Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Premier staje po stronie kanciarzy

Odkąd Donald Tusk w gmachu giełdy wezwał miliarderów, żeby się bogacili, jego antypracowniczy kurs nie powinien już dziwić. Tym razem jednak premier staje po stronie szemranego biznesu, który żyje dzięki oszukiwaniu państwa.

ObserwujObserwujesz
Piotr Ikonowicz

Mężczyzna po pięćdziesiątce zatrudnił się przy zamiataniu. Gdyby zawarto z nim umowę o pracę, musiałby zostać przebadany przez lekarza medycyny pracy, który prawdopodobnie nie dopuściłby go do pracy fizycznej, bo miał zaawansowaną chorobę wieńcową. Człowiek po kilku dniach zmarł na zawał. To jedna z wielu ofiar umów śmieciowych.

Kobieta dość wątłego zdrowia dostała pracę w ochronie. Przewróciła się, i to tak nieszczęśliwie, że uderzyła głową w krawężnik. Akcja serca ustała, ale na szczęście był tam inny ochroniarz, który potrafił zastosować metody resuscytacji i naciskając klatkę piersiową, uratował jej życie. Dłuższy czas leżała na oddziale intensywnej terapii w stanie śpiączki. W końcu się wybudziła – i kiedy już stanęła na nogi, zaczęła znów szukać pracy. Znalazła ją znów w ochronie, w tej samej firmie, która obsadziła ją na tym samym stanowisku, gdzie miał miejsce wypadek. Nie muszę dodawać, że pracowała na umowie-zlecenie i znów żaden lekarz nie musiał jej do pracy dopuszczać.

Czytaj także Praca poza prawem Piotr Ikonowicz

Kolega, który pracował, nie mógł pojąć, dlaczego człowiek, który uratował kobiecie życie, nie został przez firmę w żaden sposób wyróżniony czy wynagrodzony. On sam kupił mu butelkę dobrej wódki i powiedział, że chciał go w ten sposób uhonorować. Ochroniarz popłakał się ze wzruszenia.

Projekt ministerstwa pracy zakładający, że inspektorzy pracy powinni móc zmieniać umowy śmieciowe na umowy o pracę wszędzie tam, gdzie umowa cywilnoprawna jest zawarta dla pozoru, a człowiek pracuje jak na etacie, została w końcu przez premiera Tuska „odwołana”.

Większość firm zawiera umowy o pracę, nie oszukuje i nie okrada państwa z należnych mu danin. Premier najwyraźniej reprezentuje ten szemrany biznes, który, pozorując umowy śmieciowe, okrada nas na co najmniej dwa i pół miliarda złotych rocznie. Stąd nic dziwnego, że za ustawą wzmacniającą uprawnienia inspekcji pracy opowiedział się minister finansów. Poparł reformę również minister sprawiedliwości, który poszedł dalej i proponował domniemanie umowy o pracę, a na pracodawcy spoczywałby ciężar udowodnienia, że to rzeczywiście jest inny rodzaj umowy.

W Polsce co najmniej 2,5 mln osób pracuje w ramach tzw. niestandardowych form zatrudnienia, czyli umowy typu „B2B”, biznes z biznesem: pracownik udaje, że jest firmą, i jako firma podpisuje umowę zlecenie lub o dzieło. Jednym z argumentów przeciwko ucywilizowaniu rynku pracy jest to, że część pracowników podobno woli śmieciówki, bo dostaje więcej „na rękę”. Jednak to nie pracownicy decydują. W większości wypadków decydująca jest wola pracodawcy, który na śmieciówce oszczędza, a poza tym większość interwencji Państwowej Inspekcji Pracy i tak odbywać się będzie na wniosek pracownika.

Rezultatem odmowy kontynuowania prac nad tą ustawą będzie prawdopodobnie utrata kilkunastu miliardów złotych z KPO. Bowiem Unia stawia wprowadzenie tych przepisów jako kamień milowy, od którego spełnienia uzależnione jest wypłacenie tych funduszy. Z początku tym kamieniem milowym było ozusowanie śmieciówek. Tusk odmówił, zawarto więc kompromis, polegający na nadaniu inspektorom pracy uprawnienia do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Ale i ten kompromis Tusk właśnie zerwał.

Słuchaj podcastu: Tania praca, czyli gdzie jest Polska

Premier, który staje po stronie kanciarzy, musi budzić zdziwienie. Choć już kuriozalne spotkanie w gmachu giełdy, podczas którego Donald Tusk wzywał miliarderów, żeby się bogacili, pokazało po czyjej stronie stoi premier: po stronie biznesu, a nie ludzi pracy.

Dla szefów życie pracującej na śmieciówce pracownicy ochrony nie było nic warte. Podobnie jak dla premiera nic niewarte są unijne fundusze, jeśli w zamian za nie trzeba wprowadzić propracownicze przepisy. Tracimy szansę zdobycia środków na zatkanie dziury w ochronie zdrowia. Ta decyzja wielu z nas może kosztować życie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie