Kraj

Homofobiczny fake news braci Sekielskich

Kadr z filmu Zabawa w chowanego. Fot. Youtube.com/SEKIELSKI

W ważnym i potrzebnym filmie „Zabawa w chowanego” pojawiają się skandaliczne fragmenty, które przekreślić mogą walkę nie tylko o godność osób LGBT+, ale także o prawa ofiar molestowania seksualnego. Nie ma bowiem bardziej szkodliwej prawdy niż ta, która wymieszana jest z półprawdą czy manipulacją. Powiedzmy to wprost: molestujący dzieci księża są przestępcami, a ich orientacja seksualna nie ma tu nic do rzeczy.


Filmowa narracja o kilkorgu molestowanych dzieciach – skądinąd tylko chłopcach, co także jest symptomatyczne – w 64. minucie przerwana zostaje kilkuminutowym fragmentem, który rozpoczyna stwierdzenie jednej z ofiar, że o molestującym go księdzu były plotki, że „lubi dzieci, że to jest tak zwany pedziu”. Następnie mamy sekwencję kolejnych wypowiedzi: płockiego biskupa Mirosława Milewskiego („środowisko homoseksualne w Kościele katolickim w Polsce sieje ogromne spustoszenie, to jest środowisko dosyć mocno zorganizowane […] określane właśnie obrazowo mafią lawendową”), Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego („jest to pojęcie [mafia lawendowa], które oznacza środowisko homoseksualne, ale w Kościele szczególnie wśród duchownych i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy”), znów Mirosława Milewskiego („problemu np. pedofilii w Kościele do końca nie rozwiążemy, jeśli nie dotkniemy problemu tego środowiska, to są rzeczywistości w jakimś sensie powiązane, oczywiście tu nie ma przełożenia tego takiego zero-jedynkowego, ale one są powiązane ze sobą”), a na domiar złego Tomasza Terlikowskiego („nie należy wszystkiego utożsamiać z homoseksualizmem, ale też nie należy histerycznie twierdzić, że nie ma żadnej korelacji między tymi dwoma zjawiskami”).

Kościół sam się nie oczyści [o filmie „Zabawa w chowanego”]

Zatrzymajmy się w tym miejscu. Najpierw widzimy więc jedną z ofiar, która opowiada o krążących plotkach, przytacza zasłyszane najprawdopodobniej wiele lat temu słowa i jednocześnie się od nich dystansuje, ponieważ z jakiegoś powodu sięga po wyrażenie „tak zwany”. To doskonały pretekst dla twórców, żeby poprosić o wypowiedź jakiegoś seksuologa bądź seksuolożkę, którzy mogliby opowiedzieć o fałszywych mitach na temat powiązań pomiędzy homoseksualizmem a pedofilią. Następnie przedstawiciel Kościoła przedstawia tezę o istnieniu „mafii lawendowej” i próbuje w ten sposób rozmyć lub nawet przerzucić odpowiedzialność za przestępstwa seksualne. To kolejna doskonała okazja, żeby pokazać, jak Kościół manipuluje narracją dotyczącą pedofilii, łącząc dwa – całkowicie ze sobą niezwiązane – wątki.

Z niezrozumiałych względów bracia Sekielscy nie wykorzystują żadnej z tych okazji. Wręcz przeciwnie – legitymizują absurdalną tezę biskupa wypowiedziami dwóch zaangażowanych ideologicznie osób, z których jedna również jest przedstawicielem Kościoła! Obie te wypowiedzi brzmią zresztą jak żywcem wyciągnięte z podręczników do propagandy: Tadeusz Isakowicz-Zaleski dzieli się z nami nieco żartobliwymi argumentami anegdotycznymi, a Tomasz Terlikowski pełni rolę rozsądnego mędrca, który sięga po poważnie brzmiące słowa i powołuje się na Sodomę Frédérica Martela. Twórcy w żaden sposób nie próbują nam wyjaśnić rzeczywistości, ale perfidnie wpychają nas w argumentację, którą Kościół wykorzystuje do własnej obrony.

Mea culpa Kościoła za pedofilię

Nie czuję, żeby było to moje zadanie, ale ta sytuacja wymaga kilku akapitów dopowiedzenia, widzowie bowiem są przez twórców manipulowani – od dziesięcioleci nauka jednogłośnie mówi, że homoseksualizm w żaden sposób nie determinuje pedofilii.

Wbrew temu, czego chcieliby Isakowicz-Zaleski czy Terlikowski, nie jest to nawet płaszczyzna do pozostawiania niedomówień lub snucia dywagacji. W tej kwestii naukowcy i naukowczynie są zaskakująco zgodni, a ich wnioski nie są w żaden sposób równoznaczne z dumaniem biskupa, księdza czy dziennikarza, są bowiem efektem wielu lat rozwoju biologii, medycyny i seksuologii. Mam nadzieję, że wszyscy ci panowie nie kłócą się ze swoimi kardiologami na temat alternatywnych pomysłów, jak dbać o swoje serce. Oczekiwałbym także, że nie będą dzielić się z całym światem swoimi przemyśleniami na temat homoseksualizmu. Zwłaszcza że w pierwszym przypadku zaszkodzą wyłącznie sobie, a w drugim – niezliczonej ilości osób. O tym, jak ważną rolę w walce z przemocą seksualną odgrywa psychiatra, świadczy zresztą sam film Sekielskich, w którym ofiary kilka razy wspominają, że pomogła im terapia.

Zdecydowana większość argumentów o powiązaniach homoseksualizmu i pedofilii pochodzi z raportów i tekstów przygotowywanych przez American College of Pediatricians. To organizacja, która została powołana na początku tego wieku, żeby lobbować przeciwko m.in. adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Jej nazwa ma wprowadzać w błąd i kojarzyć się z American Academy of Pediatrics – oficjalną organizacją zrzeszającą amerykańskich pediatrów oraz pediatrki, których poglądy na temat homoseksualizmu są, rzecz jasna, diametralnie inne. Przedstawiane przez American College of Pediatricians wnioski traktowane są jako całkowicie śmieciowe z naukowego punktu widzenia. Organizacja właściwie nie przeprowadza własnych badań, a przygotowywane przez nią raporty są zlepkiem zewnętrznych tekstów. Dość powiedzieć, że naukowcy regularnie wystosowują oficjalne pisma, w których zarzucają American College of Pediatricians, że stawiane przez nich tezy są wyrwane z kontekstu, a ich badania są poddane ideologicznej manipulacji.

Podobne zarzuty dotyczą Paula Camerona – bohatera homofobów domagających się ograniczenia praw osobom w związkach jednopłciowych, który regularnie zresztą odwiedza Polskę, goszcząc u prawicowych polityków i przedstawicieli Episkopatu. Cameron skończył wprawdzie psychologię, ale jako naukowiec zajmował się badaniami niezwiązanymi z seksualnością – m.in. biernymi palaczami czy posiadaczami zwierząt domowych. Później założył własną organizację o poważnie brzmiącej nazwie Family Research Institute, a publikowane przez niego badania zostały oficjalnie potępione przez najważniejsze instytucje naukowe. Kilka lat temu Amerykanin wsławił się tym, że przeglądając Google News, odkrył korelację pomiędzy akceptacją dla homoseksualizmu a liczbą informacji o molestowaniu seksualnym w danym kraju. Ale do korelacji wrócimy za chwilę…

Równolegle bowiem prawdziwi badacze i badaczki przeprowadzali prawdziwe badania. Czeski seksuolog Kurt Freund w klasycznym eksperymencie wraz ze współpracownikami i współpracownicami dowiódł, że mężczyźni, którzy reagują podnieceniem na widok dorosłych mężczyzn, nie reagują analogicznie na widok dzieci, niezależnie od ich płci – podobnie zresztą, jak w przypadku mężczyzn reagujących podnieceniem na widok kobiet. W późniejszych latach brak związków pomiędzy orientacją seksualną (jakąkolwiek – nie tylko homoseksualizmem) a skłonnościami do wykorzystywania seksualnego dzieci potwierdziły wszystkie istotne organizacje, na czele chociażby z amerykańskim National Research Council, którego raport z lat 90. jest w tej kwestii jednoznaczny.

Do podobnych wniosków doszli także twórcy słynnego John Jay Report – zleconego zresztą przez amerykańskich biskupów, a często przytaczanego w katolickich mediach w zmanipulowany sposób – oraz naukowcy i naukowczynie, którzy raport ten analizowali. Gene Abel i Nora Harlow przepytali cztery tysiące mężczyzn, którzy przyznali się do molestowania seksualnego dzieci. Wśród nich 93 procent przyznało się do bycia osobami religijnymi, 65 procent molestujących mężczyzn było osobami czynnymi zawodowo, a 46 procent skończyło college lub wyższą uczelnię. Jak liczby te wyglądały wśród całej amerykańskiej populacji? Po kolei: 93 procent wszystkich amerykańskich mężczyzn uważa się za religijnych, 64 procent jest czynnych zawodowo, a 49 procent kończy college lub wyższą uczelnię. Tak samo było ze sprawcami, którzy są lub byli żonaci – taką odpowiedź zadeklarowało 77 procent badanych, a w całym społeczeństwie odsetek takich osób jest bardzo zbliżony (73 procent).

Orientacja seksualna po prostu nie determinuje pedofilii, podobnie jak wiele innych zmiennych. Osoby wykorzystujące seksualnie dzieci nie są mniej czy bardziej bogate, wykształcone lub religijne niż reszta społeczeństwa. To fakt naukowy znany na tyle powszechnie, że jego ponowne udowadnianie samo w sobie nie jest priorytetem dla kolejnych generacji badaczy i badaczek. Podobnie jak fizycy i fizyczki nie będą wciąż na nowo odkrywać tych samych praw, tak samo psychologowie i psycholożki wolą zajmować się bardziej interesującymi problemami.

Co istotne – nie oznacza to, że pomiędzy różnymi zjawiskami nie będzie pojawiała się korelacja – ulubione słowo tych, którzy bardzo chcą powoływać się na naukę, ale nie mają o niej pojęcia. Bezsensowność argumentu o korelacji jest w świecie internetu tak rozpowszechniona, że trudno uwierzyć, że ktoś jeszcze o niej nie słyszał, ale warto przypomnieć, że całkiem dobrze skorelowana jest ze sobą liczba filmów, w których rocznie gra Nicolas Cage, i liczba osób, które toną w ciągu roku, wpadając do basenów. Przytoczone dwa akapity wcześniej badania wskazują, że najprawdopodobniej dałoby się znaleźć wiele korelacji pomiędzy wykorzystywaniem seksualnym dzieci a rozmaitymi cechami, które na pierwszy rzut oka mogłyby wyglądać efektownie, ale byłyby całkowicie jałowe z poznawczego punktu widzenia, ponieważ istnienie korelacji w żaden sposób nie świadczy o związku przyczynowo-skutkowym.

Episkopat do zwolnienia, połowa biskupów do więzienia

W przypadku homoseksualizmu i pedofilii wśród katolickich duchownych takie korelacje mogą istnieć, ale zawsze wpływa na nie dodatkowa zmienna. Być może przestępcy seksualni wykorzystują mechanizmy wstydu związane z seksualnością księży do tuszowania własnych czynów. Być może sprawcy i ich przełożeni dążą do klasyfikowania czynów pedofilskich jako homoseksualnych, żeby ukryć rzeczywistą skalę problemu. Być może w katolicyzmie księża mają częstszy kontakt z chłopcami, co sprawia, że częściej właśnie oni są ofiarami przemocy seksualnej. To wymagałoby dodatkowych, interdyscyplinarnych badań, a nie łzawych opowieści Isakowicza-Zaleskiego czy Terlikowskiego. Ale wiemy na pewno, że homoseksualizm nie determinuje bycia przestępcą seksualnym bardziej niż inne orientacje.

O fake newsach lubimy myśleć jako o czymś, co spadnie z nieba, o czymś, co łatwo nam będzie zauważyć i wyśmiać. A najbardziej szkodliwym fake newsem wcale nie będzie Donald Trump, który na konferencji prasowej ogłosi, że Ziemia jednak jest płaska. Bracia Sekielscy do filmu, który obejrzy kilka milionów Polaków i Polek, wepchnęli obrzydliwego, homofobicznego fake newsa, przez którego wiele osób z satysfakcją zakrzyknie: „Aha! Jednak nie przez przypadek pedofil i pedał mają wspólne pierwsze trzy litery!”. To tym bardziej zaskakujące, ponieważ Sekielscy deklarują, że wspierają homoseksualistów i homoseksualistki.

Bracia Sekielscy zrobili to przeciwko sztuce dziennikarskiej, przeciwko nauce, przeciwko osobom walczącym o prawa osób LGBT+ i niestety – według mnie – przeciwko ofiarom przemocy seksualnej, ponieważ utwierdzili Kościół w przekonaniu, że zamiast walczyć z pedofilami może swoją energię pożytkować na tropienie „lawendowej mafii” i ideologiczne wygibasy, a nawet jego najbardziej zaangażowani przeciwnicy nie dostrzegą, że to próba zamiecenia pod dywan prawdziwego problemu.

***

Jan Radomski – działacz pozarządowy, publicysta, z wykształcenia filolog polski i socjolog. Doktorant na Wydziale Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, zajmuje się analizą dyskursu. Publikował m.in. w „Kulturze i Społeczeństwie” oraz „Gazecie Wyborczej”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać