Kraj, Weekend

List do George’a Clooneya w sprawie pomocy humanitarnej dla miasta Łódź

Łódź, najszybciej wyludniające się miasto w kraju, potrzebuje pomocy, o czym przekona się Pan sam, wychodząc z samolotu. Cieszę się, że organizatorzy Igrzysk Wolności zdecydowali się Pana tu sprowadzić.

Drogi Panie George’u!

Już za dwa miesiące przyjedzie Pan do naszego miasta, by wziąć udział w festiwalu. Mowa o wielkich Igrzyskach Pieniądza i Wolności, gdzie zaprasza się tych, którzy uśmiechali się, mówiąc „nic wam nie będzie” i zastawiali wnyki na biednych. Dziś wciąż uśmiechają się życzliwie, gdy na Igrzyskach zwraca się do nich Szanowny Panie Profesorze Leszku Balcerowiczu i pozwala powtarzać, że upadek przemysłu włókienniczego przyniósł pozytywne efekty.

Szkoda, że nie zobaczy pan Łodzi latem. Wspaniałej Białej Fabryki przy parku Reymonta i pływającej po jeziorku obok niej rodziny łysek. Dzikiej łączki przy Górniaku, zagarniającej w swoje ramiona wszystko, co się nawinie, obojętne czy chodzi o nasiona dzikich roślin, porzucone zdrapki układające się w struktury przypominające gniazda, czy szukającego chłodu, zmęczonego dniem człowieka.

Nie będzie pan miał szans zobaczyć, jakie piękne cienie kładzie na chodnikach niekoszona trawa, być może nie dojrzy Pan obrośniętych żółtym zielskiem bladych kontenerów, przypominających jak wielki jest świat, że gdzieś tam daleko, wiele dni podróży od Łodzi są inne kraje.

Z dziurawych daszków stoisk handlowych nie spadnie na pana oczach letni deszcz i nie zmoczy towarów może i przeterminowanych, lecz wciąż przecież pysznych. Wiosenna i letnia Łódź ma w sobie delikatność, której trudno nie zauważyć, i zdezorganizowaną żywiołowość, jedyną w swoim rodzaju – naprawdę, nie ma w tym grama przesady.

Igrzyska nierówności imienia wujka Balcerowicza

Październik bywa przygnębiający. Piasek na ulicach będzie nasiąkał wilgocią, a skwerki, łąki, nieużytki, przestrzenie między kamienicami i niektóre podwórka skruszewieją. Oczywiście, będzie to mieć swój urok – choć już nie tak oczywisty. Stonowane światło wydostające się wraz z ludźmi z bram może Pana nie zachwycić – tak inne będzie od tego z Miasta Słońca, gdzie pan żyje. A tęczowa łuna wypadająca z kominów? Trudno być jej entuzjastką. Wszystkim nam w pażdzierniku zaczyna powoli brakować ciepła a w olbrzymiej ilości mieszkań,
także tych w centrum miasta,
także tych nieopodal Piotrkowskiej
także tych przy Piotrkowskiej
wciąż pali się wyłącznie węglem, brykietami i tym, co jest.

Błoto, z braku słońca, wylewać się będzie znużenie z dziur w niedawno remontowanych, a już znów wymagających napraw ulicach. Ciągnąć się będzie się wzdłuż lokali zamkniętych na czas remontów. Część z nich już nigdy się nie otworzy. Zakład fryzjerski. Bar. Księgarnia. Sklep z ubraniami. Sklep z chlebem. Czapki. Dołączą do tych, które na zawsze zamknęły się przy poprzednich, przedłużających się remontach. Wszystkie do siebie podobne, wszystkie przygnębiające na swój własny sposób. Czyjeś miejsca pracy, czyjeś niezarobione pieniądze na czynsz.

Zaznaczę od razu – na wypadek, gdyby miało dojść do jakiejś niezręczności, której mógłby się Pan kiedyś wstydzić – nie będzie to sceneria przygotowana specjalnie dla Pana, nie plan filmowy, nie mistyfikacja.

(Nie zamkną się te, które mają lepszych właścicieli. W gazecie piszą: „Wiceprezydenci Łodzi Tomasz Piotrowski, Adam Wieczorek, Adam Pustelnik i Małgorzata Moskwa-Wodnicka, a także ich szefowa, prezydent Hanna Zdanowska, łącznie są właścicielami lub współwłaścicielami przeszło 30 nieruchomości: domów, mieszkań, działek”.)

Tylko czy coś tak drobnego, jak osiadające na kurtkach i w płucach fluorescencyjne powietrze, a może nawet odrobina błota na ulicach, może przestraszyć samego Batmana? Lekarza ostrego dyżuru, operującego na otwartym sercu? Działacza humanitarnego George’a Clooneya – jak opisano Pana na stronie festiwalu?

Łódź, najszybciej wyludniające się miasto w kraju, potrzebuje pomocy, o czym przekona się Pan sam, wychodząc z samolotu. Cieszę się, że organizatorzy Igrzysk (chwalący się na swojej stronie, że występowali u nich wykładowcy Cambridge i „byli premierzy tak potężnych państw jak Rosja”) zdecydowali się Pana tu sprowadzić. Również prezydentka Hanna Zdanowska nie kryje zadowolenia – widziałam, jak chwali się Panem w mediach społecznościowych.

Festiwal Bittersweet w Parku Cytadela. Czy nietoperze muszą słuchać Taco Hemingwaya?

Miasto dołożyło w poprzednich dwóch latach do tego „wiodącego Festiwalu Idei w Europie Środkowo-Wschodniej” milion trzysta tysięcy złotych. Widocznie włodarze i think-tankowcy wyczerpali już wszystkie znane im sposoby, by uczynić Łódź bardziej przyjaznym miejscem i zatrzymać odpływ mieszkańców. Postanowili więc kupić pomoc mądrzejszych od siebie głów. Pana.

Wcześniej próbowano ratować sytuację, dokupując egzotyczne zwierzęta do zoo. Reklamowano możliwość wzięcia ślubu na oczach uwięzionych stworzeń („Ślub w Orientarium to połączenie niezliczonych możliwości technicznych z morską atmosferą w samym centrum Polski”) albo kolacji w oceanicznym tunelu („Kolacja w tunelu oceanicznym Orientarium ZOO Łódź to idealny moment, by w niezwykłych okolicznościach usiąść do stołu i cieszyć się nie tylko doskonałym posiłkiem, ale i pięknymi widokami”).

Okazało się jednak, że to za mało. Podobnie jak sprowadzane z innych miast festiwale muzyczne, podczas których milutcy, choć wampiryczni urzędnicy łapią młodzież za łokcie (choć ta myślami jest już w innych miastach albo za granicą), byle tylko zrobić sobie z nią zdjęcie.

Można by sądzić, że zaproszenie Pana do umierającego miasta to kolejna efektowna głupota. Że ta wizyta i honorarium to taki sam nonsens, jak marzenia wiceprezydenta Tomasza Piotrowskiego (330-metrowy dom i siedem mieszkań) o darmowym koncercie Stinga w Łodzi. „Mam takie marzenie” – powiedział. I rety, gdzieś już to słyszałam, dawno temu. Może to więc myślenie, którego trzeba się wyzbyć, podszepty umysłu biedaka? Bo przecież żeby wyjąć, trzeba najpierw włożyć. A może i Sting jest humanitarnym działaczem, który przyjedzie tu z misją?

Tusk uległy wobec silnych, podły wobec słabych

Naprawdę potrzebujemy pomocy. Niech Pana nie zmylą fajerwerki i garnitury, które zobaczy Pan na festiwalu w EXPO, ogrom dostępnych książek ani rozmowy z ludźmi kultury o ich garderobie czy upodobaniach kulinarnych. W Łodzi jak wszędzie tylko nieliczni leżą brzuchem do góry, większość leży twarzą do ziemi albo stoi na trzeciej zmianie w pracy. EXPO jest tylko miasteczkiem festiwalowym, atrapą nieistniejącego miasta. Mogłoby się wydarzyć w dowolnym miejscu, Monako czy Waszyngtonie. Podobnie jak festiwale muzyczne, którym przecież zupełnie niepotrzebne miasto, wystarczy opustoszały step.

Proszę pamiętać, że nawet ten, kogo los zmusza do wyciągania ręki po pomoc, może w ostatniej chwili odczuć wstyd. Jeśli tak się stanie, a organizatorzy Igrzysk czy osoby na wysokich urzędniczych stanowiskach w akcie desperacji będą próbowali pokazać Panu prywatne, odmalowane kamienice, własne lofty, kilkusetmetrowe domy czy żarłacze brunatne, będzie Pan musiał zaufać własnemu instynktowi. Wybrać się gdzieś na własną rękę, przyjrzeć się domom, chodnikom, zajrzeć w witryny zamkniętych księgarń i barów. Zobaczyć ogrom zaniedbań i obmyślić strategię ratowania Łodzi.

Po prawdziwe życie niech Pan wybierze się na pobliską ulicę Wróblewskiego i jej okolice, gdzie pech i rukiewniki. Niech Pan spojrzy w okna domów bez dostępu do miejskiej sieci ciepłowniczej czy kanalizacji, w roztrzaskane oczy kotów z miejsc, które w rok zużyły już osiem żyć. Niech Pan zajrzy na Górniak, Polesie, Bałuty. Niech pan zobaczy jak do pustostanów na noc wracają ludzie. Nie musi Pan nawet odchodzić od Piotrkowskiej czy EXPO. Kamienice się sypią, i nie ma miesiąca, by o tym nie pisały gazety. Odpadają tynki, wybuchają pożary.

Żyjemy, Panie George’u kochany, w domach z pourywanymi schodami i poręczami, poobijanymi klatkami schodowymi, w mieszkaniach ogrzewanych farelkami albo kopciuchami. Mój kolega ma pękniętą ścianę w mieszkaniu, drugi kolega też ma pękniętą ścianę, ja mam pękniętą ścianę, a w mieszkaniu zaproponowanym mojej koleżance po eksmisji nie było toalety. W dziesiątkach tysięcy mieszkań komunalnych w Łodzi nie ma toalet i łazienek. Potrzebujemy Pana pomocy.

Kończąc, chciałabym Pana przeprosić za formę. Dlaczego piszę list zamiast spotkania w cztery oczy, skoro będzie Pan w naszym mieście osobiście? Czy jestem aż takim tchórzem? Zapewne trochę jestem, ale też zwyczajnie nie stać mnie na bilet – ten jedyny, który gwarantuje spotkanie z Panem, za 3500 zł.

Sincerely,

Olga

P.S. Igrzyska Wolności, festiwal dotowany przez miasto Łódź, którego sponsorami są TVP, TVP Info, Totalizator Lotto oraz zagraniczne fundacje, aktywnie poszukuje wolontariuszy do pracy za darmo. Znajomi i znajome, którzy wzięli udział w panelach w poprzednich latach, otrzymali wynagrodzenie niższe, niż sugerowałby opis „wiodącego festiwalu idei”. Na Pana miejscu poprosiłabym o wypłatę honorarium przed przyjazdem, żeby nie pomylili Pana z wolontariuszem, który robi za frajer – nigdy nic nie wiadomo.

**

Olga Hund – pisarka i tłumaczka. Autorka książek Psy ras drobnych i Łyski liczą do trzech. Za Psy ras drobnych otrzymała Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza i Nagrodę im. Josepha Conrada oraz nominację do Nagrody Literackiej Gdynia.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij