Kraj

Ostatni taki rok?

Kopamillerokaczozor rozsiadł się w polskiej polityce i prowadzi ją do złego. Nie chcę już przeżywać kolejnego roku pod jego rządami. 

W tym roku czas upływał na słuchaniu trzeszczenia struktur. Niby wszystko w polskiej polityce mniej więcej wciąż trzyma się w kupie, ale trudno uwierzyć, że potrwa to długo. Partiom nie brakuje pieniędzy. Znajdą się tam nawet jacyś działacze. Jednak co z tego, jeśli cały system cierpi na deficyt etycznej legitymizacji?

Można wzruszyć ramionami i cynicznie powiedzieć, że było tak od dawna a poza tym polityka zawsze jest brudna. Ci, którzy tak mówią, zazwyczaj dobrze radzą sobie z komentowaniem bieżącej szarpaniny, ale są niezmiernie zdziwieni, kiedy zachodzą radykalne zmiany. Bo chociaż polityka bywa cyniczną grą (bywa nią przecież także sztuka i nauka), to jednak zawsze chodzi w niej o coś więcej niż partykularne interesiki. Ludzie przez polityków kształtować chcą lepszy świat. Gdy politycy nie reprezentują żadnych ideałów, nie udowadniają, że dają radę powstrzymywać zło, zostają po prostu wyproszeni.

Wydaje się, że dziś zbliżamy się wielkimi krokami do tej chwili. Znaków jest tak dużo, że w zasadzie nie wiadomo, od czego zacząć.

Zacznijmy zatem od najmniejszego kalibru. Politycy różnych partii przez kilka ostatnich lat pobierali pieniądze z publicznej kasy na przejazdy prywatnymi samochodami, chociaż podróżowali tanim samolotem lub rządowymi limuzynami. Jak można szanować kogoś, kto politykę traktuje jako sposób na skręcenie kilku tysięcy złotych? Oburzające są nie sumy, ale sprzeniewierzenie się roli, która polega na służbie i jest czymś znacznie bardziej szacownym niż na przykład prowadzenie biznesu. Projektując działania publiczne, politycy muszą brać pod uwagę pieniądze, ponieważ dzięki nim zaspokaja się społeczne potrzeby i realizuje wspólnotowe przedsięwzięcia. Jednak prywatnie powinni nimi gardzić, bo ich posłannictwo jest z innych rejestrów.

Spektakularnym pokazem słabości rządzących elit były wybory samorządowe. Przedstawiciele PKW już przed wyborami przyznawali (m.in. na publicznym spotkaniu u prezydenta Komorowskiego), że mają kłopoty z systemem informatycznym. Nie zrobiono nic, żeby temu zaradzić. Po prostu czekano, co się wydarzy. Kiedy już wiadomo było, co się stało, ani premier Kopacz, ani prezydent Komorowski nie podjęli działań w odpowiedzi na kryzys zaufania do państwa, z którym mieliśmy tak naprawdę do czynienia. Zrobili to dopiero, gdy do siedziby PKW wdarli się narodowcy protestujący przeciw „sfałszowanym wyborom”. Komorowski czeka na Kopacz, a Kopacz na Komorowskiego. Taka jest zasada rządzenia tego duumwiratu. Mamy polityków, którzy nie chcą wejść w swoją rolę, polegającą na braniu odpowiedzialności za losy wspólnoty politycznej.

Kiedy przyglądałem się, co robi z tą sytuacją Jarosław Kaczyński, bolały mnie oczy. Wybory były według niego sfałszowane. Wraca zamordyzm. Dlatego w symboliczną datę 13 grudnia zwołać trzeba ludzi przeciw dyktaturze. Nieważne, czy ma to jakikolwiek sens, trzeba krzyczeć „precz z komuną” i „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. Zdrowym elementem tej demonstracji byli stoczniowcy, którzy podśmiechiwali się z tych absurdalnych haseł. Kaczyński traktuje nas jak idiotów, którzy kupią dowolną bajkę bez względu na jej związki z rzeczywistością. W ten sposób prezes PiS drenuje politykę z powagi.

Ze względu na raport senatu USA w sprawie tajnych więzień CIA powróciła też kwestia przyzwolenia na tortury w Polsce. Sprawa jest tym bardziej bolesna, że odpowiedzialność spada na polityków lewicy. Gdy słuchałem ich wyjaśnień, wywracały mi się bebechy. Nie wiedzieliśmy o żadnych więzieniach, trzeba było pomóc Stanom, a poza tym Polska na tym zyskała – mówili w jednym zdaniu. Można byłoby milczeć, gdyby za tą decyzją stała rzeczywiście jakaś racja etyczna. A tak pozostaje tylko zagadywanie czegoś, co wynikało z usłużności wobec imperium i osobistych ambicji.

Jaki mandat do pozostawania w polityce mają ludzie, którzy wpuścili do Polski oprawców CIA? Czy mogą w niej brylować ci, którzy cały czas ich osłaniają?

Wszystko to staram się śledzić przez Internet i unikam włączania telewizora. Jako dinozaur z epoki analogowej traktuję to, co leci w telewizorze, jako rzeczywistość, a bezpośrednia konfrontacja z polską polityką byłaby dla mnie trudna do zniesienia. Czasem robię wyjątek po dwudziestej trzeciej, kiedy telewizja przełącza się na tryb oniryczny. Nawet wtedy można jednak trafić na coś, co rujnuje nerwy. Przed świętami telewizja transmitowała koncert sponsorowany przez NBP poświęcony pamięci Grzegorza Ciechowskiego. Przypominało to trochę demonstrację PiS-u, to znaczy obracanie starych motywów aż do całkowitego zbanalizowania. Nie to jednak było najbardziej wkurzające.

W trakcie koncertu prowadzący Piotr Metz przeprowadził wywiad ze sponsorem imprezy Markiem Belką. Już samo przerywanie muzyki, żeby zrobić miejsce na promocję sponsora, było niesmaczne. Metz zaczął też od duserów dla Belki, że oto gościmy wielkiego znawcę muzyki, mecenasa kultury itd. Belka uśmiechając się odparł, że wszystko to jest prawdą, ale nie Metz gości Belkę, tylko Belka jego. Mówi to wszystko o dzisiejszym establishmencie – to my tutaj rozgrywamy, my trzymamy kasę i nic nas nie ruszy, wy jesteście od prawienia komplementów i podziwiania nas. Metzowi zabrakło języka w gębie i po prostu dalej prowadził wywiad ze sponsorem.

Nie chcę słuchać takich wywiadów, ani udawać, że ich nie ma. Nie widzę wielkich różnic między politykami. Wszystkie zlewają mi się w jedną postać Kopamillerokaczozora, która rozsiadła się w polskiej polityce i prowadzi ją do złego. Nie chcę już przeżywać kolejnego roku pod jej rządami. Chcę patrzeć, jak upada.

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.