Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kapitalizm, płeć i Rosja. Czego dziś chcemy od „Lalki”?

Współczesne adaptacje „Lalki” mogłyby pokazać, jak dwuznaczne są rosyjskie koneksje Wokulskiego w sposób, w jaki nie mógł tego zrobić Prus. Ale bronią się i bez rozwinięcia tego wątku.

ObserwujObserwujesz
Walka

III RP, tak jak PRL, dorobiła się dwóch ekranizacji Lalki Prusa, serialowej i filmowej. Odwrotnie niż w Polsce Ludowej, to adaptacja filmowa zrobiona jest „po bożemu”, serialowa wręcz przeciwnie – co zdążyło już oburzyć wielu widzów. Reżyser Paweł Maślona oraz scenarzyści Paweł Demirski i Jagoda Dutkiewicz rozebralipowieść na kawałki i złożyli na nowo, po swojemu, łącząc ją z elementami własnego pomysłu, tak że finalny efekt poza wyjściową sytuacją i postaciami niewiele ma wspólnego z oryginałem.

W narodowym sporze o to, która z Lalek jest lepsza, bez wahania i jednoznacznie opowiadam się za tą Maślony. Choć jednocześnie chciałbym, by była krótsza, szybsza, bardziej dynamiczna, śmielsza w dekonstrukcji oryginalnego tekstu i w reżyserskich wyborach. Ciekawsze jest jednak inne pytanie: po co nam dziś właściwie Lalka? Co jako współcześni odbiorcy możemy dla siebie znaleźć w tej powieści?

Gdy przygotowując się do kontaktu z podwójną adaptacją wróciłem do książki, szczególnie interesujące wydały mi się trzy poruszone w niej problemy: społeczny, relacji Wokulskiego z Łęcką, wreszcie narodowy. Inaczej mówiąc, dziś w Lalce najciekawsze są kapitalizm, płeć i Rosja – ten ostatni temat z cenzuralnych względów nigdy nie został do końca rozwinięty przez Prusa. Jak obie adaptacje radzą sobie z tymi kwestiami?

Czytaj także Czy Prus przewraca się w grobie? Wrogie przejęcie i pojedynek dwóch „Lalek” Anna Gutowska

Emancypacja i akumulacja pierwotna

Serial Maślony jest tyleż historią o kapitaliście, kapitałach i kapitalizmie, ileż wytworem współczesnej fazy kapitalizmu, z jego ideologią ekspresyjnego indywidualizmu, jako najwyższą wartość uznającą podążanie jednostki za swoim „prawdziwym ja” i pragnieniami, jakie nam ono podpowiada. W jednej scenie Wokulski upija się na smutno w luksusowej restauracji i zaczepia kelnera, pytając go, czy jest zadowolony ze swojej pracy, a gdy ten odpowiada, że nie ma na co narzekać, Wokulski odpala się: „Jak ludzie to robią, […] że cieszą się z tego kim są. No jak? Jak można spokojnie zasypiać i nie zadawać sobie pytania, że jest się gównem? Ja też tak chcę. Ale nie potrafię”.

Ten monolog może posłużyć za streszczenie całego serialu. Jest w nim wszystko, co napędza nie tylko Wokulskiego, ale całą narracyjną maszynę: pragnienie podążania za własnymi marzeniami, pęd pięcia się w górę, któremu w nieuchronny sposób towarzyszy mroczny resentyment, zwątpienie w siebie, depresja, napady lęku.

Lalka Maślony przerabia powieść Prusa wedle światopoglądu i wartości naszej współczesnej epoki, w której tożsamość nie jest czymś danym, ale zadanym, a każdy jest dopiero projektem siebie, który może skończyć się powodzeniem lub klęską. Ostatecznie serial jest opowieścią o grupie bohaterów, którzy w imię samorealizacji i indywidualnej emancypacji palą za sobą wszystkie mosty łączące ich z rodzinną, klasową, a nawet narodową wspólnotą. Ekspresyjny indywidualizm jest bowiem siłą ożywiającą nie tylko Wokulskiego, ale i hrabiankę Łęcką. Serialowa Izabela jest emancypantką, marzy o tym, by zdobyć renomę jako poważna autorka, pod koniec serialu pisze do Wokulskiego: „Od najmłodszych lat trwałam w przekonaniu, że najważniejsze w życiu jest urodzenie. Teraz już wiem, że nie rodzimy się wcale raz jeden, tylko wciąż i wciąż każdego dnia na nowo”.

To, że każdego dnia rodzimy się wciąż i wciąż na nowo mówi nam co drugi tekst współczesnej popkultury. Serialowa Lalka na szczęście nie sprowadza się do tego komunału, komplikuje przekaz, pokazując sprzeczności i paradoksy ekspresyjnego indywidualizmu. A przede wszystkim to, że jego realne granice wyznacza posiadany kapitał, wolność jest czymś, co tyleż trzeba „odnaleźć w sobie”, co sobie kupić. By Stach i Bela mogli się emancypować, najpierw wspólnie muszą dokonać wielkiego finansowego przekrętu, zbudować piramidę finansową, na którą nabiera się cała arystokratyczna śmietanka Warszawy.

Kapitalizm w serialu przedstawiany jest najczęściej jako przekręt: oszukany przez wspólnika Łęcki traci kapitał, a potem wrabia Wokulskiego w kupno kamienicy zadłużonej na więcej, niż wynosi jej wartość. Jednocześnie Maślona przez sześć odcinków prowadzących do finału pokazuje polską arystokrację jako grupę, która wyjątkowo zasługuje na to, by ktoś rozwiązał jej problem z nadmiarem bogactwa.

W ostatniej scenie widzimy Wokulskiego, jak wspólnie z wynalazcą Ochockim wydobywa ropę w Stanach. Siedzą przy stole, na którym rozłożone są techniczne plany różnych maszyn, w tym czegoś, co wygląda jak maszyna latająca. Być może kapitał „pierwotnie zakumulowany” przez finansowy przekręt na polskiej arystokracji, zasilany wynalazczością i amerykańską ropą, w końcu zrealizuje odwieczne marzenie ludzkości i oderwie człowieka od ziemi.

Także w filmowej Lalce, wyreżyserowanej przez Macieja Kawalskiego, pojawiają się odniesienia do ekspresyjnego indywidualizmu. Filmowa Izabela również próbuje buntować się przeciw narzucanej jej roli społecznej, małżeństwom aranżowanym ze znacznie od niej starszymi mężczyznami, w jednej ze scen rozważa, czy nie mogłaby zostać aktorką albo pójść na uniwersytet. Te próby przerzucenia pomostu między światem Prusa a wrażliwością i wartościami współczesnych widzów okazują się jednak mało przekonujące.

Filmowa Lalka nie daje bohaterom szans na szczęśliwe zakończenie. W pierwszej scenie Wokulski przedstawiony jest jako dynamiczny człowiek interesu, który pod kulami wroga przeprawia się na tratwach przez rzekę z dostawami dla wojska, a następnie wraca do swojego sklepu ze skrzynią wypełnioną pieniędzmi. Jego energia widoczna w pierwszej scenie znika jednak skonfrontowana ze światem Łęckich. Film raczej sygnalizuje niż rozwija problemy, jakie można by tu postawić za powieścią: trudnego przecinania się wznoszącej się historycznej trajektorii mieszczaństwa i opadającej arystokracji; konfrontacji nowej logiki kapitału i świata arystokratycznych hierarchii; powodów, dla których w Polsce nie może się narodzić „normalna” mieszczańska struktura społeczna.

Czytaj także Czy w sensie ekonomiczno-społecznym małżeństwo Łęckiej z Wokulskim miało sens? Michał Sutowski rozmawia z Piotrem Korysiem

Widowisko narodowe w dobie platform

Obie adaptacje funkcjonują też jako kapitalistyczne produkty, bo kina nie da się robić bez zaangażowania wielkich kapitałów. Lalka Maślony jest produkcją globalnej platformy streamingowej i chcąc nie chcąc wpisuje się w jej strategię wobec lokalnych rynków i sprzedawania lokalnych produktów globalnej publiczności.

Oglądając serial ma się poczucie, że prusowski oryginał przekształcają dwie siły ciągnące go w nie do końca zgodnych kierunkach. Z jednej strony dekonstrukcyjna pasja przywodząca na myśl to, jak polski teatr ostatnich dwóch dekad dokonywał adaptacji i transformacji literackiej klasyki, z drugiej wymogi serialowego widowiska, która ma wpisywać się w wartości i odbiorcze przyzwyczajenia jak najszerszej globalnej widowni.

Serial byłby lepszy, gdyby poszedł w jeszcze większą umowność świata przedstawionego albo w odważną steampunkową fantazję, gdyby uczynił postaci jeszcze bardziej wieloznacznymi – np. robiąc z Wokulskiego aferała albo postać spod ciemnej gwiazdy, do warszawskiej socjety wprowadzającej reguły z przestępczego Chicago. Albo przynajmniej gdyby jako ilustracji użyto współczesnej, rozpoznawalnej muzyki, podobnie jak zrobiono to w Peaky Blinders.

Z kolei Lalka Kawalskiego reprezentuje zupełnie inny model produkcji i dystrybucji, za którym idą z konieczności odmienne estetyczne wybory. To coraz rzadziej spotykany w naszym kinie przykład „kina narodowego”, wielkiego widowiska obliczonego na ściągnięcie jak najszerszej, w tym szkolnej publiczności.

Mamy więc wszystkie obowiązkowe elementy takiego widowiska: efektowną scenografię, starannie rekonstruujące zamierzchłą epokę kostiumy i detale, gwiazdorską obsadę, wiernie adaptowany literacki tekst, malownicze sceny, staranne filmowe rzemiosło.

Trzeba przyznać, że w tym gatunku, zwłaszcza na tle „kina narodowego”, jakie powstawało pod politycznym patronatem prawicy po roku 2015, kinowa Lalka wypada bardzo przyzwoicie. Kawalski podchodzi do Lalki dość ilustracyjnie, ale to dobrze zrobiona ilustracja. Pytanie, czy polska publiczność czeka jeszcze na takie kino, czy obroni się ono komercyjnie w kinie – zwłaszcza wobec konkurencji serialu.

Czy Wokulski był simpem, czy stalkerem?

Drugim, po kapitalizmie najciekawszym problemem Lalki, jest płeć. Film i serial trafią do silnie spolaryzowanej płciowo publiczności, od lat bombardowanej dyskursem o kryzysie damsko-męskich relacji, epidemii samotności, o toksycznej męskości z jednej strony, a z drugiej o kobiecej hipergamii, podsycanej przez „simpów” zasypujących kobiety uwagą, czasem i pieniędzmi, nie uzyskując od nich nic na polu seksualnym czy romantycznym. W tej perspektywie Wokulski może być albo toksycznym stalkerem, albo żałosnym simpem bezwzględnie wykorzystywanym przez Izabelę.

Wielką siłą serialowej Lalki jest to, jak rozcina ten silnie spolaryzowany dyskurs, pokazując, że relacje są bardziej skomplikowane niż stereotypy z jednej lub drugiej strony. Wokulski niewątpliwie osacza Izabelę, wykorzystując ekonomiczną przewagę nad spadającą na dno rodziną kobiety, a z drugiej strony serialowa Łęcka rozpoznaje jego grę i w pewnym momencie zaczyna wykorzystywać jego naiwność i pieniądze. Żadne z tej dwójki nie ma czystych intencji, a jednocześnie – co w adaptacjach powieści Prusa jest wyjątkowe – tworzy się między nimi prawdziwa relacja, przebiega jakaś autentyczna iskra wzajemnego uznania, pożądania, troski, może nawet miłości. Stach i Izabela nie zostają parą, każde idzie swoją drogą – figura małżeństwa zakładającego głębokie, długotrwałe zobowiązanie wobec drugiej osoby średnio sprawdza się jako happy end w kulturze ekspresyjnego indywidualizmu – ale relacja tej dwójki odmieniła zarówno jego, jak i ją.

Kawalski także próbuje w swoim filmie jakoś odnieść się do całej problematyczności relacji Wokulskiego z Łęcką. Ostatecznie, jak na produkcję mającą ściągnąć jak najszerszą publiczność przystało, film stara się pokazać, że zarówno Stach, jak i Izabela są ofiarami niesprawiedliwego systemu społecznego i jako tacy zasługują na nasze współczucie. Niestety, ta symetria nie wybrzmiewa w pełni przez „nierównowagę charyzmy” między dwiema postaciami – Marcin Dorociński w roli Wokulskiego tak przyćmiewa filmową Łęcką, że jej strona historii nie bardzo może wybrzmieć. Kamila Urzędowska jako Łęcka nie okazała się do końca trafionym obsadowym wyborem – zwłaszcza na tle rewelacyjnej roli Sandry Drzymalskiej u Maślony.

W cieniu Rosji

Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie pod rosyjskim zaborem, pamiętającej jeszcze przegrane powstanie styczniowe. Wokulski, były zesłaniec syberyjski, gromadzi kapitał umożliwiający mu wejście na salony jako dostawca dla rosyjskiego wojska, czego pewnie nie mógłby zrobić bez rosyjskich koneksji politycznych. W Rosji ma gigantyczny kredyt kupiecki, dzięki któremu planuje zalać polski rynek rosyjskimi towarami, do Paryża jedzie robić interesy z rosyjskim kapitalistą, Suzinem.

Czytaj także „Znachor” i ożywczy powiew nowoczesności Alicja Urbanik-Kopeć

Współczesne adaptacje Lalki mogłyby pokazać jak dwuznaczne są te rosyjskie koneksje Wokulskiego w sposób, w jaki nie mógł tego zrobić Prus. Podobnie jak codzienne upodlenie polskiego życia pod rosyjskim panowaniem. Wszystkie te konteksty są szczególnie ważne biorąc pod uwagę to, że znów żyjemy w cieniu rosyjskiego zagrożenia, a w Polsce głowę podnosi „partia rosyjska”, jako jednego z argumentów używająca mitu wspaniałego rozwoju gospodarczego Królestwa Kongresowego pod rosyjskim panowaniem, czasem zaprzęgając nawet do jego propagowania postać Wokulskiego. Może więc warto by użyć Wokulskiego, by zdekonstruować ten mit?

W obu adaptacjach rosyjski wątek jest ledwie dotknięty. W filmie mamy przebłyski z syberyjskiej katorgi Stacha, jego relacja z Suzinem w ogóle nie jest jednak problematyzowana. W serialu Wokulski ma rosyjskie kontakty i używa ich, by pomóc Izabeli nostryfikować uzyskany za granicą lekarski dyplom jej znajomej, ale do swoich kontaktów z zaborcą przyznaje się przez wstydu. Ostatecznie ucieka jednak od Polski i polskiego przekleństwa sąsiadowania z Rosją za ocean.

Ten wybór doskonale broni się artystycznie i nie będę miał pretensji ani do twórców filmu, ani serialu o to, że nie podjęli interesującego mnie w powieści wątku. Ale jakbym miał jeszcze w najbliższym czasie zobaczyć jakąś Lalkę, to właśnie o tym.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x