Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Hondurasgate: Trump ułaskawia, ale wymaga

Gdy Donald Trump ułaskawił eksprezydenta Hondurasu skazanego na 45 lat więzienia za udział w handlu narkotykami, zadawano sobie pytanie: dlaczego akurat jego? Ta tajemnica zaczyna się wyjaśniać.

ObserwujObserwujesz
Były prezydent Hondurasu Juan Orlando Hernández
Walka

Na początku maja anonimowa grupa niezależnych dziennikarzy z Hondurasu – Diario Red i strona Hondurasgate – opublikowała serię nagrań rozmów byłego prezydenta tego kraju Juana Orlando Hernándeza, które ujawniają kulisy polityki zagranicznej Trumpa w krajach za południową granicą USA i nie wróżą nic dobrego, jeśli chodzi o przyszłość Hondurasu.

W najbardziej skandalicznym z międzynarodowego punktu widzenia nagraniu Hernández informuje obecnego prezydenta Hondurasu i swego kolegę z Partii Narodowej, Nasry Asfurę, że ludzie prezydenta Trumpa planują założyć platformę medialną, z której będą atakować lewicowe rządy Meksyku, Kolumbii i Brazylii.

Czytaj także Miasta wolności, czyli mokry sen miliarderów Magdalena Bazylewicz

Nagrania, które trafiły do sieci ze Signala, WhatsAppa i Telegramu, wstrząsnęły opinią publiczną w Ameryce Łacińskiej. Amerykańskie media nie podchwyciły jeszcze tematu; o wyciekach poinformowała lewicowa platforma Democracy Now! i hiszpański El País. O Hernándezie, którego nazwisko nie po raz pierwszy pojawia się w amerykańskich mediach, pisała wcześniej ProPublica.

Jako jeden z najbiedniejszych krajów zachodniej półkuli, Honduras od zawsze funkcjonuje jako państwo klienckie Stanów Zjednoczonych. To tu narodził się termin „republika bananowa” – w czasach, gdy największą potęgą w kraju była korporacja United Fruit Company (dziś znana z niebieskich naklejek na bananach jako Chiquita). Gospodarka Hondurasu jest praktycznie w całości opanowana przez amerykańskie firmy, a obecność wojsk USA na terenie kraju sięga lat 80., gdy z terytorium Hondurasu wojska USA wspierały kontrrewolucyjne oddziały walczące z lewicowym rządem Nikaragui.

Prawicowiec Juan Orlando Hernández rządził krajem w latach 2014–2022. Jak każdy prezydent Hondurasu współpracował z Waszyngtonem bez większych dyskusji. Po drodze mu zawsze było republikanami niż z demokratami, choćby dlatego, że demokraci mieli problem z przeprowadzoną przez niego rozbudową aparatu bezpieczeństwa. (W pierwszej dekadzie XXI wieku Honduras był znany jako światowa stolica morderstw).

W czasie swoich rządów Hernández miał się odznaczyć walką z kartelami narkotykowymi, znacznie ograniczając ich działalność w kraju. To on rozpoczął ekstradycję oskarżonych Hondurańczyków do USA, zaczynając od Carlosa Arnoldo „El Negro” Lobo, reprezentanta karteli Sinaloa i Cachiros, który miał mu opowiedzieć o spisku na jego życie. Kartele rzekomo nienawidziły za to prezydenta. To oczywiście jedna z wersji tej historii, a ci, którzy żyli pod jego rządami narzekali na ciężką rękę prezydenta.

Pierwsze oskarżenia, jakoby Hernández brał łapówki od karteli narkotykowych, pojawiły się w 2021 roku, gdy w Waszyngtonie przejęli na cztery lata władzę demokraci. Aresztowano go w 2022 roku – tuż po tym, jak dobiegła końca jego kadencja – a samo śledztwo prowadzono podobno przez lata. Ostatecznie Hernández został odesłany do USA i w 2024 roku skazany na 45 lat więzienia za budowanie politycznej kariery na pieniądzach z przemytu narkotykami. Jednym z postawionych mu zarzutów było przyjęcie milionowej łapówki od słynnego meksykańskiego barona Joaquína „El Chapo” Guzmána.

Czytaj także Depesza z protektoratu Wenezuela z płonącym Iranem w tle Ewa Sapieżyńska

I tu zaczyna się właściwa historia. W grudniu 2025 roku Donald Trump – ten sam który nazywa walkę z przemytem narkotyków swoim priorytetem i usprawiedliwia nią swoją brutalną, szowinistyczną politykę migracyjną – ułaskawił Hernándeza trzy dni po tym, jak Asfura wygrał w wyborach prezydenckich w Hondurasie.

Podobno Trump ułaskawił Hernándeza pod wpływem niesławnego błazna-mędrca amerykańskiej prawicy Rogera Stone’a, któremu udało się przekonać Trumpa, że Hernández nic złego nie zrobił oraz że sam – jak Trump – jest ofiarą demokratycznej administracji Joe Bidena i jego mściwego Departamentu Sprawiedliwości. Zarzuty pod jego adresem nagle okazały się słabe. Ludzie, którzy go oskarżyli, to przecież przemytnicy narkotyków; nie można ufać ich zeznaniom.

Były prezydent Hondurasu opuścił więc więzienie, skąd zabrano go do luksusowego hotelu Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Bo Hernández nie wrócił do Hondurasu. Zamiast tego zaczął nagrywać wiadomości i wysyłać je swoim politycznym kolegom. Działo się to w tym samym czasie, gdy świat z niedowierzaniem śledził bezprecedensową akcję USA wobec Wenezueli: amerykańskie władze aresztowały prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę, przewiozły ich do Stanów Zjednoczonych i postawiły im zarzuty uczestnictwa w organizowaniu przemytu kokainy.

W jednym z nagrań Hernández instruuje Asfurę, żeby załatwił 150 tysięcy dolarów na stworzenie platformy medialnej kierowanej przez ludzi Trumpa. Fundusze miały pochodzić z publicznych pieniędzy Hondurasu przeznaczonych na budowę dróg i mostów; inną ich część miał dostarczyć prezydent Argentyny Javier Milei. Nowa platforma miałaby atakować lewicową opozycję w Hondurasie oraz lewicowe administracje w regionie – Claudii Sheinbaum w Meksyku, Luiza Inácio Lula da Silva w Brazylii i Gustavo Petro w Kolumbii.

(Swoją drogą, postawa sąsiedniej Kolumbii stanowi kontrast dla honduraskiej uległości. Gdy w 2025 roku Trump zażądał, by Bogotá przyjęła samoloty wojskowe z deportowanymi obywatelami, prezydent Petro odmówił — wywołując tym krótki, lecz intensywny kryzys dyplomatyczny. Honduras nie stawiał takich oporów. Według ujawnionych rozmów wręcz aktywnie oferował własne więzienia i zasoby państwowe do dyspozycji Waszyngtonu).

Czytaj także Biały zawsze był panem. Dzieje biedy w Ameryce Łacińskiej Daniel Brusiło

Jakkolwiek problematyczne są wycieki rozmów Hernándeza w kontekście stosunków międzynarodowych, Hondurasgate to przede wszystkim kupa złych wiadomości dla samego Hondurasu. Najwyraźniej Hernández przymierza się do powrotu do władzy z pomocą USA; Asfura grzeje mu tymczasem fotel. Pod znakiem zapytania stoją zapewne wybory prezydenckie w Hondurasie w 2029 roku, bynajmniej nie pierwsze, które będą monitorować organizacje takie jak Freedom House. Kwestionowane były między innymi wyniki wyborów w 2017 roku, które dały Hernándezowi drugą kadencję.

W innym z ujawnionych nagrań Hernández rozmawia z przewodniczącym honduraskiego Kongresu Luísem Zambrano i wzywa go do stosowania „wszelkiego rodzaju przemocy”.

„W Hondurasie potrzebujemy siły, logistyki i krwi. Jeśli chcesz kontrolować ludzi, musisz ich gnębić. Ściskać. Tak mówi prezydent Trump” – perorował były prezydent, za przykład skutecznego zarządzania krajem podając narkobarona Pabla Escobara.

Na bananowym torcie jest wisienka: w nagraniach Hernández twierdzi, że zawdzięcza wolność wstawiennictwu nikogo innego jak samego premiera Izraela, Benjamina Netanjahu.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x