Dawid Kujawa, W myśl praw geometrii. Jak lewica przestała się martwić i pokochała logikę towarową, Filtry 2025
W 2004 roku Saul Williams, muzyk i poeta słynący z krytycznego stosunku do kapitalizmu, opublikował swój drugi studyjny album. Płytę promował singiel „List of Demands”, mocny i chwytliwy protest song rzucony prosto w twarz korporacyjnej Ameryki. Cztery lata później firma Nike wykorzystała utwór w kampanii reklamowej, a twórca spotkał się z krytyką ze strony fanów.
Oczywiście Williams tłumaczył, że przedtem niewielu wiedziało o jego istnieniu, a kontrakt z Nike pozwolił mu spotkać wpływowych ludzi i porozmawiać z nimi o pracy dzieci w Pakistanie. Jasne, jest sporo takich przykładów: protest songów, które stały się szlagierami i dobrze sprzedającym się towarem. Spostrzeżenie, że kapitalizm jest systemem, który potrafi absorbować i wykorzystywać na swój pożytek akty buntu i krytyki, nie jest nowe ani szczególnie świeże, i ma konsekwencje, które doprowadzone do skrajności mówią nam, że nic nie warto robić. No chyba że wiemy, co zrobić i jesteśmy tak potężni, że uda nam się zniszczyć kapitalizm i zastąpić czymś inny, co tam sobie tam wymyślimy. Jakąś piękną utopią.
Ale autor nie ma takiego pomysłu, nie wspominając o możliwościach. Zatem pozostaje mu odważne demaskowanie złudzeń tych, którym wydaje się, że coś robią. Martwisz się losem planety, jesteś ekologiem? Ostatecznie pomagasz budować „zielony kapitalizm”, na którym zarobią koncerny, bogaci dostaną żywność organiczną, a biedni śmieciowe jedzenie i śmieciowe prace. NGO-y za psie pieniądze zastępują państwo albo realizują niegroźne dla systemu zachcianki jakichś Sorosów. Zarządzanie funduszami charytatywnymi to świetny biznes. Pomoc dla głodujących w Afryce niszczy ich rolnictwo i lokalny handel, wolontariusze nie umieją zbudować szkoły, ale na swój wyjazd wydali więcej, niż przez rok zarabia biedak w kraju, któremu niby pomagają. Taka Orkiestra Świątecznej pomocy to kropelka w morzu potrzeb i pseudopomoc, która pozwala usprawiedliwić niedofinansowanie służby zdrowia. Publikujesz coś w świecie cyfrowym? Twój głos nic nie zmieni, tylko Meta na tym zarobi. A dla piszących to przede wszystkim narcystyczna autostymulacja w pogoni za lajkami, uwagą i ulotną sławą w cyberprzestrzeni.
I tak dalej, kontynuując myśl autora – jeśli masz konto w banku i dostęp do internetu, to kolaborujesz z systemem. A jeśli pracujesz, żeby zarobić na życie, jesteś ofiarą przymusu ekonomicznego – to już oryginalne spostrzeżenie Kujawy, które popieram: jeśli pracować, to tylko dla przyjemności. Ostatecznie Musk z kolegami miliarderami polecą na Marsa, a my będziemy walczyć o ochłapy na zdewastowanej Ziemi.
Oczywiście wszystko to prawda – tylko może nie cała, bo świat nie jest aż tak prosty. Nawet dla marksistów, a za takiego niepokornego marksistę ma się autor.
Bezsilni i podzieleni
Dobrze już było. W PRL-u „polski robotnik bez wykształcenia, który dopiero co przeprowadził się do miasta ze wsi, mógł liczyć na mieszkanie zakładowe, darmową opiekę zdrowotną i godną pensję”. A „za Gierka realizowane były ambitne projekty infrastrukturalne i społeczne”, niestety kapitaliści nam to popsuli. I komu to szkodziło?
Teraz świat idzie w złym kierunku, bo kapitalizm skolonizował również nasze dusze, życie wypłukał z wartości, doprowadził do skrajnej atomizacji społecznej – dlatego nigdy nie uda nam się podjąć wspólnie żadnych działań. Jesteśmy podzieleni i bezsilni. Po prostu kapitalistyczna baza potrzebuje takiej właśnie nadbudowy – że i ja sięgnę po toporny marksizm.
A kto dokłada do tego rękę? Zgadliście, lewica, która „pokochała logikę towarową”. Jak twierdzi autor: „współczesna lewica stanowi awangardę zmian kulturowych – dokładnie tych zmian, które potrzebne są do rozszerzonej reprodukcji kapitału”. O co chodzi? Między innymi o szeroko rozumianą politykę tożsamości, przez którą dzielimy się na coraz mniejsze minipodmiociki. A zaczęło się to nawet obiecująco: rewolucją kontrkulturową. Niestety, zniszczyła ona dawne wartości, a nie zaproponowała na to miejsce żadnych innych. Dlatego żyjemy w kulturze chorobliwego indywidualizmu, narcystycznych roszczeń i uzależnienia od dopaminowego haju, którego dostarcza nam internet. Skupiamy się na indywidualnym szczęściu, nie potrafimy odkładać gratyfikacji na później, dążymy do samorealizacji i autonomii.
Tej części rozważań autora patronuje krytyczna praca Christophera Lascha Kultura narcyzmu, pochodząca z końca lat 70., którą wciąż można uznać za aktualną, mimo że autor umarł przed powstaniem Facebooka. Odpowiedzą na książkę Lascha była, do pewnego stopnia, o kilka lat późniejsza książka Alasdaira MacIntayer’a Dziedzictwo cnoty. Można ją było potraktować jako receptę na zdiagnozowane przez Lascha społeczne schorzenia. Taki radykalny komunitarianizm zabarwiony konserwatyzmem: trzeba tworzyć wspólnoty, a w nich praktykować cnoty. Z pewnością Kujawie by się spodobało. Te dwie książki w Polsce były, przynajmniej w pewnych kręgach, modne, omawiane i dyskutowane – na przełomie wieków.
Czyż nie podobnie brzmi przesłanie książki Kujawy? „Nie możemy jedynie polegać na ekonomii politycznej. Potrzebujemy tego, czym lewica brzydziła się przez cały XX wiek, bez walki oddając pole prawej stronie: zasad moralnych i pozakapitalistycznej aksjologii, które mogłyby się stać podstawą lepszej rzeczywistości”.
Co by miało się na tę aksjologię składać? Oto spis rozdziałów: Wiara, Nadzieja, Miłość, Wolność, Równość, Braterstwo, Współczucie, Szczodrość, Mądrość. W każdym z nich autor pokazuje, jak ta bliska mu wartość zostaje wypaczona i przejęta przez kapitalizm, jak staje się swoją karykaturą. Nie ma już wiary – jest świecka psychoterapia, nie ma mądrości buddyzmu, tylko mindfullnes, który ma służyć relaksowi, redukcji stresu i poprawie efektywności jednostki, a doprowadzić może do zaburzeń psychicznych. Nie ma miłości, jest seksworking. Cała metafizyka wywietrzała, ale możemy ją zastąpić wartościami rozumianymi w sposób materialistyczny, czyli jako wytwór kultury i społeczeństwa.
Tyle że, wnioskując z rozważań autora, społeczeństwo kapitalistyczne nie jest w stanie ich wytwarzać. Czyli klops! Chyba że wyjątkowe jednostki, takie jak autor, wciąż mogą nieść je wśród lewicowego ludu. Oczywiście nie tracąc przy tym z oczu tego, co najważniejsze, i co lewica też porzuciła, czyli kwestii klasowej.
Kogo kręci obyczajówka
Ta nieco naiwna publicystyka, odwołująca się do dość już oklepanych dyskursów, jest nawet trochę wzruszająca. Świat jest zły, a ja chciałbym, żeby był dobry. Sensu życia nie da się wyrazić w żadnej jednostce monetarnej i nie wszystko musi być towarem. Zamiast celebrować autonomię, budujmy wspólnoty. I nie róbmy inb w internecie.
Poszukajmy w niej jednak jakichś konkretów, czegoś z Polski, a nie przykładów z Ameryki i zachodniej literatury.
Wydaje się, że Kujawa zna lewicę głównie z zakamarków socjali, w których żyje. Tak naprawdę kręci go „obyczajówka”, woke i cancel culture i parę innych podobnych tematów, do których ma odwagę zgłaszać pewne zastrzeżenia, a więc czuje się niezwykle odważnym i bezkompromisowym misiem. Mimo deklaracji, że od zaimków ważniejsze są rachunki za prąd, nie ma zupełnie nic do powiedzenia w kwestii energetyki, praw pracowniczych, podatków, służby zdrowia, dochodu gwarantowanego, militaryzacji, imigracji, polityki bezpieczeństwa – mogłabym długo wymieniać liczne tematy, o których na lewicy się dyskutuje.
Jednocześnie powiela zarzut, który powielany jest od lat i naprawdę jest już strasznie nudny: lewica skupia się tylko na kwestiach kulturowych. Pisze: „parlamentarna lewica poddaje się presji swoich wielkomiejskich wyborców ekstremalnie skupionych na zagadnieniach kulturowych”. Ile by się nie napowtarzyły lewicowe polityczki, że załatwiły babciowe, rentę wdowią i wolną Wigilię, zawsze będzie mało. Owszem, są dwie kwestie, w których lewica jest konsekwentna, choć ze skutkiem zerowym, a które mogą uchodzić za „kulturowe” – to aborcja i równość małżeńska. Ale są to kwestie decydujące o całym życiu ludzi, naprawdę bardzo praktyczne – dla lewicy, i zideologizowane, „kulturowe”, właśnie dla prawicy. Żaden z tych terminów – aborcja, równość małżeńska – nie pojawia się w książce.
Nie wiem, czy istnieje ktoś, kto czuje się lewicowcem i nie ma żadnych zastrzeżeń do tego, jak działa polityczna i aktywistyczna czy internetowa lewica w Polsce. Ja nie znam takich osób. Jednak dla Kujawy nikt i nic nie jest dość dobre. Choćby taka partia Razem, dla której nawet zbierał podpisy, ale go rozczarowała.
„W 2015 roku Partia Razem w centrum swojego zainteresowania stawiała politykę społeczną i fiskalną. Partia rosła, a propracownicza agenda traciła na znaczeniu. Priorytetem stały się prawa mniejszości i »polityka otwartych granic«”. A ja myślałam, że Razem chce nam zbudować Polskę ze stali i krzemu, zaś kwestię uchodźców całkowicie wyciszyła.
Ostateczne rozczarowanie nadeszło, kiedy Razem pozbyło się Pauliny Matysiak, która stworzyła z Marcinem Horałą z PiS stowarzyszenie Tak dla Rozwoju. „Jego celem jest umożliwienie wszystkim obywatelom realnego zaangażowania się w sprawy dotyczące przedsięwzięć rozwojowych, takich jak CPK czy budowa elektrowni atomowych”. To naprawdę brzmi jak tekst z kabaretu. Ciekawe, czy Kujawa już się do niego zapisał, żeby zaangażować się w sprawy budowy elektrowni atomowych. Poza tym cała lewica jest paternalistyczna i chce pouczać lud, który nie rozumie, co, jej zdaniem, leży w jego interesie. A przecież zwykli ludzie wiedzą lepiej, że lepszy wróbel w garści (500+) niż gołąbki na dachu (sprawne, opiekuńcze państwo).
Wydaje mi się, że lewica bardziej stara się wpłynąć na władze i opinię publiczną niż konkretnie na klasę ludową, ale, rzecz jasna, warto przekonywać wszystkich, z czym Kujawa się zgadza. Trzeba to robić jednak jakoś inaczej, nieprotekcjonalnie. Lewica, jak mi się wydaje, klasę ludową idealizuje, czasem nadmiernie, i paternalizmu unika, więc jak ma to robić? Nie znajdziecie odpowiedzi na to pytanie. Poza tym, że takie myślenie jest efektem braku zaufania społecznego i wiary, że inny świat jest możliwy – co oczywiście też jest winą lewicy.
Jak gej z górnikiem
Pożądany wzór solidaryzmu społecznego znalazł Kujawa w starym już filmie Matthew Warchusa Dumni i wściekli, o sojuszu gejów i strajkujących górników za czasów Thatcher. Zdaje się, że chciałby być takim „gejem”, który się zaprzyjaźni z „górnikiem” – mimo różnic, ponad podziałami, jak Matysiak z Horałą.
Nie może się jednak zaprzyjaźnić z Razem, bo go zawiodło. Uważa, że Kongres Kobiet działa w istocie przeciwko emancypacji kobiet, ponieważ jego założycielkami są Magda Środa, która współpracuje z „Gazetą Wyborczą” i Henryka Bochniarz z Konfederacji Lewiatan. Spektrum poglądów prezentowanych na dorocznych kongresach jest naprawdę szerokie, nie sadzę jednak, żeby Kujawa kiedykolwiek zainteresował się, co tam się dzieje.
Nie może też już chodzić na Marsze Równości, bo można tam spotkać platformę IKEI, która wyrzuciła pracownika za homofobiczny wpis na Facebooku.
Mimo opowieści o wartościach, jakimi są solidarność i współpraca, Kujawa nie znajduje w Polsce żadnych sojuszników, nie ma nikogo, na kogo chciałby się powołać, z kim gotów byłby się porozumieć mimo różnic. Jest jedynym mądrym i sprawiedliwym, i moralnym w tej kapitalistycznej Sodomie. Napisał książkę krytykującą kapitalistyczny rynek, sprzedaje ją na rynku, ale na pewno wie, że system spokojnie to przełknie. A jego autonomia, indywidualizm i jednostkowość (oraz krytyka lewicy) są kapitalizmowi jak najbardziej na rękę.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.