Metalowcy jako herosi transformacji
„Wojna totalna” realizuje formułę spektaklu dokumentalnego, ale w opowieści o drodze Vadera do wielkiego przełomu bez problemu dojrzymy schematy znane z filmów i seriali o gwiazdach rocka.
„Wojna totalna” realizuje formułę spektaklu dokumentalnego, ale w opowieści o drodze Vadera do wielkiego przełomu bez problemu dojrzymy schematy znane z filmów i seriali o gwiazdach rocka.
Bartov w swojej książce przytacza wiele argumentów popartych swoim naukowym aparatem – ale to narracja, którą mniej więcej znamy. Jest też inna, ale ci, którzy ją stosują, i tak zapewne nie przeczytają tej książki. Podzieliliśmy się na „hamas” i „hasbarę”.
Gdyby Eva Stratt miała rozwiązać dylemat wagonika, wepchnęłaby pod pociąg własną matkę. Jej decyzje, żeby za pomocą ładunków jądrowych roztopić część lodowców na Antarktydzie, miewają bolesne skutki uboczne, ale czego się nie robi, żeby ratować cywilizację?
Antologia komiksów o Superkwęku przypomina, że Kaczorowi Donaldowi i jego twórcom daleko do niewinności. Zamiast „martwić się” homoerotyczną relacją Zośki i Rudego, lepiej przyjrzycie się, jakie pranie mózgu funduje waszym dzieciom amerykański agent turbokapitalizmu i imperializmu.
Byłoby absurdem oczekiwać od kawałka kartonu i kilku drewnianych pionków, że przebuduje relacje władzy. Gra może jednak zrobić coś, co jest warunkiem każdej zmiany: obnażyć mechanikę. Uczynić ją widzialną i dać jej nazwę.
Oglądając miniserial Netfliksa i film Borgliego zadajemy sobie pytanie, czy jakakolwiek długoterminowa relacja jest w ogóle „ontologicznie możliwa” w społeczeństwie produkującym tak neurotyczne i narcystyczne jednostki jak współczesny świat zachodni.
Aktualność filmu nie musi być zaletą, bo często jest tylko łapówą dla arbitrów i publiki. Tak było w przypadku tegorocznych Oscarów, gdzie „Jedna bitwa po drugiej” obrabowała ze statuetek „Wielkiego Marty’ego”.
Czy to muzyka dla wszystkich? Absolutnie nie. Jeśli ktoś szuka klasycznego radiowego grania, odbije się szybko. Ale jeśli pozwoli sobie wejść w ten świat, trudno znaleźć coś równie pokręconego, a jednocześnie wręcz fizycznie angażującego.
„Święty od papuzich drzwi” został uhonorowany Nebulą i wieloma innymi nagrodami. To nie jest zachodnia fantastyka i nie spełni niektórych naszych konwencjonalnych oczekiwań, ale jest naprawdę odświeżająca!
Podlascy Białorusini mogą zawołać niczym czarni Amerykanie, gdy mówią o bluesie: polska większość lubi wschodnią kulturę, ale nie lubi ludzi, którzy ją stworzyli.