„Nienawidzę seksu”. To nie seks jest winny, tylko sprawca przemocy
„To nie seksu nienawidzę. Nienawidzę tego, że kiedyś ktoś mi wmówił, że mu się ode mnie ten seks należy”.
„To nie seksu nienawidzę. Nienawidzę tego, że kiedyś ktoś mi wmówił, że mu się ode mnie ten seks należy”.
Od czasu „Nieoszlifowanych diamentów” braci Safdie nie mieliśmy w kinie tak fascynującego, pulsującego brudną energią, nieturystycznego Nowego Jorku.
Rodzice piszący pod hasztagiem, by „zostawić ich dzieci”, wiedzą, że za niewinnym przedmiotem wprowadzonym do szkół przez Nowacką kryje się WHO, której celem jest rozłożona na kilka pokoleń depolonizacja.
O tym, po co ludziom sekslalki i seksroboty, jak o nie dbać oraz jakie zagrożenia czyhają na użytkowników, mówi Ewa Stusińska, autorka książki „Deus sex machina. Czy roboty nas pokochają?”.
Historię Sashy można czytać jako przetworzony przez pracę bogatej i specyficznej filmowej wyobraźni portret rodziny, w której rodzice nie wiedzą, co zrobić z córką, z pobudek etycznych odmawiającą spożywania produktów odzwierzęcych.
Tytuł artykułu w serwisie TVN24 nakręca panikę moralną mężczyzn bojących się rzekomego wysypu fałszywych oskarżeń.
Pracownice seksualne nie potrzebują klepania po plecach, tylko umów, miejsc pracy i związków zawodowych.
Fragment książki Laury Bates „O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet”.
Jeśli ktoś ma wielu partnerów seksualnych, ale nie odczuwa z tego powodu żadnego dyskomfortu, to nie ma powodu, żeby mówić o chorobie czy zaburzeniu – mówi Shane Kraus, zajmujący się kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi.
Przekonanie, że „kobiety powinny osiągać orgazm podczas stosunku seksualnego” jest zwykłym kulturowym urojeniem.