Felieton

Trudny los ministry Bieńkowskiej

Elżbieta Bieńkowska chce, żeby Ministerstwo Infrastruktury działało „jak normalna firma”, więc może raczej powinna zatrudnić się w jakiejś?

„Jestem ministrem, a teraz wicepremierem wskazanym przez PO, ale nie chcę być politykiem”, mówi pani wicepremier w wywiadzie dla GW. Czy nie powinna zatem pani skorzystać z któregoś ze szkoleń tak prężnie dofinansowanych z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki? Podobno są bardzo ciekawe warsztaty z malowania na szkle, a nawet z podstaw rozwoju przedsiębiorczości. Niektóre można odbywać w systemie e-learningowym, bez wychodzenia z ministerstwa. W końcu Bieńkowska chce, żeby Ministerstwo Infrastruktury działało „jak normalna firma”, więc może raczej powinna zatrudnić się w jakiejś? Zamiast być politykiem, czego przecież nie chce.

Może jestem za bardzo złośliwy, ale naszej redakcji nie zaproszono na organizowane przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego szkolenie: Jak pisać o Funduszach Europejskich? Gdzie tłumaczono, że za przydzielane publiczne pieniądze powinny powstać „normalne” artykuły dziennikarskie, koniecznie „w grzbiecie głównym” gazety, „budujące i utrwalające pozytywny wizerunek FE”. Przecież ministerstwo nie będzie płacić za to, żeby dziennikarze pisali źle. Natomiast na pisanie dobrze w samym roku 2012 było osiem milionów złotych. To oczywiście kropla w morzu budżetu, którym ministerstwo rozporządza, ale zawsze coś. Naprawdę chciałbym być mniej złośliwy. W końcu pani minister tak ładnie mówi o kolei, że trzeba ją ratować, bo „zapóźnienia inwestycyjne są ogromne”, i zająć się Przewozami Regionalnymi, „choć formalnie nie podlegają ministerstwu, tylko marszałkom województw”. Jednak warto przypomnieć, że to za rządów jej partii Przewozy Regionalne zostały wrzucone marszałkom. Bo chciano się pozbyć problemu. Jednak nie wystarczy wynieść śmierdzący problem do drugiego pokoju, żeby przestał brzydko pachnieć. 

„Zapóźnienia inwestycyjne” to ładna metafora na proces likwidacji kolejnych połączeń. Na ten temat oczywiście ma Bieńkowska swoją opinię: „Jeśli chodzi o trasy, na których pociągi już nie jeżdżą, to zapewne jest tak, że je zlikwidowano, bo uznano, że za mało ludzi z nich korzysta i to się nie opłaca. Ale akurat w przypadku kolei są takie linie, do których trzeba dopłacać, bo pociągi muszą tam kursować. Tak, jest rachunek ekonomiczny, ale państwo ma pewne niezbywalne obowiązki, musi zapewnić przewóz”. Podsumowując: połączenia powinny być, ale je likwidujemy, bo się nie opłaca. 

Tym bardziej nie chciałbym być złośliwy, bo praca ministry jest niewątpliwie ciężka i stresująca. O czym zresztą Bieńkowska nie boi się mówić: „Kiedyś się bardziej wszystkim przejmowałam. Ale teraz też nie jest tak, że się nie przejmuję, jednak wstaję o szóstej rano, sprawdzam prasę. I np. kiedy widzę swoje głupie zdjęcia albo nawet wstrętne, to jest mi strasznie przykro”. Mnie też jest przykro, bo chciałbym, żeby politycy nie oceniali swojej pracy po tym, jak wychodzą na zdjęciach. No, ale może fundusze unijne są tak świetnie wydawane, że rząd nie ma innych powodów do zmartwień niż brzydkie zdjęcia.

Z pewnością nie jest tak jak w 2010 roku, gdy jako najlepsze i najciekawsze nagradzano szkolenia z obsługi komputera, kosztujące po dziesięć tysięcy złotych od osoby, albo kurs szydełkowania za sto tysięcy złotych. Teraz prawie każda złotówka jest wydawania świetnie, a przedsiębiorcy będę inwestować w naukę. Bo: „pieniądze dla uczelni w przyszłym budżecie w 90 proc. będą szły poprzez przedsiębiorców”. Więc będą się musieli dogadać z jakąś uczelnią, że inwestują. Znaleźć chętnych, którzy podpiszą papier, że inwestują, nie może być trudno. A pieniędzmi się można jakoś podzielić.

Ale znowu się czepiam, a przecież ministra Bieńkowska ciągle się uczy. Na pytanie, czy bardziej wierzy w państwo, czy w rynek, odpowiada: „Kilka lat temu bym powiedziała, że w wolny rynek. Teraz powiem trywialnie: w wolnym rynku żyją też ludzie, którzy czasami z dobrodziejstw wolnego rynku nie potrafią skorzystać” (np. przerwać ciążę?) i „państwo musi im pomóc” (np. zakazać?). Bo obecna ustawa jest dobra. Ale znowu jestem złośliwy, a przecież powinienem być bardziej empatyczny. Ostatecznie nie jest łatwo istnieć w polityce, gdy nie chce się być politykiem, i rządzić państwem, gdy się w nie nie wierzy. Ale jeszcze tylko parę lat. Rynek i firmy czekają.  

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.