To będzie opowieść o tym, jak w naszym kraju można niszczyć przyrodę w majestacie obowiązującego prawa, oraz o bezwładzie instytucji ją chroniących, które zrzucają odpowiedzialność za powierzone im obowiązki na obywateli, aktywistów i organizacje pozarządowe.
Wplotłem w ten tekst fragmenty mojej korespondencji z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Warszawie. Dopisuję do niej kontekst, ale zależy mi na tym, aby czytelniczki i czytelnicy same i sami dostrzegli ducha Kafki unoszącego się nad tym, co nazywamy instytucjonalną ochroną przyrody w naszym kraju.
Miejsce akcji: wieś Baniocha, gmina Góra Kalwaria, województwo mazowieckie.
W 2009 roku uchwałą radni włączyli siedliska przyrodnicze położone na południu gminy do sieci Natura 2000 Łąki Soleckie. Jednocześnie wskazali, że część chronionego terenu obejmują swoim zasięgiem działki, co do których miejscowy plan zagospodarowania przewidywał zabudowę jednorodzinną. Radni zwracali się wtedy do RDOŚ o wyłączenie owych działek z obszaru chronionego. RDOŚ nie odniósł się do sprawy, a kolejnym zarządzeniem z 21 grudnia 2017 roku wprowadził dla całego obszaru plan zadań ochronnych. Potencjalny konflikt zawisł w powietrzu. Zamiast odnieść się do niego od razu, urząd odpowiedzialny za ochronę przyrody schował głowę w piasek – czy raczej w podmokłą łąkę.
W drugiej połowie 2025 roku na opisywanych działkach rozpoczęły się prace ziemne. Z pozwoleń na budowę wynika, że deweloper – firma 2N-EVERPOL Sp. z o.o. – ma zgodę na wykonanie instalacji wodno-kanalizacyjnych i elektrycznych, a także na budowę trzech budynków mieszkalnych, w tym jednego z garażem wkopanym na głębokość sześciu metrów. Informacje dotyczące planów pozyskałem osobiście, ponosząc przy tym koszt sporządzenia raportu na interesującym mnie terenie. Taki raport robi przypuszczalnie każdy potencjalny konsument chcący zakupić dom na danym terenie. Z podziału działek wynika, że domów ma tam powstać od 10 do 15.
W marcu 2023 roku fotopułapka zamontowana przy tamie bobrowej nad rzeką Małą w ostrej granicy dzisiejszej inwestycji złapała na gorącym uczynku dwóch mężczyzn, którzy ją zniszczyli. W wyniku mojego doniesienia do prokuratury zostało wszczęte postępowanie, a rok później Sąd Rejonowy w Piasecznie prawomocnie skazał obu mężczyzn z kodeksu wykroczeń. Od policjanta, który prowadził sprawę, dowiedziałem się, że panowie byli pracownikami firmy EVERPOL.

Zbulwersowany trwającymi na terenie chronionym wykopami pod osiedle domów, zwróciłem się do RDOŚ o stanowisko oraz interwencję.
13 października 2025 roku biuro Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Warszawie – Regionalnego Konserwatora Przyrody odpowiedziało na moje zgłoszenie o trwającej inwestycji w obszarze Natura 2000 Łąki Soleckie.
Z odpowiedzi wynika, że nie wiadomo, jak inwestycja wpłynie na obszar chroniony, ponieważ nikt nie wymagał od inwestora dokumentacji w tym zakresie. Starosta Piaseczyński wydał po prostu pozwolenia na budowę, nie biorąc pod uwagę, że jest to teren ochrony przyrody – a RDOŚ w ogóle o tym nie wiedział. Z informacji od RDOŚ wynika, że urząd nie ma możliwości uzyskania od Starostwa w Piasecznie informacji niezbędnych do podjęcia ewentualnych działań ochronnych w ramach europejskiej sieci Natura 2000, choć dwukrotnie o takie informacje występował.
Z warszawskiej RDOŚ otrzymałem też mapki z informacjami, gdzie według urzędu znajdują się najbliższe chronione siedliska. Naniosłem na nie teren planowanej inwestycji – wyglądają jak poniżej. Płaty chronionych siedlisk znajdują się 400 m od niej w przypadku motyli oraz 0,78–1,3 km w przypadku ślimaków. Chodzi o ściśle chronione stanowiska gatunków takich jak motyle czerwończyk nieparek, modraszek telejus i modraszek nausitous oraz dwóch gatunków ślimaków – zagrożonej wyginięciem poczwarówki zwężonej i ściśle chronionej na terenie Polski poczwarówki jajowatej.

Należy dodać, w dużym skrócie i uproszczeniu, że dla ślimaków kluczowe jest wysokie uwilgotnienie terenu, a dla motyli – zachowanie płatów zmiennowilgotnych łąk trzęślicowych. Budowa osiedla oraz kolejnych odwodnień i utwardzeń terenu na pewno w tym nie pomoże. Podobnie jak wprowadzenie w teren chroniony kolejnych grup ludzi, zwierząt i samochodów oraz hałasu, światła i zanieczyszczeń.
Teren od granicy obszaru Natura 2000 Łąki Soleckie w górę rzeki Małej jest użytkiem ekologicznym powołanym przez Gminę Piaseczno uchwałą z grudnia 2024 roku. W stosunku do ustanowionego użytku ekologicznego zabrania się między innymi „niszczenia, uszkadzania lub przekształcania obiektu lub obszaru” oraz „dokonywania zmian stosunków wodnych, jeżeli zmiany te nie służą ochronie przyrody albo racjonalnej gospodarce rolnej, leśnej, wodnej lub rybackiej”. W zakresie ochrony czynnej użytku ekologicznego uchwała wymaga między innymi utrzymywania „optymalnego z punktu widzenia przyrodniczego poziomu wód gruntowych i powierzchniowych poprzez ochronę tam bobrowych, szczególnie przy północnej granicy obszaru użytku”.

Teren, na którym ma powstać osiedle, położony jest w odległości mniejszej niż kilkanaście metrów od użytku ekologicznego! Z powodu suszy w całym województwie i wschodniej Polsce nie ma tam obecnie wody, ale nie można wykluczyć jej powrotu. Kiedy woda wraca, na teren użytku ekologicznego można wyłącznie wpłynąć kajakiem lub pontonem. Tak wyglądał nie tak dawno, bo w marcu 2023 roku:

29 listopada 2025 roku wysłałem informację o sprawie do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Starostwa w Piasecznie oraz RDOŚ, GDOŚ, a także do burmistrza Piaseczna, który sprawuje pieczę nad powołanym użytkiem ekologicznym. Wyglądało bowiem, że żadna z tych instytucji nie jest w stanie połączyć kropek. Dla mnie, jako dla obywatela, jest to przerażające i obezwładniające.
W piśmie przedstawiłem najbardziej prawdopodobny scenariusz sytuacji, jeśli organy państwa nie podejmą zdecydowanych kroków. Osiedle zostanie mianowicie wybudowane bez świadomości wpływu na środowisko. Kiedy woda zacznie gromadzić się w dolinie rzeki Małej na terenie użytku ekologicznego, automatycznie podniesie się jej poziom w wodach gruntowych, zalewając prawdopodobnie niektóre działki, garaże i fundamenty. Mieszkańcy z pewnością zwrócą się do Wód Polskich o interwencję, a pod tą presją instytucja ta będzie zmuszona zniszczyć tamy bobrowe i spuścić wodę z chronionego prawem użytku ekologicznego, co oznacza naruszenie prawa ochrony środowiska, postanowień uchwały erekcyjnej oraz degradację ekosystemu zależnego od wody.
W konsekwencji braku retencji wody na obszarze użytku ekologicznego, który stanowi ciągłość hydrologiczną z obszarem Natura 2000 Łąki Soleckie, ten ostatni także będzie podlegał dalszej degradacji, na którą – o zgrozo – wskazywał w swoich wcześniejszych pismach wysyłanych do mnie RDOŚ. Wreszcie, jako państwo członkowskie Unii Europejskiej jesteśmy zobowiązani do wdrożenia planu naprawczego obszarów Natura 2000, czyli Rozporządzenia o odbudowie zasobów przyrodniczych, znanego też jako Nature Restoration Law. W jaki sposób zabudowanie tych terenów i narażanie ich na dalszą degradację poprzez osuszanie ma poprawić ich ochronę?
Przyroda i ludzie zapłacą cenę za to, że wydano zgody na budowę na terenie chronionym oraz podmokłym, że nie wykonano oceny oddziaływania na środowisko i nie wymuszono na inwestorze podjęcia kroków zaradczych, adekwatnych do warunków panujących w miejscu planowanej inwestycji – co mogłoby poprawić nie tylko komfort przyszłych mieszkańców, ale także chronić ostatnie skrawki przyrody w województwie.
Tak w praktyce wygląda ochrona przyrody w Polsce, na Mazowszu. Z informacji, które spłynęły do mnie po publikacji sprawy w social mediach, wynika, że jest to reguła w całym kraju. Tak wygląda bezwład Państwa w zakresie ochrony tego, co mamy najcenniejsze. I to na chronionych terenach Natura 2000.
Koniec końców, odpowiedzialność za działania ochronne oraz zebranie informacji na temat całości obrazu sytuacji znowu spoczywa na obywatelach, którzy nie pracują na ministerialnych albo środowiskowych etatach, działają w swoim czasie wolnym, a za raporty i informacje, z których potem korzystają państwowe instytucje, płacą z własnej kieszeni.
Podobno za PiS mieliśmy państwo z kartonu związanego sznurkiem. Wygląda, że karton i sznurek mają się świetnie, niezależnie od tego, kto rządzi.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
Cóż, wcale mnie to nie dziwi. Po prostu niszczymy nasz wspólny dom. Dla pieniędzy.
Tak jest wszędzie .
Przyzwolenie na zagładę .
Teraz przyrody i Palestyńczyków .
Jutro nas . Państwo z importwanej dykty.
Na zagładę Palestyńczyków nie mamy wpływu. Na zagładę obszarów chronionych jak najbardziej.
Polsko Katolicka mentalność. Jak się przyjrzymy co się dzieje w tym chorym kraju to okazuje się że jest większe bezprawie niż w latach 90. Chory kraj, a tworzą go w większości społeczeństwo prymitywów i jaskiniowców o mentalności jaskiniowca nie zdającego sobie sprawy ze skutków. Kto normalny niech zabiera się stąd bo na najbliższe lata będzie tylko gorzej.
Przechodzę tę drogę tylko dodatkowo jeszcze teren parku krajobrazowego. W przyszłym roku wybieram się do sądu na bezczynność urzędów oraz nie działania na podstawie i w granicach prawa. Pozdrawiam
Brawo dla autora za walkę z systemem w imię interesu wspólnego i przyrody. Smutne to jednak, że odpowiednie instytucje wykazują się taką nieskutecznością. Mnie szczególnie rozwaliło tłumaczenie RDOŚ, że urząd nie może (!) uzyskać informacji że Starostwa, mimo dwukrotnych wezwań. Znaczy, że co? Dwa razy wysłali polecony czy e-mail a Starostwo nie odpowiedziało nic? Nie jestem specjalistą, ale chyba coś takiego jak odpowiedzialność służbowa istnieje…
Dziękuję i pozdrawiam
Dziękuję za Pana zaangażowanie i odwagę w tym, co Pan robi. Ciężko było mi to czytać. Naprawdę odnoszę wrażenie, że większość ludzi hołduje zasadzie „po nas choćby potop”. Brak wyobraźni i tumiwisizm…
A ja drodzy czytelnicy, ja pozwolę sobie wbić szpilkę ten ekologiczny wielkomiejski kołchoźik.
Wszystko zależy od punktu widzenia.
Ja mieszkam od zawsze na wsi mam dom w szczerym polu(moim), z jednej strony pole przylega do cieku wodnego na którym kochane boberki regularnie stawiają tamy a woda wymywa brzegi lub wylewa mi na pole.
I jestem zmuszony regularnie te tamy rozbierać że by uniknąć strat w gospodarstwie.
Wzdłuż tego pola rósł jeszcze jakieś 15 lat temu lasek , jakieś kilkadziesiąt dębów i kolejne kilkadziesiąt innych drzew dziś nie ma ani jednego, boberki wycięły wszystko poza krzakami czeremchy amerykańskiej.
I co wy na to drodzy państwo.
A jeszcze gdyby ktoś z was chciał poradzić odszkodowanie z rdos-u to po dwóch latach zrezygnowałem bo płacą takie śmieszne pieniądze że szkoda papieru.
A jakieś konkrety? Bo mi to wygląda na tereny zalewowe albo raczej fantazje. Owszem, bobry są roślinożerne i rodzina bobrza „zjada” kilka (nie więcej niż 10) drzew rocznie. Ty więcej spalawz
każdego roku w kominku.