Końca epoki masowych mordów, przemocy seksualnej i tortur, zwanych dla niepoznaki przemysłami mięsnym, mlecznym i jajczarskim, nie widać, ale może chociaż norki, lisy i przetrzymywane na łańcuchach psy odetchną w ciągu najbliższych lat z ulgą.
Zakaz hodowli zwierząt na futra i obywatelski projekt nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt – to dwa największe wyzwania legislacyjne, przed którymi stoją obecnie organizacje prozwierzęce. I choć w obu przypadkach poparcie społeczne jest bardzo duże, jako aktywiści i aktywistki mocno odczuwamy na karkach oddech lobby futrzarzy, pseudohodowców i rolników.
Za obywatelskim projektem nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt stoją cztery organizacje: Akcja Demokracja, Fundacja na rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt OTOZ Animals oraz Fundacja Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt – Viva! W ciągu kilku miesięcy 2024 roku podczas letnich festiwali, konferencji, demonstracji i bezpośrednio na ulicy organizacjom udało się zebrać pod projektem ponad pół miliona podpisów.
Sektor hodowlany powoduje antybiotykooporność groźną dla życia i zdrowia
czytaj także
Sedno projektu nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt wyjaśnia już jego nazwa – „Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt”. Jest więc wyjątkowo mało kontrowersyjny: kluczowe postulaty obejmują zakaz trzymania psów na łańcuchach, obowiązkową kastrację i czipowanie zwierząt domowych, powstanie Rejestru Hodowli pod nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej (w celu likwidacji okrutnych praktyk pseudohodowców) oraz poprawę standardów życia w schroniskach dla zwierząt, m.in. poprzez stworzenie ogólnokrajowego Systemu Informacji o Schroniskach.
Ponadto w projekcie wskazano na konieczność rozszerzenia definicji znęcania się poprzez włączenie w nią pozostawiania zwierząt w zamknięciu, zaniechanie leczenia, a także stosowanie kolczatek i obroży elektrycznych. Organizacje chcą także zakazu sprzedaży detalicznej żywych ryb (z wyjątkiem akwariowych) oraz zakazu fajerwerków hukowych.
Łańcuchy do lamusa
Wydawać by się mogło, że dziś takie rozwiązania powinny być oczywistościami. Nie są. Wręcz przeciwnie – w trakcie pierwszego publicznego wysłuchania projektu, które odbyło się 30 stycznia i trwało wiele godzin, padały najróżniejsze argumenty. Strona społeczna, czyli głównie organizacje prozwierzęce, w większości popierają projekt, choć nie bez wątpliwości co do szczegółów, np. w związku z możliwymi konfliktami kompetencyjnymi. Hodowcy natomiast podnieśli alarm o zapisy godzące w ich interesy.
Agata Kruszona-Zawadzka, prezeska Stowarzyszenia Klub Kota X-Treme, argumentowała, że to absurdalne, aby osoba, której kotki mają równocześnie mioty, na skutek czego stan posiadanych przez nią zwierząt przekroczył 20 jednostek, musiała zwrócić się o pozwolenie do wójta, burmistrza czy prezydenta miasta. Zaznaczmy, że chodzi tutaj tylko o zwierzęta, które przekroczyły 12. tydzień życia. Według Kruszony-Zawadzkiej zbrodnią jest jednak oddzielanie od matki kociąt poniżej 14. tygodnia życia.
Umowa z grupą Mercosur to gwóźdź do trumny klimatu i praw zwierząt
czytaj także
Organizacje prozwierzęce w zupełności zgadzają się z tym argumentem, a dodatkowo chcemy, aby nad tymi maleństwami sprawowana była opieka państwowa. Zbyt wielu ofiarom pseudohodowców musieliśmy już pomagać, zbyt wielu pomóc się nie udało. Dyskomfort konieczności zgłoszenia stada w urzędzie jest niczym wobec dyskomfortu, jakiego doświadczały koty ze słynnej, zlikwidowanej przez pion interwencyjny Fundacji Viva! hodowli lekarki z Mokotowa. W 2021 roku odebraliśmy z jej mieszkania 22 rasowe koty w strasznym stanie. W grudniu 2024 roku Irena K. usłyszała wyrok mokotowskiego Sądu Rejonowego: rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, 15-letni zakaz posiadania zwierząt i 40 tys. zł nawiązki.
W samej tylko Vivie! prowadzimy Schronisko w Korabiewicach i 300 domów tymczasowych. Łącznie pod naszą opieką znajduje się ponad 3600 przedstawicieli różnych gatunków, nie licząc blisko 1000 kotów wolno żyjących, którym zapewniamy karmę i leczenie. W 2024 roku ponad 5300 razy sfinansowaliśmy pomoc weterynaryjną, a ponadto 1586 kastracji.
Viva! – choć jedna z większych i o najszerszym spektrum działania – nie jest jedyną organizacją; są ich setki, także tych, które walczą lokalnie z kocią i psią bezdomnością. Jesteśmy praktykami i dobrze wiemy, że kastracja, czipowanie i ograniczenie kontrolowanego rozmnażania to najskuteczniejsze metody tej walki. Jednak terminu, kiedy ustawa „Stop łańcuchom” wejdzie w życie, ani nawet pewności, że to się stanie, wciąż nie mamy.
Wyborcy PiS i PO mówią jednym głosem
Podobnie rzecz wygląda w przypadku ustawowego zakazu hodowli zwierząt na futra. W Sejmie jest już gotowy, bardzo merytoryczny projekt autorstwa posłanki Zielonych Małgorzaty Tracz. Proces jego tworzenia był wspierany przez Fundację Viva! oraz Stowarzyszenie Otwarte Klatki. Projekt przewiduje całkowitą likwidację przemysłu futrzarskiego w Polsce do 2029 roku, z zachowaniem pięcioletniego okresu przejściowego, finansowaniem przekwalifikowań dla osób zatrudnionych w tej branży i wypłatą odszkodowań.
Rybnik: Ludzie chcieli dobrze, a zagłaskali nutrie na śmierć
czytaj także
Projekt ten ma zdumiewające jak na polskie warunki poparcie społeczne. Według danych zamieszczonych w przygotowanym przez Otwarte Klatki materiale Cena futra. Raport na temat przemysłu futrzarskiego w Polsce 2024 popiera go 60 proc. wyborców PiS, 61,1 proc. wyborców PSL, 75,7 proc. wyborców PO, 78,7 proc. wyborców Nowej Lewicy i 71,3 proc. wyborców Polski 2050. Najmniejsze, choć wcale niemałe, ma poparcie wśród osób, które głosowały na Konfederację – 46,1 proc. Łącznie za zakazem jest 65,8 proc. polskiego społeczeństwa.
Opór Konfederacji nie dziwi. Partia ta pozuje na obrońców ludzi biznesu, a jedyną grupą społeczną, w której interesie leży istnienie branży futrzarskiej, jest sama branża. Poza tym cierpią wszyscy, przede wszystkim zwierzęta: rocznie w naszym kraju, który jest drugim po Chinach największym producentem futer naturalnych na świecie, w okrutny sposób zabijanych są ponad 3 miliony norek, lisów, jenotów i szynszyli. Przed śmiercią żyją w strasznych warunkach; wbrew temu, co twierdzą hodowcy, często także uciekają, czyniąc spustoszenie w lokalnych ekosystemach.
czytaj także
Cierpią także mieszkańcy terenów, na których sytuowane są fermy: tylko w latach 2012–2017 odbyło się ponad sto lokalnych protestów przeciwko powstawaniu i rozbudowie kolejnych hodowli. Sąsiedztwo takiej fermy to trudny do zniesienia smród i zagrożenie epidemiczne. W 2020 roku w „Science” ukazał się artykuł, w którym zwierzęta z rodziny łasicowatych – norki amerykańskie, kuny i fretki – zostały wskazane jako główni przenosiciele wirusa SARS-CoV-2 na ludzi. To tylko krótki zarys tego, jak szkodliwe jest istnienie tej branży – pogłębione informacje na ten temat można znaleźć w raporcie Otwartych Klatek.
W stronę sentiokracji
„Stop łańcuchom” i #CzasNaZakaz to efektowne, ale nie jedyne działania ruchu prozwierzęcego. Tylko w 2024 roku Fundacja Viva! przeprowadziła 125 interwencji w przypadkach podejrzenia znęcania się nad zwierzętami. Głośne były też sądowe wygrane w dwóch procesach: wspomnianej już pseudohodowyczyni z Mokotowa i weterynarza, który przeszczepiał rasowym psom organy pobrane od zwierząt ze schronisk.
Cały czas walczymy też o to, aby z drogi na Morskie Oko zniknął konny transport. W tej sprawie mamy przeciwko sobie nie tylko niemających świadomości turystów, ale też górali i, niestety, starostę tatrzańskiego, do którego finalnie należy decyzja, czym się będzie można na tej trasie poruszać. Nie ustajemy także w wysiłkach, żeby promować zdrową dla ciała i dobrą dla klimatu dietę roślinną, choćby w ramach zaplanowanego na maj Ogólnopolskiego Tygodnia Wege, z kolei Otwarte Klatki negocjują z biznesem wycofanie stosowania jaj pochodzących z hodowli klatkowej (tzw. jaj z trójką), gdzie, jak łatwo zgadnąć, kury nie mają szans na nawet minimalny dobrostan.
Naszym marzeniem jest zupełne odejście Polek i Polaków od spożywania jaj, mleka i mięsa, ale w obecnym porządku społeczno-prawnym jest to praktycznie nie do wyobrażenia. Warto dodać, że konsumenckie naciski na biznes mają miejsce także w wątku futrzarskim – działacze prozwierzęcy m.in. z grupy Anonymous for the Voiceless organizują protesty pod sklepami firmy Ochnik, która jako jedna z nielicznych nie chce wycofać ze sprzedaży futer naturalnych. AV to silnie zdeterminowana grupa aktywistów, odpowiedzialna przede wszystkim za tzw. Sześciany Prawdy, podczas których na ulicach miast na całym świecie pokazują widea ukazujące realia hodowli przemysłowej. I choć w ten sposób nie nawrócą społeczeństwa na dietę roślinną, to jednak pełnią ważną funkcję bycia świadkami tej całkowicie legalnej zbrodni.
Mięso bez zabijania zwierząt? To, co wolno Jezusowi, to już nie producentowi
czytaj także
À propos legalności: jakiś czas temu w warszawskiej Zachęcie miała miejsce wystawa z pracami różnych artystów, zatytułowana Łzy szczęścia. Można było zobaczyć tam m.in. pracę wegańskiej artywistki Elwiry Sztetner, która naprzeciwko słynnej Piramidy zwierząt Katarzyny Kozyry przyczepiła napis „Czekam na dzień, w którym przemoc wobec zwierząt stanie się nielegalna”.
Sztetner wspólnie z Dariuszem Gzyrą promuje weganizm jako program polityczny – w ich wspólnej książce Śmiałość i empatia wprowadzone zostaje pojęcie „sentiokracji”, czyli ustroju, w który zdaniem osób autorskich powinna ewoluować demokracja. Ten niszowy pogląd ma szansę przebić się do szerszej publiczności, jeśli uda się zainteresować nim środowiska feministyczno-queerowe, ukazując szowinizm gatunkowy jako matkę wszystkich innych szowinizmów.
Krokiem w tym kierunku będzie książka Karoliny Skowron Feminizm to weganizm, która ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej i którą matronatem objął Magazyn „Vege” – czasopismo wydawane przez Fundację Viva! Projekt ten usuwa człowieka z centralnego miejsca refleksji etycznej, wstawiając tam każdą istotę zdolną odczuwać cierpienie i przyjemność. Każdego sentienta i sentientkę.