Dziewięć tysięcy dni i nocy bez kontaktu ze światem. Bez postawionych zarzutów, bez procesu. Erytrejski dziennikarz Dawit Isaak przebywa w więzieniu od 23 września 2001 roku. Jeszcze kilka lat temu, gdy Szwecja podejmowała próby uwolnienia Dawita, który ma szwedzki paszport, było wiadomo, że żyje.
Piętnaście lat w więzieniu w Asmarze spędził Biniam Solomon, erytrejski rysownik znany jako Cobra. Jemu również nigdy nie postawiono zarzutów. Został uwolniony 12 marca 2026 roku, bez słowa wyjaśnienia.
Dawit Isaak we wrześniu 2001 roku opublikował list otwarty tak zwanej grupy G-15, wzywając władze Erytrei m.in. do wprowadzenia w życie konstytucji i zorganizowania wyborów. Wszyscy sygnatariusze zostali aresztowani. Dziś wiadomo, że jedenastu nie żyje. Sam Dawit w ciągu dwudziestu pięciu lat prawdopodobnie tylko dwa razy miał dostęp do pomocy lekarskiej.
Ówczesny minister informacji Naizghi Kiflu (2001-2003) i bliski doradca prezydenta powtarzał, że dziennikarze to gryzonie, których kraj z łatwością może się pozbyć. W Erytrei nie ma dziś ani jednej niezależnej gazety, stacji radiowej czy telewizyjnej. Od ćwierćwiecza nie ma również ani jednego zagranicznego korespondenta. 2 maja Reporterzy Bez Granic opublikowali Indeks Wolności Prasy 2025, obejmujący 180 krajów. Erytrea znalazła się na ostatnim miejscu. Korea Północna jest przedostatnia.
Kolejny minister informacji, Ali Abdu Ahmed, niby zniósł zakazy wprowadzone przez swojego poprzednika, ale wprowadził taką cenzurę, jakby wciąż obowiązywały. Sam zbiegł z kraju w 2012 roku i znalazł schronienie w Australii. Gdy jego piętnastoletnia wówczas córka Ciham próbowała przekroczyć granicę z Sudanem, została zatrzymana. Do dziś siedzi w więzieniu.
Minister obrony Mesfin Hagos uniknął więzienia tylko dzięki temu, że przebywał na leczeniu poza Erytreą. Do kraju już nie wrócił. Berhane Abrehe, były minister finansów został aresztowany za opublikowanie książki za granicą. Zmarł w więzieniu w 2024 roku.
Zazwyczaj władze nie informują rodzin o losach zatrzymanych. Prochy niektórych trafiły do morza lub jeziora.
Niepodległość – i co dalej?
We wrześniu 2001 roku do więzienia trafił również Seyoum Tsehaye, weteran wojny wyzwoleńczej, dziennikarz i reżyser. Jego żona była w siódmym miesiącu ciąży. W 2016 roku strażnicy więzienni potwierdzili, że Seyoum żyje. Wcześniej zostawili pracę i zbiegli z kraju.
Ożenił się w 1989 roku, ale nie chciał mieć dzieci w czasie wojny (1961-1991). Walczył o niepodległość. Gdy przyszła, przez kilka dni tańczył wraz ze współtowarzyszami na ulicach Asmary. „Nie pamiętam, żebym wrócił na noc do domu przez te pierwsze cztery, pięć dni” – wspominał. Tak świętowali ludzie, dla których walka o niepodległość była całym życiem. Często nie mieli butów, nosili sandały zrobione z opon. W maju 2001 roku, w dziesiątą rocznicę uzyskania niepodległości, sandały doczekały się nawet sześciometrowego pomnika w centrum Asmary. Po kilkunastu latach pomnik zniknął bez uprzedzenia. Ale wtedy już nie wolno było o nic pytać.
Pierwsze dni, tygodnie, lata niepodległości – to była euforia. Alkohol lał się strumieniami. Główna ulica w Asmarze – zwłaszcza wieczorem, gdy nie widać, że tu i ówdzie przydałby się kubeł farby – idealnie się do świętowania nadaje. Bary, kawiarnie, często wciąż noszące włoskie nazwy. Wiekowe, ale nadal sprawne ekspresy do kawy. Włoski film z akcją toczącą się w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych? Scenografia gotowa.
W wojnie o niepodległość kobiety stanowiły 30 procent walczących. Od 24 maja świętowali wszyscy. Także obecny prezydent Erytrei, Isajas. Był jednym z nich. Swoją małżonkę poznał w okopach Nakfy – miasta tak ważnego dla przebiegu wojny, że dało nazwę obecnej erytrejskiej walucie.
Nie było żadnych wyborów. Isajas jako przywódca ruchu walczącego o niepodległość z automatu objął rządy w kraju. Krytykował wtedy afrykańskich liderów trzymających się u władzy przez dekady. Bill Clinton określił go jako „renesansowego afrykańskiego przywódcę nowej generacji’.
Była wolność prasy. Działał uniwersytet. Trudno znaleźć moment, w którym coś zaczęło się zmieniać. Profesor Richard Reid próbuje uchwycić to w swojej książce Shallow Graves z 2020 roku. Był wtedy w Asmarze. Wykładał na uczelni. Uczył młodych Erytrejczyków ich własnej, skomplikowanej historii. Tak pisał o prezydencie Isajasie: „Marzyłem, żeby napić się z nim szkockiej. Zazdrościłem kolegom dziennikarzom, że mogli umawiać się z nim na wywiad. Trochę popijaliśmy z jego bratem – tyle udało mi się osiągnąć. Wszyscy byliśmy pod jego urokiem. Młodzi, starzy. Kobiety, mężczyźni. On. Nie trzeba było nawet dodawać imienia”.
Niepodległość bez wody i prądu
W 1998 roku wybuchła nowa wojna z Etiopią – jakby trzydziestu lat (1961-1991) nie wystarczyło. Tak bezsensowna, że zaczęto nazywać ją wojną dwóch łysych o grzebień. W tym wypadku – o małe targowe miasto Badme. Ponad sto tysięcy osób straciło życie. Liczba ofiar jest nieznana, mówiło się o 120 tysiącach. Teraz szacunki sięgają 300 tysięcy.
W bardzo krótkim czasie, wspomina profesor Reid, zniknął spartański geniusz i stoicki wizjoner, jak postrzegano prezydenta. Pojawiło się szaleństwo. Alkohol i testosteron przelewały się już wcześniej. Doszła paranoja. Więzienia zaczęły się zapełniać.
Niby wojna z Etiopią zakończyła się w 2000 roku, ale władze Erytrei uznały, że w każdej chwili może rozpocząć się na nowo. Trzeba więc być w gotowości. Nie spać teraz, żeby w przyszłości móc spać spokojnie. Taki slogan widzą młodzi ludzie zwożeni na ostatni rok szkoły średniej do obozu Sawa na pustynnym pustkowiu. Wojskowy dryl, spartańskie warunki, dużo przemocy, zero pomocy medycznej. Nawet gdy ktoś zasłabnie, zostanie ukąszony przez węża czy skorpiona.
Po roku w obozie młoda osoba zostaje w systemie. Jeśli uzyskała dobre wyniki, może zostać skierowana do dalszej nauki. Jeżeli szło gorzej, grozi jej praca w kamieniołomach, przy budowie dróg czy tam. Sześć dni w tygodniu, po kilkanaście godzin. Nie wie, kiedy zobaczy rodzinę albo dostanie kilka dni urlopu. Nie regulują tego żadne przepisy.
To właśnie przed tym uciekają młodzi. Legalnie raczej nie opuszczą Erytrei, musieliby uzyskać wizę wyjazdową. A to prawie niemożliwe. Zamężna kobieta może poruszać się po kraju – jeśli ma za co – bez zezwolenia. Wszyscy inni muszą je najpierw uzyskać, nawet na krótką podróż. Władze z dumą podkreślają, że między innymi dzięki takim przepisom na obrzeżach Asmary nie ma slumsów. A nie ma ich, bo nie ma napływu ludzi spoza stolicy.
Za to w tych wszystkich zabytkowych budynkach, dzięki którym Asmara od 2017 roku znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, nie ma też wody. Jest dostarczana dwa razy w miesiącu. Trzeba napełnić wszystko, co się da. Nawet duży hotel w centrum miasta ma wodę przez dwie godziny rano i wieczorem. Prąd tak samo. Tu power bank zawsze jest dobrym prezentem.
Erytrea w sojuszu z Chinami i Rosją
Obowiązuje narracja o najbardziej samotnej wojnie świata. W trzydziestoletniej wojnie o niepodległość Erytreę wspierała Libia, Syria, Irak, na początku także Chiny i Kuba. Przyjęcie pomocy po uzyskaniu niepodległości byłoby tylko środkiem przeciwbólowym i zniewoleniem – powtarza prezydent.
Od Chin jednak można. W sercu prezydenta zajmują szczególne miejsce. W latach 1967-1969 odbył tam szkolenie ideologiczne i wojskowe. Pozostała znajomość języka. Są pożyczki i inne formy wsparcia, choćby w ochronie zdrowia.
Autarkia autarkią, ale pszenica z Rosji też jest mile widziana. „Dominację USA w świecie należy przełamać. I to właśnie Rosja powinna przewodzić krajom, które widzą tę konieczność” – mówił prezydent Isajas podczas jednej ze swoich wizyt w Moskwie, deklarując przy tym, że Erytrea chętnie dołączyłaby do takiego sojuszu. W lipcu 2023 roku wziął udział w Forum Rosja-Afryka w Petersburgu. Wcześniej Siergiej Lawrow przywiózł do Asmary zaproszenie od samego Putina. W Asmarze złożył kwiaty pod pomnikiem Puszkina, którego dziadek pochodził z terenu dzisiejszej Erytrei.
Wiele rozmów dotyczyło wykorzystania ważnego strategicznie portu Massaua – tak by obejść sankcje nałożone na Rosję. Wiosną 2024 roku dwa rosyjskie okręty wpłynęły do Massauy, oficjalnie celem uczczenia trzydziestolecia stosunków dyplomatycznych między dwoma krajami. W kwietniu Asmarę odwiedziła rosyjska delegacja wojskowa. Rok później odbyły się rozmowy o współpracy medialnej – chodziło o ujednolicenie przekazu dotyczącego Rosji (tak aby zgadzał się z Russia Today).
Niepodległość bez wolności
Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy mają swoją metodologię obliczania długu krajów, które nie publikują danych. Dług Erytrei w stosunku do PKB wynosi 260 proc., a 80 proc. to dług wewnętrzny, czyli pochodzący z kraju. Mając tę wiedzę inaczej patrzy się na przepis zezwalający na wypłatę z konta maksymalnie równowartości 300 dolarów miesięcznie. To nie tylko ograniczanie swobód obywateli. Państwo po prostu korzysta z ich zasobów. Pieniądze na rachunkach na ogół pochodzą od rodzin za granicą. Nie będzie odsetek. Wszystko jest wykorzystywane na bieżąco. Na funkcjonowanie państwa, którego nie ma. Zgromadzenie narodowe ostatni raz zebrało się w 2002 roku. Ostatnie posiedzenie rządu odbyło się w roku 2018. Jest kilku ludzi wokół prezydenta, stojących na czele rządowych agencji. A decyzje i tak podejmuje on sam. Niezmiennie od 1993 roku. Jedyne sprawne instytucje w Erytrei to armia, kościół i meczet.
Mit samowystarczalności pozwala uzasadnić dożywotnią de facto służbę wojskową i autorytarne rządy. Pozwala też patrzeć z góry na inne kraje kontynentu, otwarcie korzystające zarówno z pomocy humanitarnej, jak i pożyczek od międzynarodowych instytucji finansowych.
Ktoś, kto tę sytuację przejmie, nie będzie miał łatwo. Ale kto miałby to zrobić? Ostatnia próba sprzeciwu miała miejsce w styczniu 2013 roku. Uczestniczyło w niej najwyżej 200 osób. Czołgi wjechały do Asmary. Na bardzo krótko udało się zająć siedzibę państwowej telewizji. Uczestnicy domagali się uwolnienia więźniów politycznych, wprowadzenia konstytucji, przeprowadzenia wyborów. W ciągu 24 godzin było po wszystkim. Przywódca rebeliantów sam się zabił, żeby uniknąć aresztowania. Resztę zgarnęły służby.
Opozycja nie ma szans na działanie. Dla wielu ludzi – zarówno w kraju, jak i na emigracji – prezydent to wciąż wizjoner i bohater wojny o niepodległość. Opozycję łatwiej tworzyć za granicą. Powstają kolejne ruchy i inicjatywy, ale za ich podziałami trudno nadążyć.
Prezydent Xi przysłał prezydentowi Isajasowi gratulacje. „Uważamy Erytreę za filar stabilizacji w turbulentnym regionie, jakim jest Róg Afryki. Podziwiamy mądrość i wizję prezydenta Isajasa” – napisał. Podobne głosy płyną z Somalii i Kenii. Stany Zjednoczone przymierzają się zniesienia sankcji nałożonych na Erytreę w 2021 roku za masakry ludności cywilnej podczas wojny w Tigraj.
Wielka polityka i język dyplomacji to jedno, życie ludzi to coś zupełnie innego. Co miesiąc pięć tysięcy osób podejmuje próbę wydostania się z kraju przez Sudan. Gdy w lipcu 2018 roku na kilka miesięcy otwarto granicę z Etiopią, było to nawet pięć tysięcy dziennie.
Jest niepodległość, nie ma wolności. Skąd miałaby przyjść?




![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)



!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.