Nauka

Jak mózg wiedzie nas do zniszczenia planety i jak temu zapobiec

Dotarła do nas nagle oszałamiająca myśl – jesteśmy być może ostatnim pokoleniem oddającym się nieograniczonej konsumpcji, cieszącym się dobrobytem, zdrowiem i pokojem. Być może jesteśmy nawet jednym z ostatnich pokoleń w ogóle.

Czy wszystkiemu winien jest nasz mózg? Ten cudowny organ, jak dowodzi w pasjonującej książce Bug humain francuski neurobiolog Sébastien Bohler, zawarł bowiem faustowski pakt z diabłem. Na pierwszym etapie obiecano mu zdominowanie przyrody i niemal nieograniczoną potęgę, lecz za cenę zdewastowania naturalnego środowiska. Dziś nadszedł czas pokuty i zapłaty.

Zawdzięczamy to głównie „układowi nagrody”, napędzanemu przez prążkowie (striatum) w archaicznym regionie kresomózgowia. Mechanizm ten zawiaduje wysyłaniem do kory czołowej zastrzyków dopaminy zawsze wtedy, gdy zaspokajamy nasze potrzeby – pierwotne, jak odżywianie, seks czy reprodukcja – albo też gdy zdobywamy miłość, szacunek, bezpieczeństwo, podziw czy status społeczny. To elementarne tłoki naszego silnika.

Było to bardzo pożyteczne w prehistorycznej walce o byt i pozwoliło człowiekowi osiągnąć dominującą pozycję. Problem w tym, że nasze striatum jest wiecznie nienażarte. Mózg domaga się nieustannie nowych zastrzyków dopaminy – i to natychmiast. Odległe w czasie konsekwencje ma za nic, liczy się tylko tu i teraz, po linii najmniejszego oporu.

Mało tego: nasz mózg jest zadowolony dopiero wtedy, gdy dostanie więcej dopaminy niż poprzednio. Szczur w klatce, spodziewający się wciąż większej rekompensaty, będzie więc naciskał dźwignię tak długo, aż zdechnie z wyczerpania.

Gen żarłoczności

Fot. Wikimedia Commons, CC

 

Striatum jest w modzie. Hasło „po nas choćby potop” jest dziś na sztandarach większości światowych przywódców, na czele z Donaldem Trumpem czy Jairem Bolsonaro, by nie wspomnieć o wielkich, ponadnarodowych korporacjach. Łapią nas na haczyk dopaminy. Rozwinęliśmy bajecznie inteligencję, zaniedbując jednak świadomość i postawy moralne. Ilu z nas zadaje w końcu inżynierowi sieci, producentowi kosmetyków, hodowcy świń czy prezesowi firmy samochodowej pytanie: „Czy jest pan świadom tego, co robi?”.

Przed tysiącami lat, gdy udało się znaleźć pożywienie, należało zjeść, ile się da, gdyż nie było oczywiste, kiedy trafi się następna okazja. Wytrenowało to „geny żarłoczności”, wówczas wielce przydatne. Dziś, w społeczeństwie dostatku, gdy wystarczy nacisnąć klawisz, by mieć wszystko w nadmiarze, żarłoczne geny nie potrafią się zatrzymać i wpadamy w otyłość. Więcej ludzi umiera dziś na świecie z powodu nadwagi niż z głodu. Nasz mózg nas bowiem wynagradza tylko wówczas, gdy damy mu więcej niż poprzednio.

Analogicznie podnoszenie statusu społecznego jest bezpośrednio powiązane ze striatum. W czasach prehistorycznych status szefa dawał liczne korzyści i większe szanse przeżycia. Pozwalał na zdobycie partnera i replikację DNA, dawał większy dostęp do żywności. Jesteśmy więc zaprogramowani na poszukiwanie wyższego statusu społecznego. Dzisiaj wyraża się to w formie zakupu luksusowego auta czy też w pogoni za lajkami w sieciach społecznościowych.

„Jeśli po zmianie profilu dostaniesz mniej lajków, niż się spodziewałeś – pisze Bohler – twoje striatum przygasa i wraz z nim poczucie własnej wartości; jeśli dostaniesz więcej lajków, niż oczekiwałeś, striatum wysyła potężny zastrzyk dopaminy przynoszący poczucie dobrostanu. Przekłada się to na aktualizację samooceny w personalnym archiwum, mieszczącym się dwa centymetry za naszym czołem. Ta część mózgu, obszar brzuszno-przyśrodkowy kory przedczołowej, wyciąga z tego wnioski wskazujące, ile we własnych oczach jesteś wart. Jeśli dostałeś nagrodę, twoja samoocena się poprawi, pogorszy się zaś, jeśli była to kara. Wszystkim rządzi zasada uzyskania aprobaty od striatum, które nieustannie nas popycha do konfrontacji z osądem bliźnich, by zyskać ich uznanie – przekonuje francuski neuronaukowiec.

Punkt „G”

Z takim to oprogramowaniem przychodzimy na świat. Niczego nam nie brakuje, a wciąż spragnieni jesteśmy żarcia, informacji, seksu, przyjemności i awansu społecznego. Wystarczy spojrzeć na frenetyczną konsumpcję porno (jedna trzecia ruchu w internecie) czy miliony kliknięć pod fotkami kociąt i szczeniaczków, uruchamiających pompę z dopaminą. „Prawdziwym klientem Facebooka czy Instagramu – stwierdza Bohler – jest striatum”. A smartfon, rzec by można, to jego antena czy – jak kto woli – „punkt G” cywilizacji cyfrowej. 3G, 4G, 5G… – multiplikatory zniewolenia.

W naszym mózgu tylko kora czołowa, siedlisko rozumu i inteligencji, może striatum powiedzieć STOP. Problem jednak w tym, że ów cudowny organ nazbyt często jest we władzy tej dużo bardziej prymitywnej części mózgu. Może i by chciał inaczej, lecz nie ma szans wygrać z silną pokusą. A to wyjaśnia, dlaczego nie umiemy myśleć długofalowo, aby na przykład ograniczyć ocieplanie się klimatu – wolimy maksymalnie nachapać się tu i teraz.

W ostatnich latach naukowcy odkryli, że striatum nie tylko dostarcza nam przyjemności. W większym nawet stopniu steruje nim pragnienie, czyli oczekiwanie na zaspokojenie pragnień, działające jak mechanizm uzależnienia od spodziewanych gratyfikacji. To forma nałogu, równie silnego jak heroina lub nikotyna. Przemysł fast food żeruje na tym mechanizmie antycypacji. Bombarduje nieustannie neurony produkujące dopaminę reklamami stymulującymi pragnienie przyszłej, słodko-słono-tłustej rekompensaty.

Bohler: „Natura wynagradza pragnienie: ten, który chce najwięcej, dostaje najwięcej. Frapujące jest to, że najpotężniejszy system rekompensaty zgarnia wszystko: striatum najbardziej żądne seksu bardziej rozprzestrzeni swoje geny niż striatum umiarkowanie chutliwe. A tym samym geny chuci szerzej się rozprzestrzenią w danej populacji. Logicznie rzecz biorąc, dobór płciowy faworyzować będzie systemy rekompensaty najbardziej spragnione seksu”. Weinstein jako horyzont cywilizacji?

Antidota

Główne szlaki dopaminergiczne. Fot. Wikimedia Commons, CC

Diagnoza Bohlera jest uderzająca w swej prostocie. Sprowadza kłębowisko uwarunkowań do najprostszego, archaicznego mechanizmu sterującego naszym zachowaniem. Książka francuskiego neurobiologa przywodzi tym samym na myśl intelektualne wyzwania, jakie sprowokował niegdyś Richard Dawkins teorią „samolubnego genu”. Gdyż nawet nie o to chodzi, czy owe teorie są „prawdziwe”. Prawda jest zawsze bardziej złożona i płynna, niż komukolwiek się wydaje. Liczy się to, jak wiele prawdy te teorie, nagle i niespodziewanie, odsłaniają.

Zderzeni z wiedzą o katastrofie klimatycznej i degradacji środowiska – jeśli chcemy przeżyć jako gatunek – musimy zmobilizować całą naszą wiedzę i świadomość. Nadzieja w najmłodszych, do których zaczęło to już powoli docierać. Skoro na polityków trudno liczyć, trzeba oddolnie budować zalążki innego świata. Młode pokolenia, rodzące się ze smartfonem w ręku, są od nas wirtualnie mądrzejsze, lecz równolegle ich uzależnienie od natychmiastowej gratyfikacji zdaje się rosnąć z pokolenia na pokolenie.La civilisation du poisson rouge , Bruno Patino, Editions Grasset, 2019. Dziś 18-latek jest się w stanie skupić na dowolnym temacie, licząc średnio, góra 9 sekund, o 35% krócej niż w 2000 roku. U parodniowego kurczątka stan świadomej uwagi to circa 8 sekund, tyle samo u rybki z akwarium.

Bohler: „Proces ten doprowadził do tego, że homo sapiens stał się śmiertelnym zagrożeniem dla samego siebie. Jest zaprogramowany neuronowo na ślepy pościg za celem, który mógł być sensowny przez większość czasu jego ewolucji, lecz stał się całkiem kontrproduktywny w dzisiejszych czasach”.

W zglobalizowanym świecie człowiek jawi się nagle jako istota nieprzystosowana. Jego techniczna wynalazczość, rosnąca z każdym stuleciem, nakierowana jest głównie na zaspokojenie striatum. „Potężny cortex homo sapiens – czytamy w Bug humain – ulegając coraz bardziej jego naciskom, oddał de facto ster karłowi żądnemu władzy, seksu, żarcia, lenistwa i ego. Uzbrojone po zęby dziecko nie zna dziś granic. Przed nami jedno, wielkie pytanie: czy ludzkość może wyznaczyć sobie inne cele niż te, które dyktuje jej striatum?”.

Remedia są zawsze bardziej frustrujące niż najlepsza diagnoza. Trzeba uwierzyć w ich skuteczność i zacząć działać na krótką i średnią metę już dziś, choć na długofalowe efekty przyjdzie nieraz czekać i kilka pokoleń. Sébastien Bohler zaleca więc „tresurę cortexu” – od rodziców po szkołę – by uzbroić najmłodsze ewolucyjnie warstwy mózgu w zdolność stawienia czoła natarczywym interpelacjom ze strony prymitywnego striatum. Bohler zaleca też, oczywiście, uwolnienie się spod czaru korporacji, grających wyłącznie na pięciu strunach naszego striatum: żarcie, seks, dzieci, władza, lenistwo.

Głód, zniszczenie, choroby, migracje i wojna. Tak, mowa o twoim życiu

Niewykluczone ponadto, że nasycenie sfery publicznej kobiecą wrażliwością – od kiedy kobiety i dziewczęta poczęły nadawać ton ruchom kontestacji – uwrażliwi striatum na inne podniety niż chłopięca walka o prymat i dominację, na przykład faworyzując współpracę, solidarność i empatię?

Skuteczną strategią mógłby być wreszcie masowy bojkot międzynarodowych korporacji. Ale że mówimy o GAFAM (Google, Amazon, Facebook, Apple, Microsoft), to na układ nagrody nakłada się jeszcze pokonanie układu uzależnienia. Jesteśmy nałogowcami.

Kto pierwszy wyrzuci smartfona?

PS. Bez tego się nie obejdzie.

**
Stefan Rieger – przez blisko 30 lat dziennikarz Radio France Internationale (RFI) i współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, krytyk muzyczny. Autor m.in. nominowanej do Nagrody Nike książki Glenn Gould czyli sztuka fugi.

Sébastien Bohler, Robert Laffont, Le bug humain, 2019. Wykorzystane w tekście fragmenty w przekładzie autora.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.