Felieton

Pomnik pychy i ostentacji

Przewrócony pomnik Henryka Jankowskiego. Fot. tt @sekielski

Ani rząd, ani liberalna opozycja nie przyjmują do wiadomości, że suwerenności obywateli zagraża kościelna korporacja będąca ponad prawem, że solidarność należy się także ofiarom przemocy, że demokracja w Europie nie istnieje bez liberalnych praw człowieka.

 

W kraju, w którym dużo więksi od Henryka Jankowskiego bohaterowie nie mają miejsca w przestrzeni publicznej, postawiony niedługo po śmierci słynnego księdza prałata pomnik był przede wszystkim symbolem pychy i ostentacji Kościoła. Jego książęta, książątka i sługi rang pomniejszych – jakby nie wierząc we własną story o nagrodzie w Królestwie Niebieskim – wyjątkowo lubią się pławić w dobrach marnych i doczesnych. Henryk Jankowski czynił to w sposób wręcz karykaturalny i trudno się oprzeć wrażeniu, że za realne przecież zasługi dla ruchu „Solidarności” swoje gratyfikacje zdążył odebrać za życia. Pomnik raził już z tego powodu swym nadmiarem.

Diduszko z Watykanu: Chcemy dymisji biskupów chroniących księży pedofilów

Kiedy zaś wyszły na jaw (a właściwie dotarły do świadomości powszechnej – bo jawne były od lat) jego akty przemocy seksualnej, statua Monsignore była już tylko wyrazem szyderstwa z losu ofiar. Widomym znakiem, kto kim w naszym kraju rządzi i komu się współczuje. Komu ile wolno i kogo obowiązują standardy przyzwoitości – bo przecież nie była hołdem dla ruchu społecznego ani ideałów Ewangelii. Nocne obalenie gdańskiego pomnika, niezwykle kulturalne, tak by okolicznych mieszkańców nie zbudził huk upadającej bryły, było więc protestem przeciw publicznemu zgorszeniu – niech mi antyklerykałowie wybaczą kanoniczny język, który akurat tutaj pasuje wyjątkowo.

Czy ten akt coś zmieni w naszym życiu publicznym?

Nie wierzę w żaden moralny wstrząs po stronie hierarchów Kościoła, którzy – tak samo jak ksiądz Jankowski, tylko na wielką skalę – przez trzy dekady „odbierali sobie” gratyfikację za zasługi z czasów komuny w twardej walucie. Zamiatali sprawy pedofilów pod dywan i przenosili ich do innych parafii – i dalej będą próbować to robić. Podobnie jak usuwać szkoły i domy kultury ze „zwróconych” im na podstawie PRL-owskiego jeszcze prawa (tak, nigdy dość przypominać, że to PZPR stworzyła Komisję Majątkową) nieruchomości. Będą czerpać rentę z podarowanej im z zasobów publicznych ziemi. Nie rozliczać się, nie płacić podatków.

Egzorcyzmy i piłka nożna nie zmienią orientacji seksualnej

Nie mam też wątpliwości, że usłyszymy głosy o nagonce na Kościół, o stalinowskich praktykach i spodziewanej fali przemocy wobec duchownych. Niedużo czasu minie, zanim ktoś użyje metafory równi pochyłej: wczoraj wieszali buciki na płotach, dziś obalają pomniki zmarłych, jutro oplują proboszcza, pojutrze gwałcić będą zakonnice, a za tydzień spalą świątynie i powieszą biskupów.

Znajdą się również arbitrzy elegancji i dobrego tonu. Ci, którzy reportaże Bożeny Aksamit o ofiarach księdza prałata przeczytali „zbulwersowani i zatroskani”, ale i tak wezwą, by umarłych szanować, a spory rozwiązywać w sposób cywilizowany. Nieraz i mnie jest do nich niebezpiecznie blisko – a jednak widząc, z jakim lękiem władze wszelakie obchodziły ten gdański totem, nie mogę nie czuć wdzięczności, że ktoś zrobił to, o czym tak wielu z nas skrycie tylko marzyło.

Do kochanych katolików od „przyjaciela ateisty”

Wierzę natomiast, że nocne obalenie pomnika Jankowskiego zerwie z polityków kolejne zasłony hipokryzji. Niczym przy sejmowym głosowaniu w sprawie aborcji, związków partnerskich, kolejnych transferów pieniężnych na rzecz instytucji Kościoła, klauzul sumienia i tego wszystkiego, co przez kilka dekad świadczyło nie tylko o zawłaszczeniu państwa przez interesy i wartości kleru, ale również o kolonialnej mentalności istotnej części naszych elit.

W roku 2019 ścierać się będą ze sobą wielkie projekty polityczne: rzecznicy „suwerenności i solidarności” z obrońcami „nowoczesnej europejskiej demokracji”. Jedni i drudzy nie przyjmują do wiadomości, że suwerenności obywateli zagraża też kościelna korporacja będąca ponad prawem, że solidarność należy się także ofiarom przemocy, że demokracja w Europie nie istnieje bez liberalnych praw człowieka. Jeśli do władzy dojdzie w końcu siła głosząca te oczywistości, być może żadnych pomników nie trzeba już będzie obalać.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.