Nauka

Będziemy chorować przez fałszywe newsy

W XX wieku zrobiliśmy olbrzymie postępy w dziedzinie zdrowia publicznego na świecie. W bieżącym stuleciu dalszy postęp zależy nie tylko od badań i przełomów w nauce, lecz także od tego, czy zdołamy wygrać wojnę informacyjną.

Najbardziej frustrującym aspektem mojej pracy jako specjalisty od zdrowia publicznego jest to, że fałszywe informacje – rozprowadzane najczęściej w internecie – wygrywają z wynikami wieloletnich badań empirycznych. Sama polemika z przesądami na temat medycyny wygłaszanymi przez pacjentów w gabinecie przysparza lekarzom wystarczająco dużo trudności. Jeszcze trudniej obalać nieprawdę, kiedy jest ona rozpowszechniana w sieci.


Niedawno na własnej skórze przekonałem się o tym w Kaszmirze, gdzie się wychowałem. Tam rodzice małych dzieci zaufali treści filmików i wiadomości na Facebooku, YouTube czy przez WhatsApp, powtarzających plotki o tym, że nowoczesne leki i szczepionki są szkodliwe, a nawet opłacane przez obcokrajowców o podejrzanych intencjach. Z rozmów z miejscowymi pediatrami dowiedziałem się, że pojedynczy filmik czy wiadomość w komunikatorze wystarczy, by odebrać rodzicom zaufanie do procedur medycznych.

Lekarze w innych regionach Indii i Pakistanu zgłaszają liczne przypadki odmowy szczepienia dzieci przeciwko polio, często z ust wykształconych rodziców. Doniesienia o tym, że CIA przeprowadziła kiedyś pozorowaną kampanię szczepień jako przykrywkę dla szpiegowania pakistańskich bojówkarzy, zwiększyły nieufność wobec medycyny w tym regionie. Wysoka stawka, o którą toczy się gra, czyli zdrowie szczególnie zagrożonych społeczności, sprawia, że państwa uciekają się niekiedy do drastycznych środków, takich jak aresztowanie rodziców za odmowę szczepienia dzieci.

Postprawda w służbie ruchu antyszczepionkowego

czytaj także

To tylko jeden, lokalny przykład globalnego zagrożenia dla zdrowia publicznego, jakie stwarza internetowa dezinformacja. W Stanach Zjednoczonych autorzy artykułu opublikowanego niedawno w piśmie „American Journal of Public Health” wykazali, jak twitterowe boty i rosyjskie trolle manipulują debatą publiczną na temat skuteczności szczepień. Przebadawszy 1,8 miliona tweetów z lat 2014-2017, naukowcy doszli do wniosku, że celem działalności tych zautomatyzowanych kont było wygenerowanie wystarczającej ilości internetowych treści antyszczepionkowych, by do wywołać fałszywe wrażenie równoważność, że głosy przychylne szczepionkom i przeciwne im równoważą się w debacie.

Kampanie dezinformacyjne udają się tak dobrze z pewnego konkretnego powodu. W marcu 2018 roku badacze z Massachusetts Institute of Technology odkryli, że fałszywe wiadomości rozprzestrzeniają się na Twitterze szybciej od prawdziwych. Analiza wykazała, że ludzka potrzeba nowości oraz emocjonalna reakcja umiejętnie wywoływana przez te informacje znacznie się przyczyniają do popularyzowania fałszywych doniesień.

Internet potęguje szkody wyrządzane przez te „alternatywne fakty”, ponieważ daje możliwość rozprowadzania ich na masową skalę i w błyskawicznym tempie. Kilka fałszywych kont czy trolli wystarczy, by zdezinformować miliony ludzi. A kiedy wiadomość się rozejdzie, zdementowanie jej staje się praktycznie niemożliwe.

Wpływ twitterowych botów i trolli na wyniki wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku i referendum o brexicie jest znany. Dziś ich działania odbijają się także na globalnym stanie zdrowia. Jeśli nie podejmiemy zdecydowanych i skoordynowanych kroków przeciwko tej niepokojącej tendencji, możemy zaprzepaścić sto lat sukcesów w informowaniu na temat zdrowia i w szczepieniach ochronnych; jedno i drugie zależy bowiem od stanu zaufania publicznego.

Krótka historia ruchów antyszczepionkowych

Szkody można naprawiać na kilka sposobów. Po pierwsze, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się przedstawiciele służby zdrowia i eksperci muszą zrozumieć, jak internetowa dezinformacja rujnuje publiczne zaufanie do programów prozdrowotnych. Muszą też czynnie włączyć się we współpracę z gigantami mediów społecznościowych, takimi jak Facebook, Twitter i Google, jak również dużymi graczami regionalnymi, na przykład WeChatem i Viberem. Chodzi o wspólne działania w kierunku stworzenia wytycznych i procedur dotyczących tego, jak informacje leżące w interesie publicznym mogą być bezpiecznie rozpowszechniane.

Dodatkowo korporacje społecznościowe mogą zacząć pracować z naukowcami, by rozpoznać prawidłowości w działaniu kont spamujących, próbujących rozpowszechniać fałszywe informacje na temat kwestii ważnych dla zdrowia publicznego. Na przykład Twitter zaczął już wykorzystywać uczenie maszynowe do ograniczenia aktywności spamerów, botów i trolli.

Czy boty wygrają wybory za polityków?

Bardziej drobiazgowa weryfikacja kont od momentu rejestracji może również stać się potężnym czynnikiem zniechęcającym do zakładania zautomatyzowanych kont. Uwierzytelnianie wielopoziomowe podczas rejestracji przy użyciu adresu mailowego czy numeru telefonu to dobry początek. Technologia captcha wymagająca od użytkowników, by rozpoznawali zdjęcia samochodów czy znaków drogowych – czyli robili to, w czym (przynajmniej na razie) ludzie przewyższają maszyny – też może ograniczyć zautomatyzowane rejestracje i aktywność botów.

Pojedynczy filmik czy wiadomość w komunikatorze wystarczy, by odebrać rodzicom zaufanie do procedur medycznych.

Te środki zapobiegawcze raczej nie naruszą prawa jednostek do wyrażania własnych opinii. Funkcjonariusze służby zdrowia muszą umieć wyważyć wartość, jaką jest wolność słowa, gdy na drugiej szali leżą ewidentne kłamstwa zagrażające ludzkiemu zdrowiu. Nadużywając prawa do anonimowości, jakie oferuje internet, konta spamujące, boty i trolle zakłócają przekazywanie dostępnych informacji, zatruwają je i dezorientują ludzi. Podejmowanie roztropnych działań mających na celu uniknięcie takich sytuacji tam, gdzie chodzi o ludzkie życie, jest moralnym imperatywem.

W XX wieku zrobiliśmy olbrzymie postępy w dziedzinie zdrowia publicznego na świecie. W bieżącym stuleciu dalszy postęp zależy nie tylko od badań i przełomów w nauce, nie tylko od pracy z lokalnymi społecznościami, lecz także od tego, czy zdołamy wygrać wojnę informacyjną. Następną batalię o zdrowie ludzkości być może będzie trzeba stoczyć w internecie. Wystarczająco szybkie pokonanie trolli pozwoli nam zapobiec możliwym do uniknięcia chorobom i zgonom na całym świecie.

Fake newsy, czyli biznes jak każdy inny

czytaj także

**
Junaid Nabi bada zdrowie publiczne w szpitalu Brigham and Women’s Hospital oraz akademii medycznej Harvard Medical School w Bostonie. Opinie wyrażone w tym artykule niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Brigham and Women’s Hospital.

Copyright: Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.