Hipnotyzujące arcydzieło o traumie
To film, który warto zobaczyć w kinie – w przestrzeni wyraźnie oddzielonej od codzienności, na ekranie większym od nas samych, który potęguje senną, hipnotyczną strukturę opowieści.
„Kino jest najbardziej perwersyjną ze sztuk – nie daje ci tego, czego pożądasz, ale mówi, jak pożądać” – Slavoj Žižek.
To film, który warto zobaczyć w kinie – w przestrzeni wyraźnie oddzielonej od codzienności, na ekranie większym od nas samych, który potęguje senną, hipnotyczną strukturę opowieści.
Czy poważne kobiety mogą lubić niepoważne rzeczy? A może należy raczej zapytać: dlaczego rzeczy, które kobiety lubią, są tak często uważane za „niepoważne”? Przyglądamy się fenomenowi serialu „Gorąca rywalizacja”.
Ukraiński reżyser opowiada o swoim nowym filmie, dokumentującym pobyt rosyjskich okupantów w Czarnobylu w 2022 r., nuklearnym kolonializmie i rozwoju nowej ukraińskiej eseistyki filmowej o tematyce wojennej.
Współczesną kulturę audiowizualną charakteryzuje nadmiar. Samych premier kinowych mamy w Polsce tyle, że nie sposób nadążyć, a jest jeszcze VOD i seriale. W tym natłoku ginie wiele wartościowych produkcji. Oto krótki przewodnik po kilku, które mogliście przegapić w tym roku.
„Jedyna” jest po gilliganowsku niespieszna, historia dopiero nabiera rozpędu. Z czasem z pewnością wykrystalizuje się mocniejsza tematyczna oś opowieści. Boję się jednak, że może to być jeden z ostatnich tego typu seriali.
Dlaczego krzesło rozpadło się akurat wtedy? Czemu właśnie pod nim? Kto je tam ustawił? Kto wyprodukował i po co? A czy zwróciliście uwagę, że „Soros” czytany wspak daje też „Soros”?
Handlarze bronią urobili Amerykanów tak, że masakra dzieciaków w szkole jest traktowana jak klęska żywiołowa, jak tornado. Nie da się jej powstrzymać, ale można sprzedać gadżety i kursy chowania się pod ławką.
Mniej lub bardziej dyskretna prorosyjskość w polityce już nie jest tabu, choć jeszcze trzy lata temu wydawała się nie do pomyślenia.
Czy „ciemnego renesansu” reakcyjnej prawicowości nie powinniśmy wiązać z nostalgiczną kanonadą, jakiej ciągle jesteśmy poddawani? I czy przez stawianie na piedestale czasów minionych nie możemy się cieszyć z czasów obecnych?
To, jak przekonująco Smarzowski pokazał koszmar przemocowej relacji pozwala zapomnieć o pewnej słabości diagnostycznej warstwy jego najnowszego dzieła.