Przed wejściem na spektakl olsztyńskiego Teatru Warmii i Mazur pt. Vader. Wojna totalna inspicjentka informuje oczekujących pod drzwiami widzów, że można pobrać zatyczki do uszu. Nikt nie korzysta. I trudno się dziwić, bo jeśli ktoś przyszedł na spektakl o legendzie polskiego death metalu, to hałas mu raczej niestraszny. Wśród widzów widać wiele osób ubranych w bluzy i koszulki zespołu wyglądające tak, jakby przeszły przez niejeden koncert. Dodajmy, znacznie głośniejszy niż to, co może wydobyć z siebie teatralny system dźwięku.
W spektaklu Tomasza Mana, opartym o biografię zespołu Vader autorstwa Jarka Szubrychta, nie chodzi jednak o hałas. Wojna totalna jest przede wszystkim opowieścią o polskiej transformacji, o latach 90. i pokoleniu wchodzącym w dorosłość na przełomie dwóch ustrojów. Marzącym o tym, by wykorzystać szanse, jakie niesie zmiana, by wyrwać się ze swych mieszkań na PRL-owskich osiedlach i podbić świat.
Jak wykuwała się stal
Inscenizacja jest prosta: na scenie, każdy przed swoją metalową beczką, stoi czterech aktorów. Za nimi na podwyższeniu młoda kobieta z gitarą elektryczną ubrana w sukienkę baletnicy i glany. Mężczyźni, wszyscy ubrani w metalowy merch, poza jednym długowłosym, przemawiającym głosem Piotra „Petera” Wiwczarka, lidera Vader, to panowie w średnim wieku i słusznej postury. Wyglądają raczej jak właściciele dobrze prosperującego drobnego biznesu w mieście średniej wielkości niż gwiazdy ekstremalnej muzyki.
Na te pięć głosów rozpisana jest historia mówiona zespołu, oparta na literackim materiale Szubrychta. Gdy aktorzy mówią, na ekranach z tyłu sceny wyświetlane są animacje i wizualne archiwa – zdjęcia, skany starych lokalnych gazet. Podróż zabiera nas w naprawdę głęboką historię grupy, narracja spektaklu kończy się bowiem na początku lat 90., wraz z nagraniem w Wielkiej Brytanii dla tamtejszej wytwórni – o adekwatnej dla gatunku nazwie Earache Records – pierwszego „międzynarodowego” albumu grupy The Ultimate Incantation (1992).
Wojna totalna realizuje formułę spektaklu dokumentalnego, ale w opowieści o drodze Vadera do wielkiego przełomu bez problemu dojrzymy schematy znane z filmów i seriali o gwiazdach rocka. „Peter” pojawia się w tej opowieści jako nieśmiały wzorowy uczeń wychowywany przez dziadków, któremu metal pozwala odnaleźć wewnętrzny głos i formę ekspresji uczuć od dawna szukających ujścia. Vadera zakłada jako przedsięwzięcie grupy przyjaciół, szybko jednak wyrasta ponad kolegów, staje się niekwestionowanym liderem i w drodze do artystycznego sukcesu musi pozostawić w tyle kolejne osoby, które zaczynały z nim artystyczną podróż.
Przysłuchując się tej historii zastanawiamy się czasem, czy ciekawsza nie byłaby narracja z punktu widzenia kogoś, kto właśnie odpadł po drodze, kto dziś wykonuje „normalny”, nieartystyczny zawód. Kto w przerwie na papierosa w pracy albo spacerując z wnukiem wspomina czasy, gdy zespół, dziś koncertujący na całym świecie, docierał się na pierwszych próbach.
Przejście do innego systemu walutowego
Nie znaczy to wcale, że widok na scenie jest nieciekawy. Oglądając spektakl przypominamy sobie frazę prezesa Ochódzkiego z Misia: „nie mieszajmy dwóch różnych systemów walutowych, nie bądźmy Peweksami”. Transformacja oznaczała przejście całego społeczeństwa z jednego „systemu walutowego” w inny, z gospodarki socjalistycznej w rynkową, włączającą się w coraz bardziej integrujący się globalnie rynek światowy.
Dotyczyło to także przemysłów kultury.
Vader wyrastał jeszcze ze starego, PRL-owskiego systemu wspierania kultury młodzieżowej. Pierwsze koncerty w latach 80. grał dla uczestników… wczasów pracowniczych na Warmii i Mazurach. Prowadzenie zespołu wymagało umiejętności poruszania się w biurokratycznym gąszczu wojewódzkiego miasta średniej wielkości, gdzie kluczowym wyzwaniem było załatwienie sali na próby. Widzimy zatem, jak zespół wykorzystuje możliwości, które stwarza przełom, by włączyć się w lokalny obieg metalowej kultury. Jak rozsyła swoje pierwsze taśmy demo do zinów i wytwórni, puka do wszystkich możliwych drzwi, aż nagle przychodzi odpowiedź z Nottingham i szansa nagrania albumu, który dotrze do światowej publiczności.
W oczach zachodu
Kulminacyjnym punktem narracji jest moment, gdy MTV w nocnym programie poświęconym najbardziej ekstremalnej muzyce emituje wideoklip do utworu Dark Age z płyty Utimate Incantation. Przed telewizorem gromadzi się cała olsztyńska społeczność, która przez lata towarzyszyła zespołowi, dumna tak, jakby chłopak z sąsiedztwa grał właśnie mecz w klubie walczącym o finał Ligii Mistrzów, z którym wcześniej podpisał rekordowy kontrakt. Albo jakby dziewczyna z pobliskiego osiedla wystąpiła w oscarowym filmie.
Wojna totalna jest też opowieścią o tym, jak wielki w epoce przełomu był głód, by zostać docenionym i zobaczonym na Zachodzie czy w innych częściach tego lepszego, rozwiniętego świata, do którego drzwi się dobijaliśmy. Sam pamiętam, jak poczułem dumę narodową, gdy jako licealista kupiłem koncertową płytę Vadera Live in Japan (1998), na której słychać japońskich fanów skandujących nazwę polskiej grupy.
Teledysk do Dark Age nakręciła para Finów Kimmo Kuusniemi i Tanja Katinka. Zespół został przewieziony z Olsztyna na Górny Śląsk, z którym nigdy nic nie miał wspólnego, muzycy grają w przemysłowym krajobrazie, wśród którego tańczy też młoda baletnica. Zdjęcia z koncertów przecinane są zbliżeniami na pracujący wyciąg kopalnianego szybu. Dziś klip ten wygląda trochę jak ćwiczenie z postkomunistycznej orientalizacji: wiadomo, że jeśli mamy grający ciężką muzykę zespół zza byłej już żelaznej kurtyny to musi być też postkomunistyczny ciężki przemysł, kombinaty, kopalnie i huty. Aby przydać kontrastu brutalności przemysłowej potęgi i rozpędzonego muzycznego walca Vadera, trzeba pokazać młodą kobietę wykonującą piruety na hałdach.
Jednocześnie Vader nigdy nie sprzedawał światowej publiczności lokalnego, polskiego kontekstu. Wykrzykiwane po angielsku teksty były o tym, o czym na ogół są teksty death metalowych zespołu: o Cthulhu i innych stworach z mitologii H. P. Lovecrafta, o babilońskich bóstwach, crowleyowskiej magii, mroku, wojnach, masakrach i ezoteryce. Vader wszedł w wymyśloną bardzo daleko od Olsztyna konwencję i startując – z miejsca, z którego startował – wygrał w swojej niszy, co tylko było do wygrania.
Opowieść pokoleniowa
A przy tym spektakl z Teatru Warmii i Mazur podsuwa pewne tropy: jak doświadczenia miejsca i czasu – pokolenia X dorastającego w Olsztynie schyłkowego PRL – mogły przełożyć się na wybór przez chłopaków z Vadera takiego a nie innego stylu muzycznej ekspresji. W pewnym momencie słyszymy ze sceny opowieść, jak Peter przeżywa epifanię słuchając po raz pierwszy albumu British Steel grupy Judas Priest. Tym, co wydaje się go przede wszystkim porywać, jest energia tej muzyki, jej witalizm, który – nawet przepełniony mrocznymi emocjami – wydaje się idealną odtrutką na nudę i stagnację zmarnowanej, skazującej kraj i ludzi na wieczny dryf, dekady Jaruzelskiego.
Można się zastanawiać – choć spektakl niestety nie podejmuje tych wątków – jak wpisana w metal antynomiczność, często otwarta wrogość wobec chrześcijańskiej moralności i skłonność do teatralnych prowokacji były reakcją na rosnące wpływy Kościoła katolickiego w Polsce lat 80. i 90. Podobnie, nad powinowactwami między nietzscheańskim indywidualizmem przebijającym z tekstów nie tylko Vadera a klimatem transformacji i postawami pokolenia wchodzącego w dorosłość u jej początków.
Można zapewne przyczepić się do olsztyńskiego spektaklu, że nie wprowadza tych kontekstów, że nie poddaje historii zespołu bardziej krytycznej refleksji, że nie dokonuje pracy krytycznej dekonstrukcji. Ale jednocześnie Manowi i jego aktorom udaje się stworzyć widowisko, które przez death metal tworzy bardzo ciekawą opowieść o transformacji. Jest ona bardzo pokoleniowa, trafi głównie do roczników 70. i 80., które w wieku, gdy jest się najbardziej podatnym na te rzeczy, załapało się na premiery pierwszych, najlepszych płyty Vadera. Kto jednak powiedział, że dobra sztuka nie może być pokoleniowa?




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.