Czytaj dalej, Kultura

LSD. Jak to się zaczęło?

„W stanie podobnym do snu, z oczami zamkniętymi, chłonąłem zmysłami nieprzerwany strumień fantastycznych obrazów i niezwykłych kształtów z mocną, kalejdoskopiczną grą kolorów”. Tak wyglądał opis pierwszego tripu na LSD w historii świata. Fragment książki „Jak zmienić swój umysł?” Michaela Pollana.

Gdybyśmy chcieli z jakąkolwiek precyzją wskazać początek trwającego obecnie renesansu badań nad psychodelikami, dobrym punktem wyjścia byłby rok 2006. Rzecz jasna nie było to oczywiste dla wielu ludzi w tamtym czasie. Nie doszło wtedy bowiem do żadnej gwałtownej zmiany historycznej, która wynikałaby z ustanowienia nowego prawa, unieważnienia regulacji albo ogłoszenia nowego odkrycia. W 2006 roku miały jednak miejsce trzy niepowiązane ze sobą wydarzenia – pierwsze w Bazylei w Szwajcarii, drugie w Waszyngtonie D.C., a trzecie w Baltimore w stanie Maryland – które dla uważnych obserwatorów stanowiły zapowiedź nadchodzącego przełomu.

Pierwszym z nich były obchody setnej rocznicy narodzin Alberta Hofmanna, szwajcarskiego chemika, który w 1943 roku przez przypadek odkrył, że pięć lat wcześniej stworzył psychoaktywną molekułę, znaną później jako LSD. Obchody można uznać za historyczną klamrę, która spięła przeszłość z przyszłością. Były o tyle niezwykłe, że solenizant wziął w nich czynny udział.

Rozpoczynając drugie stulecie swojego życia, Hofmann wydawał się pozostawać w niezwykle dobrej kondycji: miał żwawe ciało i błyskotliwy umysł i aktywnie uczestniczył w uroczystościach, które składały się z ceremonii urodzinowej oraz trzydniowego sympozjum. Rozpoczęło się 13 stycznia, dwa dni po setnych urodzinach Hofmanna (który ostatecznie dożył 102 lat). Gdy mierzący zaledwie półtora metra, przygarbiony, chudy mężczyzna w czarnym garniturze i krawacie powoli przeszedł przez scenę i zajął swoje miejsce, oklaskiwało go dwa tysiące osób wypełniających salę w Centrum Kongresowym w Bazylei.

W pomieszczeniu znajdowało się dwustu dziennikarzy z różnych części świata, a także ponad tysiąc uzdrowicieli, eksperymentatorów, mistyków, psychiatrów, farmakologów, badaczy świadomości i neuronaukowców. Życie większości tych ludzi uległo głębokiej przemianie za sprawą niezwykłej molekuły, którą Hofmann uzyskał z pewnego grzyba pół wieku wcześniej. Zjechali się z całego świata, żeby świętować jego urodziny, a także wysławiać stworzoną przez niego substancję, którą jego przyjaciel Walter Vogt, szwajcarski poeta i fizyk, nazwał „jedynym radosnym odkryciem XX wieku”.

Ayahuasca to szansa, żeby z większym szacunkiem i uwagą potraktować rdzenne kultury

Zgromadzone osoby prawdopodobnie nie uznałyby tego określenia za przesadę. Jeden z amerykańskich naukowców obecnych na sali stwierdził, że wielu z nich przyjechało do Bazylei, aby „oddać cześć” Albertowi Hofmannowi. Całe wydarzenie rzeczywiście miało znamiona obrzędu religijnego.

Praktycznie wszyscy w pomieszczeniu znali na pamięć historię odkrycia LSD, ale Hofmann został poproszony o opisanie jej po raz kolejny. (Przedstawił ją szczegółowo w swojej pamiętnej książce LSD… moje trudne dziecko z 1979 roku). Był młodym chemikiem zatrudnionym w laboratoriach firmy Sandoz, a jego praca polegała na izolowaniu związków chemicznych z leczniczych roślin i poszukiwaniu nowych leków. Jednym z jego zadań było syntetyzowanie różnych molekuł z alkaloidów wytwarzanych przez sporysz, czyli grzyba, który może wyrastać na zbożach (najczęściej na życie).

Ludziom od czasu do czasu zdarzało się zjeść chleb upieczony z tych zainfekowanych ziaren i wydawali się wtedy obłąkani albo opętani. (Jedna z teorii dotyczących procesów czarownic z Salem głosi, że zachowania oskarżonych kobiet mogły wynikać z zatrucia sporyszem). Akuszerki od dawna używały jednak sporyszu do wywoływania porodów i hamowania krwotoków poporodowych, więc pracownicy firmy Sandoz mieli nadzieję, że uda się im stworzyć dochodowy lek z alkaloidów pozyskanych z tego grzyba.

Jesienią 1938 roku Hofmann zsyntetyzował dwudziestą piątą molekułę w ramach tego projektu i nadał jej nazwę „dietyloamid kwasu lizergowego”, w skrócie LSD-25. Wstępne badania z użyciem tej substancji przeprowadzono na zwierzętach, wyniki nie były jednak zbyt obiecujące (zwierzęta stawały się niespokojne, ale nie działo się im nic więcej), więc odłożono ją na półkę.

Leżała tam przez pięć lat, aż w końcu pewnego kwietniowego dnia 1943 roku, w samym środku wojny, Hofmanna naszło „szczególne przeczucie”, że LSD-25 zasługuje na drugą szansę. W tym miejscu jego opowieść nabiera odrobinę mistycznego charakteru. Wyjaśnił, że jeżeli jakaś substancja nie rokowała żadnych nadziei i skreślano ją z programu badań, pracownicy laboratorium nigdy więcej do niej nie wracali. Hofmannowi jednak „podobała się struktura chemiczna molekuły LSD” i coś mu podpowiedziało, że „substancja ta może mieć jeszcze inne właściwości niż te ujawnione po pierwszych badaniach”.

Kiedy po raz drugi zsyntetyzował LSD-25, wystąpiła kolejna tajemnicza anomalia. Hofmann zawsze skrupulatnie przestrzegał wszystkich środków ostrożności, gdy pracował z tak toksycznymi substancjami jak alkaloidy sporyszu. Odrobina LSD-25 musiała jednak w jakiś sposób wniknąć przez skórę do organizmu, ponieważ jego praca „została nagle przerwana niezwykłym doznaniem”.

Psychoterapia z użyciem MDMA. Jak to działa?

Hofmann pojechał do swojego domu, położył się na kanapie i, jak opisuje, „w stanie podobnym do snu, z oczami zamkniętymi […], chłonąłem zmysłami nieprzerwany strumień fantastycznych obrazów i niezwykłych kształtów z mocną, kalejdoskopiczną grą kolorów”. W takich właśnie okolicznościach – w neutralnej Szwajcarii, podczas najmroczniejszego okresu drugiej wojny światowej – doszło do pierwszego tripu na LSD w historii świata. Był to również jedyny trip na LSD wolny od jakichkolwiek oczekiwań.

Hofmann był zaintrygowany i kilka dni później postanowił przeprowadzić eksperyment na samym sobie, co w tamtym czasie było dość powszechną praktyką. Zachowując nadzwyczajną ostrożność, przyjął 0,25 miligrama (miligram to jedna tysięczna grama) LSD rozpuszczonego w szklance wody.

W przypadku jakiejkolwiek innej substancji byłaby to maleńka porcja, ale, jak się później okazało, LSD jest jednym z najpotężniejszych znanych nam środków psychoaktywnych i wykazuje aktywność nawet w dawkach mierzonych w mikrogramach – czyli w tysięcznych częściach miligrama. Naukowcy starali się wyjaśnić, w jaki sposób tak niewielka liczba molekuł może wywierać tak przemożny wpływ na nasz umysł, co zmotywowało ich do poszukiwania (ostatecznie odnalezionych) receptorów w mózgu i endogennej substancji – nazwanej serotoniną – która aktywuje je niczym klucz włożony do zamka w drzwiach. W ten sposób odkrycie Hofmanna przyczyniło się do powstania współczesnej neuronauki w latach 50. ubiegłego wieku.

Renesans psychodeliczny. Jak to się robi w Czechach?

Warto jednak zaznaczyć, że pierwszą w dziejach ludzkości podróż na LSD pod wieloma względami można uznać za bad trip, ponieważ Hofmann był przekonany, że bezpowrotnie pogrążył się w szaleństwie. Niedługo po przyjęciu LSD powiedział swojej asystentce laboratoryjnej, że chce wrócić do domu. W trakcie wojny obowiązywały jednak ograniczenia dotyczące używania samochodów, ale jakimś cudem udało im się dojechać tam na rowerze (współcześnie miłośnicy LSD co roku 19 kwietnia obchodzą tak zwany Bicycle Day). Hofmann natychmiast położył się na łóżku, a jego asystentka wezwała lekarza. Swój stan opisał następująco: „Znane przedmioty i meble zmieniały się w groteskowe, przepełniające lękiem formy. Wszystko było w ciągłym ruchu, poruszone jakby wewnętrznym niepokojem”.

Doświadczył dezintegracji zewnętrznego świata i rozpuszczenia własnego ego: „Zawładnął mną demon, który wziął w posiadanie moje ciało, umysł i duszę. Podskakiwałem i krzyczałem, próbując uwolnić się od niego, ale wkrótce tonąłem znów, leżąc bezradnie na sofie”. Hofmann był przekonany, że może już na zawsze oszaleć albo nawet umrzeć. „Moje ego było zawieszone gdzieś w przestrzeni i widziałem swoje martwe ciało leżące na kanapie”. Kiedy jednak lekarz przyjechał na miejsce i go zbadał, okazało się, że jego wszystkie parametry życiowe – tętno, ciśnienie krwi, oddech – mieszczą się w normie. O tym, że coś jest nie w porządku, świadczyły tylko jego źrenice, które były rozszerzone do granic możliwości.

Kiedy działanie substancji zaczęło słabnąć, Hofmann poczuł tak zwany afterglow [lekko zmieniony stan świadomości utrzymujący się przez jakiś czas po ustąpieniu głównych efektów substancji psychoaktywnej – przyp. tłum.], który często pojawia się tuż po doświadczeniu psychodelicznym i stanowi dokładne przeciwieństwo alkoholowego kaca. Wyszedł do swojego ogrodu po wiosennym deszczu i ujrzał następujący widok: „Wszystko się skrzyło i lśniło czystym światłem. Świat zdawał się być jak nowo stworzony”.

W późniejszym czasie badacze odkryli, że doświadczenia wywoływane przez psychodeliki w znacznym stopniu są kształtowane przez oczekiwania człowieka, który je przyjmuje. Działanie żadnej innej grupy środków psychoaktywnych nie jest w tak dużym stopniu podatne na wpływ użytkownika.

O praktycznych zastosowaniach mistycyzmu psychodelicznego

Opisane przez Hofmanna doświadczenia na LSD jako jedyne nie były „skażone” jakimikolwiek wcześniejszymi relacjami, warto więc zauważyć, że nie zawierają żadnych dalekowschodnich ani chrześcijańskich elementów, które niedługo później stały się integralną częścią tego rodzaju przeżyć. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu ludzi pod wpływem psychodelików również ma poczucie, że znane im przedmioty ożywają, a świat jest „jak nowo stworzony”. Dekadę później Aldous Huxley niezwykle obrazowo opisał w Drzwiach percepcji ten sam moment adamowego zachwytu.

Hofmann wrócił ze swojej podróży z przekonaniem, że to LSD w jakiś sposób znalazło jego, a nie odwrotnie. Doszedł również do wniosku, że pewnego dnia będzie ono miało wielką wartość dla medycyny, zwłaszcza dla psychiatrii, ponieważ może dostarczyć badaczom czegoś w rodzaju modelu doświadczenia schizofrenicznego. Początkowo nie przyszło mu do głowy, że jego „trudne dziecko” – jak ostatecznie je określił – stanie się również „rekreacyjnym narkotykiem”, którego wiele osób zacznie nadużywać.

***

Fragment pochodzi z książki Michaela Pollana „Jak zmienić swój umysł?” w przekładzie Macieja Lorenca. Książka została wydana przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej i dostępna jest w księgarni internetowej.

Jedna z 10 najlepszych książek 2018 roku wg New York Times Book Review.

Słynny amerykański dziennikarz Michael Pollan zabiera nas w fascynującą podróż po historii badań nad psychodelikami, które rozkwitły w latach 60. XX wieku, aby szybko stracić miano obiecujących leków i trafić na listę substancji zakazanych. Aby oddzielić prawdę od mitów, przeszukuje archiwa, ale również spotyka się z grupą psychodelicznych ewangelistów, którzy wieszczyli ich zbawienny wpływ nie tylko na ludzi, ale również porządek społeczny.

Ostatecznie decyduje się na wypróbowanie ich działania na samym sobie. W tym celu zaczyna eksplorować podziemną społeczność terapeutów psychodelicznych, aby znaleźć przewodników, którym gotów będzie zaufać.

„Jak zmienić swój umysł?” to nie tylko barwna opowieść o psychodelicznych podróżach, ale też mocno osadzona w nauce historia o granicach ludzkiego poznania, zagadce świadomości, poszukiwaniu szczęścia i sensu życia.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco