Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Czy po mroźnej zimie nadejdzie susza?

Pierwsza od szesnastu lat mroźna zima i stosunkowo obfite opady śniegu nie odwrócą wysychania, które trwa już dziesiątki lat.

ObserwujObserwujesz
Rzeka Mała
Walka

Stanąłem nad brzegiem rwącej roztopami rzeki. Jej dno wciąż jeszcze pokrywał lód, a na brzegu zalegały płaty mokrego, gruboziarnistego śniegu. Ściągnąłem buty, skarpetki i wszedłem do lodowatej wody. Mimo, że skórę przeszyły mi setki mroźnych igiełek, to radość i ulga, jaką poczułem w całym ciele, rekompensowała ból.

Przymknąłem oczy, sycąc się uczuciem płynącej wody obmywającej stopy. Nie było jej w tym miejscu prawie dwa lata. Rzeka Mała wróciła. Dzika radość mieszała mi się w głowie z natrętnym pytaniem, które jest znakiem czasów – na jak długo? Czy w 2026 roku znowu grozi nam susza?

Nie mam raczej dobrych wieści.

Czytaj także Petryczkiewicz: Jak odróżnić rów od rzeki Daniel Petryczkiewicz

Już słyszę słowa oburzenia: „Przecież była taka sroga zima! Śnieg leżał przez dwa miesiące! Mrozy takie, że Wisła i Bałtyk zamarzały!”.

Myślę o tym, jak bardzo ulegamy zniekształceniom percepcji rzeczywistości. Pisałem o tym jako o syndromie nazywanym przez naukowców SBS shifting baseline syndrom syndromie zmiany punktu odniesienia. Naszą percepcję łatwo oszukać, bo skupiamy się na „tu i teraz”, a stan zastany uważamy za ten „właściwy”. Operowanie długoterminowymi trendami i skalami czasowymi innymi niż ludzka to ginąca umiejętność w epoce natychmiastowości i maszynowych algorytmów, które odgradzają nas od rzeczywistości.

Tak, zima była śnieżna i mroźna, szczególnie we wschodniej i północnej części Polski. Na stacji meteorologicznej Warszawa Okęcie pokrywa śnieżna o grubości co najmniej jednego centymetra zalegała aż 55 dni. Ostatni raz śnieg leżał tak długo w 2010 roku (przez 60 dni). Problem w tym, że przez ostanie cztery dekady średnia długość zalegania pokrywy śnieżnej wynosiła między 20 a 40 dni z wyraźnie przyspieszającym trendem malejącym i coraz częściej występującymi sezonami całkowicie bezśnieżnymi.

Pamiętajmy, że zaleganie śniegu nie jest równoznaczne z ilością opadów. IMGW zaliczył grudzień 2025 i styczeń 2026 roku do miesięcy skrajnie suchych. Śnieg, który właśnie się stopił, spadł w postaci nagłych, obfitych, ale stosunkowo krótkich opadów, po których nastąpiły tygodnie bez jednego świeżego płatka. Gdyby było to lato, pewnie mówilibyśmy o powodziach błyskawicznych. Na szczęście trzymał tęgi mróz.

Co więc z tą wodą?

Od kiedy zaczęła się odwilż, codziennie przeglądam mapy hydrologiczne IMGW. Na razie, oprócz miejscowo północy kraju, nie mamy do czynienia z wezbraniami rzek czy też nadmierną ilością wody na powierzchni. Mimo szybkiej odwilży przepływy rzek są średnie. 59 proc. stacji pomiarowych notuje stany średnie rzek, 7 proc. niskie, a 34 proc. wysokie. Na Wiśle pierwsza fala wezbraniowa już przeszła. Na Śląsku, w dorzeczu Przemszy i przyrzeczu Wisły, IMGW zgłasza nawet suszę hydrologiczną związaną z niskimi przepływami lokalnych rzek. Zestawiając tę sytuację z danymi o opadach śniegu, nie powinniśmy się dziwić.

Czytaj także Susza stulecia czy stulecie suszy? Daniel Petryczkiewicz

Jeszcze gorzej wygląda to pod powierzchnią. 48 proc. stacji pomiarowych Państwowego Instytutu Geologicznego PIG pokazuje wysokie i umiarkowane zagrożenie niżówką hydrogeologiczną. W związku z obecną i prognozowaną sytuacją hydrogeologiczną państwowa służba geologiczna wydała Ostrzeżenie hydrogeologiczne nr 1/2026, zgodnie z którym w lutym 2026 roku stan zagrożenia hydrogeologicznego obowiązuje w województwach podlaskim, mazowieckim, lubelskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim oraz warmińsko-mazurskim, łódzkim, świętokrzyskim i pomorskim. Od lutego ubiegłego roku ubyło z tej listy tylko jedno województwo.

Dokładnie rok temu pisałem z trwogą o pożarach mokradeł w Puszczy Sandomierskiej i rekordowo niskich poziomach wody na bobrzańskich torfowiskach. W tym roku sytuacja wydaje się lepsza niż w 2025, kiedy śniegu nie było nawet w górach. Jednak wody podziemne to nie jest coś, co reaguje liniowo i natychmiastowo na opady lub incydentalną (bo jak to inaczej nazwać?) zimę. Polskie rzeki, zasilane w całości z wód podziemnych, nie popłyną, jeśli te zasoby nie będą się odtwarzać. A te są zależne w zasadzie całkowicie od opadów – śniegu w zimie, deszczu w pozostałych porach roku.

Rzeka Mała
Rzeka Mała, luty 2026 r. Fot Daniel Petryczkiewicz

Jedno i drugie jest coraz mniej przewidywalne, coraz gwałtowniejsze, woda coraz szybciej spływa po utwardzonych powierzchniach. Co prawda wraz z ocieplaniem się klimatu, wskutek wzmożonego parowania ilość deszczu rośnie, ale ta sama wysoka temperatura powoduje, że spadająca woda jeszcze szybciej paruje. Przez większą część roku bilans wychodzi na minus. Nawet tej zimy klimatyczny bilans wodny był ujemny (parowanie było większe niż opad) na południowym zachodzie kraju, co kiedyś było rzadkością.

Na suszę pracujemy nie tylko za pomocą emisji CO2 i ocieplania klimatu. Równie mocno niszczymy właściwości retencyjne krajobrazu: pogłębianie i czyszczenie rowów, osuszanie mokradeł, prace utrzymaniowe na rzekach, niszczenie tam i siedlisk bobrowych, betonowanie coraz większych obszarów poprzez budowę osiedli domów, centrów sportu i handlowych – jakby groziła nam zapaść z powodu przyrostu liczby obywateli… a jest wręcz odwrotnie!

Czytaj także Jak kraj błota i bagien stracił 85 proc. najcenniejszych wodnych ekosystemów Daniel Petryczkiewicz

Do tego dochodzi niekontrolowany pobór wody dla rolnictwa, które nie może już polegać na sezonowych opadach deszczu – z powodu odludzkich zmian klimatu. Wszystko to jest ze sobą ściśle powiązane, a sytuacji nie zmieni pierwsza od 16 lat mroźna zima i, jak się okazuje, nie aż tak śnieżna zima.

Cierpię na dysonans późnego antropocenu. Stoję w rwącej rzece, która wróciła po dwóch latach nieobecności. Chciałbym beztrosko cieszyć się z wiosennych roztopów i płynącej rzeki. Nie potrafię. Musiałem nauczyć się rozdzielać radość od płytkiego i bezproduktywnego optymizmu. Bo problem z takim optymizmem, który liczy, że znowu przyjdzie śnieżna zima, bo taka była w tym roku, polega na tym, że odbiera sprawczość i betonuje status quo. Sugeruje, że nic nie trzeba zmieniać.

Czuję, że dziś potrzebujemy nie optymizmu, ale prawdziwej nadziei, która daje sprawczość do realnych zmian. Jeśli nie zasypiemy rowów odwadniających krajobraz, jeśli nie cofniemy się o dwa kroki z betonowaniem każdego zielonego kawałka, jeśli nie zaprzestaniemy regulowania rzek, jeśli nie zreformujemy monokulturowego rolnictwa, jeśli nie odtworzymy szybko mokradeł i torfowisk – wyschniemy.

Nie od razu, nie nagle, ale powoli. Krok po kroku. Rok po roku.

Susza, wbrew pozorom, ma wiele wspólnego ze śnieżną kulą.

ObserwujObserwujesz

Absolwent pierwszego rocznika Szkoły Ekopoetyki Julii Fiedorczuk i Filipa Springera przy Instytucie Reportażu w Warszawie. Laureat nagrody publiczności za projekt społeczny roku 2019 w plebiscycie portalu Ulica Ekologiczna. Inicjator spotkania twórczo-aktywistyczno-poetyckiego „Święto Wody” w Konstancinie-Jeziornej. Publikuje teksty i fotoreportaże o tematyce ekologicznej.

Tagi:
Wydanie: 20260228

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie