Bieriezowski byłby jak Chodorkowski?
Gdyby Bieriezowski został w Rosji, to dzisiaj mroczna przeszłość i nieuczciwe pieniądze zostałyby pewnie odsunięte w niepamięć.
Imperium, które nigdy nie umarło.
Gdyby Bieriezowski został w Rosji, to dzisiaj mroczna przeszłość i nieuczciwe pieniądze zostałyby pewnie odsunięte w niepamięć.
Ten pomysł pojawił się jeszcze w czasach prezydentury Miedwiediewa, ale przypomniano sobie o nim dopiero wraz z wybuchem masowych protestów.
Nad kolejnym państwem UE zawisła groźba bankructwa. Jednak tym razem możliwa niewypłacalność Cypru przeraziła w równym stopniu Brukselę, co Moskwę.
Lata dwutysięczne okazały się dla Rosjan jednym z najbardziej dostatnich okresów w historii. W tym kontekście jest zrozumiałe, że ludzie nie rwą się na barykady.
Śmierć trzyletniego Maksima Kuźmina adoptowanego przez amerykańską rodzinę ponownie wywołała dyskusję, kto może wychowywać rosyjskie sieroty.
Takie słowa można było usłyszeć w Dumie podczas pierwszego czytania ustawy o zakazie „propagandy homoseksualnej”.
„Ręce precz od dzieci” – krzyczeli mieszkańcy Moskwy na niedzielnym pochodzie. Tak zareagowali na ustawę zabraniającą Amerykanom adopcji w Rosji.
Mandat za miauczącego w nocy kota? Areszt za bitwę na śnieżki? Takie rzeczy tylko w Petersburgu.
Trzeba być realistą i zdawać sobie sprawę z tego, że w dzisiejszym świecie i przy dzisiejszych mediach nie ma możliwości, aby opozycja zwróciła się do wszystkich Rosjan.
Kreml udaje, że dąży do globalnej pozycji, tak naprawdę jednak stara się przykryć zawężenie sfery swoich bezpośrednich interesów.