Gospodarka

I ty możesz żyć jak królowa

„Wysokie Obcasy” opublikowały niesłychany tekst pt. „Dla geriatrów królowa Elżbieta II jest zagadką. Jak w wieku 95 lat wytrzymuje kilkugodzinne spotkania?”. Autorka formułuje w nim pięć rad dla wszystkich zapracowanych kobiet, aby w wieku 95 lat być w takiej formie jak brytyjska królowa.

Oto pięć „uniwersalnych” przykazań kobiety pracującej:

Rada 1: planuj pracę jak Elżbieta II
Rada 2: baw się i wypoczywaj jak Elżbieta II
Rada 3: trzymaj dystans do samej siebie
Rada 4: pogódź się ze zmiennością losu
Rada 5: starzej się jak Elżbieta II

Piotr Wójcik potraktował je poważnie i zaprasza na historię prawdziwą.

Niewiele wystarczy do szczęścia. Na przykład według „Wysokich Obcasów” wystarczy wdrożyć kilka prostych zasad, którymi na co dzień kieruje się królowa Elżbieta, aby pracować 24 godziny dziennie do 95. roku życia, zachowując przy tym optymizm, urok i pogodę ducha. Zasady te są proste i można je zastosować właściwie w każdych warunkach bytowych oraz społecznych.

Wyobraź więc sobie, że jesteś królową. Budzisz się w swoim średnioklasowym, dwupokojowym mieszkaniu kupionym od dewelopera i zaczynasz żyć według królewskich zasad, które odmienią twoją nieciekawą do tej pory egzystencję. To nie jest trudne, wystarczy tylko nieco uporu i konsekwencji. Świat może ci rzucać kłody pod nogi, ale ty się nie przejmujesz, bo znasz wartość swoich zasad. To dzięki nim niepozorna Elżbieta wytrwała jako jedna z najdłużej panujących głów państw w historii.

Dlaczego i tobie miałoby się nie udać? Czemu by nie spróbować? Co może pójść nie tak?

Rozważna i romantyczna

Zaczynasz dzień o siódmej. Wcześniej wstawałaś zwykle o szóstej, ale to niezdrowe, zbyt mało czasu poświęcałaś na sen, poza tym królowa wstaje o siódmej. Zamiast filiżanki earl greya musi wystarczyć ci żółty lipton, do tego paróweczki z serem z mikrofali, które nieco przypominają brytyjską kuchnię. Przeglądasz parę ulubionych gazet, żeby sprawdzić, co się dzieje na świecie.

Gdy tak niespiesznie zaczynasz dzień, od kilkunastu minut dzwoni już telefon, ale nie odbierasz, bo królowa nie używa telefonów. Nie ma co się rozpraszać, w porządku dnia kluczowa jest rutyna. Spokojnie więc kończysz śniadanie, ubierasz się i wychodzisz do pracy. Przed blokiem nie stoi czarny rolls-royce, więc kierujesz się do swojej srebrnej astry. Wsiadasz i wbijasz w korek, ale to cię nie stresuje, gdyż królowa jest pogodzona z rzeczywistością, a korki to integralna część miejskich realiów. Wreszcie, po 45 minutach przebijasz się przez miasto i docierasz do pracy.

W biurze na powitanie szef ruga cię z góry na dół. Dzwonił od rana, żebyś przyjechała wcześniej, bo zjechało niespodziewane zlecenie od klienta. No ale nie odbierałaś (królowa nie używa telefonu), zresztą i tak byś nie przyjechała, ponieważ rutyna to grunt pod twoimi stopami, jak pod trzewikami królowej. To sam fundament życia, mówi Elżbieta. Masz jednak dystans do siebie, dokładnie tak jak królowa, więc tylko uprzejmie się uśmiechasz i siadasz do komputera.

Zaczynasz pracę od sprawozdania, którego wczoraj nie dokończyłaś, choć na biurku leżą już dokumenty z nowego zlecenia, o którym mówił, a raczej krzyczał, twój szef. Sprawy należy jednak robić we właściwej kolejności, więc najpierw kończysz to, co zaczęłaś wczoraj. W międzyczasie dostajesz od szefa kolejny opierdol, bo te papiery leżące na biurku podobno mają jakiś „priorytet”. Na szczęście wczorajszą robotę udaje ci się skończyć w miarę szybko, więc zabierasz się za nowe wyzwanie dnia. Szef jest udobruchany; niestety nagle dzwoni szef twojego szefa i każe ci przygotować na cito zestawienie kosztów jednego z klientów za poprzedni miesiąc. Uprzejmie odmawiasz, gdyż obecnie zajmujesz się czymś innym. Królowa brzydzi się multitaskingiem.

Perswazje

Szef twojego szefa rzuca słuchawką. Po chwili zjawia się twój bezpośredni przełożony i znów ruga cię z góry na dół za to, że nie spełniłaś życzenia tego szefa, który jest bezpośrednio nad nim, a nad tobą dwa poziomy wyżej. Zachowujesz jednak zimną krew i trzeźwo mu przypominasz, że przecież jeszcze przed chwilą kazał ci się zająć czymś innym i to coś było podobno ekstrapriorytetowe. Dostajesz więc kolejny opierdol. Nie reagujesz, gdyż masz dystans do siebie niczym Elżbieta, więc jedynie kulturalnie pytasz, czym masz się w takim razie zająć. Czerwony na twarzy szef nakazuje, żebyś oba zadania wykonała na asapie, i odchodzi.

Zaraz po nim koleżanka zwraca się do ciebie o pomoc, spławiasz ją jednak, niczym Elżbieta tęskniącego księcia Karola po półrocznej podróży, gdyż masz teraz inne obowiązki. Tracisz jedną z nielicznych przyjaciółek w biurze, ale nie rusza cię to, gdyż przyjaciółki przychodzą i odchodzą, a królowa trwa niewzruszenie.

Niestety, akurat tobie nie będzie dane trwać dekadami, a przynajmniej nie w tej pracy. Okazuje się, że twoja umowa ma nieco inne zapisy niż umowa Elżbiety, która ma etat na czas nieokreślony, bez możliwości wypowiedzenia ze strony pracodawcy. Twoja umowa miała okres wypowiedzenia, i to dosyć krótki, bo zaledwie dwutygodniowy, z którego chętnie skorzystali twoi przełożeni zniechęceni twoimi wynikami, bo te wyraźnie się pogorszyły, odkąd zaczęłaś żyć według zasad brytyjskiej królowej.

Nie pasowało im, że twoja efektywność spadła o dwie trzecie i że nie odbierasz telefonów po godzinach pracy. Nie przekonywało ich także, że o równej siedemnastej musisz pijać herbatkę, choćby się waliło i paliło, gdyż taka drobna rutyna utrzymuje cię w dobrej kondycji psychicznej. Twój bezpośredni przełożony stwierdził, że w tej pracy na rutynę nie ma miejsca, a szef twojego szefa dodał, że bezrobocie doskonale zrobi twojej kondycji psychicznej, gdyż będziesz mogła zaplanować swój dzień od świtu do zmierzchu.

Duma i uprzedzenie

Zaczynasz więc szukać nowej pracy. Najpierw przerabiasz swoje stare CV, gdyż za dużo było w nim osiągnięć, a królowa nie lubi się chwalić. Elżbieta jest do przesady wręcz skromna i tylko dzięki temu przetrwała wszystkie burze medialne, które towarzyszyły jej właściwie od początku. Ograniczasz więc swoje CV do kwestii urodzenia oraz stosunków rodzinnych. Piszesz dużo o swoim ojcu oraz trudnych relacjach z rodzeństwem. Rozsyłasz to nowe, dystyngowane, choć skromne CV. Nie dostajesz żadnej odpowiedzi.

Żeby nie czekać na telefon dłużej niż Karol na koronę, sama dzwonisz po koleżankach, ale żadna nie odbiera, bo miałaś je ostatnio w dupie, więc wszystkie są na ciebie obrażone. Po dwóch tygodniach odbierasz wreszcie telefon z zaproszeniem na rozmowę. Gdy rekruterka pyta o twoje mocne strony, odpowiadasz, że nie lubisz mówić o sobie. Rekruterka mamrocze coś pod nosem, kręci głową i zadaje kolejne pytania.

Praca polegać ma na prowadzeniu fanpejdża producenta modnych butów miejskich. Rekruterka pyta cię, jakim hasłem zareklamowałabyś damskie trampeczki, żeby zachęcić do nich jak najwięcej młodzieży. Odpowiadasz, że przymilanie się do młodzieży nie przystoi, a trampeczki same się obronią, o ile są dobre, więc wystarczy samo ich zdjęcie, bez opisu. Rekruterka znowu coś mamrocze, dziękuje ci za rozmowę i zapewnia, że oddzwonią.

Jakoś nie oddzwaniają. Na szczęście na twoim osiedlu pracowników szuka jeden z dyskontów. Jako że powoli kończą ci się oszczędności, próbujesz szczęścia właśnie tam. Tym razem przechodzisz proces rekrutacji i rozpoczynasz pracę jako kasjerka. Początkowo idzie ci świetnie, głównie dlatego, że podobnie jak Elżbieta opanowałaś sztukę wstrzymywania moczu na osiem godzin, co się okazało bardzo przydatną umiejętnością w tej akurat pracy.

Problemy w nowej pracy zaczynają się, gdy kierowniczka wysyła cię do rozładowania dostaw. Królowa Elżbieta nie uznaje czynności, podczas których człowiek się poci. Jedyny wysiłek, który królowa dopuszcza, to jazda konno i uprawianie ogródka, ewentualnie polowania i wchodzenie na schody, których w trakcie swej pracy musi przemierzać mnóstwo. Uprzejmie więc odmawiasz i sugerujesz, żeby dyskont zatrudnił jakichś młodych chłopców do wypakowywania dostaw. Wściekła kierowniczka toleruje cię do końca umowy próbnej, która jednak nie zostanie ci przedłużona. Znów trafiasz na bezrobocie.

Na szkockich wrzosowiskach

Nie przysługuje ci zasiłek dla bezrobotnych, gdyż w ciągu ostatnich 18 miesięcy miałaś za duże luki w zatrudnieniu i nie uzbierałaś odpowiedniego okresu składkowego. Warunkowo dostajesz z MOPS-u zasiłek okresowy, który nie wystarcza ci na ratę, więc sprzedajesz mieszkanie i jakimś cudem wynajmujesz lokal socjalny od miasta, który co prawda ma jedną wspólną toaletę na piętrze, ale przynajmniej jest blisko lasu, dzięki czemu możesz oddawać się polowaniu na kaczki w towarzystwie swojego psa rasy corgi.

Życie na socjalu to balansowanie na granicy egzystencji

Po tygodniu odwiedza cię pracownica socjalna. Nie zastaje cię w domu, ale sąsiad obok informuje ją, że spacerujesz po łąkach niedaleko familoka, w którym znajduje się twoje mieszkanie socjalne. Pracownica MOPS-u po długich poszukiwaniach wreszcie natyka się na ciebie, gdy czołgasz się po mokrej trawie, by znaleźć idealną pozycję do ustrzelenia jelenia. Gdy pyta o twoje wysiłki w sprawie znalezienia pracy, odpowiadasz, że wolisz przemierzać wilgotne wrzosowiska wokół miasta, gdyż przypominają ci one bezkresne krajobrazy Szkocji.

Okazuje się, że twoje zamiłowanie do natury nie przekonuje MOPS-u, więc odbierają ci zasiłek okresowy. Ze sprzedaży mieszkania zostało ci kilka tysięcy, ponieważ reszta poszła na spłatę kredytu, więc twoje oszczędności błyskawicznie topnieją i zaczyna ci grozić utrata lokalu socjalnego. Sprawę pogarsza fakt, że sąsiedzi z familoka wydzwaniają do KZGM i przekonują zarząd budynku, że takiej patoli jak ty to jeszcze nie widzieli.

Nie przejmujesz się tym, gdyż królowa w trakcie swojego życia musiała znosić większe podłości i obelgi. Poza tym czwartą zasadą Elżbiety jest pogodzenie się ze zmiennością losu. Przyjmujesz więc swoją trudną sytuację z godnością typową dla koronowanej głowy. Być może straciłaś pracę, mieszkanie i oszczędności, ale żyjesz zgodnie z zasadami brytyjskiej królowej. A przecież o to chodziło, prawda?

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij