traktuje jako chorobę, z którą trzeba walczyć. Choć dobre i to, że dziś za prowadzenie nieprawilnych badań nie kończy się na stosie.

Na początku mały disclaimer: nie jest i nie było tak, żeby Kościół i nauka były w Europie siłami o przeciwnych wektorach. Przed powstaniem uniwersytetów to klasztory pozostawały głównymi ośrodkami edukacji, a i europejskie wyższe uczelnie powstawały z inicjatywy duchownych. Z kolei reformacja przyspieszyła upowszechnienie się druku. Kościół przez wieki fundował też szpitale i inne placówki medyczne. Nauki przyrodnicze i teologia mieszały się ze sobą co najmniej do czasów Oświecenia, a naukowcy rzadko wówczas odrzucali wiarę religijną – przynajmniej publicznie.

Z drugiej strony Kościół szkodził rozwojowi nauki jak żadna inna instytucja w Europie. Działająca od XIII do XIX wieku inkwizycja – coś w rodzaju kościelnej Służby Bezpieczeństwa i Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej w jednym – prześladowała, torturowała i zabijała m.in. naukowców za herezję (choć jej wyroki wykonywały władze świeckie), a wiele wybitnych dzieł – m.in. Kartezjusza, Monteskiusza czy Woltera – trafiało na indeks ksiąg zakazanych, który zniesiono dopiero w 1966 roku. Kościołowi szczególnie mocno przeszkadzała rozpoczęta przez Kopernika nowożytna rewolucja naukowa, dzięki której jeszcze przed Oświeceniem zrozumieliśmy, że natura świata jest nieco bardziej skomplikowana, niż chcieliby autorzy Biblii. A z jakimi konkretnie odkryciami nauki walczył Kościół?

1. Teoria heliocentryczna

Biblia stawia sprawę tak: Słońce, Księżyc i gwiazdy zostały umieszczone przez Boga na firmamencie, aby świeciły nad (płaską) Ziemią. Autorzy Starego Testamentu sami tego nie wymyślili: biblijna kosmogonia oparta została na pogańskich wierzeniach Bliskiego Wschodu. Kościół zaadaptował też ptolemejską teorię geocentryczną, wedle której Ziemia znajduje się w centrum Wszechświata, a inne ciała niebieskie krążą wokół niej. To miało gwarantować jej wyjątkowość.

Jak wiemy, tezę tę obalił Mikołaj Kopernik w wydanym w 1543 roku dziele O obrotach sfer niebieskich. Słynnemu astronomowi udało się na szczęście umrzeć, zanim Kościół się nim zainteresował. Już w 1616 roku bowiem dzieło Kopernika – ale i inne mówiące o ruchu Ziemi – znalazły się na wspomnianym już wyżej indeksie. A za sprzyjanie jego odkryciu ucierpiał Galileusz – wybitny fizyk i astronom, który potwierdził teorię Kopernika, zaobserwowawszy przez prymitywny teleskop fazy Wenus oraz orbitujące wokół Jowisza księżyce.

5 przełomowych osiągnięć naukowych 2020 roku

Inkwizycja sądziła go dwa razy: w 1616 roku zakazano mu mówienia o teorii Kopernika jako prawdziwej, a niespełna dwadzieścia lat później – za złamanie tego zakazu. Galileusz podczas procesu wyrzekł się swoich „błędów”, przeklął je i określił jako „obrzydliwe”, dzięki czemu wymierzono mu jedynie dożywotni areszt domowy – a nie np. śmierć na stosie, która kilkanaście lat wcześniej spotkała Giordana Bruno. Później wymierzoną karę złagodzono, jednak do końca życia Galileusz pozostawał pod nadzorem inkwizycji. Nakład jego najważniejszego dzieła – Dialogu o dwóch najważniejszych systemach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym – nakazano spalić.

2. Szczepionki

Z okazji COVID-19 zapewne czytaliście coś o historycznych epidemiach i wiecie, że Kościół lubił je zwalać na grzeszników lub Żydów – by przypomnieć choćby zatrważające pogromy na ludności żydowskiej, które wywołała epidemia dżumy. Rozprzestrzenianiu się chorób pomagały też organizowane przez kleryków procesje przebłagalne. Ale umówmy się – z dzisiejszego punktu widzenia ówcześni lekarze o źródłach epidemii nie widzieli wiele więcej niż księża. Korzyści z higieny na masową skalę dostrzeżono dopiero w XIX wieku.

Trudno jednak jakkolwiek bronić oporu Kościoła przed szczepieniami. Kiedy w XVIII wieku francuscy i angielscy lekarze zaczęli wcierać w ludzkie rany wydzielinę pochodzącą od krów chorych na ospę, zarówno protestanccy, jak i katoliccy duchowni byli wściekli. Logika za tym stała następująca: epidemia to kara boska, a woli Boga sprzeciwiać się w żaden sposób nie wolno. Wiele z chorób Kościół postrzegał jako karę za rozwiązłość: przez wieki trąd, dżuma i kiła były wrzucane do jednego worka. Wątpliwości wzbudzało również zakażanie zdrowych osób materiałem odzwierzęcym.

3. Badanie tęczy (i piorunów)

Według Biblii Bóg zamontował na niebie tęczę po potopie, żeby już więcej nie przesadzić z deszczem. To cud, którego ludzką miarą mierzyć nie wolno – i nie ma po co. Zasadzie tej sprzeniewierzył się w XVII wieku Marco Antonio de Dominis, dalmatyński jezuita i filozof przyrody. W 1611 roku opublikował w Wenecji traktat, w którym dowodził, że tęcza ma związek ze słońcem i deszczem. Odkrycie to doprowadziło Izaaka Newtona do przełomowych eksperymentów z rozszczepianiem światła słońca na pryzmacie.

Konarzewska: Somewhere over the rainbow

czytaj także

Kościół ogłosił Dominisa heretykiem, a ten uciekł do Londynu, gdzie opublikował antykatolicką książkę i przeszedł na anglikanizm. Kilka lat później pokajał się wprawdzie i wrócił do Rzymu, ale po śmierci przychylnego mu papieża Grzegorza XV inkwizycja postanowiła sprawdzić, czy naprawdę zmienił poglądy. W efekcie Dominis zmarł po roku okrutnych przesłuchań w więzieniu. Ale i to nie zakończyło procesu – kontynuowano go z udziałem zwłok. Wreszcie uznano Dominisa powtórnie za heretyka i skazano na wieczne męki piekielne. Zwłoki naukowca zostały wydobyte z trumny, były włóczone przez ulice Rzymu, aż wreszcie spalone na placu Campo di Fiori, gdzie spłonął również wspomniany już Bruno.

Zresztą nie tylko tęczy, ale i w ogóle światła lepiej było nie badać. Według ówczesnego Kościoła burzami zarządzał bowiem szatan. Dlatego właśnie nie spodobał się tej instytucji wynalazek Benjamina Franklina – piorunochron. Katolicka wierchuszka była przeciwna heretyckiemu urządzeniu, dopóki piorun nie uderzył w kościół San Nazaro w Brescii, w którym przechowywano proch. Eksplozja pociągnęła za sobą trzy tysiące ofiar i przyczyniła się do upowszechnienia piorunochronu.

4. Sekcja zwłok

Po co w ogóle zaglądać w miejsca, które Bóg zakrył przed ludzkim okiem? Przecież to wyraz pychy! Dlatego chrześcijańscy myśliciele jeszcze w czasach rzymskich potępiali sekcję zwłok (Tertulian nazywał starożytnych ciekawskich „rzeźnikami”). W 1299 roku niechęć tę sformalizował papież Bonifacy VIII (tak, ten sam, co założył Uniwersytet Rzymski „La Sapienza”), który zakazał sekcji zwłok i określił ją jako czynność bezbożną.

Zakaz ten na szczęście nie był przestrzegany – w przeciwnym wypadku jeszcze długo by ludzkości zajęło zrozumienie podstaw anatomii i fizjologii człowieka. Na przykład Andreas Wesaliusz – twórca pierwszego nowożytnego dzieła o anatomii zatytułowanego Fabrica – potajemnie wykradał ciała zmarłych z cmentarzy, za co zresztą został skazany przez inkwizycję na karę śmierci. Kary ostatecznie nie wykonano, ale to dzięki królewskim znajomościom młodego lekarza. Jednak do czasów Oświecenia sekcje prowadzono potajemnie, co jeszcze w XVII wieku uwiecznił Rembrandt na słynnym obrazie Lekcja anatomii doktora Tulpa.

5. Znieczulenie przy porodzie

W 1847 roku szkocki lekarz James Simpson – ginekolog, który m.in. wymyślił próżniową metodę aborcji i wypromował instytucję położnych – zaproponował użycie chloroformu jako środka znieczulającego kobiety podczas porodów. Kościół był oczywiście przeciw, bo skoro ból przy porodzie to konsekwencja winy Ewy, to znieczulenie musi być „kpiną z woli Boga”. Jak głosi Księga Rodzaju, Bóg po znanej zbrodni z jabłkiem i wężem powiedział do Ewy: „obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci”.

Ból nie czyni nas moralnie lepszymi [rozmowa]

Simpson bronił się ponoć tą samą Księgą Rodzaju, według której „Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim i śnie, i kiedy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem”. Kościoła to oczywiście nie przekonało, no bo co wolno Adamowi, to nie jakiejś grzesznicy. A zważywszy na standardy opieki okołoporodowej w Polsce, lęk przed boskim gniewem gdzieniegdzie panuje do dziś.

6. Teoria ewolucji (a więc i wiek Ziemi)

Ewolucja kojarzy nam się przede wszystkim z Darwinem, ale nie wiadomo, ile on sam by osiągnął, gdyby nie Georges-Louis Leclerc (znany także jako hrabia Buffon). Ten wybitny naturalista i przedstawiciel Oświecenia poszukiwał pozareligijnych wyjaśnień dla powstania Układu Słonecznego, Przeprowadził m.in. eksperyment, na podstawie którego stwierdził, że Ziemia musi być starsza niż wyliczone na podstawie Biblii kilka tysięcy lat, a także zwrócił uwagę na fakt, że gatunki zwierząt zmieniają się w czasie pod wpływem zewnętrznych czynników.

Wyniki swoich badań i spekulacji Buffon zawarł w wielotomowej Historii naturalnej. Hrabia nie był ateistą (lecz jak wielu jemu współczesnych – deistą), ale zdaniem Kościoła i opinii publicznej jego tezy i tak godziły w doniosłość roli Boga w Stworzeniu. Kontrowersje wybuchły już po wydaniu pierwszego tomu. W efekcie Buffon zmuszony został do wyparcia się swoich poglądów: w czwartym tomie opublikował sprostowanie: „porzucam wszystkie tezy […] które przeczą narracji biblijnej”. I tak miał szczęście, że nie opublikował ich kilkanaście dekad wcześniej.

O powstawaniu gatunków Darwina powstało wiek później – w 1859 roku. Wbrew pozorom nie wywołało to jednoznacznej reakcji Kościoła – najważniejsze dogmaty kreacjonizmu zostały bowiem obalone już wcześniej, m.in. przez Buffona. Choć klerycy (i anglikańscy, i katoliccy) pomstowali z ambon na pomysł, że człowiek pochodzi od małpy, Kościół rzymskokatolicki nie umieścił dzieła Darwina na indeksie ksiąg zakazanych. W XIX wieku miał już stosunkowo niewiele narzędzi, by niszczyć heretykom życie.

7. Deklaracja praw człowieka i obywatela

To już sprawa nie tylko nauki (choć jej twórcy odwoływali się do naukowych podstaw ówczesnej wiedzy o ludzkiej naturze), ale szerzej, rozumu i godności człowieka. Nic dziwnego, że ów fundament świeckiej Europy wywołał wściekłość Kościoła. Francuska Deklaracja praw człowieka i obywatela z 1789 roku jak mało który dokument w historii uderzyła w przywileje kleru i rolę Kościoła w europejskich społeczeństwach. Niektórzy konserwatyści do dziś uważają ją za skandaliczny krok w dziejach ludzkości.

Jak argumentowano? Papież Pius VI potępił deklarację i zabronił księżom składania przysięgi posłuszeństwa rewolucyjnej Francji, co wywołało chaos w tamtejszym Kościele. Określił prawa zawarte w deklaracji jako „potworności”, a wolność słowa nazwał „skandalicznym prawem”, gdyż „swoboda bezkarnego myślenia, mówienia, pisania, a nawet drukowania w sprawach religijnych” poskutkuje „unicestwieniem religii katolickiej”. W jednej ze swoich encyklik zadał pytanie retoryczne: „czy można wymyślić coś bardziej absurdalnego niż zadekretowanie wolności i równości dla wszystkich?”. Na łożu śmierci miał jednak łaskawie powiedzieć: „Polećcie mojemu następcy wybaczyć Francuzom, tak jak ja im wybaczyłem”.

Co z tego wynika?

Oczywiście nie powinniśmy patrzeć na te potworne (choć dziś już głównie zabawne) karty historii Kościoła ahistorycznie. Naukowcy w przeszłości dowodzili nieraz równie absurdalnych tez co duchowni, zresztą często łączono te role. Należy podkreślić również, że Kościół prędzej czy później pogodził się z większością wymienionych odkryć.

Kopernik został zdjęty z indeksu w 1757 roku, a pełnej rehabilitacji Galileusza dokonał Watykan w latach 90. ustami jedynego prawdziwego papieża. Kościół nie ma już nic do środków przeciwbólowych ani nie przeczy naturalnej proweniencji tęcz. Z kolei teorię ewolucji próbuje czasem łączyć z kreacjonizmem, ale nie narzuca tego wiernym, a w 1996 roku Jan Paweł II uznał prawomocność teorii ewolucji w Magisterium Kościoła w sprawie ewolucji. Mimo to wielu księży (w tym mój z podstawówki) uporczywie odkryciom Darwina zaprzecza. Co ciekawe jednak – hipotezę Wielkiego Wybuchu (według papieża Franciszka niesprzeczną z wiarą) jako pierwszy sformułował zafascynowany tezami Einsteina… katolicki ksiądz Georges Lemaître.

Nie znaczy to jednak, że Kościół konsekwentnie stosuje się do deklaracji pierwszego Soboru Watykańskiego (1869–1870), wedle której „wiara i rozum powinny pomagać sobie wzajemnie”. Kościół uparcie sprzeciwia się zapłodnieniu in vitro, prawom kobiet i osób LGBT+ oraz stosowaniu antykoncepcji, co z pewnością przyczyniło się do epidemii AIDS na świecie (i logiki w tym żadnej, skoro kalendarzyk małżeński jest ok). Kontynuuje też swoją śpiewkę na temat chorób jako kar za wszeteczeństwo. Wiecie, że w najtisach kardynał Józef Glemp sprzeciwiał się budowie ośrodków Monaru i twierdził, że „AIDS jest chorobą, która rozprzestrzenia się dzięki brakowi ładu moralnego” oraz że nie powinno się tworzyć ośrodków dla chorych „pośród skupisk ludzkich”?

Za Wojtyły Kościół narażał ludzi w Afryce na okrutną śmierć

Czy Kościół w tych sprawach zaprzecza dziś twierdzeniom naukowym? Tak, często – chociażby w sprawie AIDS, twierdząc, że wirus HIV może przedostać się przez prezerwatywę. Ale jak mu wygodnie, to też naukę wykorzystuje: bezwzględną ochronę życia od poczęcia ogłosił dopiero papież Pius IX w 1869 roku, m.in. pod wpływem rozwoju embriologii. Wcześniej przez wieki za Arystotelesem wierzono, że dusza wchodzi w zarodek dopiero 40 dni od poczęcia.

No i okej – każda siła polityczna nagina fakty, by uczynić swoje opowieści bardziej spójnymi i atrakcyjnymi. Kłamstwo nie jest i nie powinno być karalne – zapewnia nam to tak znienawidzona przez Kościół wolność słowa. Niech więc sobie Kościół głosi, co chce – byle rozumiał, gdzie jego miejsce. A jego miejsce jest z dala od instytucji państwowych, prawodawstwa i ludzi, którzy nie są jego członkami.

Wielu państwom udało się już wydostać spod buta tej namolnej instytucji. Polsce – głęboko w to wierzę – również się uda.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kaja Puto
Kaja Puto
Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.
Zamknij