Alan Hollinghurst, Nasze wieczory, przeł. Katarzyna Makaruk, Filtry 2026

Tego ranka żadnych prób, zostaliśmy więc w łóżku – zrobiłem herbatę i siedzieliśmy szukając w internecie artykułów na temat Marka.
W łóżku, popijając herbatę, zostali Dave, aktor, który akurat nie ma próby, i jego mąż, Richard, para starszych już gejów. Czytają artykuły, które ukazały się po śmierci Marka Handlowa, bardzo bogatego i charytatywnego liberała. Niestety, ten liberał ma syna Gilesa, rówieśnika Dave’a. Giles jest znanym konserwatywnym politykiem, ministrem, jednym z ważnych architektów brexitu. Dave urodził się w 1948 roku, a jego historia kończy się w roku 2016, roku referendum brexitowego.
Hollinghurst to uznany i ceniony brytyjski pisarz starszej generacji, porównywany do Henry’go Jamesa – długie zdania, powolny, subtelny styl, drobiazgowe opisy, wnikliwe analizy psychologiczne. Bohater jednej z jego poprzednich powieści, Linii piękna, pisze doktorat o Jamesie i wręcz naśladuje jego styl. Ale oczywiście Hollinghurst jest pisarzem współczesnym, porusza aktualne tematy i – z tego jest najbardziej znany – jest pisarzem gejowskim.
Jego pierwsza powieść z 1988 roku, Klub koryncki, ukazała się w Polsce w 1993 i była chyba pierwszą wydaną przez dużą oficynę i dostrzeżoną książką, w której opowiada się o gejach i jest w niej dużo gejowskiego seksu. Chociaż w tym samy roku, w mniej znanym wydawnictwie, pojawił się też Pedał (w nowym wydaniu Queer) Burroughsa, ale przeszedł bez echa.
Była to literatura emancypacyjna, przecierająca szlaki, owiana nutą skandalu. W tym czasie ukazywało się już w Polsce trochę czasopism gejowskich, chociaż sam termin „gej” jeszcze nie był oswojony. Podobnie jak skrót LGBT, tym bardziej LGBT+ czy queer.
Temat ten – nieheteronormatywności – wchodził do dyskursu publicznego, publicystyki i polityki, ale odbywało się to stopniowo. Nie było wyautowanych osób publicznych. To wszystko już historia, opisana i nadal opisywana, będąca też przedmiotem studiów akademickich. Po ponad trzydziestu latach od ukazania się Klubu korynckiego nastąpiły ogromne zmiany w świadomości społecznej, ale też ukonstytuowała się polityczna homofobia. I to ona – mimo tych zmian – zwyciężyła, nadal nie udaje się wprowadzić nawet bardzo ułomnego prawa legalizującego związki jednopłciowe.
Literatura, kultura, popkultura dziś są jednak w zupełnie innym miejscu. Może dlatego czytając Nasze wieczory często przyłapywałam się na myśli: to już jest nieco staroświeckie. I grzeczne. I bardzo dużo jest o teatrze, dla mnie trochę za dużo. Ale są też nowe elementy.
Bohater nie pochodzi z klasy wyższej, nie jest bogaty. Wychowująca go samotnie matką jest krawcowa z małego miasteczka, ojcem Birmańczyk, o którym nic nie wiadomo. Także Dave będzie doświadczał i homofobii, i rasizmu. Skończy jednak elitarną szkołę średnią, dzięki stypendium Marka Handlowa. I tam spotka jego syna, który już wtedy był aroganckim chamem, który prześladował Dave’a, a nawet molestował. Poza tym chyba tylko w tej powieści Hollinghursta ważną rolę pełnią lesbijki – niezwykle ciepło opisana matka Dave’a i jej partnerka oraz ich przyjaciółki.
Dave rodzi się i dorasta w czasach, kiedy homoseksualizm jest prawnie zakazany, ale potem jest już otwarcie żyjącym i akceptowanym społecznie gejem, zawiera związek małżeński. Jednak na koniec okazuje się, że homofobia i rasizm nadal istnieją, a czasy sprzyjają politykom takim jak Giles. I jest to dość brutalne zakończenie.

Nicola Lagioia, Ciao, amore ciao. Morderstwo w Rzymie, przeł. Tomasz Kwiecień, Czarne 2025
Był pogodny wtorek 1 marca 2016 roku. Koloseum otwierało podwoje przed turystami spragnionymi widoku najsłynniejszych ruin na świecie. Tysiące ciał zmierzało do kas.
A z sufitu zaczęła skapywać krew. Chociaż jest to historia z gatunku true crime, to jeszcze nie jest to tytułowe morderstwo, to jedynie jakiś szczur utknął gdzieś nad sufitem. Miasto opanowane jest przez plagę szczurów. Ci, którzy odkupili bilety od kogoś, zapewne przekonają się, że są one fałszywe. Drobne kradzieże i oszustwa to też powszechna plaga. Rowery miejskie są niszczone przez wandali. Ogólnie to miasto chaosu, rozkładu moralnego, panoszącego się zła, piękne tylko z zewnątrz. Ale też wspaniałe i niepowtarzalne. Kiedy autor na kilka lat wyprowadził się z niego, wrócił przygnany tęsknotą.
Czy to zatem Rzym jest odpowiedzialny za morderstwo dokonane w marcu 1916 roku? Czy raczej ta zbrodnia jest jeszcze jednym dowodem rozkładu?
W swoim reportażu, napisanym w bardzo literacki sposób, skłaniającym do odczytywania go jako metafory, włoski pisarz i publicysta drobiazgowo bada głośną zbrodnię, którą zajmowały się wszystkie włoskie media.
Sprawcy to dwóch młodych, około trzydziestoletnich mężczyzn, pochodzących z dobrych domów – ojciec Manuela ma restaurację, ojciec Marco to znana osoba w środowisku kulturalnym, liberalny katolik, doradca w Ministerstwie Kultury.
Marco był gejem, zajmował się organizowaniem imprez, eventów, PR-em. Aktywny w środowiskach gejowskich, pociągali go heteroseksualni mężczyźni. Manuel to wieczny student, żyjący na garnuszku rodziców, czasem pomagający ojcu w interesach. Poznali się kilka miesięcy wcześniej, obaj niezadowoleni ze swego życia, uskarżający się na rodziców, uzależnieni od kokainy i alkoholu. Spotkali się w mieszkaniu jednego z nich, żeby się napić i naćpać. I trwało to bez przerwy przez kilka dni. Trudno powiedzieć, co im się roiło w głowach, ale podobno chcieli zobaczyć, jakie to uczucie zabić kogoś. Próbują kogoś zaprosić, ktoś przychodzi, potem opuszcza mieszkanie, w końcu Marco dzwoni po Lucę Varaniego. Przez kilka godzin torturują go i w końcu zabijają. Już następnego dnia obydwaj przyznają się do zbrodni.
W książce wciąż powraca fundamentalne pytanie: unde malum? Skąd zło? Jak wiadomo, nie ma na nie jednej satysfakcjonującej odpowiedzi. I autor też ostatecznie nie odpowiada na pytanie, czemu zabili? Z nudów?
Luca miał wtedy 23 lata, był dzieckiem adoptowanym przez zwykłą rodzinę z klasy niższej i przywiezionym do Włoch z sierocińca w Sarajewie. Od lat w związku z tą samą dziewczyną, planowali małżeństwo. Pracował w warsztacie samochodowym, ale zawsze brakowało mu pieniędzy, dorabiał więc, okazjonalnie uprawiając seks z mężczyznami. Nie był gejem.
Lagioia drobiazgowo bada akta sprawy, śledzi wszystkie doniesienia medialne, rozmawia z rodzinami i znajomymi sprawców i ofiary. Jego zainteresowanie tą zbrodnia, na granicy obsesji, wynika z tego, że i on w młodości nie był święty i czuje, że mógłby przekroczyć pewną granicę i stać się kimś podobnym do sprawców.
W tle jest jeszcze jeden wątek, wydaje się słabo zarysowany, wręcz ukryty, ale istotny. Do Rzymu przyjeżdża starszy, dobrze sytuowany Holender, wszystko ma zaplanowane, odbiera klucz do kawalerki, za chwilę pojawi się w niej trzynastolatek, z którym będzie uprawiał seks. Nie planował, tego, że zostanie aresztowany, ale wiedział, że raczej nic mu nie grozi. We Włoszech seks z dzieckiem poniżej 10 lat jest ścigany z urzędu, jeśli małoletni miał 10-14 lat wymaga to zgłoszenia przez rodziców, powyżej tego wieku, do 18 lat – przez ofiarę. Trzynastolatek, który zadenuncjował Holendra, był imigrantem, nie miał we Włoszech rodziców. I Holender spokojnie wrócił do domu.
To nie był obsceniczny (jakby powiedział wiadomo kto) eksces, tylko systemowa możliwość pozwalająca bogatym korzystać z „zasobu”, jakim są biedni. Czy klasa też miała znaczenie w zbrodni popełnianej przez Marco i Manuela?






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.