Kultura

Co z dziełami sztuki zrabowanymi Żydom?

Polska musi przestać postrzegać siebie wyłącznie jako ofiarę wojennych rabunków.

Zrabowane/odzyskane dobra kultury – przypadek Polski – taki tytuł nosiła konferencja zorganizowana przez MKiDN i Międzynarodowe Centrum Kultury (MCK) w siedzibie tego ostatniego przy krakowskim Rynku Głównym w dniach 12-14 listopada. Konferencja miała charakter zamknięty i zgromadziła ponad 200 osób, w tym wielu ekspertów z zagranicy zajmujących się od lat historią nazistowskiego rabunku w Europie i problematyką restytucji. W znacznej części byli oni gośćmi MKiDN, podobnie jak pisząca te słowa.

Otwierając konferencję, minister Małgorzata Omilanowska zdradziła, że hołubiła ją od początku, jeszcze na „wiceministerialnej piersi”. Można to zaanagażowanie znakomicie zrozumieć u profesor historii sztuki, świadomej, jak większość jej koleżanek i kolegów po fachu, strat w polskim zasobie kulturalnym poniesionych w latach 1939-1945. Trzeba się też z nią zgodzić, że świadomość tych strat w opinii publicznej za granicą jest stosunkowo niewielka. I że warto wiedzę na ich temat popularyzować – zarówno w kraju, jak i na świecie – bo może to prowadzić do odnalezienia zrabowanych i wywiezionych w nieznane obiektów.

Jestem od lat podobnego zdania, bo jeśli my o to nie zadbamy, to nie uczyni tego za nas nikt. Tym bardziej jednak zmartwił mnie sposób, w który potraktowano w Krakowie tę tematykę.

Eufemistycznie nazwałabym go zaściankowym i krótkowzrocznym. Jednak z  perspektywy rozwijającego się od ponad piętnastu lat międzynarodowego procesu badania proweniencji i restytucji dóbr kutury skonfiskowanych ofiarom Holokaustu i innych prześladowań nazistowskich oficjalna wykładnia krakowskiej konferencji mogła jawić się jako polonocentryczna i jawnie propagandowa, w miejsce pożądnej kompleksowej debaty, którą skład zaproszonych gości wydawał się zapowiadać.

Decydujące dla takiego charakteru obrad, poza ich układem, który niemal nie przewidywał dyskusji, było otwierające przemówienie minister Omilanowskiej. Mówiła o kolosalnych stratach dóbr kultury, które dotknęły Polskę i naród polski, a także Kościół w latach 1939-1945. Podkreślała straty powstałe na samym początku wojny oraz te po klęsce powstania warszawskiego.

Nie wspomniała jednak słowem strat poniesionych przez polskich Żydów i gminy żydowskie w latach 1940-1943, kiedy na ziemiach polskich trwała totalna grabież stanowiąca integralny składnik „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. 

Mówiąc następnie o odzyskiwaniu w ostatnich latach dzieł wywiezionych z kraju podczas wojny, Omilanowska podkreślała zasługi i wysiłki swego resortu, przemilczając paralelne osiągnięcia MSZ na tym polu. Oświadczyła wreszcie, że władze nigdy nie zaprzestaną poszukiwania utraconych obiektów, które dla Polaków są bezcenne – niezależnie od ich wartości artystycznej. I dlatego jej ministerstwo nie będzie na ten cel szczędzić wysiłków ani pieniędzy. Zakończyła retoryczną groźbą, aby wszyscy ci, którzy mają u siebie zrabowane stąd obiekty, nie mieli złudzeń, że mogą spać spokojnie – Polska nie ustanie, zanim ich nie odzyska.

Końcowy ton wystąpienia Omilanowskiej był aż groteskowy, szczególnie że mówiła do fachowców. Zaskakiwał tym bardziej, że dała się już przecież poznać jako osoba wypowiadająca się precyzyjnie, rzeczowo, a bywa, że i odważnie. Ci, którzy słyszeli jej świetne przemówienia przy okazji otwarcia wystawy stałej w Muzeum Historii Żydów Polskich, wygłoszone dwa tygodnie wcześniej, nie rozumieli, dlaczego w Krakowie skupiła się jedynie na stratach poniesionych przez państwo i naród polski. Czy – jak często – i tym razem mamy do czynienia z dwiema rozłącznymi narracjami – jedną na wynos, a drugą „dla swoich”? Czy też z powtarzanym bezrefleksyjnie stereotypem podobnym do tego, który każe twierdzić, że we wrześniu 1939 roku Niemcy zajęli Polskę z przygotowanym precyzyjnie planem rabunku polskich dóbr kultury. Opinia ta, powtórzona przez Omilanowską, jest wszechobecna mimo korygujących ją ustaleń wybitnego znawcy problematyki, prof. Andrzeja Mężyńskiego, który zresztą przypomniał je następnego dnia krakowskiej konferencji. 

Bezpośrednio do strat poniesionych przez Żydów minister Omilanowska odniosła się w swoim wystąpieniu w kontekście formułowanych z zagranicy roszczeń restytucyjnych pod adresem polskich muzeów. Zabrzmiało to nieco podobnie do znanej niegdyś formuły o „określonych ośrodkach za granicą”. Odrzuciła przy tym stanowczo sugestie, że może chodzić o sporo obiektów, podkreślając, że w skali kraju będzie to najwyżej kilkadziesiąt przypadków.

Jednocześnie nie uznała za wskazane wspomnieć wyznaczających standardy muzealnych postępowań w odniesieniu do dzieł o wątpliwej proweniencji w latach 1933-1945 „Zasad Waszyngtońskich” z 1998 roku i „Deklaracji Terezińskiej” z 2009 roku, do których stosowania Polska zobowiązała się wespół z czterdziestoma innymi krajami.

Podobnie jak nie uznała za stosowne wyjaśnić, dlaczego rozwiązano powołany w końcu 2009 roku przez ówczesnego wiceministra KiDN Tomasza Mertę Zespół ekspertów do spraw badań proweniencyjnych w muzeach polskich w zakresie mienia pożydowskiego. I dlaczego przygotowanych przezeń wskazówek dotyczących tych badań (opublikowane w„Muzealnictwie” nr 53 z 2012 r.) nie tyko nie zalecono do wdrożenia w praktyce muzealnej, ale nawet nie umieszczono na ministerialnej stronie  internetowej dzielautracone.gov. pl.

Tyle o krakowskim wystąpieniu minister Omilanowskiej. Referaty na konferencji autorstwa krajowych i zagranicznych specjalistów były, jak to zwykle, różnej jakości. Wśród poświęconych historii znalazły się dwa wspominające własność żydowską (jeden dr. Mariusza Klareckiego przy okazji przedwojennych warszawskich kolekcjonerów, drugi dr Edyty Gawron o zniszczeniach nieruchomości gmin i organizacji żydowskich oraz niektórych należących do nich bibliotek).

Pozostała grupa referatów dotyczyła badań proweniencyjnych i kwestii prawnych związanych z restytucją. Różniły się między sobą w sposób charakterystyczny: polskie traktowały o dziełach poszukiwanych i odzyskiwanych za granicą przez państwo (wygłosiły je przedstawicielki MKiDN); zagraniczne relacjonowały tryb postępowania w odniesieniu do dzieł podejrzewanych lub zidentyfikowanych w danym kraju jako zrabowane Żydom i innym osobom prześladowanym przez reżim nazistowski.

Nieoczekiwany dla organizatorów konferencji wyłom uczyniła w przedostatnim panelu Agnes Peresztegi z Węgier, przedstawicielka na Europę komisji do spraw odnajdywania dzieł sztuki przy Światowym Kongresie Żydów. Zamiast zamówionego u niej przez organizatorów referatu o problemach na Węgrzech przedstawiła niektóre kwestie związane z roszczeniami względem obiektów znajdujących się w polskich zbiorach publicznych. Zaczęła od obrazu Gustave’a Courbeta restytuowanego z Muzeum Narodowego w Warszawie w 2010 roku – po latach biurokratycznych obstrukcji – spadkobiercom wielkiego węgierskiego kolekcjonera żydowskiego Barona Mora Lipota Herzoga. O zwrocie płótna i zgodzie na jego wywóz z kraju polska opinia publiczna nigdy nie została oficjalnie poinformowana, zaś inne trzy płótna z kolekcji Herzoga nadal znajdują się w MNW.

Nie miejsce tu na omówienie wystąpienia Peresztegi i wywołanej nim pierwszej podczas krakowskiej konferencji dyskusji. Powinny być one wraz z innymi wygłoszonymi tezami dostępne online, analogicznie do udostępnionego na YouTubie przez MCK oficjalnego otwarcia konferencji.

Wielka szkoda, że realizując ten bez wątpienia prestiżowy dla MKiDN projekt, nie zdecydowano się na konferencję otwarcie mierzącą się z faktem, że „przypadek Polski” to nie tylko odzyskiwanie za granicą zrabowanych w czasie wojny dzieł, ale też sprawdzanie krajowych zbiorów pod kątem znajdujących się w nich muzealiów pochodzących z rabunku i konfiskat w latach 1939-1945. Ta konieczna dwutorowość działań jest pochodną dramatycznego doświadczenia wojny i powojnia w kraju, i bynajmniej nie relatywizuje zadanych mu strat. Za to czyni oczywistością intensywną współpracę z zagranicą, sprzyjając odnajdywaniu kolejnych wywiezionych z kraju zabytków, ale też zmianom mentalności wśród muzealników na rzecz otwartych postaw badawczych i przejrzystości procedur. 

Niestety kierownictwo MKiDN i MCK albo tego nie rozumie, albo ignoruje powodowane polityczną łatwizną obliczoną na poklask w kraju.

Zawsze tylko ofiara – taki tytuł nosi krótka relacja z krakowskiej konferencji, która ukazała się w dzienniku „Süddeutsche Zeitung” („Immer nur Opfer, SZ” nr 280 z 5.12.2014). Jej autorka Ira Mazzoni pisze, że nad Wisłą kwestie dzieł zrabowanych Żydom i obcej własności w polskich zbiorach są programowo zapoznane. I konkluduje, że „w zjednoczonej Europie pod polskim przewodnictwem w jej Radzie restytucja obcej własności kulturalnej w 70 lat po wojnie powinna być oczywista. To dotyczy także Polski”. Ciekawe, czy ta opinia da wysokim organizatorom konferencji do myślenia, czy też odrzucą ją jako gruby nietakt ze strony niemieckiej gazety.

Autorka jest historyczką sztuki, ekspertką w zakresie rabunku dzieł sztuki i ich powojennej restytucji, badaczką proweniencji. Ostatnio opublikowała: „Łowy i dyplomacja. Losy wywiezionych w 1940 r. łódzkich zabytków etnografii europejskiej, Muzealnictwo 2014 Nr 55; Połowiczna restytucja. Los zaryzowanego mienia żydowskiego w powojennej Europie 1945-1955 [w:] J. Grabowski, D. Libionka (red.), Klucze i kasa. O mieniu żydowskim pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych 1939-1950, Warszawa 2014. Mieszka w Warszawie i w okolicach Monachium.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.